Szymon Strzeja

Sie 302020
 
Sztandar Polski i Gazeta Rybnicka, 1934, R. 15, Nr. 81

Wśród przejętych przez Archiwum Państwowe w Raciborzu dokumentów Urzędu Stanu Cywilnego w Rybniku, znajduje się Księga Zgonów z 1934 roku. Na kolejnych siedmiu kartach tej księgi odnajdujemy siedem aktów zgonu sygnowanych numerami od 186 do 192. Wszystkie dokumenty poświadczają śmierć osób noszących to samo nazwisko: Studnic. Trwogę budzi wiek zmarłych: najstarszy Augustyn miał 37 lat i był ojcem pozostałej szóstki, dzieci w wieku od jednego roku do dziewięciu lat.

Był wtorek 10 dzień lipca 1934 roku. Studnicowie wraz z dziećmi zajmowali mieszkanie w lokalu nr 2 na terenie Zakładu Psychiatrycznego w Rybniku przy ulicy Gliwickiej. Sześcioro małych dzieci przyzwyczaiło sąsiedztwo do głośnych odgłosów od samego rana. Jednak tamtego ranka w mieszkaniu Studniców było niepokojąco cicho. Około godziny 10 rano sąsiadka Maria Skobelowa miała zajrzeć przez okno i zauważyć, że dzieci nadal śpią. Co niektórzy zaczęli w tym samym czasie wyczuwać zapach gazu. Kiedy sąsiadom udało się wyważyć drzwi i wejść do sypialni, ich oczom ukazały się leżące na podłodze zwłoki ojca rodziny, a w łóżkach jego dzieci. Zauważono także gumowego węża, biegnącego od kuchennego kurka z gazem świetlnym, przez otwór wywiercony w drzwiach sypialni.

Szybko stało się jasne, że do tragedii doprowadził Augustyn, który od jakiegoś czasu zdradzał objawy choroby psychicznej. W prasie pojawiła się informacja, że jego pierwsze problemy z „naprężeniem nerwów” pojawiły się, gdy miał 13 lat. Pogłębić je miały wydarzenia z czasów powstań śląskich. Urodzony w Zabełkowie w 1897 roku, od zawsze czuł się Polakiem i jako taki, w czasach walk o przynależność Śląska, opowiadał się przeciwko niemieckiej władzy. Jak podaje „Sztandar Polski” Studnic miał spędzić rok w więzieniu raciborskim, zagrożony wyrokiem śmierci. „Siedem Groszy” dopowiada, że obciążono go fałszywymi zarzutami o dokonanie mordu politycznego, a umorzenie śledztwa zawdzięczał staraniom Komisji Międzysojuszniczej. Po plebiscycie, mimo iż w Zabełkowie nieznaczną ilością głosów zwyciężyli wyborcy opowiadający się za Polską, miejscowość pozostała pod rządami niemieckimi. Nie wiadomo kiedy i w jakich okolicznościach znalazł się po polskiej stronie granicy. Prasa nazywa go uchodźcą. Ożenił się z Elżbietą Jokel (w aktach zgonów dzieci, w rubryce matka wpisano Elżbieta z Jokelów), jak już wiemy urodziło im się sześcioro dzieci: Alojzy – w chwili śmierci 9 lat, Eugeniusz – 7, Agnieszka – 6, Adam – 4 , Herman – 3 i najmłodszy Jan, który przeżył jeden rok.

Sztandar Polski i Gazeta Rybnicka, 1934, R. 15, Nr. 81
Nekrolog (Sztandar Polski i Gazeta Rybnicka, 1934, R. 15, Nr. 81)

W Zakładzie Psychiatrycznym w Rybniku początkowo pracował jako stolarz, jednak stan jego zdrowia stale się pogarszał. Studnic miał wciąż powtarzać, że ktoś robi mu na złość. Wobec tego powierzono mu funkcję pielęgniarza – zajmował się chorymi, którzy pracowali na roli. Już po zdarzeniu, dyrekcja szpitala wydała oświadczenie, iż mężczyzna od dłuższego czasu cierpiał na uporczywe bóle głowy, które nie ustępowały pomimo podjętego leczenia. Studnic miał obawiać się, że przez chorobę straci pracę, a rodzina zostanie bez środków do życia. Gazety pisały też o innych zmartwieniach rodziców: jeden ze starszych z chłopców stracił oko, zaś Adam był sparaliżowany. Informacje, które docierały do dyrekcji musiały być na tyle niepokojące, że do mieszkania Studniców zdecydowano się wysłać ślusarza, któremu polecono zakręcić i zabezpieczyć dopływ gazu.

9 lipca Elżbieta wyjechała do Lipin w powiecie świętochłowickim, gdzie mieszkał jej brat. Ten moment wykorzystał Augustyn. Usunął zabezpieczenia, do kurka podłączył węża, wszystkie dzieci położył do sypialni, mimo iż dwoje z nich zazwyczaj spało w kuchni, przewiercił otwór w drzwiach, a gdy wszystko było przygotowane, włączył gaz i położył się przy dzieciach.

Raport sytuacyjny Komendy Powiatowej Policji w Rybniku z dn. 11.07.1934r.
Raport sytuacyjny Komendy Powiatowej Policji w Rybniku z dn. 11.07.1934 r.

Wiadomości o wydarzeniach w mieszkaniu Studniców szybko zaczęły się rozchodzić wśród okolicznych mieszkańców. Na miejsce przybył doktor Januszewski, który stwierdził, że ofiary nie żyją od kilku godzin. Zdecydowano wysłać depeszę do Lipin, aby powiadomić Elżbietę Studnicową. Niczego nie przeczuwająca kobieta była wtedy już jednak w drodze powrotnej i po przyjeździe do Rybnika postanowiła wstąpić do sklepu, żeby kupić dla dzieci cukierki. „W sklepie żywo komentowano wiadomość o tragedii, gdy Studnicowa weszła do składu, a usłyszawszy to wszystko, padła jak gdyby rażona piorunem na podłogę. Obecni w sklepie pospieszyli nieszczęśliwej kobiecie z pomocą i wkrótce oszalała z bólu matka, wyrywając się z rąk litościwych osób, pędem pobiegła do domu” – relacjonował korespondent „Siedmiu Groszy”.

13 lipca o godzinie 8.00, przy udziale kilku tysięcy żałobników, rozpoczęły się uroczystości pogrzebowe Studniców. Z kostnicy Zakładu Psychiatrycznego w kierunku starego kościoła wyruszył kondukt z dwoma karawanami. W pierwszym, obok którego kroczyły dziewczęta w bieli, znajdowało się sześć białych trumien. Drugi wiózł trumnę ojca. Po mszy zmarłych odprowadzono na rybnicki cmentarz, gdzie pochowano ich we wspólnym grobie.

Prasa niezwykle ciepło wypowiadała się o sprawcy nieszczęścia. Pamiętano mu, że kochał i cierpiał dla polskiej ziemi. Podkreślano, że dbał o rodzinę i odznaczał się dużą religijnością. Zapewne o tym wszystkim mówił nad mogiłą ksiądz proboszcz Franciszek Wieszok, podczas swojej pożegnalnej mowy, w czasie której – jak opisują gazety – zgromadzony tłum szlochał.

Sztandar Polski i Gazeta Rybnicka, 1934, R. 15, Nr. 82
Podziękowanie (Sztandar Polski i Gazeta Rybnicka, 1934, R. 15, Nr. 82)

Nie wiadomo jakie były dalsze losy Elżbiety Studnic. Zachowana dokumentacja Zakładu Psychiatrycznego w Rybniku, dotycząca Augustyna, wytworzona została już po wypadku, a dotyczy głównie przyznania wdowie renty i opuszczenia przez nią służbowego mieszkania. Adnotacja na korespondencji wskazuje, że kobiety należy szukać w Popielowie bądź u brata w Lipinach. Jest prawdopodobne, że przeżyła wojnę, a z racji tego, że w chwili śmierci męża miała około 30 lat, mogła nawet założyć nową rodzinę. Być może żyją jeszcze ludzie, którzy zupełnie nieświadomie, mijali na drodze spieszącą na cmentarz kobietę, której serce – tamtego poranka – rozpadło się na siedem kawałków.

 

Andrzej Korsarz

 

W artykule wykorzystałem:

  • Wycinki prasy międzywojennej.
  • Dokumenty Archiwum Państwowego w Katowicach oraz w Raciborzu
Maj 242020
 

W dniu 23.05.2020  Zabytkowa Kopalnia Ignacy zamierzała zorganizować Noc Muzeów wraz z Zapomnianym Rybnikiem. Niestety zaraza, która ograniczyła wszelką ludzką działalność nie pozwoliła na jej dotychczasową formę. Publiczności udało się odwiedzić Zabytkową Kopalnie Ignacy i spotkać się z nami – jednak tylko wirtualnie. Poniżej relacja z tej wirtualnej nocy, która odbyła się na facebooku.

Początki forum „Zapomniany Rybnik” sięgają grudnia 2006 roku. Niedługo później grupa pasjonatów i miłośników historii naszego miasta i okolic rozpoczęła walkę o uratowanie polskiego schronu z 1939 r. znajdującego się na Wawoku. Starania osób związanych z forum oraz ze Stowarzyszeniem Na Rzecz Zabytków Fortyfikacji „Pro Fortalicium” zakończyły się sukcesem. Od lat schron jest udostępniany do zwiedzania w trakcie dni otwartych. Ostatnim spektakularnym działaniem grupy była walka o zachowanie schronu Maroko, który został odsłonięty w trakcie prac budowlanych przy nowym markecie na Nowinach. Przez wiele lat forum, strona internetowa, a także fanpage na Facebooku Zapomniany Rybnik Pl stały się wirtualną przestrzenią dla ludzi dzielących wspólną pasję. Wraz z „Zapomnianym Rybnikiem” rybniczanie mogą wspominać dawne czasy, poszukać informacji, ciekawostek, czy poczytać o kompletnie zapomnianych rybnickich sprawach, ludziach, czy wydarzeniach.
Przez lata wielu zainteresowania członków tej nieformalnej grupy ewoluowały. Młodzi ludzie stali się dorosłymi, dojrzali się postarzeli, jednak nie zmieniło to ich patrzenia na świat przez pryzmat historii. Prawie wszyscy, których zobaczycie w trakcie naszej Nocy Muzeów poznali się w miejscu, od którego zaczęła się historia „Zapomnianego Rybnika”.
I do tego miejsca Was najpierw zapraszamy. O Polski schron bojowy „Wawok” opowie nasz kolega biker, czyli Remigiusz Michalik.
.

Przedstawiamy naszych przyjaciół z Zabrza 🙂

Opublikowany przez Zapomniany Rybnik Pl Sobota, 23 maja 2020

Remigiusz Michalik, dla nas biker, gdyż nadal używamy forumowych nicków, przybliży Wam historie 3 rybnickich schronów obronnych z 1939 roku. Remik to człowiek orkiestra. Jest aktorem-amatorem, rekonstruktorem, kolekcjonerem, a przede wszystkim osobą, której leży na sercu zachowanie dziedzictwa naszego miasta 👏
Dlatego też jest w grupie „Zapomnianego Rybnika” od samego początku. Siądźcie wygodnie w fotelach i posłuchajcie o ważnym fragmencie historii naszego miasta

https://www.facebook.com/KopalniaIgnacy/posts/2596006547316922

Jednym z pasjonatów „Zapomnianego Rybnika” jest saper1939, czyli Marcin Ruś. Pięć lat temu założył prywatne Muzeum Wojny Obronnej Rybnik’39. Gromadzi ono eksponaty o tematyce militarnej związanej z Wojskiem Polskim okresu międzywojennego, a w szczególności z I batalionem 75 Pułku Piechoty, który stacjonował w Rybniku do września 1939 roku.
Gdyby ktoś posiadał zdjęcia, dokumenty, militaria i chciałby je odsprzedać lub przekazać na wystawę do Muzeum to zachęcamy do kontaktu pod numerem 📞 791819141.
Zapraszamy na wizytę!

https://www.facebook.com/zapomnianyrybnik/posts/3111253215648184

https://www.facebook.com/zapomnianyrybnik/posts/3111375038969335

https://www.facebook.com/KopalniaIgnacy/posts/2596502190600691

https://www.facebook.com/KopalniaIgnacy/posts/2596697970581113

https://www.facebook.com/zapomnianyrybnik/posts/3111468972293275

https://www.facebook.com/zapomnianyrybnik/posts/3111522602287912

 
Zacytujemy na koniec Zabytkową Kopalnię Ignacy:
 
„Ślemy uściski do wszystkich, którzy przyczynili się do tego, że całe przedsięwzięcie się udało. Brawa dla Was 👏
Zapomniany Rybnik Pl 👏😘
Remigiusz Michalik👏😘
Rowery Zabytkowe – Zabrze, Karolina Michalik, Adam Wojtyczka, Michał Cieślik👏😘
Teatr Lalek Marka Żyły i Marek Żyła👏😘
G.I.MAX – Max Walczy 😘👏💪
Muzeum Wojny Obronnej Rybnik’39 i Marcin Ruś 😘👏
Jews of Rybnik/ Rybniccy Żydzi ✡️👏
 
Organizatorami od strony technicznej byli:
Adam Grzegorzek
Małgosia Płoszaj
Katarzyna Buchalik”
 
Dziękujemy!
Kwi 052020
 

Na jej ślad natknąłem się zupełnym przypadkiem, przeglądając przedwojenny numer „Polski Zachodniej” – gazety ukazującej się wówczas na Śląsku, której redakcja mieściła się w Katowicach. Egzemplarz z dnia 26 sierpnia 1939 roku, oprócz natłoku informacji o niemieckich prowokacjach i zbliżającej się wojnie, zawierał również artykuł znanego z upamiętniania lokalnej historii i pielęgnowania śląskich tradycji, rybnickiego werbisty ojca Emila Drobnego. Bohaterką tekstu jest Elżbieta Bilecka, współcześnie nieznana bliżej poetka, którą los na krótko, bo tylko na jeden rok, związał z ówczesną podrybnicką wsią Niedobczyce.

Rodzice nazywali ją Elii i poza aktem urodzenia, który odnalazłem w Archiwum Państwowym w Raciborzu, właściwie nigdzie nie figuruje pod imieniem Elżbieta. Przyszła na świat 23 lipca 1888 roku, jako trzecia córka Teodora Bileckiego i Ludwiki Buchwald, którzy jedenaście lat wcześniej zawarli związek małżeński w kościele parafialnym w Śremie. Ojciec Elli, pochodzący z Nieżychowa w gminie Wyrzysk na ziemi poznańskiej, był kolejarzem i to zapewne jego praca wytyczyła szlak wędrówki rodziny Bileckich. Pierwszym przystankiem na tej drodze był Racibórz, gdzie młode małżeństwo przybyło z najstarszą córką Ireną i matką Teodora Wiktorią. Oprócz wspomnianej już, przyszłej poetki, urodziła się tutaj jej starsza siostra Helena i młodszy brat Jan. Cierpienie od początku naznaczyło jej życie. Matka dziewczynki ciężko odchorowała poród, a samo dziecko urodziło się tak słabe i wątłe, że nie dawano mu większych szans na przeżycie. Z czasem ujawniły się kolejne choroby: skrzywienie kręgosłupa, które rzutowało na wadę postawy, a także problemy ze wzrokiem. We wspomnieniach Elli jest tylko jeden fragment odnoszący się do przyczyn jej choroby: „Wcześniej z żalem, dziś z wdzięcznością myślę o mojej nieco roztrzepanej niani, która dla wygody brała moje wątłe ciało na ręce, bo nie lubiła wozić mnie w wózku. Lekarz stwierdził, że było to przyczyną skrzywienia kręgosłupa i wszystkich zaburzeń mojego fizycznego rozwoju, który został zahamowany. Być może była ona tylko nieświadomym narzędziem w ręku Boga, po to by przez swoją niedbałość wytyczyć ścieżkę mojego życia? Jeśli tak było – mój Boże – okaż tej duszy bezgraniczną łaskę za każdy cierń i każdy kamień, którym ubogaciła moje życie.” Nie wiadomo czy wspomniana opiekunka rzeczywiście miała aż tak wielki wpływ na stan Elli, ale sposób w jaki wypowiada się o osobie, która tak mocno mogła naznaczyć jej życie, świadczy o jej niezwykłej wrażliwości. Tak zresztą sama siebie opisuje: nadwrażliwa, łatwo wpadająca w rozpacz, często płacząca. Naturalną pobożność rozbudziła w niej matka, opowiadająca swoim dzieciom historie biblijne. Swoją relację z ojcem najpiękniej oddała w jednym krótkim zdaniu: „Czułam jego miłość nawet wtedy, gdy mi tego nie okazywał.”

Elżbieta Bielecka

Najprawdopodobniej w 1894 roku Bileccy przeprowadzili się do Niedobczyc, gdzie ojciec otrzymał pracę w charakterze zawiadowcy stacji i zarządcy poczty. Zamieszkali na piętrze budynku stacyjnego, w którego dolnych pomieszczeniach mieściło się biuro i poczekalnia. Był to zburzony w 2017 roku dworzec na stacji w Niedobczycach (Rybniku Towarowym). Odnajdujemy go między innymi na pocztówce wydanej na przełomie XIX i XX wieku. „Baśniowa kraina to Niedobczyce, malutka mieścina ukryta głęboko w lasach, leżąca w odległości powyżej mili od najbliższego miasta Rybnika. Mieszkaliśmy zupełnie sami w małym domku na stacji. Wieś znajdowała się piętnaście minut drogi stamtąd. Chodziliśmy tam bardzo rzadko. Naprzeciwko naszego domu znajdowała się mała chatka dróżnika, w którym mieszkała rodzina z sześciorgiem dzieci. Tych czterech chłopców i dwie dziewczynki były jedynymi towarzyszami naszych zabaw. Ale i bez nich nie byliśmy samotni. Jedenastoletnia Irena, siedmioletnia Helena i ja mająca wówczas pięć lat, byłyśmy jak trójlistna kończyna. Nasze pokrewne charaktery i emocje pozwalały nam wokoło bez znudzenia cieszyć się sobą. Za domem były stajnie, szopy i zagroda w której mieszkały nasze kury i kogut, których liczba wynosiła sześćdziesiąt sztuk. Do gospodarstwa należał również wierny pies Waldman i bardzo liczna rodzina królików. Cały stłoczony tam zwierzyniec bardzo mi się podobał.”

Stacja Niedobczyce

Nie sposób sobie dziś wyobrazić, jadąc ulicą Wodzisławską i patrząc z wysokości wiaduktu na dzisiejszą stację Rybnik Towarowy i okoliczne zabudowania, że przed 120 laty rozciągały się w tym miejscu lasy, których końca nie można było dojrzeć. Jak wspaniałe wspomnienia pozostawił ten las w duszy poetki, odkrywa kolejny fragment wspomnień: „Tak jak ja kochałam ten las, tak on kochał mnie. Wydawało się, że jego pasją było wymyślanie, w jaki sposób umilić mi czas. Uszczęśliwiał mnie ogromnymi ilościami grzybów i jagód, które wędrowały do naszej kuchni i piwnicy. Jednak najpiękniejsze czary przygotowywał dla mnie w czasie Świąt Wielkanocnych i Bożego Narodzenia. O! Wielkanoc w Niedobczycach! Cała przyroda była jedną wielką pieśnią Zmartwychwstania. W odświętnych ubraniach, z ojcem i z mamą, szliśmy skrajem lasu wąską dróżką porośniętą wrzosem i mchem. A rodzice, którzy byli tak radośni i szczęśliwi tego dnia, powiedzieli nam, że mamy się rozbiec i szukać. Czyż sprawcą nie był ów dobry zając wielkanocny, którego widzieliśmy uciekającego dzień wcześniej? Czy to nie on zostawił dla nas jajka? Pobiegliśmy żwawo, aby zajrzeć w każdy dół i pod każdą jodłę. Wkrótce tu i tam dało się słyszeć radosne okrzyki, ponieważ wszędzie leżały kolorowe jajka, a nawet pomarańcze. Ja jak zwykle na początku nic nie znalazłam, pewnie dlatego, że miałam zbyt słaby wzrok. I wtedy mój kochany ojczulek wziął mnie za rękę i zaczął szukać ze mną, udając, że nie wie, gdzie są ukryte jajka. Nagle schylił się i radośnie szepnął do mnie: „Elli tam, widzisz? Piękne gniazdo na mchu.”

Po Wielkanocy 1894 roku ojciec zapisał swoje córki do szkoły w Rybniku. Prowadzona przez siostry szkoła znajdowała się w sąsiedztwie kościoła parafialnego pod wezwaniem Matki Boskiej Bolesnej. Późniejsza poetka wspomina, że uczyło się w niej około 60 dzieci, którymi zajmowała się przełożona i trzy młode nauczycielki. „Ile musiały włożyć trudu, zajmując się trzema rocznikami naraz. Wpajanie nam wiedzy, było heroizmem, zwłaszcza, gdy dzieci były takie jak ja” – pisze z humorem. Nie znosiła rachunków, uczenia się na pamięć, męczyły ją zadania domowe. Cierpiała z powodu źle dobranych okularów, sztywnych, zaopatrzonych w stalowe szyny butów, które ją uwierały. Pisze, że czasami, gdy ubierała buty, płakała tak mocno, że rodzice pozwalali zostać jej w domu. „Kiedy pociąg z Ireną i Heleną odjeżdżał, ściągałam buty i biegłam do lasu. Byłam wtedy najszczęśliwszym dzieckiem na świecie.”

Ostatnie wspomnienie zamykające rozdział, w którym Elli wspomina czasy niedobczyckie dotyczy narodzin jej młodszej siostry Małgorzaty w lipcu 1894 roku. Dziewczynka urodziła się chora, a cierpienia, których doznawało to niewinne dziecko wywarły ogromny wpływ na duszę jej sześcioletniej siostry. „Tę siostrzyczkę, która wydawała się jednym wielkim cierpieniem, kochaliśmy wszyscy jakby była niebiańską istotą. Dni, tygodnie i miesiące leżała w zwykłej kołysce i cicho jęczała z bólu albo patrzyła anielskimi oczami w nieznaną dal. Kiedy mówiliśmy do niej, jej delikatna twarzyczka przyjmowała dziwny, uduchowiony wyraz. Wydawało się wtedy, że rozumie, co do niej mówimy. Nigdy nie zapomnę jej słodkiego ale pełnego boleści uśmiechu, kiedy wyczuwała bliskość mamy, a mama kochała to cierpiące dzieciątko świętą, niezmierzoną miłością. Jeszcze teraz widzę, jak brała to słabe dziecko na ręce i huśtając, szeptała jej po polsku: „Ty moje słodkie, biedne, ukochane dzieciątko.” Akt zgonu zmarłej w czerwcu 1895 roku jedenastomiesięcznej dziewczynki, znajduje się w archiwum w Opolu, co oznacza, że w międzyczasie rodzina Bileckich wyprowadziła się z Niedobczyc.

Przeprowadzka do Opola podyktowana była chęcią ustabilizowania życia rodziny. Liczono na lepsze zarobki ojca, ale też przed dziećmi otwierały się szersze możliwości edukacyjne. Elli pobierała naukę u Sióstr Szkolnych z Notre Dame, których szkoła mieściła się przy Małym Rynku. W Opolu powstały pierwsze poważne utwory Elli. W 1910 roku wydała tomik poetycki zatytułowany „Szlachetny, śmiały i bogobojny”, pojedyncze wiersze opublikowane zostały w antologiach poetyckich i kalendarzach. Jej krótki biogram ukazał się w Leksykonie niemieckich poetów i prozaików wydanym w Lipsku w 1913 roku, a więc wtedy, gdy poetka miała zaledwie 25 lat.

Wiosną 1918 roku Elli trafiła do szpitala w szwajcarskim miasteczku Ilanz. Nawiązała tam niezwykłą przyjaźń z benedyktynem ojcem Maurusem Carnot, sławnym podówczas kaznodzieją, ale także poetą z klasztoru w Disentis. Być może jemu należy zawdzięczać, że Elli spisała swoje wspomnienia, gdyż to właśnie benedyktyni prawie dwadzieścia lat później doprowadzili do ich druku w książce pod tytułem „Elli Bileckis Heiliger Kampf” czyli „Święta walka Elli Bilecki”.

Strona tytułowa książki „Elli Bileckis Heiliger Kampf” czyli „Święta walka Elli Bilecki”

Po półrocznym pobycie w szpitalu 27 listopada 1918 roku, a więc w wieku 30 lat, życie Elli dobiegło końca. Miesiąc wcześniej napisała wiersz, w którym pożegnała się z najbliższymi.

Niewątpliwie jej biografia oczekuje jeszcze na głębsze badania. Być może uda się odnaleźć nieznane dotąd wiersze poetki. Na rozwiązanie oczekuje też zagadka, kto jest autorem portretu Elli, który znalazł się na pierwszej stronie wspomnianej książki.

Andrzej Korsarz

Serdecznie dziękuję mojej kuzynce Hannie Jurkiewicz za pomoc przy tłumaczeniu książki.

Paź 292017
 

Gdy wybierasz się do Rud z Rybnika warto zatrzymać się na chwilę w uroczej dzielnicy Rybnika – Stodoły, przy trzech nowo oddanych do użytku punktach małej informacji turystycznej opracowanych i przygotowanych przez nieformalną miejscową grupę miłośników historii.

 

Pierwszy punkt znajduje się przy dawnych budynkach celnych przy ul. Rudzkiej. Nie sposób nie zauważyć dawnej budki strażniczej, bowiem przechodzi tamtędy wspólna droga rowerowo – piesza. Jeśli nie chcemy podążać tamą, bez żadnego problemu można bezpiecznie przejechać rowerem przez Stodoły aż do Paproci. Niestety od Paproci nie jest już to dobry pomysł, aby kontynuować podróż rowerem do Rud.

Wracając do naszego punktu na budce zauważymy z obu stron dwie tablice. Jedna zawiera informacje na temat trudnej przeszłości z lat 1922 -1939, kiedy to Stodoll a później Hochlinden stało się wsią nad granicą pomiędzy Niemcami a Polską.

Z drugiej strony budki umieszczono ciekawą mieszaną mapę w oparciu o archiwalne mapy przebiegu granicy oraz współczesnego odpowiednika tego terenu. Graficznie projekt wykonał Tomasz Polanecki, a merytorycznie dr Bogdan Kloch razem z Henrykiem Postawką. Samą budkę wykonali Zbigniew i Łukasz Stachoń. Autorzy zdają sobie sprawę z niedoskonałości i treść tablicy może ulec zmianie w przyszłości…

Koniec części pierwszej.

Henryk Postawka

 

Cze 042016
 

Kolejny artykuł ukazał się w prasie na temat starań Zapomnianego Rybnika o odnowienie rybnickiego Westerplatte. Tym razem w Gazecie Wyborczej. Miejmy nadzieję, że w końcu uda się przywrócić temu miejscu właściwy wygląd.

http://katowice.wyborcza.pl/katowice/1,35063,20138726,slaskie-westerplatte-niszczeje-nie-mozna-nic-zrobic-bo-wlascicieli.html (dostęp 30.05.2016).

2016-05-27 - Gazeta Wyborcza - Walki o schron przy rondzie Lievin

Gazeta Wyborcza – Walki o schron przy rondzie Lievin (dostęp 30.05.2016 r.)

 

Cze 112015
 

Zapraszamy serdecznie w najbliższą niedzielę na SPACER historyczny organizowany przez ZAWIAŁO Retro Projekt. Spacer, podczas którego wrócimy wspomnieniami w czas lat 20 i 30-tych za sprawą wyjątkowych przewodników: Małgorzaty Płoszaj i Michała M. Palicy.
Niedziela (14.06.2015 r.) godz. 15.00 przy fontannie na Rynku!

Projekt dofinansowany przez Urząd Miasta Rybnik

Opiekę nad projektem objęło Stowarzyszenie artystyczne Uwagi wArte, a wspierają go także: Port Sztuki i Zapomniany Rybnik Pl​

Więcej na stronie wydarzenia: https://www.facebook.com/events/953973164647640/

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

Rynek ok. 1928 r.

Cze 092015
 

Nad potokiem o nic nikomu nie mówiącej nazwie Wierzbnik znajdowała się huta szkła. Jeśli dopowiem, że to miejsce znajdowało się na Białym Dworze to niektórzy skojarzą to miejsce z Rudami i przysiółkiem o tej samej nazwie. Prawda o tym miejscu jest jednak bardziej skomplikowana.

To miejsce pierwotnie się nazywało Zawadą – średniowieczne miejsce, w którym miała powstać karczma na prawie niemieckim. Czy powstało? – na razie tego nie wiemy. Jednak okruch historii związanej z działalnością w tym miejscu zachował się w nielicznych dokumentach – średniowiecznych, a później z XVI i XVII wieku.

Biały Dwór na mapie z atlasu "Krieges-Carte von Schlesien" sporządzonym przez Christiana von Wrede. Kołem zaznaczono Zawadę, strzałki wskazują szyby po eksploatacji rudy żelaza. (fot arch. Jan Gąsior)

Biały Dwór na mapie z atlasu „Krieges-Carte von Schlesien” sporządzonym przez Christiana von Wrede. Kołem zaznaczono Zawadę, strzałki wskazują szyby po eksploatacji rudy żelaza. (fot. arch. Jan Gąsior)

Problem umiejscowienia Białego Dworu wynika z dziwnego podziału powojennego. Ważny folwark na Białym Dworze, który stał się wzorcowo prowadzonym gospodarstwem księcia raciborskiego – godnego spadkobiercy pracowitych cystersów z Rud – należy obecnie do powiatu gliwickiego, a leży na terenie wsi Bargłówka. Dlaczego? Należałoby zapytać ówczesnych decydentów.

Powszechnie przyjmuje się, że jedną z wsi należących do cystersów była wspomniana Zawada. Jednak żaden historyk nie lokalizuje Zawady właśnie tutaj. Również Zawada wspomniana w dokumentach z XIII wieku związana jest ze Stanicą. Właśnie tutaj trzykrotnie wspomniana w XIII i XIV wieku karczma na Zawadzie miała powstać, a później zaś była remontowana i odbudowywana. Wielokrotnie jest wspomniana w XV, XVI i XVII wieku w dokumentach archiwalnych z Wrocławia i Raciborza.

Obecna szosa Rudy (obok kościoła cmentarnego św. Magdaleny, który powstał dopiero około 1683 roku) została wytyczona dopiero pod koniec XIX wieku. Pierwotna droga prowadziła przez Modry (Niebieski) Mostek (obecnie w parku za kościołem) w dwóch kierunkach – na Zawadę oraz w kierunku nieistniejącego już młyna paszkowego.

Nazwa Zawada mówi, że to miejsce znajdowało się za wodą, czyli średniowieczną Staniczką lub Stanicką Wodą (do dzisiaj miejscowi tak zwą ten potok). Wierzbnik, poza tablicą przy szosie – nie jest znany nikomu. Nazwa ta została wymyślona wbrew tradycji.

Folwark Biały Dwór na mapie Situations Plan von dem Dominial Grunde zu Weisshof (Archiwum Państwowe Raciborska Komora Książęca)

Właśnie w tym miejscu na początku XVIII wieku, przy Zawadzie powstała huta szkła. Cystersi sprowadzili niemieckojęzycznych majstrów szklarskich o nazwisku Greiner z Bohemii (Czech), aby założyli hutę szkła. Dowiadujemy się tego z ksiąg parafialnych. Antonii i Gregorowi Greiner rodzą się dzieci. Niestety wskutek zawieruchy wojennej w 1740 roku rodzina Greiner wyprowadziła się do Leszczyn (w tym miejscu powstała później kolonia frydrecjańska – Rzędówka). Rodzina Greiner sprzedała cystersom miejsce po hucie szkła.

Rudzkie księgi parafialne nazywają to miejsce Szklarnią (od szkła, czyli huty szkła). Jednak spotykamy wymiennie nazwy Szklarnia – Alba Villa, czyli Biały Dwór oraz Zawada. To dowodzi ewidentnie, że w miejscu średniowiecznej karczmy na Zawadzie najpierw powstała huta szkła (przetrwała do 1740 roku), a później gorzelnia i bielarnia. Opat cysterski August Renner widząc białe mury nowego folwarku (gospodarstwa rolnego) kazał nazwać to miejsce właśnie Białym Dworem.

I tak lata mijały i mamy obecny stan. Perełka budynku gorzelni, która korzystała ze źródlanej wody z pobliskiego lasu (zachowały się dwie studnie) służyła po wojnie za za siedzibę dla Państwowego Gospodarstwa Rolnego (PGR). Niestety obecnie nikt nie ma szacunku do przeszłości, co widać na zdjęciu. A sama huta szkła dała początek bielarni – budynki za wodą, przed folwarkiem (dworem).

 

Współczesny wygląd zabudowań folwarku "Biały Dwór" (fot. Marek Thiel)

Współczesny wygląd zabudowań folwarku „Biały Dwór” (fot. Marek Thiel)

Współczesny wygląd zabudowań folwarku "Biały Dwór" (fot. Marek Thiel)

Współczesny wygląd zabudowań folwarku „Biały Dwór” (fot. Marek Thiel)

Współczesny wygląd zabudowań folwarku "Biały Dwór" (fot. Marek Thiel)

Współczesny wygląd zabudowań folwarku „Biały Dwór” (fot. Marek Thiel)

Pozostałość po studni folwarku "Biały Dwór" (fot. Henryk Postawka)

Pozostałość po studni folwarku „Biały Dwór” (fot. Henryk Postawka)

 

Jest to pierwsza próba uporządkowania dziejów cystersów i przemysłu na tych terenach.

Zapewne nikt nie zdaje sobie sprawę z tak bogatej historii tego miejsca. Powyższy artykuł jest wstępem do poruszanych kwestii. Moją wiedza na ten temat zawdzięczam wielu osobom, szczególnie: Lucjanowi Durszlagowi, Marianowi Franeckiemu oraz Evie Herich.

Henryk Postawka

Maj 282015
 

W imieniu naszego forumowego kolegi mamy przyjemność zaprosić Państwa w dniach 30 i 31 maja 2015 r. na pokaz pojazdów zabytkowych pochodzących z okresu II wojny światowej oraz z lat powojennych.

Wystawa odbędzie się w siedzibie firmy LUBAR S.A. w Rybniku przy ul. S. Konarskiego 159a

Wstęp wolny!

(fot. http://galerialubar.pl/)

(fot. http://galerialubar.pl/)

 

Wiecej informacji na lubar.pl lub o samochodach na galerialubar.pl