Mar 302015
 

„To była jedna z moich bardziej ekstremalnych wypraw z aparatem, ale zrobił bym to jeszcze raz” miał powiedzieć nasz admin zaraz po zejściu. Wyprawa należała do trudnych. Całe wejście odbywało się tylko i wyłącznie przy użyciu drabin i drewnianych kładkach wiszących kilkanaście metrów jedna nad drugą.
Dlatego mamy ogromną przyjemność pokazania Państwu to, czego ciekawskie oko przechodnia widzi tylko z dołu.
Tego, co kryje się we wnętrzu jednej z wież za ceglanymi murami.

Na dzień dzisiejszy miejsce niedostępne dla turystów, zwiedzających czy amatorów fotografii.
Nam się to udało dzięki uprzejmości proboszcza parafii Św. Antoniego, któremu na łamach naszego portalu bardzo dziękujemy.

Śmiałkiem, który specjalnie dla tych zdjęć, wspinał się przeszło przez trzy godziny jest i tym razem Marcin Kaczmarczyk.

Kopiowanie, powielanie oraz rozpowszechnianie tylko i wyłącznie za zgodą autora!