Mar 012007
 

„Nie masz już , nie masz w Polsce żydowskich miasteczek„
Antoni Słonimski

Co pozostało po Żydach w Polsce? Jakieś zatarte ślady, zdewastowane cmentarze, zrujnowane synagogi, nieliczne, uratowane z pożogi II wojny światowej judaika.
W Rybniku czyli mieście, w którym mieszkam nie zachowało się nawet to. Minęło ponad 60 lat, od kiedy z krajobrazu mego miasta znikła społeczność żydowska i dlatego uznałam, że przypomnienie ludności wyznania mojżeszowego może być ciekawe dla moich koleżanek i kolegów.

Rybnicka synagoga

Rybnicka synagoga

Co pozostało po Żydach w Polsce? Jakieś zatarte ślady, zdewastowane cmentarze, zrujnowane synagogi, nieliczne, uratowane z pożogi II wojny światowej judaika.
W Rybniku czyli mieście, w którym mieszkam nie zachowało się nawet to. Minęło ponad 60 lat, od kiedy z krajobrazu mego miasta znikła społeczność żydowska i dlatego uznałam, że przypomnienie ludności wyznania mojżeszowego może być ciekawe dla moich koleżanek i kolegów.
Pierwsi Żydzi w zaczęli napływać do Europy Środkowo-Wschodniej, w tym również i na Śląsk, w IX w., a od XII w. możemy zauważyć liczniejszy ich napływ na nasze ziemie. Powodem tych wędrówek były prześladowania religijne w Europie Zachodniej. Żydzi osiedlali się w okolicach Legnicy, Wrocławia, Bolesławca oraz w miasteczka na szlakach handlowych, jak np. w Raciborzu, Nysie, Głuchołazach. Dzierżawili miejscowe szynki , parali się udzielaniem pożyczek, a przede wszystkim zajmowali się handlem i rzemiosłem. Osadnicy żydowscy przybywający na tereny Śląska posiadali znajomość licznych dziedzin wytwórczości, dzięki czemu przyczyniali się do rozwoju miast i gospodarki towarowej . Żydzi specjalizowali się w krawiectwie, kuśnierstwie, złotnictwie, jubilerstwie i zegarmistrzostwie. Zajmowali się również wyrobem pieczęci, farbiarstwem, szklarstwem i drukarstwem. W rzemiosłach spożywczych dominowali w piekarstwie, gorzelnictwie,  piwowarstwie. Mimo tak znaczącej roli dla rozwoju gospodarki, handlu i finansów Żydzi nie mieli wielu przywilejów, i przez stulecia byli traktowani jako obywatele drugiej kategorii. Pod panowaniem pruskim Żydzi byli usuwani z terenów Dolnego Śląska i zmuszani do osiedlania się na terenach górnośląskich, gdzie i tak żyła ich większość. Tak zwany Edykt Emancypacyjny z 11 marca 1812 przyniósł Żydom w Prusach prawne równouprawnienie , które zostało potwierdzone ostatecznie w Konstytucji Pierwszej Rzeszy Niemieckiej z roku 1871.

W Rybniku ,tak samo jaki w innych miastach Górnego Śląska Żydzi osiedlali się od wieków. Niestety w rezultacie wydarzeń z okresu II wojny światowej prawie całkowitej zagładzie uległy akta miasta, w związku z czym bardzo skromnie przedstawiają się źródła do dziejów Żydów w moim mieście. Wg spisu ludności z roku 1784 miasto liczyło 805 mieszkańców, w tym 763 chrześcijan i 42 Żydów 1) . W 1818 Rybnik został miastem powiatowym, co przyczyniło się do jego rozwoju oraz do wzrostu liczby mieszkańców. I tak liczba mieszkańców powiatu rybnickiego wówczas wynosiła około 30.000. W sprawozdaniu z 1843 roku dla Rybnika i powiatu oszacowano liczbę Żydów na 399 – w tym jeden lekarz, 3 wielkich kupców, 20 handlarzy żywnością, 50 restauratorów, 15 rzemieślników, 18 Żydów wykonujących różne prace, oraz jeden żebrak. Ta społeczność żydowska miała zdecydowanie niemiecki charakter. Po pierwszej wojnie światowej, a dokładniej od 1922 roku na obszarach plebiscytowych, a do takich należał Rybnik, obowiązywała Konwencja Genewska, która chroniła mniejszości narodowe. Po wygranym plebiscycie i po przyłączeniu Rybnika do Polski, duża część rybnickich Żydów wyjechała do Niemiec. Pozostali głównie zamożni Żydzi niemieccy i skrajna biedota. Ten odpływ został jednak uzupełniony przez migrantów żydowskich z Zagłębia Dąbrowskiego. Kupcy żydowscy, uprawiający handel obwoźny przyjeżdżali do Rybnika z Sosnowca, Będzina czy innych polskich górnośląskich miast. Jak pisze Alfred Mura w „Sercu Ewangelii „ ci ubodzy Żydzi uprawiali właściwie handel „obnośny „ , bowiem chodzili pieszo , a towar przenosili na plecach. Oferowali towary za gotówkę lub na raty. Wspomina on, iż jego matka kupiła mu ubranie do Pierwszej Komunii u Żyda, gdyż było ładne i tanie. Piotr Rakowski, rybnicki poeta i badacz historii Żydów w naszym mieście, opisuje historię agenta handlowego Michała Wolfa 5 . Komiwojażer ten był jednym z bardziej znanych żydowskich kupców z Sosnowca. Trudnił się handlem obwoźnym w polskiej części Górnego Śląska, w szczególności w Rybniku oraz powiecie rybnickim. Rybnik był wtedy miastem garnizonowym i celnym, czyli stał się takim centrum targowym na obszarze od Wodzisławia aż do Pszczyny. Michał Wolf przywoził tu próbki towarów i materiałów tekstylnych pochodzących z fabryk bielskich. Bielskie materiały miały dobrą markę, więc kupiec zaopatrywał w nie kadrę oficerską rybnickiego garnizonu wojskowego, a także bogatszych celników w Urzędzie Celnym. Wolf był bardzo ceniony, jako rzetelny i sumienny kupiec. Ta dobra opinia umożliwiała mu pracę i handel na tym terenie przez piętnaście lat. W czasie swoich pobytów w Rybniku, jako bardzo religijny Żyd, uczęszczał na modlitwy do synagogi, o której piszę poniżej. Po wybuchu II Wojny Światowej Wolf wraz z rodziną początkowo pracował w Sosnowcu w szwalniach niemieckich, w których szyto między innymi koszule dla Wehrmachtu. Później cała rodzina Wolfów została wysłana do obozu koncentracyjnego Auschwitz i tam zginęła. Uratowała się tylko jedna córka , która cudem przeżyła. Żydzi wyznają judaizm, którego zasadniczą cechą jest wiara w jednego Boga . Miejscem sprawowania kultu jest synagoga. W ubiegłych wiekach równolegle funkcjonowały dwa pojęcia „synagoga „i „bożnica „. Potem nazwę „synagoga” zarezerwowano dla dużych, bogato wyposażonych gmachów, „bożnicą” zaś  nazywano skromne miejsce do odprawiania modlitw. W Rybniku pierwszą drewnianą bożnicę wzniesiono w 1811 przy ul. Raciborskiej1). Murowaną synagogę tzw. „nową” zbudowano w latach 1842-1848 na skrzyżowaniu ulic Zamkowej i Gimnazjalnej (dziś Zamkowej i Chrobrego – naprzeciw Urzędu Miasta).  Budynek został wzniesiony w stylu klasycystycznym z wielką gwiazdą Dawida u wierzchołka ściany frontowej i dużym pomostem z balustradą przed wejściem głównym. Wnętrze synagogi było półkoliste, z wysokimi półokrągłymi oknami, z tzw. babińcem ,czyli częścią dla kobiet. Najważniejszym miejscem był aron ha-kodesz, czyli odpowiednik chrześcijańskiego ołtarza. Jest to rodzaj szafy ołtarzowej, w której przechowywano zwoje Tory. Najbardziej widocznym elementem synagogi była bima ,czyli podwyższenie z pulpitem , z którego czytano Torę i udzielano błogosławieństw. Budowę synagogi popierał baron Durand-Baranowice, bowiem rybnicka gmina żydowska w ówczesnym czasie nie posiadała potrzebnych środków pieniężnych. Baron udzielił wtedy większej pożyczki na budowę tejże synagogi. Niestety synagoga ta nie przetrwała do naszych czasów. Od wybuchu II wojny była ona zamknięta. Pod koniec 1939, bądź też na początku 1940 roku została oblana benzyną i naftą, a następnie podpalona przez szturmowców hitlerowskich. Na ulicy Zamkowej, przy której stała synagoga niektórzy przechodnie w milczeniu mijali płonącą bożnicę, a inni pokrzykiwali hasła antysemickie. Gestapowcy oraz policjanci z „Schupo” cieszyli się z widoku płonącego budynku. Po spaleniu, teren został wyrównany a na tym miejscu Niemcy założyli skwer z fontanną.

Skwer na miejscu synagogi

Skwer na miejscu synagogi

Dziś w tym miejscu często na ławkach odpoczywają rybniczanie, nie zdając sobie sprawy iż, przez prawie 100 lat były tu odprawiane nabożeństwa.

Nabożeństwa w synagogach prowadził rabin. W uboższych gminach nie posiadających własnego rabina, jego funkcje sprawował kantor. Pierwszym rabinem gminy żydowskiej w Rybniku był rabin dr Frankel. Później przez wiele lat gmina nie miała rabina aż do powołania dr. Braunschweigera, który urzędował aż do roku 1912 1). Późniejszymi rabinami byli dr Arthur Rosenthal, dr Nellhaus, Salo Levin. Po przyłączeniu części Górnego Śląska do Polski, w latach 1922-1924 wyjechało z tego terenu wielu rabinów. Taka sytuacja miała również miejsce w Rybniku, gdzie funkcje rabina, po wyjeździe Salo Lewina, sprawował kantor Gustaw Hahn. Salomon Lewin, podobnie jak inni wyznawcy religii Mojżeszowej w Rybniku, był Żydem niemieckim, ale znał język polski i mówił po polsku. Cieszył się dużym autorytetem wśród Żydów-rybniczan, cechowała go skromność i rozwaga, i pomimo tego, iż był rabinem ortodoksyjnym, to był tolerancyjny wobec innych poglądów religijnych.3 lutego 1930 roku rabinem w Rybniku został młodszy brat rabina chorzowskiego, dr Zygmunt Kohlberg.

Synagoga i budynek rabina

Synagoga i budynek rabina

 

Dom rabina

Dom rabina

Podstawową jednostką organizacyjną wspólnoty żydowskiej był kahał, czyli gmina. Kahał przypominał parafię chrześcijańską, ale miał o wiele szersze uprawnienia, bowiem oprócz funkcji religijnych, sprawował funkcje skarbowe, wychowawcze, sądownicze, opiekuńcze i dobroczynne. Kahał między innymi organizował pogrzeby, utrzymywał cmentarze, szkoły itp. Żydowska gmina powstała w Rybniku w roku 1858, liczyła wówczas około 400 osób. Do gminy należeli m.in. lekarze, nauczyciele chederu czyli szkoły żydowskiej, zlikwidowanej w Rybniku w roku 1877 3) , wychowawcy zakładu opiekuńczego, który od 1893 roku mieścił się w budynku, kojarzonym przez współczesnych rybniczan ze szkołą muzyczną, istniejącą w nim do 2003 roku. Tenże budynek domu dla sierot został w 1922 roku odkupiony przez żydowską gminę katowicką, a następnie sprzedany w 1927 roku Śląskiej Izbie Rolniczej.

Budynek sierocińca

Budynek sierocińca

Do kahału należeli również pracownicy związku charytatywnego oraz pogrzebowego „Chewera Kadisza”, którego oddział powstał w Rybniku w 1866 roku 2), oraz fabrykanci , handlowcy, rzemieślnicy. Od 1925 roku w skład Zarządu gminy wchodzili między innymi : kupiec i właściciel sklepu Alfred Aronade, hurtownik i właściciel sklepu odzieżowego Salomon Priester, kupiec i właściciel składu odzieżowego N.Leschcziner, handlowiec i akcjonariusz browaru rybnickiego Maksymilian Richter.Szukając informacji o rybnickich Żydach natrafiłam na stronę internetową Witty Priester, prawdopodobnie wnuczki wspomnianego powyżej Salomona Priester. Opisuje ona swoją wizytę w Rybniku w 1997 roku, kiedy to odwiedziła miasto swoich rodziców, po tym jak jej matka odzyskała niektóre z rodzinnych nieruchomości, między innymi w Rybniku. Ojciec Witty Priester urodził się w Rybniku i tutaj dorastał, matka pochodziła z Katowic. Przed II wojną rodzina jej ojca ta była bardzo zamożna. Priesterowie posiadali fabryczkę, sklep detaliczny oraz kilka budynków, w tym jedną kamienicę zaraz przy rynku. Po wkroczeniu hitlerowców dziadkowie Witty zostali zamordowani. Jej rodzicom udało się przetrwać wojnę, dzięki temu, że byli ukrywani przez dwa lata na strychu przez polską rodzinę. Jak nadmienia dzisiejsza spadkobierczyni rodziny Priesterów, mimo że Polacy nie robili tego bezinteresownie, to był to tak czy inaczej czyn heroiczny. Po wojnie rodzice Witty zaczynali swe drugie życie od zera. W 1950 roku wyemigrowali do Nowego Jorku. Przez lata wspomagali finansowo polską rodzinę , która uratowała ich od Holocaustu.

Oprócz synagogi i szkoły jednym z niezbędnych elementów w życiu kahału był cmentarz. Nie każda gmina miała swój własny cmentarz, zwany przez Polaków kirkutem. Bardzo często bywało, iż władze kahału musiały negocjować z innymi gminami, aby móc pochować swoich zmarłych. Do 1815 roku rybniccy Żydzi grzebali swoich zmarłych na kirkucie w Mikołowie. W roku 1815 rybnicki kowal Józef Nowak zakupił za 100 talarów niemieckich grunt pod cmentarz żydowski. W dokumencie kupna zaznaczono, iż leży on przy drodze do Świerklan i Chwałowic1 , czyli u zbiegu dzisiejszej ul.3 Maja i Wieniawskiego. Cmentarz ten został zamknięty w roku 1931 na polecenie policji, z powodu uchybień sanitarnych. Od tego roku aż do 1939 członkowie gminy korzystali z cmentarza w Wodzisławiu Śląskim. Na przełomie marca i kwietnia 1940 roku Niemcy przystąpili do likwidacji cmentarza żydowskiego. Na rozkaz katowickiego gestapo teren został zryty, a żydowskie nagrobki czyli macewy zostały zużyte do utwardzania dróg, między innymi ul. Chopina oraz drogi prowadzącej do kąpieliska „Ruda”. Ludzkie szczątki zostały wsypane do dołu, na którym później wybudowano coś w rodzaju sadzawki, istniejącej do dnia dzisiejszego. Miejsce po kirkucie Niemcy w 1940 roku zamienili na park, zwany dziś Zieleńcem im. Henryka Wieniawskiego. Wymazano z mapy miasta miejsce pochówku setek Żydów. Jak podawała Gazeta Rybnicka w grudniu 2002 roku wspomniany już rybnicki poeta i dziennikarz, a zarazem znawca kultury i tradycji żydowskiej, Piotr Rakowski trafił na fragment kamiennej macewy z cmentarza. Skontaktował się bowiem z mieszkańcami dzisiejszej ul.Chopina, którzy przy budowie swego domu w 1970 roku wykopali fragment macewy z wyrytymi hebrajskimi napisami. Maleńki kawałek macewy to był jedyny namacalny ślad po rybnickim kirkucie. Niestety nie są znane dziś losy tego kamiennego fragmentu żydowskiego nagrobka, gdyż nie został przekazany do rybnickiego muzeum.

Rybniccy Żydzi w większości parali się handlem czy też byli właścicielami zakładów wytwórczych. Można powiedzieć, że część z nich należała do bogatszych obywateli miasta. Np. w latach 1885-1890 właścicielami huty pod Rybnikiem nad rzeką Rudą byli miejscowi kupcy Salomon i Kasper Lachmanowie, którzy stali się właścicielami na mocy licytacji przymusowej i prowadzili ją pod nazwą „F-a Lachman zakłady hutnicze i sztancownia „. Na początku XX w. fabryka ta została nazwana hutą żelaza Silesia Sp.Akcyjna i przez prawie sto lat dawała zatrudnienie wielu pokoleniom rybniczan. W przemyśle browarniczym potentatem była rodzina  Muller’ów, Herman Muller założył browar w Rybniku pod koniec XIX w., na bazie tradycji browarniczej, sięgającej XVII w. Dwa pozostałe browary w mieście, w tym tzw. zamkowy, również należały do tej rodziny – Izydora i Ludwika Muller’ów. W okresie międzywojennym w browarze „Herman Muller„ pracowało 38 robotników. Produkowano wówczas w nim 12 tysięcy hektolitrów piwa rocznie.

 Zbliżająca się II Wojna Światowa spowodowała exodus rybnickich Żydów. We wrześniu 1938 roku doszło do podłożenia petard pod żydowskimi przedsiębiorstwami. Petardy zostały podłożone pod żydowskim sklepem kolonialnym przy ul. Kościelnej, pod siedzibą firmy Manneberg, która zajmowała się handlem żelazem oraz materiałami budowlanymi, pod żydowską restauracją oraz sklepem przy ul. Raciborskiej, a także pod jednym z żydowskich domów przy ul. Hallera. Notatka na ten temat została opublikowana w dzienniku „Polska Zachodnia „ z 24 września 1938. W wyniku dochodzenia miejscowej policji osadzono w areszcie śledczym przy sądzie grodzkim w Rybniku czterech sprawców. Sprawcom chodziło o zastraszenie rybnickiego środowiska żydowskiego. W momencie wybuchu wojny w Rybniku pozostała w zasadzie biedota żydowska. Niemcy zgromadzili Żydów na zamku, gdzie mieściło się więzienie. Początkowo Żydzi chodzili do pracy pod nadzorem. Dzieci zostały im odebrane. Dotyczyło to również dzieci z małżeństw mieszanych, czyli katolicko-żydowskich. Na zamku Żydzi nie pozostali zbyt długo, bowiem Niemcy porozwozili ich po różnych obozach lokalnych , jak na przykład w Gorzycach, Gorzyczkach.
Niemcy bardzo starannie wymazali z historii Rybnika wszelkie ślady obecności ludności wyznania Mojżeszowego. Spalili synagogę wraz z wszelkimi dokumentami gminy, zrównali z ziemią dom kahału, zlikwidowali cmentarz i te święte miejsca dla Żydów zamienili w parki.
Pod koniec wojny Rybnik był świadkiem „Marszu śmierci „. Nocą z 17 na 18 stycznia Niemcy przystąpili do likwidacji KL Auschwitz-Birkenau. Za bramy wyprowadzono dziesiątki tysięcy więźniów. Na trasie wiodącej z Oświęcimia do Wodzisławia co chwilę padały trupy .Zima była wyjątkowo mroźna, nocą temperatury spadały poniżej 20 st. C. Więźniowie byli prowadzeni pod eskortą hitlerowców w lichych odzieniach, głodni i wyczerpani. Część więźniów , w tym i Żydzi, szła przez Rybnik. Dziś przypominają o tym mogiły zbiorowe w pobliżu kąpieliska „Ruda”.
Po wojnie nowa władza nie przejmowała się wspomnieniami o, byłych już wtedy, obywatelach tego miasta. Dopiero w latach 90-tych XX w. z inicjatywy długoletniego prezesa Towarzystwa Miłośników Rybnika, pana Zygmunta Podleśnego, podjęto starania o upamiętnienie w Rybniku miejsc świętych dla Żydów. Zaprojektowano nawet tablice, które miałyby stać na skwerach, na których kiedyś stała synagoga oraz mieścił się cmentarz żydowski. Niestety do dziś w tych miejscach nie ma ani wzmianki o tych, którzy żyli tu razem z nami.
Żydzi rybniccy stanowili nieodłączną część tego miasta oraz Górnego Śląska, a także ówczesnej Europy. Każda forma pamięci o nich jest istotna, bowiem nie mogą być wymazani z naszej pamięci, gdyż kamienie, które na ogół mówią, gdy gaśnie pamięć ludzka, bo rybnickich Żydach nie pozostały.

Wykaz źródeł

1)Dzieje miasta Rybnika i dawniejszego Państwa Rybnickiego na Górnym Śląsku ,na podstawie wydanej w 1861r. Kroniki Franciszka Idzikowskiego ,nowo wydane w języku polskim i niemieckim z dodatkami przez Artura Trunkhardt’a  ( wydano w 1925 r.)
2)http://www.nspj-boguszowice.katowice.opoka.org.pl/IV’2000.htm
3)Wojciech Jaworski „Ludność żydowska w województwie śląskim w latach 1922-1939”  (wyd. 1997 )
4)Piotr Rakowski „Widziałam płonącą synagogę „ , dwutygodnik „Słowo Żydowskie” 11-25.lipca 1997
5)Piotr Rakowski „Żydowskie losy na Górnym Śląsku „ , dwutygodnik „Słowo Żydowskie „ 18.czerwca 1999
6)Piotr Rakowski „Rybnicka Jerozolima „ dwutygodnik „Słowo Żydowskie „ 21.marca 1997
7)http://www.dickandwitta.com/Europe_01/rybnik_Poland.htm
8)http://www.greatestcities.com/users/witta/
9)Piotr Rakowski „Preludium górnośląskiego Holocaustu „ , dwutygodnik „Słowo Żydowskie „ 23.stycznia 1998
10)„Pamięci tych , którzy żyli z nami „ Tygodnik „Nowiny „ z 12.01.2000

Sty 312007
 
Jeszcze do niedawna tajemnicą owiane były tragiczne wydarzenia, do jakich doszło w 27 i 28 stycznia 1945 r., wtedy jeszcze, w podrybnickich Stodołach.

Krzyż okolicznościowy

Krzyż okolicznościowy

W wyniku ofensywy Armii Czerwonej w styczniu 1945 r., w okolicach Rybnika pojawiły się sowieckie oddziały. W kierunku na Rudy, wycofywała się grupa kilkunastu niemieckich żołnierzy, którzy postanowili zatrzymać się właśnie w Stodołach. Jak podają żyjący świadkowie tamtych wydarzeń, Niemcy nie próbowali wchodzić do domów. Natomiast starali się wezwać pomoc, układając na jedynej wówczas drodze w Stodołach, znaki rozpoznawcze z leżących opodal dachówek. Zgodnie z ich przewidywaniami zostali zauważeni z powietrza. Nad Stodołami pojawił się wkrótce samolot Luftwaffe, jednak nie wylądował, ale kilkukrotnie nisko przeleciał nad miejscowością a następnie odleciał. Niemcy zdecydowali pozostać w Stodołach, jak się zdaje, aby poczekać na ratunek następnego dnia. Szukali schronienia w przydrożnych rowach i pomiędzy licznymi wówczas we wsi drzewami. Jednak późnym wieczorem tego samego dnia, do Stodół od strony Rybnika wjechał oddział rozpoznawczy Armii Czerwonej. Wywiązała się krótka, ale intensywna wymiana ognia a następnie radziecki oddział wycofał się. Jak się wkrótce okazało nie na długo. Pod osłoną nocy, do wsi wjechały na kilku ciężarówkach oddziały Armii Czerwonej. Po raz kolejny doszło do wymiany ognia, tym razem jednak o wiele gwałtowniejszej. W wyniku walk prawdopodobnie zginęło 6 Rosjan a kilku było rannych. O stratach niemieckich nic nie wiadomo, jako że wykorzystując ciemności, żołnierze niemieccy uszli ze Stodół do pobliskich lasów, zbierając ze sobą rannych. Rankiem, 27 stycznia, do miejscowości przybyły dalsze oddziały Armii Czerwonej, wsparte czołgami. Rozpoczęły się poszukiwania niemieckich żołnierzy, w domach i obejściach. Nie przyniosły one jednak żadnych rezultatów. W tej sytuacji, sowieci zaczęli podejrzewać, że to mieszkańcy Stodół ich ostrzelali. Dwóch radzieckich żołnierzy, być może uczestników wcześniejszego patrolu, poszukując winowajców wcześniejszej strzelaniny, wskazało na 5 mężczyzn: Józefa Mierę, Emanuela Konkola, Wiktora Marszołka, Piotra Starzec i Franciszka Piechę, obarczając ich odpowiedzialnością za śmierć swoich towarzyszy. Nie jest jasne, jakimi metodami „dochodzeniowymi” posługiwali się żołnierze radzieccy wskazując właśnie na nich. Chyba jedyną ich „winą” był fakt, że mieszkali w pobliżu niedawnej strzelaniny, oraz to, że w okolicy ich domów znaleziono poległych radzieckich żołnierzy. Pod pretekstem pójścia „na roboty” zabrano ich z domów. Następnie radzieccy żołnierze zamkneli się z nimi w piwnicach dawnego domu celnego. Nikt z mieszkańców nie wiedział, co się wtedy tam działo. Dopiero rankiem wstrząśnięci mieszkańcy Stodół, w przydrożnym rowie w pobliżu domu celnego, znaleźli zwłoki całej piątki. Wszystkie ciała nosiły ślady tortur. Jedna z ofiar, miała w ustach i nosie niedopałki papierosów. Inny ze zmaltretowanych mieszkańców miał wydłubane oczy. Po znalezieniu ciał, mieszkańcy wsi zrobili z desek prowizoryczną trumnę, w której położyli całą piątkę. Następnie pochowano ich w pobliżu domu celnego, we wspólnej mogile, niedaleko miejsca, gdzie zostali odnalezieni. Kiedy mieszkańcom wydawało się iż jest to już koniec tragedii, po kilku dniach, ponownie pojawili się w Stodołach oficerowie radzieccy, szukający sprawców tamtych wydarzeń. Tym razem kazali się zebrać wszystkich mężczyzn ze wsi, z łopatami i kilofami. Następnie kazano im kopać duży rów. Wiele wskazuje na to, że czerwonoarmiści chcieli ich wszystkich najzwyczajniej rozstrzelać. Jednak jeden z ciężko rannych żołnierzy radzieckich, kategorycznie zakazał strzelania do cywilów, potwierdzając, iż strzelali do nich tylko żołnierze niemieccy. W ten sposób, jak się zdaje, zapobiegł jeszcze większej zbrodni i ocalił życie wielu mieszkańcom Stodół. W kwietniu, 1945 r. kiedy front już oddalił się z terenów G. Śląska i Rybnika, ciała pomordowanych przewieziono i pochowano na cmentarzu w Rudach. Na miejscu pierwotnego pochówku, mieszkańcy postawili pamiątkowy krzyż. Krzyż ten zresztą do dziś stanowi pewną zagadkę. Jego poszczególne elementy przywieziono z cmentarza w Rudach. Jeszcze dziś, na tylnej części krzyża, widoczny jest nieczytelny ślad po starym napisie nagrobnym, zaś na postumencie widnieje nazwisko „F. Kokes”, być może jest to podpis kamieniarza.
Przez długi czas jedynie ten krzyż i dość ogólnikowy napis pod nim: „Proszę Ojcze nasz i zdrowaś Mario za tragicznie zmarłych na tym miejscu” przypominały o tej tragedii mieszkańcom Stodół, bo właściwie ta historia była znana jedynie im. Przez lata PRL-u, nikt o zbrodni głośno nie mówił. Jedynie mieszkańcy wsi stale pamiętali o swoich bliskich. Dopiero wiosną 2006 r uroczyście odsłonięto pamiątkową tablicę. Jest na niej krótka notka, która teraz znacznie lepiej oddaje to, co naprawdę wydarzyło się w styczniu 1945 r. w Stodołach.
Sty 302007
 
Relacja jednego z żołnierzy  5 niemieckiej dyw. pancernej, spisana przez Antona von Plato:
Tego decydującego poranka, pogoda jest pochmurna i deszczowa. Pierwszego września o 4:45 następuje punktualne przekroczenie granicy przez wszystkie trzy grupy marszowe….
Niemieckie czołgi w okolicy Rybnika

Niemieckie czołgi w okolicy Rybnika

Na skutek trudności na drodze, grupy marszowe, tam gdzie to jest możliwe, rozdrobniły się na mniejsze jednostki boczne. Wkrótce forpoczty natrafiają na ciężkie zniszczenia dróg i blokady, dokonane przez Polaków. Marszruta przez to zostaje znacznie opóźniona. Saperzy i nadciągający mieszkańcy(mniejszość niemiecka)doraźnie pomagają i pokonujemy przeszkody. Dywizjon rozpoznawczy 8 i grupa marszowa A idą nieprzerwanie naprzód. Grupa marszowa B napotyka pod Rybnikiem na bardzo silny opór…Autor A. von Plato

Rybnik 1939. Niemcy pod miastem.

Rybnik 1939. Niemcy pod miastem.

Rejon Rybnika - polscy jeńcy.

Rejon Rybnika – polscy jeńcy.

Rybnik 2 IX 1939 - polscy jeńcy.

Rybnik 2 IX 1939 – polscy jeńcy.

Las miedzy Rybnikiem a Żorami.

Las miedzy Rybnikiem a Żorami.

Las miedzy Rybnikiem a Żorami.

Las miedzy Rybnikiem a Żorami.

Las miedzy Rybnikiem a Żorami.

Las miedzy Rybnikiem a Żorami.

 

Sty 282007
 
Mała graniczna wieś Stodoły (Stodoll, Hochlinden) była świadkiem jednej z 3 prowokacji w przededniu 2 wojny światowej. (Pozostałymi celami była radiostacja w Gliwicach i leśniczówka w Byczynie).
 miejsce_prowokacji_dawny_niemiecki_urzad_celny
Grupa bojówkarzy hitlerowskich w polskich mundurach wojskowych, pod dowództwem SS-mana Hansa Trumlera „pogwałciła” niemiecką granicę i wtargneła do tamtejszych budynków celnych (niemieckich), śpiewając polskie pieśni, lżąc Hitlera oraz III Rzeszę. Komando „Ebbinghaus” bo taką nazwę nosiła bojówka –  zdemolowała posterunek celny a nastepnie wycofała sie na terytorium Niemiec. Jednocześnie podrzucono zwłoki ubrane w polskie mundury. Były to tzw. „konserwy” (wg. terminologii niemieckiej) – ciała wieźniów obozów koncentracyjnych. Dowódca bojówki H. Trummler oraz jeden z członków freikorpsu J. Grzimek 27.01.1949 zostali postawieni przed Sądem Okregowym w Warszawie – niestety brak danych co do wyroku jaki zapadł.Budynki celne w dzisiejszych Stodołach mają jeszcze jedną mroczną tajemnicę związaną z rokiem 1945 ale o tym później…

prowokacja_urzad
Sty 242007
 
Leszczyny. Na wzgórzu obok stacji kolejowej Rzędówka ustawiono potężny pomnik z piaskowca, przedstawiający kobietę, która jedną ręką przyciska zranione serce,a drugą, skierowaną ku niebu, zdaje się oskarżać i ostrzegać. Pomnik ten odsłonięto 8 maja 1966 roku, w związku z obchodami 1000-lecia Państwa Polskiego by uczcić ofiary faszyzmu.

Pomnik w Leszczynach

Pomnik w Leszczynach

W 1945 roku kiedy to armia radziecka była coraz bliżej, Niemcy likwidowali z wielkim pośpiechem obóz koncentracyjny w Oświęcimiu. 18 stycznia 1945 roku, 6000 więźniów opuściło teren obozu, skierowano ich do Gliwic gdzie załadowano do węglarek. Pociąg miał ruszyć w kierunku Wrocławia, ale musiał przepuścić pociągi wojskowe. Skład z byłymi więźniami z Oświęcimia stał w miejscu kilka dobrych godzin po czym ruszył przez Makoszowy, Knurów do Raciborza. Pociąg tylko dojechał do Leszczyn , grupa polskich dywersantów przerwała połączenie telefoniczne między stacją Leszczyny a Paruszowcem.
Niemcy spodziewali się pułapki i nie wypuszczali pociągów w tym kierunku. Przeładowany zziębniętymi i wygłodzonymi więźniami pociąg, stał przez 3 dni i noce na bocznicy mimo głodu i mrozu więźniowie zachowywali sie spokojnie. Dopiero w Niedzielę okoliczna ludność usłyszała tupot i jęki rozgrzewających się ludzi. W poniedziałek komendant dowodzący telefonował do zwierzchnictwa, z pytaniem co ma robić z tymi ludźmi. Najprawdopodobniej dostał rozkaz zlikwidowania wszystkich. Wydał rozkaz opróżnienia pociągu i wymarszu.
Słabych, chorych, i próbujących ucieczki zastrzelono na miejscu. W wagonach zostało wielu zamarzniętych, podduszonych czy zmarłych z głodu. Z ocalałych, uformowano pochód, który miał ruszyć przez Kamień do Rybnika. Podzielono grupę na trzy części, każda inną drogą. Wygłodniali wymarznięci okrywali się kocami, na nogach mieli drewniaki albo kawałki tektury owiniętej szmatami. Byli tacy, którzy szli boso. Miseczki, garnuszki do jedzenia ciągnęli za sobą na sznurkach bo wypadały im ze zgrabiałych rąk, ukradkiem lizali śnieg. Okoliczni mieszkańcy widząc to, usiłowali podarować im kawałek chleba jednak próby jakiejkolwiek pomocy kończyły sie śmiercią. Zastrzelono każdego kto poprosił o szklankę wody. W restauracji obok drogi stacjonowali niemieccy żołnierze oni sami widząc te okropności mówili, że nigdy by nie pomyśleli że Niemcy mogą robić coś podobnego, że są do tego zdolni. Inni zastanawiali się, co będzie z nimi jak nadejdą Rosjanie, którzy już są tak blisko. Z czasem czujność oprawców osłabła. Komendant prowadzący grupę ul. Szewczyka specjalnie wytworzył taką sytuację, że więźniowie mogli ratować się ucieczką.
Pierwsza kolumna – 300 osób została rozstrzelana koło zakładu psychiatrycznego, druga w Młynach, w czasie postoju upozorowano napad partyzantów i rozpoczęto strzelanie. Więźniowie którzy nie padli od strzału rozpierzchli się po lasach okolicznych domach stodołach, szopach. Kilku Niemców korzystając z wielkiego zamieszania zmieniło mundur na pasiak i przyłączyło się do szukających schronienia. Mieszkańcy Młynów rozdali wszystkie zapasy chleba, gotowanych ziemniaków. Po godzinie rozpoczęto poszukiwania. Niektórzy więźniowie nadal trzymali się SS-manów i przez pola wrócili z nimi na peron, zostali wywiezieni pociągiem do Rybnika. Następnego dnia, Niemcy przyjechali szukać uciekinierów za pomocą psów. Około 15-stu znaleziono, zabrano na teren zakładu psychiatrycznego i rozstrzelano. O ich losie dowiedziano się od więźnia, który pod trupami przeleżał całą noc, a następnie ukrywał się w Kamieniu. Po południu na stację sprowadzono kilku miejscowych mężczyzn oraz Ukraińców pracujących w Leszczyńskim dworze by zakopali trupy.
Spora ilość więźniów przeżyła. Chowali się w Młynach i Świerkach na drzewach. Bali się wychodzić do ludzi, bo Niemcy powiedzieli im że to teren zamieszkały przez Niemców, jednak mroźnymi wieczorami głód wypędzał ich do pobliskich domostw. W tajemnicy dostarczano im do ich kryjówek żywność i ciepłą wodę. Wśród nich byli Czesi, Żydzi polscy i niemieccy, Francuzi, Belgowie i Węgrzy a nawet jeden obywatel Algierii, który przez pomyłkę zamiast do obozu jenieckiego trafił do koncentracyjnego. 28 stycznia 1945 nadjechali Rosjanie, chcieli ich także rozstrzelać jednak dzięki wstawiennictwu miejscowych ludzi kazali im po prostu stracić się z oczu, uciekać do lasu. Część ocalałych znajdowała schronienie w odleglejszych miejscowościach w Książenicach Lasokach, Ochojcu, Golejowie i Wielopolu. W tym samym czasie gospodarze ukrywali u siebie jeńców zatrudnionych w czasie okupacji w pobliskich kopalniach. Po wkroczeniu wojsk radzieckich, 46 osób zmarłych w krwawych dniach styczniowych pochowano we wspólnej mogile na cmentarzu w Książenicach, a 29 lipca 1945 roku urządzono uroczysty pogrzeb wszystkim pomordowanym na Rzędówce, zakończony uroczystą procesją na masowy grób obok torów kolejowych. Postawiono tam krzyż, a potem tablicę pamiątkową z napisem „Chwała poległym w walkach o wolność ziemi śląskiej, zamęczonym w obozach koncentracyjnych oraz 447 bezimiennym więźniom politycznym pomordowanym w styczniu 1945 roku na Rzędówce. Liczba osób, które straciły wtedy życie, nie była ustalona ostatecznie. Wielu z nich pochowano w Książenicach, niektórych w pobliżu torów. Protokół z ekshumacji zwłok, której dokonano w 1958 roku wyjaśnia, że było tam 288 nie rozpoznanych zwłok z terenu przy stacji kolejowej Rzędówka. Spoczywają oni na cmentarzu w Gliwicach, zaś w Leszczynach koło stacji kolejowej stoi wspomniana na wstępie kobieta z piaskowca, niemy świadek oskarżenia…
Krzyż obok torów

Krzyż obok torów

Tablica

Tablica

Tablica pod pomnikiem

Tablica pod pomnikiem

Sty 132007
 
Koszary Rybnickiego I batalionu 75 pułku piechoty im Strzelców Bytomskich – dzisiejszy wyczynowy tor rowerowy.
Siedzibą główną pułku był Chorzów. Pułk ten określano jako elitarny, a służba w nim była powodem dumy każdego żołnierza, sprawiało to to iż kadra oficerska chciała właśnie służyć w tej jednostce. Świadectwem waleczności tego pułku, może być fakt, że w ostatniej wrześniowej bitwie, stoczonej (1939 r.) pod Tomaszowem Lubelskim, oddziały polskie skapitulowały 20 IX, a pułk ten jakby dla zasady i honoru, walczyły o jeden dzień dłużej niż pozostałe jednostki.
Po dokładnych oględzinach rybnickich koszar, odkrywamy kolejne tajemnice tego miejsca. Jak wcześniej pisaliśmy na naszej stronie, ten skrawek ziemi rybnickiej bronił sie do końca. Pierwszego września o godzinie 9:00 rano, kiedy czołgi niemieckie stały już na rogatkach miasta, a część Rybnika została zajęta przez oddziały wroga, wzgórze cmentarne wraz z koszarami było heroicznie bronione przez polskich żołnierzy aż do godziny 12.00. Wiemy z całą pewnością że część terenu jednostki była mocno ufortyfikowana. Pozostałości transzei, okopów i stanowisk, które mimo lat i zmian poczynionych w tym miejscu są bardzo wyraźne. Wielce ciekawy i zastanawiający jest wał który został usypany w środku nad murem od strony ulicy Janiego. Jaką miał pełnić role tego jeszcze nie wiemy (kulołap małej strzelnicy). Z ocalałych trzech obiektów w tej części koszar, bardzo wyraźnie widać że prawdopodobnie wszystkie one były przysypane, albo całkowicie bądź częściowo ziemią. Fundamenty i części ścian obiektów które teraz są dobrze widoczne, zostały pokryte izolacją, czyli od początku przygotowano je pod zasypanie lub obsypanie. Do dnia dzisiejszego tak jak wcześniej pisałem przetrwał obiekt, który pełnił rolę stajni (?) i obiekt (którego przeznaczenia jeszcze nie znamy) powyżej nad stajnią. Kolejny ciekawy budynek to obiekt po lewej stronie naszej stajni. Jego ogrodzenie wskazuje na używanie go jeszcze długo po wojnie. Pewnie pełnił role magazynu na materiały niebezpieczne. W środku znajdują się drewniane szyny transportowe, a sam magazyn jest do połowy zamaskowany w ziemi. Krótko przed wybuchem wojny koszary pewnie zostały jeszcze dodatkowo przygotowane do obrony.Z okopów na terenie jednostki był i jest doskonały widok na miejsca z których spodziewano się natarcia jednostek niemieckich. Trzeba pamiętać że przygotowany do obrony był nie tylko teren za czerwonym murem czyli same koszary. Przedpole koszar, mocno zaminowano, zostały postawione zasieki przeciwpiechotne, a naturalna przeszkoda w postaci rzeki Rudy, po wysadzeniu mostu była doskonałą przeszkodą. To tutaj właśnie przyszło się bronić żołnierzom kompanii ckm kpt Jana Kotucza. To to miejsce jest naszym Rybnickim Westerplatte. W sąsiedztwie, na przedpolu stoi schron, którego strzelnice są skierowane dokładnie na przedpola koszar. Przypomnę tylko ślady walki na murach otaczających wzgórze i szpital. Teren ten, jest tak mocno przekopany nie tylko przez budowniczych parku, boiska i innych obiektów. Nosi ślady w postaci lejów, po ostrzale artyleryjskim który nastąpił na krótko przed uderzeniem wojsk niemieckich. Można spekulować czy leje po pociskach są skutkiem bombardowania tego miejsca we wrześniu 1939 r., czy powstały podczas obrony całego szpitala w 1945 r. przez Niemców przed armią sowiecką. Jedno jest pewne, są to wyraźne ślady walki jaka wydarzyła się w owym czasie na tej ziemi.Beton i gróz porozrzucany miedzy drzewami, głębokie wykopy są dowodem tego jak solidnie był ten teren zagospodarowany przez wojsko. Pocieszający jest fakt, że w doskonałym stanie doczekały naszych czasów budynki mieszkalne dla wojska i kadry, należące do jednostki 1/75pp. Są to zabudowania z czerwonej cegły po prawej stronie i w głębi terenu szpitala, od II bramy wjazdowej, za drewnianą budką ochrony obiektu. Jeżeli ktoś posiada na temat koszar inne informacje to prosimy o kontakt.
Arkadiusz K
Adam W