Kwi 112007
 
Nawiązując do prezentowanych zdjęć o budynku przy ul. św. Józefa, gdzie miało swoją siedzibę Gestapo w Rybniku, dodać można kilka dodatkowych informacji.
Otóż, piwnice po przejęciu tego budynku od jego właścicieli, zostały przystosowane jako miejscowe więzienie – a więc okna zostały zaopatrzone w masywne kraty, które po wojnie wymontowano.
Budynek przy ul. św. Józefa, gdzie miało swoją siedzibę Gestapo w Rybniku.

Budynek przy ul. św. Józefa, gdzie miało swoją siedzibę Gestapo w Rybniku.

Rządy w gestapo w Rybniku sprawowali: szef  placówki, SS-Untersturmführer Gawenda, a od początku 1941 r. starszy sekretarz kryminalny Kutschera. Pomagali mu : sekretarz kryminalny Kolenda i asystent kryminalny Krupp oraz gestapowcy: Baron, Barnasz, Grabmajer, Mańka, Sopala, Robert Stolsenheim vel Zając.Według zeznań więźniów, najaktywniejszymi byli Mańka i Sopala – to oni po masowym aresztowaniu rybniczan (11-13.02.1943 r.) jeździli ich przesłuchiwać do KL Auschwitz, a o sadystycznych metodach przesłuchań pisałem przy opracowaniu o Stanisławie Sobiku.

Gdy w wyniku zdrady przez Jana Zientka, aresztowano działaczy ZWZ/AK z Rybnika, piwnice budynku gestapo przy ul św. Jozefa były wypełnione w okresie 11-13.02.1943 r. około 60 osobami.

Dnia 13-go ok. godz. 12:00, aresztowani usłyszeli w pobliżu budynku warkot silników samochodowych, a po chwili w drzwiach piwnicy ukazali się gestapowcy i rozkazali aresztowanym wychodzić. Związywano im sznurem ręce w nadgarstkach, a po wyjściu z budynku, musieli wchodzić (raczej wdrapywać się) na skrzynie załadowcze dwóch samochodów ciężarowych. Parę minut po 12:00 samochody te ruszyły w drogę …., eskortowane przez dobrze uzbrojonych gestapowców, jadących tuż obok w samochodach osobowych.

O godzinie 14:00 samochody zatrzymały się ………… w pobliżu Krematorium Nr I w KL Auschwitz!.

Pierwszą część można przeczytać tu: Rybnicka katownia Gestapo
Kwi 102007
 
STANISŁAW SOBIK
był więźniem nr 107482 w KL Auschwitz
Bezgranicznie wierny ideałom: „BÓG – HONOR – OJCZYZNA”.

Stanisław Sobik

Stanisław Sobik

Urodził się 21.09.1911 r. w Rybniku, syn Ludwika i Wiktorii z domu Klenot. Był najstarszy spośród sześciorga rodzeństwa. Po ukończeniu szkoły powszechnej uczył się w Państwowym Gimnazjum w Rybniku, zdając egzamin maturalny w 1931 r.
Na kilka dni przed wkroczeniem wojsk hitlerowskich do Rybnika, został ewakuowany wraz z innymi pracownikami poczty na Węgry, skąd po dwóch miesiącach wrócił do okupowanego kraju, i z trudem otrzymał pracę w kasie biletowej na stacji kolejowej Obszary koło Rybnika.
Niemal od pierwszych dni powrotu do kraju, zaangażował się w działalność konspiracyjną wspóltworząc Związek Walki Zbrojnej, za co 11.02.1943 r. został aresztowany, wywieziony do KL Auschwitz, gdzie zginął – rozstrzelany 25.06.1943 r.
….. tak w skrócie wygląda życiorys Stanisława Sobika.O Stanisławie Sobika piszę to, co pozostało w mojej pamięci – jako o moim wujku (ożenił się z siostrą mojej mamy), z opowiadań Jego rodziców rodzeństwa. Są to jednak informacje głównie z okresu okupacji – od wkroczenia wojsk hitlerowskich do Rybnika aż do ostatniego dnia jego życia.
Po ukończeniu gimnazjum Stanisław, musiał zatroszczyć się o swój byt materialny. Przez kilka lat pracował dorywczo w urzędach pocztowych, gdzie poznawał czynności pocztowca od podstawowych, urzędniczych tajników tego zawodu. Jego sumienność, pracowitość i wrodzona inteligencja szybko zyskały uznanie zwierzchników i kolegów. Osoba tak znana w Rybniku jak Innocenty Libura wspomina w swojej książce: „Z dziejów domowych powiatu. Gawęda o ziemi rybnickiej” – „[…] Stanisław Sobik ze Smolnej, wybitnie zdolny i szlachetny człowiek”.

Gdy nadszedł 1939 r., na skutek zaostrzającej się sytuacji politycznej, Urząd Pocztowy w Rybniku, jako obiekt o wyjątkowym znaczeniu strategicznym, został w sierpniu 1939 r. zmilitaryzowany i przekazany pod nadzór wojskowy. Pracownicy poczty, wśród których znalazł się także Stanisław, zostali umundurowani i wcieleni do wojska. Od tej pory, oprócz wykonywania swych codziennych obowiązków, pełnili także intensywne dyżury przy nasłuchu radiowym oraz zabezpieczali tajne dokumenty.
Tuż przed wkroczeniem do Rybnika wojsk hitlerowskich, pracownicy tegoż Urzędu Pocztowego zostali ewakuowani i po wielu perturbacjach dostali się na Węgry.
Stanisław ulegając prośbom żony, wrócił do zniewolonego kraju w pierwszych dniach stycznia 1940 r. Zaczął szukać pracy, aby przede wszystkim zabezpieczyć byt swojej rodziny. O powrocie na pocztę nie było mowy – jej nowy niemiecki zarządca oznajmił „Polakom nie wolno pracować na niemieckiej poczcie”. Zatrudniony został w kasie biletowej na stacji kolejowej w miejscowości Obszary koło Rybnika.
Niemal od pierwszych chwil, Jego dusza patrioty rwała się do walki z hitlerowskim tyranem, więc na kolejnym spotkaniu z kolegami gimnazjalistami, zapadło postanowienie o powołaniu do życia organizacji konspiracyjnej Związek Walki Zbrojnej. Konieczność powołania do istnienia tej organizacji uzasadniał fakt, iż funkcjonariuszom gestapo udało się rozbić działające dotychczas w Rybniku Polską Organizację Powstańczą i Siłę Zbrojną Polski. Po aresztowaniu głównych działaczy tych organizacji na terenie Rybnika działały jeszcze małe grupki byłych członków POP i SZP, którzy okazywali chęć dalszej walki z okupantem.
W efekcie, utworzony od pierwszych miesięcy 1940 r. ZWZ – w październiku tegoż roku rozpoczął formalną działalność konspiracyjną. W skład organizacji weszli członkowie wspomnianych już zdekonspirowanych organizacji oraz inni rybniccy patrioci. tych spotkań Związek Walki Zbrojnej,
Na czele Rybnickiego Inspektoratu ZWZ (kryptonim „Rokita”) stał Władysław Kuboszek pseud. „Kuba”, „Robak”, „Rokosz”, „Bogusław”. Komendantem Rybnickiego Podokręgu ZWZ został z mianowania komendy wojewódzkiej Stanisław Sobik. Podokręg ten obejmował Rybnik, Zebrzydowice, Ligotę Rybnicką, Ligocką Kuźnię, Boguszowice, Jankowice, Chwałowice, Kamień, Rydułtowy, Czerwionkę, Dębieńsko oraz Knurów. Kwatera główna komendy ZWZ w Rybniku mieściła się przy ul. Sobieskiego 14 – w mieszkaniu mistrza szlifierskiego Andrzeja Kaszuby. Tam też niektórzy nowo wstępujący do ZWZ składali przysięgę wierności wobec organizacji. Po aresztowaniu Kaszuby zebrania kierownictwa i małych grup członkowskich ZWZ odbywały się w Rybniku – w mieszkaniach Franciszka Sztramka, Jerzego Kufiety, Franciszka Ogona, Jana Klistały, Alojzego Siąkały, braci Henryka i Karola Miczajków – lub u Stanisława Błażewskiego w Zebrzydowicach Rybnickich.
Organizacja ZWZ walczyła z wrogiem przeprowadzając dotkliwe dla okupanta sabotaże i działania dywersyjne, a tam, gdzie było to możliwe – akcje zbrojne. Materiały wybuchowe potrzebne do wykonania akcji dostarczane były przez górników z okolicznych kopalń. Wysadzano mosty, tory kolejowe, a w zakładach przemysłowych Rybnika i okolic, gdzie produkowano wyroby dla potrzeb Rzeszy, uszkadzano maszyny. Rybniccy kolejarze przewozili wparowozach do różnych miejscowości materiały wybuchowe oraz broń. Uszkadzali także w przemyślny sposób kolejowe łącza sygnalizacyjne, zwrotnice, szyny i inne urządzenia kolejowe.

Stanisław Sobik

Stanisław Sobik

W październiku 1941 r. organizacja była już mocno zakorzeniona w Rybniku, toteż z inspiracji komendy wojewódzkiej powstały oddzielne obwody: Rybnik, Koźle, Cieszyn i Pszczyna, a Stanisław zakładał nowe komórki ZWZ. W sprawach organizacyjnych jeździć musiał do różnych miejscowości na Śląsku i poza nim, w czym bardzo dużą pomoc okazał mu szwagier Jan Klistała. Przewoził Stanisława w parowozie m.in. do Krakowa. Tam Sobik wizytował istniejący w Krakowie – oddział rybnicki ZWZ/AK, którego dowódcą była Paweł Musiolik (działający w tym mieście, gdyż w Rybniku był „spalony” – poszukiwany przez gestapo). Spotykał się także z działaczami wyższej rangi i dowództwem ZWZ w Krakowie. Dnia 14.02.1942 r. rozkazem Naczelnego Wodza nastąpiło podporządkowanie ZWZ – Armii Krajowej. W tym też okresie Rybnicki Inspektorat, jako jeden z czterech w Okręgu Śląskim, funkcjonował bez większych zakłóceń.
Niestety, mimo stosowanych środków ostrożności, rozpoczęły się coraz częstsze „wpadki” członków ZWZ/AK z Rybnika i okolicy. Okupant wprowadził system denuncjacji i inwigilacji, w którym znaczący udział mieli przedwojenni szpiedzy oraz dywersanci z pierwszych dni wojny.

Zdrajcą członków ZWZ w Rybniku okazał się Jan Zientek, który od 1936 r. był kierownikiem parowozowni PKP w Rybniku. Okazywał dużą aktywność zarówno w pracy, jak i w istniejących przy kolei stowarzyszeniach społecznych. Po wkroczeniu wojsk niemieckich do Rybnika otrzymał stanowisko zastępcy naczelnika stacji. Wszystko wskazuje na to, że okazywana przed wojna aktywność w organizacjach na kolei miała maskować właściwą, proniemiecką orientację Zientka – po rozpoczęciu okupacji podjął on współpracę z gestapo. Gestapo otrzymało od Zientka bardzo obszerną dokumentację i wykaz członków ZWZ/AK, więc od 11.02.1943. r. rozpoczęły się masowe aresztowania członków tej organizacji z Rybnika i okolic.

Już własnie 11-go w godzinach porannych aresztowany został Stanisław Sobik, a w ciągu dnia dowożono dalsze aresztowane osoby, więc w piwnicy gestapo przy ulicy św. Józefa w Rybniku robiło się coraz ciaśniej. Dnia 12 lutego aresztowana została żona Stanisława – Zofia, chociaż Jej zatrzymanie było zupełnie przypadkowe. Do 13.02.1943 r. aresztowano około 60 osób.

Na uwagę zasługuje też fakt, że wszyscy moi rozmówcy podawali te same informacje o wyjątkowej postawie Stanisława Sobika, który tam w areszcie gestapo, nadal czuł się przywódcą organizacji, jak podziwu godna była jego troska o wszystkich. Niemal każdego z osobna pouczał, jak ma się zachować w czasie śledztwa. Pouczał, by wymyślać mało istotne przewinienia, które by mogły być pretekstem aresztowania, oraz zwracał uwagę na to, by wypierać się związku ze zorganizowanym ruchem oporu i nie wymieniać żadnych nazwisk. Sam zaś zapowiadał, że na przesłuchaniach przyzna się do organizowania ruchu oporu i wykonywania akcji sabotażowych przeciwko Niemcom. Świadczy to o wielkości ducha Stanisława Sobika, o przykładnym pojmowaniu roli przywództwa.

13 lutego około godziny 12.00 samochody ciężarowe z około 60 aresztowanymi wyruszyły w kierunku Katowic pod eskortą dobrze uzbrojonych gestapowców, jadących obok wsamochodach osobowych. W Mikołowie samochody skręciły w prawo, co oznaczało, że nie jadą do Mysłowic, lecz bezpośrednio do KL Auschwitz (od pierwszej dekady lutego 1943 r. wyznaczono dla tych aresztowanych blok nr 2 w KL Auschwitz, gdyż w więzieniu w Mysłowicach panowała epidemia tyfusu plamistego).

… Jak opowiadali świadkowie tamtych wydarzeń, o godzinie 14.00 samochody zatrzymały się w pobliżu komory gazowej i krematorium obozowego w KL Auschwitz I. Donośnym krzykiem rozkazano aresztowanym zeskakiwać ze skrzyń samochodów i ustawić się w kolumnę po pięć osób w rzędzie. Po chwili, znowu przy akompaniamencie wrzasków, nakazano im przejść w kierunku bramy głównej obozu z rzucającym się w oczy napisem „ARBEIT MACHT FREI”.

Po wprowadzeniu aresztowanych na teren obozu, skierowani zostali do budynku z czerwonej cegły, na którym widniał napis „BLOCK No 2”. Blok ten oddany był do dyspozycji znanemu z okrucieństwa Wydziałowi II Politycznemu (Politische Abteilung). Wydział ten był komórką Policji Bezpieczeństwa (Sipo) i Służby Bezpieczeństwa SS (SD). W KL Auschwitz podlegał on oficjalnie komendantowi obozu, ale faktycznie podporządkowany był placówkom Sipo i SD w Katowicach. Funkcjonariusze tego wydziału mieli więc bardzo szeroki zakres kompetencji, wyłączonych spod bezpośredniej kontroli władz administracyjnych obozu. Dlatego też mogli prowadzić w obozie własną politykę – politykę terroru i śmierci, a ze swoich poczynań nie musieli się przed nikim tłumaczyć. Mogli bezkarnie bić i zabijać więźniów.

W poniedziałek około godziny 9.00 do sali wszedł esesman i wyczytał z listy nazwiska osób, które miały iść na przesłuchanie. Wśród osób tych znalazł się również Stanisław. Pod eskortą kilku esesmanów więźniowie zaprowadzeni zostali do drewnianego baraku usytuowanego w sąsiedztwie obozowego krematorium. W baraku tym, wydzielonym specjalnie dla potrzeb oddziału politycznego, prowadzano przesłuchania. Każdy więzień przesłuchiwany był w oddzielnym pomieszczeniu. Dla „poprawiania pamięci” przesłuchiwanych stosowano tortury. Wykorzystywane metody śledcze zależały od pomysłowości gestapowca prowadzącego śledztwo lub asystujących mu przy przesłuchaniu oprawców z SS. Przyznanie się do zarzucanych przewinień wymuszano na aresztowanych przede wszystkim biciem i kopaniem. Bito tak mocno, że często ciało odchodziło od kości. Kiedy przesłuchiwany tracił z bólu przytomność, cucono go wylewając nań wiadra lodowatej wody. Po zakończeniu śledztwa w danym dniu wyprowadzano zmaltretowanego więźnia na korytarz baraku, gdzie musiał czekać, aż zakończą się przesłuchania pozostałych osób. Gdy wreszcie do stojących na korytarzu więźniów dołączył ostatni z przesłuchiwanych, odprowadzani byli w asyście esesmanów z powrotem na blok nr 2. Grupa, w której był Stanisław, wróciła z przesłuchań dopiero wieczorem. Żałosny był to widok. Więźniowie byli tak skatowani, że ledwo mogli ustać na nogach. Aby dojść do bloku, musieli się wzajemnie podtrzymywać. Już na pierwszy rzut oka zauważyć można było zadane im cierpienia. Byli bardzo posiniaczeni, na ich twarzach widać było zakrzepłą krew.

W dniu 9 marca Stanisław zaprowadzony został do baraku śledczego po raz ostatni – by podpisać protokół z końcowego przesłuchania, a natępnie przekazany został na pobyt w obozie.
Przyjęcie odbywało się według odpowiedniej procedury, a więc rozbieranie i „zdawanie” cywilnych ubrań, strzyżenie włosów, kąpiel, ubieranie obozowych pasiaków, wykonanie zdjęć obozowych w trzech pozach, a po zarejestrowaniu w „Häftlingspersonalbogen” – obozowej kartotece, następowało  wytatułowanie numeru na lewym przedramieniu.

Stanisław Sobik - zdjęcie z Oświęcimia

Stanisław Sobik – zdjęcie z Oświęcimia

Po zarejestrowaniu, Stanisław skierowany został wraz z innymi współwięźniami na blok kwarantanny, w którym przebywał około trzy tygodnie. Następnie, dostał się na bloku 17 i przydzielono do komanda pracującego na żwirowisku.
Stanisław nie radził sobie z ciężką pracą fizyczną – był typem inteligenta o małej odporności zdrowotnej i bardzo delikatnych rękach. Do czasu aresztowania wykonywał pracę biurową, toteż na żwirowisku jego ręce od razu pokryły się pęcherzami i ranami od codziennej pracy łopatą. Od jej twardego trzonka odciski pękały i ukazywało się żywe mięso dłoni. Odnawiającym się codziennie ranom nie było końca.
W szczególny sposób splotły się w obozie losy Stanisława Sobika i Karola Miczajki, a byli kolegami z działalności w ZWZ/AK i razem dostali się do KL Auschwitz. Spotykali się w obozie i Miczajka był dobrze zorientowany, gdzie Sobik pracuje i jakie jest jego samopoczucie. Wiedział też o tym, że kapo jego komanda nieludzko się na nim wyżywa. Kiedy więc w połowie maja 1943 współpracownik Miczajki przeniesiony został do pracy w kopalni Jawiszowice, natychmiast wraz z kolegami załatwił przeniesienie Sobika w to miejsce.
Ten okres wspólnego przebywania ze sobą tak wspomina Karol Miczajka po przeżyciu obozowych poniewierek i odzyskaniu wolności: „W komandzie było nas tylko dwóch. Pracowaliśmy pod zamknięciem, ale bez nadzoru, stąd mieliśmy sposobność prowadzenia ze sobą długich rozmów. Przeważnie jednak Staszek prowadził wywody moralne i filozoficzne o podłożu religijnym. Wiele też mówił wtedy o życiu pozagrobowym. Podziwu godna była jego postawa, pełna spokoju, równowagi ducha i modlitewnego skupienia przy pracy. Domyślałem się, że w pełni świadomości przygotowywał się na śmierć”.

Ale, są także wspomnienia Józefa Sobika – młodszego brata Stanisława. Tak oto wspomina swoje ostatnie spotkanie ze Stanisławem:

Józef Sobik

Józef Sobik

Dnia 24.06.1943 r. Staszek przyszedł do mnie przed apelem. Zapytał, jak się czuję, i czy czegoś nie potrzebuję. Odpowiedziałem mu, że potrzebuję czosnku. Czosnek był w obozie równie wielkim skarbem jak chleb, gdyż wierzyliśmy w jego właściwości bakteriobójcze i witaminowe. Staszek wsadził rękę do kieszeni i wyciągnął całą główkę. Wziąłem czosnek, po czym on niezdecydowanie powiedział, żebym mu dał parę ząbków. Lewą ręką rozłupałem główkę i dałem mu kilka ząbków. Staszek jednak nie odbierał ich, …. nie wyciągnął po nie ręki. Po chwili powiedział, żebym zostawił sobie całość.
Zdziwiło mnie to niespotykane dotychczas roztargnienie w jego zachowaniu. Oczy Staszka były jakieś inne niż zazwyczaj, widać w nich było smutek. Mało mówił i przyglądał mi się w taki sposób, jakby chciał się napatrzeć na zapas. Usłyszeliśmy sygnał na apel, więc podałem mu rękę na pożegnanie. Staszek przytrzymał ją i nie chciał odejść. Powiedziałem więc: <Idź, bo będą cię szukali>. Ale on nadal stał jak w transie i nie puszczał mojej ręki. Jego oczy i twarz jakby jeszcze bardziej posmutniały. Wreszcie puścił moją rękę i powiedział: <bądź zdrów i zostań z Bogiem. Przyjdę jutro>. Potem odwrócił się i pobiegł na apel.

Tego dnia Stanisław, po apelu wzywany został do „Schreibstuby”, gdzie wezwani byli także inni więźniowie z Rybnika, a więc jego szwagier Janek Klistała, był Alojzy Siąkała z Rybnika i kilku innych więźniów. Powiadomiono ich, że na polecenie oddziału politycznego zostają przekazani na blok 11, gdzie nazajutrz mają stanąć przed policyjnym sądem doraźnym. Odprowadzeni zostali na blok 11 przez Rapportführera.
Powołuję się znowu na wspomnienia Karola Miczajki, który asystował Staszkowi w tej ostatniej drodze jego życia. Oto fragment bardzo wzruszającego artykulu: Wspomnienie towarzysza niedoli.
….Odprowadzano wszystkich na blok XI. Idzie nas kilku w pewnym oddaleniu za nimi. Oglądają się, rzucają nam drobne przedmioty, które mieli przy sobie: zapalniczkę, cygarniczkę, pędzel do golenia…
Weźcie to na pamiątkę! Już się nie zobaczymy!
Jeszcze jedno spojrzenie, jeszcze jedno skinienie ręki, jeszcze jeden uśmiech, w którym był żal i łzy, a potem zaciśnięte zęby i głowa dumnie odrzucona do góry i ostatnie słowa do nas: Trzymajcie się! Pozdrówcie nasze żony i dzieci!
A potem ciężkie, żelazne drzwi zamknęły się z łoskotem, i ciężka sztaba żelazna podparła je z wewnątrz.
Widziałem Go po raz ostatni. Stach przestał żyć dla świata. Ta, o którą tak nieugięcie walczył, zażądała od Niego ofiary życia i krwi…

Na bloku jedenastym mieli przeczekać do dnia następnego. Jaka była ich ostatnia noc? Z całą mocą narzuca się skojarzenie z ostatnią nocą Chrystusa w Ogrójcu – w uszach dźwięczą słowa Jezusa (wg św. Marka):
… I odszedł nieco dalej, upadł na ziemię i modlił się, żeby – jeśli to możliwe – ominęła Go ta godzina. I mówił: Abba, Ojcze, dla Ciebie wszystko jest możliwe, zabierz ten kielich ode Mnie. Lecz nie to co Ja chcę, ale to co Ty (niech się stanie).
Następnego dnia, o godz. 15.00 więźniów wezwano przed kilkuosobowy policyjny sąd doraźny, a odczytany wyrok to sylabizowane słowa – … kara śmierci!
W męskiej umywalni na parterze musieli rozebrać się do naga. Potem podprowadzeni zostali pod szarą ścianę – „Ścianę Straceń”, gdzie skazany słyszał ostatni ziemski odgłos – szczęk zamka karabinka małokalibrowego i … następowała cisza nieskończoności!

Kwi 102007
 

Tak zwana granica Polsko-Niemiecka, albo raczej jej pozostałość w Rybniku Stodołach jadąc w stronę leśnej wioski Paproć, niestety nie jest granicą. Nie jest to część szlabanu granicznego. To pozostałość po niemieckim szlabanie fortecznym lub jak kto woli szlabanie przeciw pancernym.

Lokalizacja zapory.

Lokalizacja zapory.

 Moje informacje o szlabanach pancernych pochodzą z rozmów z Jerzym Sadowskim podczas wspólnego pobytu na MRU. Tam zobaczyłem jak „zrobiono” i montowano względem drogi taką zaporę pancerną. Trzeba pamiętać że powstawały one w czasie między pierwszą a drugą wojną światową. Niemcy mieli wtedy nieograniczone ilości stali a czołgi jakie posiadała Polska w tamtym czasie nie były czołgami T-34.
Polski czołg Vickers.

Polski czołg Vickers.

Zapory takie w większości broniły dróg i mostów w pobliżu granicy z Polską. Miały one zatrzymać sprzęt pancerny i pojazdy chociaż na chwile żeby stał sie on łatwym celem dla armaty lub innej broni zwalczającej czołgi. Na MRU szlabanom fortecznym towarzyszyły schrony, ale sprzęt ulokowany w fortyfikacji polowej (z braku schronu) będzie równie skuteczny. W celu zablokowania i zapobiegnięciu zjechania pojazdu z głównej drogi (po zamknięciu szlabanu), przed, obok lub wzdłuż stawiano inne zapory. Są to szyny lub betonowe imitacje słupków drogowych do których (środek) wstawiano stalowe elementy i przeciągano stalowe liny lub montowano na nich bariery z szyn kolejowych.
Podpora zapory.

Podpora zapory.

Słupki linowe

Słupki linowe

Zaporę naszą (Stodoły-Paproć) umieszczono na zakręcie drogi, aby przynajmniej na chwilę unieruchomić czołg nieprzyjaciela. Czołg wchodzący w zakręt odsłaniał boczny pancerz, zawsze słabszy od czołowego. Armatka p. panc. na stanowisku polowym mogła oddać strzał do zatrzymanego czołgu, a pojazd bokiem zapory nie ominie słupy stalowo betonowe z linami skuteczni go zablokują. Właśnie koledzy z forum rawelin.com rozgryźli zasady i zastosowanie takiej i podobnej zapory.
Na tym forum znalazłem ciekawe fotki i podział szlabanów fortecznych. Oto on:Drehschranken- szlaban obrotowy w płaszczyźnie poziomej
Schlagschranken- szlaban uchylny w płaszczyźnie pionowej
Sperrschranke mit Gegengewicht. -szlaban uchylny z przeciwwagą
Trägersperre – belka lub belki na betonowych podporach

Kiedyś Wojtek opowiadał historię, że podobno radziecki czołg zapiął na szlaban stalową linę i próbowano go wyrwać (część podpory). Więc postaram sie wyjaśnić rysunkiem i fotką pod tekstem dlaczego to mogło sie nie udać.
Przekrój zapory

Przekrój zapory

Podpory boczne zapory stanowią integralna całość, pod drogą przebiega stalowa belka która łączy obie podpory. Tylko ramie było podnoszone w górę lecz wewnątrz ramienia była stalowa lina która dodatkowo je wzmacniała. To co pozostało po rybnickiej zaporze to ramie z zatrzaskiem i kilka betonowo-stalowych słupków z oczkami na linę.

To bardzo ciekawy, unikalny „gadżet” forteczny który nie zabezpieczony stanowi łatwy cel dla złomiarzy a podcinają oni go do pewnego czasu. Ratujmy to co pozostało.

Kwi 022007
 
Dzięki uprzejmości Jerzego Sadowskiego, odbyłem trzydniową, wspaniałą wycieczkę po Międzyrzeckim Rejonie Umocnionym.
Widok na kopuły

Widok na kopuły

To potężna twierdza, (budowana w drugiej połowie lat trzydziestych) czyli kompleks fortyfikacji naziemnych i podziemnych. Podziemia liczą prawie 40 km tuneli, korytarzy oraz innych pomieszczeń magazynowych, produkcyjnych i technicznych. Naziemny pas fortyfikacji to schrony bojowe (panzerwerk) przeszkody terenowe i pancerne, rozmieszczone na 100 km odcinku.
Nie będę się bawił w opisy MRU gdyż sporo materiałów na ten temat jest w internecie, a dodatkowo podaję dwie publikacje Jerzego Sadowskiego dotyczące tej twierdzy. Pierwsza to Międzyrzecki Rejon Umocniony, Turystyczną Perła Europy – Międzynarodowe Studium (Infort 2005) i kolejna w formie przewodnika turystycznego Lubrzański szlak fortyfikacji MRU, Pancerwerki i podziemia Pętli Boryszyńskiej (Infort 2006).
Mar 292007
 
”Od mogił żołnierskich nie odchodzi się ze złamaną duszą. Nie odchodzi się z poczuciem klęski i beznadziejności, ale z niezbitym przekonaniem, że oto wyrosła nowa wartość ducha, wartość nie moja, nie Twoja, ale nas wszystkich – wartość należąca do całego narodu. Trzeba, aby pamięć o Nich wiecznie trwała i żyła.”

edward_rydz_smigly

właściwie Edward Rydz herbu Ryc, urodził się 11 marca 1886 w Łapszynie koło Brzeżan na Podolu, w późniejszym województwie tarnopolskim (obecnie: Ukraina), zmarł 2 grudnia 1941 w Warszawie, pseudonimy Śmigły, Tarłowski, Adam Zawisza. Polityk, ostatni legalny marszałek Polski (od 11 listopada 1936), Naczelny Wódz Polskich Sił Zbrojnych w wojnie obronnej 1939 roku, formalnie przez 17 dni „następca prezydenta RP na wypadek opróżnienia się urzędu przed zawarciem pokoju”.
Maturę uzyskał w gimnazjum w Brzeżanach. Studiował na Akademii Sztuk Pięknych w Krakowie i na Wydziale Filozoficznym Uniwersytetu Jagiellońskiego. 1908 r. wstąpił do Związku Walki Czynnej. W latach 1910-1911 ukończył obowiązkową dla maturzystów austriacką szkołę oficerów rezerwy w Wiedniu i odsłużył rok w sławnym IV. Pułku Piechoty Hoch- und Deutschmeister,  którym dowodził kuzyn cesarza Franciszka Józefa, arcyksiążę Eugeniusz, wielki mistrz zakonu krzyżackiego (stąd nazwa pułku). Od 1910 należał do Związku Strzeleckiego, gdzie posługiwał się pseudonimem „Śmigły”. Ukończył niższą, a potem wyższą szkołę oficerską Związku Strzeleckiego. W 1913 r. został komendantem Związku Strzeleckiego Okręgu Lwowskiego.

I wojna światowa  

W lipcu 1914 powołany do armii austriackiej (przydział do austriackiego pułku w Brzeżanach). Od 1 sierpnia 1914 r. w I Brygadzie Legionów Polskich kolejno na stanowisku dowódcy batalionu, pułku i brygady.
Dwudziestolecie międzywojenne  
Po kryzysie przysięgowym został dowódcą Polskiej Organizacji Wojskowej. W listopadzie 1918 został ministrem spraw wojskowych w Tymczasowym Rządzie Ludowym Republiki Polskiej Ignacego Daszyńskiego.d listopada 1918 r. w Wojsku Polskim jako dowódca Okręgu Generalnego Warszawa, a następnie Grupy Operacyjnej „Kowel”. Jako dowódca I Dywizji Piechoty Legionów kierował operacją zajęcia Wilna w kwietniu 1919 r. 1 lutego defilada wojsk polskich w Dyneburgu, a pod koniec marca wycofanie do Baranowicz.
 Wojna polsko-bolszewicka
Podczas ofensywy wiosennej 1920 r. przeciw wojskom bolszewickim dowodził 3 Armią, która 7 maja 1920 zdobyła Kijów, a podczas odwrotu był dowódcą Frontu Południowo-Wschodniego i Frontu Środkowego. Podczas odwrotu nękany przez Sowietów doprowadził 3 armię na Wołyń. W bitwie warszawskiej 1920 dowódca prawego skrzydła grupy uderzeniowej działającej znad Wieprza, a następnie 2 Armii, która wypiera dwie armie bolszewickie i korpus konny Gaja do Prus Wschodnich i odgrywa decydującą rolę w bitwie niemeńskiej. Awansowany na stopień generała dywizji. Dowódca Frontu Południowo-Wschodniego i Frontu Środkowego, w operacji warszawskiej jako prawe skrzydło oskrzydlającej grupy uderzeniowej. Dowodzi 2 armią odcinającą odwrót wojsk Tuchaczewskiego.
Działalność polityczna
Od 1921-1926 był Inspektorem Armii w Wilnie, a od 1926-1935 w Warszawie. 13 maja 1935 (dzień po śmierci Piłsudskiego) został desygnowany przez prezydenta i rząd na Generalnego Inspektora Sił Zbrojnych. 13 lipca 1936 okólnikiem premiera RP Składkowskiego został uznany „pierwszą osobą w Polsce po Panu Prezydencie”. Awansował na generała broni a 10 listopada 1936 roku Prezydent RP Ignacy Mościcki mianował go na marszałka. Po uzyskaniu stopnia marszałka Rydz „przemeblował” swe nazwisko na „Śmigły-Rydz”.
 rydz_smigly_bulawa1
Poparł Ignacego Mościckiego w wyborach prezydenckich i wkrótce stał się drugą osobistością w państwie. Zapleczem politycznym został Obóz Zjednoczenia Narodowego założony w 1937 przez pułkownika Adama Koca (z inicjatywy Śmigłego). Władza sanacyjna tworzyła wokół marszałka legendę, jaka otaczała Józefa Piłsudskiego. W okresie kryzysu polsko-litewskiego modne było hasło – „Wodzu, prowadź na Kowno”.
II wojna światowa
1 września 1939 roku Prezydent RP Ignacy Mościcki mianował go Wodzem Naczelnym i wyznaczył, w myśl art. 24 ust. 1 Konstytucji kwietniowej „następcą prezydenta RP na wypadek opróżnienia się urzędu przed zawarciem pokoju”. 7 września Rydz-Śmigły opuścił Warszawę. Problemy w łączności jak i ogrom klęski uniemożliwiły mu dowodzenie. W Brześciu 11 września wydał Wytyczne, w których wzywał do bezwzględnej obrony stolicy Polski. W jego planach Warszawa i Modlin miały stać się ośrodkami oporu w kraju zajętym przez agresora, podczas gdy wojska polskie walczyłyby na przedmościu rumuńskim i czekały na pomoc sojuszniczej Francji i Wielkiej Brytanii. Po inwazji sowieckiej na Polskę wydał dyrektywę ogólną, w której nakazywał wycofywanie się wojsk w kierunku na Węgry i Rumunię i unikania walki z sowieckim najeźdźcą.18 września 1939 przekroczył granicę z Rumunią, internowany w miejscowości Krajowa. W wyniku internowania, prezydent Mościcki odwołał z dniem 17 września 1939 (zarządzenie antydatowane) decyzję o wyznaczeniu Rydza-Śmigłego następcą Prezydenta RP. 27 października 1939 roku zrezygnował z funkcji Naczelnego Wodza i Głównego Inspektora Sił Zbrojnych. W Krajowej do 14 października, potem przewieziony do rezydencji byłego premiera Rumunii w Dragoslavele. Zbiegł 10 grudnia 1940 roku i przedostał się na Węgry. 25 października 1941 roku opuścił Węgry i przez Słowację dotarł do Polski. 30 października przybył do Warszawy, gdzie poprosił o wcielenie do Związku Walki Zbrojnej w stopniu szeregowego. W konspiracji używał pseudonimu Adam Zawisza.
 Grób marsz. Śmigłego-Rydza na Powązkach Według powszechnie przyjętej wersji, prawdopodobną przyczyną śmierci był zawał serca, który miał miejsce 2 grudnia 1941. Pochowany przez grupę AK „Baszta” z Mokotowa pod nazwiskiem Adam Zawisza na Cmentarzu Powązkowskim. W 1994 roku wzniesiono na grobie nowy pomnik z właściwym nazwiskiem.
Odznaczenia
Odznaczony Orderem Virtuti Militari II i V klasy, Orderem Orła Białego, czterokrotnie Krzyżem Walecznych, Złotym Krzyżem Zasługi, Orderem Odrodzenia Polski (Polonia Restituta) I, II i IV klasy oraz Krzyżem Niepodległości z Mieczami. Był też doktorem honoris causa Uniwersytetu Warszawskiego (1938) oraz Politechniki Warszawskiej (1938). Z zagranicznych odznaczeń posiadał m.in. Komandorię z gwiazdą Legii Honorowej, Wielką Wstęgę japońskiego Orderu Wschodzącego Słońca, Orderu Gwiazdy Rumunii, Orderu Zasługi Węgier i serbskiego Orderu Białego Orła, oraz najwyższe łotewskie odznaczenie za dzielność, Order Zabójcy Niedźwiedzia
Żródło Wikipedia
Mar 292007
 

Jan Jagmin-Sadowski

Jan Jagmin-Sadowski (ur. 24 kwietnia 1895 w Grójcu, zm. 5 października 1977 w Warszawie), generał Wojska Polskiego, legionista.

Studiował na Wydziale Mechanicznym Politechniki Lwowskiej, gdzie zetknął się z konspiracją niepodległościową. Należał do PPS – Frakcja Rewolucyjna, Polskich Drużyn Strzeleckich i Polowych Drużyn Sokolich.

Po wybuchu I wojny światowej wstąpił jako ochotnik do 1 pułku strzelców legionowych. W 1914 odznaczył się w bitwach pod Anielinem i Laskami. W 1915 brał także udział w ciężkich walkach pod Łowiczówkiem, Konarami, Józefówkiem. W 1916, w składzie I Brygady Legionów, pod wodzą Józefa Piłsudskiego bił się z Rosjanami w krwawej bitwie pod Kostiuchnówką. W czasie kryzysu przysięgowego został wraz z innymi oficerami internowany w obozie w Beniaminowie. W czasach II Rzeczypospolitej był jako porucznik instruktorem w Szkole Podchorążych Piechoty w Warszawie. W 1919 wstąpił do Wojennej Szkoły Sztabu Generalnego w Warszawie, skąd wkrótce został skierowany na dwuletnie studia do paryskiej École Supérieure de Guerre. Po jej ukończeniu z wyróżnieniem został awansowany do stopnia majora i został szefem Oddziału I Sztabu Generalnego. Został dowódcą 15 pułku piechoty „Wilki”, jednej z najlepszych jednostek w WP, stacjonującej w Dęblinie. Jako pułkownik w 1931 objął dowództwo nad 23 Dywizją Piechoty w Katowicach.

gen_sadowski

19 marca 1939 został awansowany na stopień generała brygady, objął komendę nad utworzonym Obszarem Warownym „Górny Śląsk”. W kampanii wrześniowej dowodził Samodzielną Grupą Operacyjną „Śląsk”, w składzie Armii Kraków. Przygotował linię obrony ciagłej od Świerklańca do Rybnika i Żor, wzmocnioną obsadzeniem 23 DP i 55 Dywizją Piechoty, grupy fortecznej obszaru warownego „Katowice”, 95 dywizjonem artylerii ciężkiej i grupą artylerii przeciwlotniczej. Całość ubezpieczała eskadra lotnicza i pociag pancerny. W odwodzie pozostała kompania tankietek TK. Odziały Jagmina zaangażowały się w ciężkie walki z Niemcami (bój opóźniający), niejednokrotnie miejscami przechodząc do działań zaczepnych. Najkrwawsze walki stoczyła 55 DP, gdzie pod Mikołowem i Wyrami, zadała poważne straty 8 i 28 dywizjom niemieckim. Jednak wskutek przełamania przez wroga frontu pod Częstochową i Nowym Targiem i zbliżającej się groźby oskrzydlenia Jagmin wycofał swoje oddziały za Przemszę. W uznaniu jego zasług, rozkazem Naczelnego Wodza Edwarda Rydza-Śmigłego jego Grupę Operacyjną przemianowano na GO „Jagmin”. Brała ona jeszcze udział w obronie Krakowa, na Kielecczyźnie, nad Sanem. 17 i 20 września 1939, okrążona przez Niemców pod Tomaszowem Lubelskim uległa rozbiciu. Generał dostał się do niewoli. Przez pięć lat był jeńcem w oflagu Woldenberg. Po jego wyzwoleniu przez aliantów w 1945, wstąpił do PSZ na Zachodzie. Do Polski powrócił w 1946 roku, gdzie natychmiast został przez władze komunistyczne przeniesiony w stan spoczynku. W proteście przeciw odznaczeniu przez władze PRL radzieckiego przywódcy Leonida Breżniewa Orderem Virtuti Militari I klasy zorganizował w 1976 r. uroczystość złożenia na Jasnej Górze orderów Virtuti Militari przez żyjących jeszcze przedwojennych dowódców wojskowych.

Jest autorem m.in. prac „Działania Grupy Operacyjnej „Śląsk” 1-3 września 1939 r.” i „Przygotowanie centralnego regionu przemysłowego Śląska do obrony w okresie międzywojennym”.

Żródło Wikipedia
Mar 192007
 
Do niedawna mieszkałem w rybnickiej dzielnicy – „Smolna”. Szkołą mojego dzieciństwa była Sp-2 (w moich czasach nazwana imieniem porucznika Kalinowskiego). Do niedawna nie zdawałem sobie sprawy jakie dramatyczne wydarzenia miały miejsce we wrześniu 1939 w okolicy w której mieszkałem i uczyłem się.
Mapa z zaznaczonym miejscem wydarzeń

Mapa z zaznaczonym miejscem wydarzeń

W czerwcu 1939 roku rozpoczęto działania w zakresie umocniania fragmentu granicy przebiegającej w okolicy Rybnika. Po zakończeniu roku szkolnego w budynkach szkolnych rozmieszczono kompanie wojska – Batalion Obrony Narodowej „Rybnik”. Następnie rozpoczęto budowę betonowych „bunkrów” – na Smolnej znajdował sie przy ulicy Raciborskiej.

Budynek starej szkoły

Budynek starej szkoły

Nowy budynek szkoły

Nowy budynek szkoły

Na polach należących do browaru a znajdujących się przy ulicy Jankowickiej rozpoczęto kopanie rowów przeciwpancernych. W sierpniu niektórzy mieszkańcy dzielnicy rozpoczęli wyjazdy w głąb kraju(wyjazdy takie zorganizowało dla rodzin swoich pracowników miedzy innymi PKP). 1 września dzielnica Smolna znalazła się na pierwszej linii uderzenia wojsk niemieckich. Na tym odcinku opór wojska niemieckim stawiała Rybnicka kompania ON (9 kmp 203 pp rezerwy) kpt Jana Kwaśniewskiego z trzema ckmami – broniła rejonu wlotu od ul Raciborskiej i Wodzisławskiej, wraz z trzema działkami ppanc 37mm należącymi do plutonu ppor Ignacego Sochy (15 karabinów ppanc przydzielono kompaniom). Jednocześnie na drogach rozmieszczono zapory przeciwpancerne otoczone minami. Na ulicy Wodzisławskiej zapory takie znajdowały się na wysokości klasztoru oo Franciszkanów i szkoły SP – 2. około godziny 8 rano rozpoczął się atak niemiecki w stronę rynku. Ulicami Wandy, Zebrzydowicką i Raciborską ruszyły kolumny wozów pancernych. Bardzo sprawnie omijały przeszkody, pola minowe – informacje na ich temat opracowane zostały przez ludzi z mniejszości niemieckiej zamieszkującej ten teren. Dwa działka przeciwpancerne zniszczyły 2 i uszkodziły kilkanaście wozów pancernych. W tym samym czasie w rejonie szkoły stacjonował pluton bedący odwodem. Dowódca kompani ON kpt. Kwaśniewski poinformował żołnierzy o zbliżających się ulica Wodzisławską od strony rynku 6 niemieckich czołgach. Pluton ulokował się w rowie na poboczu ulicy Wodzisławskiej u wylotu ulicy Gwarków. Czołgi podjechały w okolice wylotu ulicy Szkolnej. Na wyposażeniu plutonu był jeden karabin przeciwpancerny typu kb. UR obsługiwane przez Jana Drozdka oraz Franciszka Piechaczka i Ostarka (piekarza z Piasków)

Karabin przeciwpancerny wzór 35 (kb ppanc wz.35), znany także jako Ur

Karabin przeciwpancerny wzór 35 (kb ppanc wz.35), znany także jako Ur

Szeregowy Drozdek oddał kilka strzałów w stronę nadjeżdżających wozów pancernych. Pierwszy z nich został unieszkodliwiony i uderzył w słup ogłoszeniowy znajdujący się przed sklepem spożywczym (dzisiaj punkt sprzedaży okien)

Sklep przed którym został unieszkodliwiony

Sklep, przed którym został unieszkodliwiony wóz pancerny

Widok w stronę Rybnika

Widok w stronę Rybnika

Niemcy obłożyli cały teren ogniem karabinów maszynowych by móc ewakuować załogę trafionego czołgu. Następnie czołgi wycofały się ulicą wodzisławską w stronę rynku. Z trafionego czołgu żołnierze polscy wynieśli mapy. Po godzinie Niemcy ponowili atak – udało im się przedrzeć drogą w stronę Zamysłowa. Pluton WP ukrył się w tym czasie w stodole przy ulicy Gwarków po czym wycofał się w kierunku na Żory.

Z innych wydarzeń 1 września – wysadzenie wiaduktu nad Nacyną, obrona miasta Rybnik.

W roku 1945 w tej samej okolicy miały miejsce rownie dramatyczne i zdecydowanie bardziej tragiczne wydarzenia – ale o tym innym razem.

Opracowano na podstawie wydawnictwa Longina Musiolika „Nasza mała ojczyzna – kronika gminy Smolna” .

Mar 052007
 

Kolejną grupa fortyfikacji niemieckich którą zwiedziliśmy z kolegą Marcinem była grupa obiektów w Gliwicach – Bojkowie. Nie będziemy po raz kolejny pisali informacji o historii obiektów. To wszystko zostało podane w materiale wcześniejszym ( Pilchowice – fortyfikacje niemieckie). Są to również schrony typu R116a i Sonderwerk. R116a położony jest blisko głównej drogi Gliwice – Gierałtowice.

Lokalizacja schronów

Lokalizacja schronów

Natomiast S-werk schowany jest głęboko w polu bliżej zabudowań. Co do strażnicy czy jak kto woli schronu obserwacyjnego (bardzo kiepskiej jakości pod względem wykonania) ulokowano go po przeciwnej stronie drogi głęboko w polu w rejonie gdzie przebiegła granica polsko–niemiecka w 1939. Porównując ten odcinek niemieckich fortyfikacji, do obiektów w Pilchowicach, trzeba zauważyć podstawową różnice. Oba schrony są bardzo rozproszone, mają pozakładane żelbetowe „kapsle” w miejscach kopuł pancernych, a fortyfikacja przy drodze miała zamurowane wejście główne w tym samym czasie co miejsca na płyty pancerne.

Z zewnątrz obiekty wykonane zostały prawie (swerk ma dodatkowe metalowe elementy) tak samo. Ciekawe są natomiast wnętrza, tu widać zasadnicze różnice. Przykładem będzie wykonanie studzienki wejścia w do tunelu  podziemnego w obiektach (studzienka niewiadomego przeznaczenia). R116a z Pilchowic nie posiada w swoich wszystkich pomieszczeniach przygotowanych miejsc w ścianach na lampy naftowe. Czyżby Pilchowickie obiekty miały mieć zasilanie elektryczne(?). Obiekt Bojkowski ma wyrzutnie granatów ręcznych na zewnątrz  schronu (gdyby nieprzyjaciel dostał się blisko strzelnic). Ten sam obiekt w Pilchowicach nie został w to wyposażony. Pamiętam jeszcze czasy kiedy w Bojkowie  „rura” do wyrzucania granatów miała zamknięcie, w tym pomieszczeniu była jeszcze połowa drzwi gazoszczelnych, generalnie było więcej elementów metalowych. Niestety na skutek braku opieki schrony są rozkradane i dewastowane coraz bardziej. Natomiast Bojkowski Swerk, tonie w śmieciach. Jest to okoliczne wysypisko śmieci. Nie można nawet zrobić zdjęcia, czy dostać się normalnie do środka, wszędzie tony śmieci, śmieci i odpadów takich których nawet wysypiska miejskie będą miały kłopot  zutylizować.

Marcin – MARCOON
Adam   – AW68

Mar 012007
 

„Nie masz już , nie masz w Polsce żydowskich miasteczek„
Antoni Słonimski

Co pozostało po Żydach w Polsce? Jakieś zatarte ślady, zdewastowane cmentarze, zrujnowane synagogi, nieliczne, uratowane z pożogi II wojny światowej judaika.
W Rybniku czyli mieście, w którym mieszkam nie zachowało się nawet to. Minęło ponad 60 lat, od kiedy z krajobrazu mego miasta znikła społeczność żydowska i dlatego uznałam, że przypomnienie ludności wyznania mojżeszowego może być ciekawe dla moich koleżanek i kolegów.

Rybnicka synagoga

Rybnicka synagoga

Co pozostało po Żydach w Polsce? Jakieś zatarte ślady, zdewastowane cmentarze, zrujnowane synagogi, nieliczne, uratowane z pożogi II wojny światowej judaika.
W Rybniku czyli mieście, w którym mieszkam nie zachowało się nawet to. Minęło ponad 60 lat, od kiedy z krajobrazu mego miasta znikła społeczność żydowska i dlatego uznałam, że przypomnienie ludności wyznania mojżeszowego może być ciekawe dla moich koleżanek i kolegów.
Pierwsi Żydzi w zaczęli napływać do Europy Środkowo-Wschodniej, w tym również i na Śląsk, w IX w., a od XII w. możemy zauważyć liczniejszy ich napływ na nasze ziemie. Powodem tych wędrówek były prześladowania religijne w Europie Zachodniej. Żydzi osiedlali się w okolicach Legnicy, Wrocławia, Bolesławca oraz w miasteczka na szlakach handlowych, jak np. w Raciborzu, Nysie, Głuchołazach. Dzierżawili miejscowe szynki , parali się udzielaniem pożyczek, a przede wszystkim zajmowali się handlem i rzemiosłem. Osadnicy żydowscy przybywający na tereny Śląska posiadali znajomość licznych dziedzin wytwórczości, dzięki czemu przyczyniali się do rozwoju miast i gospodarki towarowej . Żydzi specjalizowali się w krawiectwie, kuśnierstwie, złotnictwie, jubilerstwie i zegarmistrzostwie. Zajmowali się również wyrobem pieczęci, farbiarstwem, szklarstwem i drukarstwem. W rzemiosłach spożywczych dominowali w piekarstwie, gorzelnictwie,  piwowarstwie. Mimo tak znaczącej roli dla rozwoju gospodarki, handlu i finansów Żydzi nie mieli wielu przywilejów, i przez stulecia byli traktowani jako obywatele drugiej kategorii. Pod panowaniem pruskim Żydzi byli usuwani z terenów Dolnego Śląska i zmuszani do osiedlania się na terenach górnośląskich, gdzie i tak żyła ich większość. Tak zwany Edykt Emancypacyjny z 11 marca 1812 przyniósł Żydom w Prusach prawne równouprawnienie , które zostało potwierdzone ostatecznie w Konstytucji Pierwszej Rzeszy Niemieckiej z roku 1871.

W Rybniku ,tak samo jaki w innych miastach Górnego Śląska Żydzi osiedlali się od wieków. Niestety w rezultacie wydarzeń z okresu II wojny światowej prawie całkowitej zagładzie uległy akta miasta, w związku z czym bardzo skromnie przedstawiają się źródła do dziejów Żydów w moim mieście. Wg spisu ludności z roku 1784 miasto liczyło 805 mieszkańców, w tym 763 chrześcijan i 42 Żydów 1) . W 1818 Rybnik został miastem powiatowym, co przyczyniło się do jego rozwoju oraz do wzrostu liczby mieszkańców. I tak liczba mieszkańców powiatu rybnickiego wówczas wynosiła około 30.000. W sprawozdaniu z 1843 roku dla Rybnika i powiatu oszacowano liczbę Żydów na 399 – w tym jeden lekarz, 3 wielkich kupców, 20 handlarzy żywnością, 50 restauratorów, 15 rzemieślników, 18 Żydów wykonujących różne prace, oraz jeden żebrak. Ta społeczność żydowska miała zdecydowanie niemiecki charakter. Po pierwszej wojnie światowej, a dokładniej od 1922 roku na obszarach plebiscytowych, a do takich należał Rybnik, obowiązywała Konwencja Genewska, która chroniła mniejszości narodowe. Po wygranym plebiscycie i po przyłączeniu Rybnika do Polski, duża część rybnickich Żydów wyjechała do Niemiec. Pozostali głównie zamożni Żydzi niemieccy i skrajna biedota. Ten odpływ został jednak uzupełniony przez migrantów żydowskich z Zagłębia Dąbrowskiego. Kupcy żydowscy, uprawiający handel obwoźny przyjeżdżali do Rybnika z Sosnowca, Będzina czy innych polskich górnośląskich miast. Jak pisze Alfred Mura w „Sercu Ewangelii „ ci ubodzy Żydzi uprawiali właściwie handel „obnośny „ , bowiem chodzili pieszo , a towar przenosili na plecach. Oferowali towary za gotówkę lub na raty. Wspomina on, iż jego matka kupiła mu ubranie do Pierwszej Komunii u Żyda, gdyż było ładne i tanie. Piotr Rakowski, rybnicki poeta i badacz historii Żydów w naszym mieście, opisuje historię agenta handlowego Michała Wolfa 5 . Komiwojażer ten był jednym z bardziej znanych żydowskich kupców z Sosnowca. Trudnił się handlem obwoźnym w polskiej części Górnego Śląska, w szczególności w Rybniku oraz powiecie rybnickim. Rybnik był wtedy miastem garnizonowym i celnym, czyli stał się takim centrum targowym na obszarze od Wodzisławia aż do Pszczyny. Michał Wolf przywoził tu próbki towarów i materiałów tekstylnych pochodzących z fabryk bielskich. Bielskie materiały miały dobrą markę, więc kupiec zaopatrywał w nie kadrę oficerską rybnickiego garnizonu wojskowego, a także bogatszych celników w Urzędzie Celnym. Wolf był bardzo ceniony, jako rzetelny i sumienny kupiec. Ta dobra opinia umożliwiała mu pracę i handel na tym terenie przez piętnaście lat. W czasie swoich pobytów w Rybniku, jako bardzo religijny Żyd, uczęszczał na modlitwy do synagogi, o której piszę poniżej. Po wybuchu II Wojny Światowej Wolf wraz z rodziną początkowo pracował w Sosnowcu w szwalniach niemieckich, w których szyto między innymi koszule dla Wehrmachtu. Później cała rodzina Wolfów została wysłana do obozu koncentracyjnego Auschwitz i tam zginęła. Uratowała się tylko jedna córka , która cudem przeżyła. Żydzi wyznają judaizm, którego zasadniczą cechą jest wiara w jednego Boga . Miejscem sprawowania kultu jest synagoga. W ubiegłych wiekach równolegle funkcjonowały dwa pojęcia „synagoga „i „bożnica „. Potem nazwę „synagoga” zarezerwowano dla dużych, bogato wyposażonych gmachów, „bożnicą” zaś  nazywano skromne miejsce do odprawiania modlitw. W Rybniku pierwszą drewnianą bożnicę wzniesiono w 1811 przy ul. Raciborskiej1). Murowaną synagogę tzw. „nową” zbudowano w latach 1842-1848 na skrzyżowaniu ulic Zamkowej i Gimnazjalnej (dziś Zamkowej i Chrobrego – naprzeciw Urzędu Miasta).  Budynek został wzniesiony w stylu klasycystycznym z wielką gwiazdą Dawida u wierzchołka ściany frontowej i dużym pomostem z balustradą przed wejściem głównym. Wnętrze synagogi było półkoliste, z wysokimi półokrągłymi oknami, z tzw. babińcem ,czyli częścią dla kobiet. Najważniejszym miejscem był aron ha-kodesz, czyli odpowiednik chrześcijańskiego ołtarza. Jest to rodzaj szafy ołtarzowej, w której przechowywano zwoje Tory. Najbardziej widocznym elementem synagogi była bima ,czyli podwyższenie z pulpitem , z którego czytano Torę i udzielano błogosławieństw. Budowę synagogi popierał baron Durand-Baranowice, bowiem rybnicka gmina żydowska w ówczesnym czasie nie posiadała potrzebnych środków pieniężnych. Baron udzielił wtedy większej pożyczki na budowę tejże synagogi. Niestety synagoga ta nie przetrwała do naszych czasów. Od wybuchu II wojny była ona zamknięta. Pod koniec 1939, bądź też na początku 1940 roku została oblana benzyną i naftą, a następnie podpalona przez szturmowców hitlerowskich. Na ulicy Zamkowej, przy której stała synagoga niektórzy przechodnie w milczeniu mijali płonącą bożnicę, a inni pokrzykiwali hasła antysemickie. Gestapowcy oraz policjanci z „Schupo” cieszyli się z widoku płonącego budynku. Po spaleniu, teren został wyrównany a na tym miejscu Niemcy założyli skwer z fontanną.

Skwer na miejscu synagogi

Skwer na miejscu synagogi

Dziś w tym miejscu często na ławkach odpoczywają rybniczanie, nie zdając sobie sprawy iż, przez prawie 100 lat były tu odprawiane nabożeństwa.

Nabożeństwa w synagogach prowadził rabin. W uboższych gminach nie posiadających własnego rabina, jego funkcje sprawował kantor. Pierwszym rabinem gminy żydowskiej w Rybniku był rabin dr Frankel. Później przez wiele lat gmina nie miała rabina aż do powołania dr. Braunschweigera, który urzędował aż do roku 1912 1). Późniejszymi rabinami byli dr Arthur Rosenthal, dr Nellhaus, Salo Levin. Po przyłączeniu części Górnego Śląska do Polski, w latach 1922-1924 wyjechało z tego terenu wielu rabinów. Taka sytuacja miała również miejsce w Rybniku, gdzie funkcje rabina, po wyjeździe Salo Lewina, sprawował kantor Gustaw Hahn. Salomon Lewin, podobnie jak inni wyznawcy religii Mojżeszowej w Rybniku, był Żydem niemieckim, ale znał język polski i mówił po polsku. Cieszył się dużym autorytetem wśród Żydów-rybniczan, cechowała go skromność i rozwaga, i pomimo tego, iż był rabinem ortodoksyjnym, to był tolerancyjny wobec innych poglądów religijnych.3 lutego 1930 roku rabinem w Rybniku został młodszy brat rabina chorzowskiego, dr Zygmunt Kohlberg.

Synagoga i budynek rabina

Synagoga i budynek rabina

 

Dom rabina

Dom rabina

Podstawową jednostką organizacyjną wspólnoty żydowskiej był kahał, czyli gmina. Kahał przypominał parafię chrześcijańską, ale miał o wiele szersze uprawnienia, bowiem oprócz funkcji religijnych, sprawował funkcje skarbowe, wychowawcze, sądownicze, opiekuńcze i dobroczynne. Kahał między innymi organizował pogrzeby, utrzymywał cmentarze, szkoły itp. Żydowska gmina powstała w Rybniku w roku 1858, liczyła wówczas około 400 osób. Do gminy należeli m.in. lekarze, nauczyciele chederu czyli szkoły żydowskiej, zlikwidowanej w Rybniku w roku 1877 3) , wychowawcy zakładu opiekuńczego, który od 1893 roku mieścił się w budynku, kojarzonym przez współczesnych rybniczan ze szkołą muzyczną, istniejącą w nim do 2003 roku. Tenże budynek domu dla sierot został w 1922 roku odkupiony przez żydowską gminę katowicką, a następnie sprzedany w 1927 roku Śląskiej Izbie Rolniczej.

Budynek sierocińca

Budynek sierocińca

Do kahału należeli również pracownicy związku charytatywnego oraz pogrzebowego „Chewera Kadisza”, którego oddział powstał w Rybniku w 1866 roku 2), oraz fabrykanci , handlowcy, rzemieślnicy. Od 1925 roku w skład Zarządu gminy wchodzili między innymi : kupiec i właściciel sklepu Alfred Aronade, hurtownik i właściciel sklepu odzieżowego Salomon Priester, kupiec i właściciel składu odzieżowego N.Leschcziner, handlowiec i akcjonariusz browaru rybnickiego Maksymilian Richter.Szukając informacji o rybnickich Żydach natrafiłam na stronę internetową Witty Priester, prawdopodobnie wnuczki wspomnianego powyżej Salomona Priester. Opisuje ona swoją wizytę w Rybniku w 1997 roku, kiedy to odwiedziła miasto swoich rodziców, po tym jak jej matka odzyskała niektóre z rodzinnych nieruchomości, między innymi w Rybniku. Ojciec Witty Priester urodził się w Rybniku i tutaj dorastał, matka pochodziła z Katowic. Przed II wojną rodzina jej ojca ta była bardzo zamożna. Priesterowie posiadali fabryczkę, sklep detaliczny oraz kilka budynków, w tym jedną kamienicę zaraz przy rynku. Po wkroczeniu hitlerowców dziadkowie Witty zostali zamordowani. Jej rodzicom udało się przetrwać wojnę, dzięki temu, że byli ukrywani przez dwa lata na strychu przez polską rodzinę. Jak nadmienia dzisiejsza spadkobierczyni rodziny Priesterów, mimo że Polacy nie robili tego bezinteresownie, to był to tak czy inaczej czyn heroiczny. Po wojnie rodzice Witty zaczynali swe drugie życie od zera. W 1950 roku wyemigrowali do Nowego Jorku. Przez lata wspomagali finansowo polską rodzinę , która uratowała ich od Holocaustu.

Oprócz synagogi i szkoły jednym z niezbędnych elementów w życiu kahału był cmentarz. Nie każda gmina miała swój własny cmentarz, zwany przez Polaków kirkutem. Bardzo często bywało, iż władze kahału musiały negocjować z innymi gminami, aby móc pochować swoich zmarłych. Do 1815 roku rybniccy Żydzi grzebali swoich zmarłych na kirkucie w Mikołowie. W roku 1815 rybnicki kowal Józef Nowak zakupił za 100 talarów niemieckich grunt pod cmentarz żydowski. W dokumencie kupna zaznaczono, iż leży on przy drodze do Świerklan i Chwałowic1 , czyli u zbiegu dzisiejszej ul.3 Maja i Wieniawskiego. Cmentarz ten został zamknięty w roku 1931 na polecenie policji, z powodu uchybień sanitarnych. Od tego roku aż do 1939 członkowie gminy korzystali z cmentarza w Wodzisławiu Śląskim. Na przełomie marca i kwietnia 1940 roku Niemcy przystąpili do likwidacji cmentarza żydowskiego. Na rozkaz katowickiego gestapo teren został zryty, a żydowskie nagrobki czyli macewy zostały zużyte do utwardzania dróg, między innymi ul. Chopina oraz drogi prowadzącej do kąpieliska „Ruda”. Ludzkie szczątki zostały wsypane do dołu, na którym później wybudowano coś w rodzaju sadzawki, istniejącej do dnia dzisiejszego. Miejsce po kirkucie Niemcy w 1940 roku zamienili na park, zwany dziś Zieleńcem im. Henryka Wieniawskiego. Wymazano z mapy miasta miejsce pochówku setek Żydów. Jak podawała Gazeta Rybnicka w grudniu 2002 roku wspomniany już rybnicki poeta i dziennikarz, a zarazem znawca kultury i tradycji żydowskiej, Piotr Rakowski trafił na fragment kamiennej macewy z cmentarza. Skontaktował się bowiem z mieszkańcami dzisiejszej ul.Chopina, którzy przy budowie swego domu w 1970 roku wykopali fragment macewy z wyrytymi hebrajskimi napisami. Maleńki kawałek macewy to był jedyny namacalny ślad po rybnickim kirkucie. Niestety nie są znane dziś losy tego kamiennego fragmentu żydowskiego nagrobka, gdyż nie został przekazany do rybnickiego muzeum.

Rybniccy Żydzi w większości parali się handlem czy też byli właścicielami zakładów wytwórczych. Można powiedzieć, że część z nich należała do bogatszych obywateli miasta. Np. w latach 1885-1890 właścicielami huty pod Rybnikiem nad rzeką Rudą byli miejscowi kupcy Salomon i Kasper Lachmanowie, którzy stali się właścicielami na mocy licytacji przymusowej i prowadzili ją pod nazwą „F-a Lachman zakłady hutnicze i sztancownia „. Na początku XX w. fabryka ta została nazwana hutą żelaza Silesia Sp.Akcyjna i przez prawie sto lat dawała zatrudnienie wielu pokoleniom rybniczan. W przemyśle browarniczym potentatem była rodzina  Muller’ów, Herman Muller założył browar w Rybniku pod koniec XIX w., na bazie tradycji browarniczej, sięgającej XVII w. Dwa pozostałe browary w mieście, w tym tzw. zamkowy, również należały do tej rodziny – Izydora i Ludwika Muller’ów. W okresie międzywojennym w browarze „Herman Muller„ pracowało 38 robotników. Produkowano wówczas w nim 12 tysięcy hektolitrów piwa rocznie.

 Zbliżająca się II Wojna Światowa spowodowała exodus rybnickich Żydów. We wrześniu 1938 roku doszło do podłożenia petard pod żydowskimi przedsiębiorstwami. Petardy zostały podłożone pod żydowskim sklepem kolonialnym przy ul. Kościelnej, pod siedzibą firmy Manneberg, która zajmowała się handlem żelazem oraz materiałami budowlanymi, pod żydowską restauracją oraz sklepem przy ul. Raciborskiej, a także pod jednym z żydowskich domów przy ul. Hallera. Notatka na ten temat została opublikowana w dzienniku „Polska Zachodnia „ z 24 września 1938. W wyniku dochodzenia miejscowej policji osadzono w areszcie śledczym przy sądzie grodzkim w Rybniku czterech sprawców. Sprawcom chodziło o zastraszenie rybnickiego środowiska żydowskiego. W momencie wybuchu wojny w Rybniku pozostała w zasadzie biedota żydowska. Niemcy zgromadzili Żydów na zamku, gdzie mieściło się więzienie. Początkowo Żydzi chodzili do pracy pod nadzorem. Dzieci zostały im odebrane. Dotyczyło to również dzieci z małżeństw mieszanych, czyli katolicko-żydowskich. Na zamku Żydzi nie pozostali zbyt długo, bowiem Niemcy porozwozili ich po różnych obozach lokalnych , jak na przykład w Gorzycach, Gorzyczkach.
Niemcy bardzo starannie wymazali z historii Rybnika wszelkie ślady obecności ludności wyznania Mojżeszowego. Spalili synagogę wraz z wszelkimi dokumentami gminy, zrównali z ziemią dom kahału, zlikwidowali cmentarz i te święte miejsca dla Żydów zamienili w parki.
Pod koniec wojny Rybnik był świadkiem „Marszu śmierci „. Nocą z 17 na 18 stycznia Niemcy przystąpili do likwidacji KL Auschwitz-Birkenau. Za bramy wyprowadzono dziesiątki tysięcy więźniów. Na trasie wiodącej z Oświęcimia do Wodzisławia co chwilę padały trupy .Zima była wyjątkowo mroźna, nocą temperatury spadały poniżej 20 st. C. Więźniowie byli prowadzeni pod eskortą hitlerowców w lichych odzieniach, głodni i wyczerpani. Część więźniów , w tym i Żydzi, szła przez Rybnik. Dziś przypominają o tym mogiły zbiorowe w pobliżu kąpieliska „Ruda”.
Po wojnie nowa władza nie przejmowała się wspomnieniami o, byłych już wtedy, obywatelach tego miasta. Dopiero w latach 90-tych XX w. z inicjatywy długoletniego prezesa Towarzystwa Miłośników Rybnika, pana Zygmunta Podleśnego, podjęto starania o upamiętnienie w Rybniku miejsc świętych dla Żydów. Zaprojektowano nawet tablice, które miałyby stać na skwerach, na których kiedyś stała synagoga oraz mieścił się cmentarz żydowski. Niestety do dziś w tych miejscach nie ma ani wzmianki o tych, którzy żyli tu razem z nami.
Żydzi rybniccy stanowili nieodłączną część tego miasta oraz Górnego Śląska, a także ówczesnej Europy. Każda forma pamięci o nich jest istotna, bowiem nie mogą być wymazani z naszej pamięci, gdyż kamienie, które na ogół mówią, gdy gaśnie pamięć ludzka, bo rybnickich Żydach nie pozostały.

Wykaz źródeł

1)Dzieje miasta Rybnika i dawniejszego Państwa Rybnickiego na Górnym Śląsku ,na podstawie wydanej w 1861r. Kroniki Franciszka Idzikowskiego ,nowo wydane w języku polskim i niemieckim z dodatkami przez Artura Trunkhardt’a  ( wydano w 1925 r.)
2)http://www.nspj-boguszowice.katowice.opoka.org.pl/IV’2000.htm
3)Wojciech Jaworski „Ludność żydowska w województwie śląskim w latach 1922-1939”  (wyd. 1997 )
4)Piotr Rakowski „Widziałam płonącą synagogę „ , dwutygodnik „Słowo Żydowskie” 11-25.lipca 1997
5)Piotr Rakowski „Żydowskie losy na Górnym Śląsku „ , dwutygodnik „Słowo Żydowskie „ 18.czerwca 1999
6)Piotr Rakowski „Rybnicka Jerozolima „ dwutygodnik „Słowo Żydowskie „ 21.marca 1997
7)http://www.dickandwitta.com/Europe_01/rybnik_Poland.htm
8)http://www.greatestcities.com/users/witta/
9)Piotr Rakowski „Preludium górnośląskiego Holocaustu „ , dwutygodnik „Słowo Żydowskie „ 23.stycznia 1998
10)„Pamięci tych , którzy żyli z nami „ Tygodnik „Nowiny „ z 12.01.2000

Sty 312007
 
Jeszcze do niedawna tajemnicą owiane były tragiczne wydarzenia, do jakich doszło w 27 i 28 stycznia 1945 r., wtedy jeszcze, w podrybnickich Stodołach.

Krzyż okolicznościowy

Krzyż okolicznościowy

W wyniku ofensywy Armii Czerwonej w styczniu 1945 r., w okolicach Rybnika pojawiły się sowieckie oddziały. W kierunku na Rudy, wycofywała się grupa kilkunastu niemieckich żołnierzy, którzy postanowili zatrzymać się właśnie w Stodołach. Jak podają żyjący świadkowie tamtych wydarzeń, Niemcy nie próbowali wchodzić do domów. Natomiast starali się wezwać pomoc, układając na jedynej wówczas drodze w Stodołach, znaki rozpoznawcze z leżących opodal dachówek. Zgodnie z ich przewidywaniami zostali zauważeni z powietrza. Nad Stodołami pojawił się wkrótce samolot Luftwaffe, jednak nie wylądował, ale kilkukrotnie nisko przeleciał nad miejscowością a następnie odleciał. Niemcy zdecydowali pozostać w Stodołach, jak się zdaje, aby poczekać na ratunek następnego dnia. Szukali schronienia w przydrożnych rowach i pomiędzy licznymi wówczas we wsi drzewami. Jednak późnym wieczorem tego samego dnia, do Stodół od strony Rybnika wjechał oddział rozpoznawczy Armii Czerwonej. Wywiązała się krótka, ale intensywna wymiana ognia a następnie radziecki oddział wycofał się. Jak się wkrótce okazało nie na długo. Pod osłoną nocy, do wsi wjechały na kilku ciężarówkach oddziały Armii Czerwonej. Po raz kolejny doszło do wymiany ognia, tym razem jednak o wiele gwałtowniejszej. W wyniku walk prawdopodobnie zginęło 6 Rosjan a kilku było rannych. O stratach niemieckich nic nie wiadomo, jako że wykorzystując ciemności, żołnierze niemieccy uszli ze Stodół do pobliskich lasów, zbierając ze sobą rannych. Rankiem, 27 stycznia, do miejscowości przybyły dalsze oddziały Armii Czerwonej, wsparte czołgami. Rozpoczęły się poszukiwania niemieckich żołnierzy, w domach i obejściach. Nie przyniosły one jednak żadnych rezultatów. W tej sytuacji, sowieci zaczęli podejrzewać, że to mieszkańcy Stodół ich ostrzelali. Dwóch radzieckich żołnierzy, być może uczestników wcześniejszego patrolu, poszukując winowajców wcześniejszej strzelaniny, wskazało na 5 mężczyzn: Józefa Mierę, Emanuela Konkola, Wiktora Marszołka, Piotra Starzec i Franciszka Piechę, obarczając ich odpowiedzialnością za śmierć swoich towarzyszy. Nie jest jasne, jakimi metodami „dochodzeniowymi” posługiwali się żołnierze radzieccy wskazując właśnie na nich. Chyba jedyną ich „winą” był fakt, że mieszkali w pobliżu niedawnej strzelaniny, oraz to, że w okolicy ich domów znaleziono poległych radzieckich żołnierzy. Pod pretekstem pójścia „na roboty” zabrano ich z domów. Następnie radzieccy żołnierze zamkneli się z nimi w piwnicach dawnego domu celnego. Nikt z mieszkańców nie wiedział, co się wtedy tam działo. Dopiero rankiem wstrząśnięci mieszkańcy Stodół, w przydrożnym rowie w pobliżu domu celnego, znaleźli zwłoki całej piątki. Wszystkie ciała nosiły ślady tortur. Jedna z ofiar, miała w ustach i nosie niedopałki papierosów. Inny ze zmaltretowanych mieszkańców miał wydłubane oczy. Po znalezieniu ciał, mieszkańcy wsi zrobili z desek prowizoryczną trumnę, w której położyli całą piątkę. Następnie pochowano ich w pobliżu domu celnego, we wspólnej mogile, niedaleko miejsca, gdzie zostali odnalezieni. Kiedy mieszkańcom wydawało się iż jest to już koniec tragedii, po kilku dniach, ponownie pojawili się w Stodołach oficerowie radzieccy, szukający sprawców tamtych wydarzeń. Tym razem kazali się zebrać wszystkich mężczyzn ze wsi, z łopatami i kilofami. Następnie kazano im kopać duży rów. Wiele wskazuje na to, że czerwonoarmiści chcieli ich wszystkich najzwyczajniej rozstrzelać. Jednak jeden z ciężko rannych żołnierzy radzieckich, kategorycznie zakazał strzelania do cywilów, potwierdzając, iż strzelali do nich tylko żołnierze niemieccy. W ten sposób, jak się zdaje, zapobiegł jeszcze większej zbrodni i ocalił życie wielu mieszkańcom Stodół. W kwietniu, 1945 r. kiedy front już oddalił się z terenów G. Śląska i Rybnika, ciała pomordowanych przewieziono i pochowano na cmentarzu w Rudach. Na miejscu pierwotnego pochówku, mieszkańcy postawili pamiątkowy krzyż. Krzyż ten zresztą do dziś stanowi pewną zagadkę. Jego poszczególne elementy przywieziono z cmentarza w Rudach. Jeszcze dziś, na tylnej części krzyża, widoczny jest nieczytelny ślad po starym napisie nagrobnym, zaś na postumencie widnieje nazwisko „F. Kokes”, być może jest to podpis kamieniarza.
Przez długi czas jedynie ten krzyż i dość ogólnikowy napis pod nim: „Proszę Ojcze nasz i zdrowaś Mario za tragicznie zmarłych na tym miejscu” przypominały o tej tragedii mieszkańcom Stodół, bo właściwie ta historia była znana jedynie im. Przez lata PRL-u, nikt o zbrodni głośno nie mówił. Jedynie mieszkańcy wsi stale pamiętali o swoich bliskich. Dopiero wiosną 2006 r uroczyście odsłonięto pamiątkową tablicę. Jest na niej krótka notka, która teraz znacznie lepiej oddaje to, co naprawdę wydarzyło się w styczniu 1945 r. w Stodołach.