Paź 292017
 

Gdy wybierasz się do Rud z Rybnika warto zatrzymać się na chwilę w uroczej dzielnicy Rybnika – Stodoły, przy trzech nowo oddanych do użytku punktach małej informacji turystycznej opracowanych i przygotowanych przez nieformalną miejscową grupę miłośników historii.

 

Pierwszy punkt znajduje się przy dawnych budynkach celnych przy ul. Rudzkiej. Nie sposób nie zauważyć dawnej budki strażniczej, bowiem przechodzi tamtędy wspólna droga rowerowo – piesza. Jeśli nie chcemy podążać tamą, bez żadnego problemu można bezpiecznie przejechać rowerem przez Stodoły aż do Paproci. Niestety od Paproci nie jest już to dobry pomysł, aby kontynuować podróż rowerem do Rud.

Wracając do naszego punktu na budce zauważymy z obu stron dwie tablice. Jedna zawiera informacje na temat trudnej przeszłości z lat 1922 -1939, kiedy to Stodoll a później Hochlinden stało się wsią nad granicą pomiędzy Niemcami a Polską.

Z drugiej strony budki umieszczono ciekawą mieszaną mapę w oparciu o archiwalne mapy przebiegu granicy oraz współczesnego odpowiednika tego terenu. Graficznie projekt wykonał Tomasz Polanecki, a merytorycznie dr Bogdan Kloch razem z Henrykiem Postawką. Samą budkę wykonali Zbigniew i Łukasz Stachoń. Autorzy zdają sobie sprawę z niedoskonałości i treść tablicy może ulec zmianie w przyszłości…

Koniec części pierwszej.

Henryk Postawka

 

Wrz 292015
 

Włączając się do forum dyskusyjnego na stronie internetowej „Rybnik, ocalić od zapomnienia” dot. Polenlagru nr 97 w Rybniku, przez zbieg okoliczności wciągnięty zostałem w wyjaśnienie tego zagadnienia, a wymaga ono szczególnego szacunku dla pamięci o hitlerowskich zbrodniach wykonywanych na Polakach.

Otóż, kilka dni temu mieszkaniec Kóz – Grzegorz Hałat (pow. Bielsko – Bialski), zwrócił się do mnie z pytaniem, czy posiadam jakieś informacje o lokalizacji Polenlagru nr 97 w Rybniku. Zainteresowała go historia rodziny Zająców z Czernichowa, która przebywała w tym obozie, a z córką tej rodziny, urodzonej w 1942 r. (dzisiaj emerytowaną nauczycielką) w tym Polenlagrze, spotkał się w swoim miejscu zamieszkania.

W uzupełnieniu do swojego pytania, podał skąpe informacje na ten temat z książki Romana Grabara:

„Polenlager” nr 97 w Rybniku

Wiadomości o „Polenlagrze” w Rybniku są bardzo skąpe. Zorganizowano go z końcem sierpnia 1942 r., co wynika z pisma komendanta żandarmerii w Katowicach z 2 września tegoż roku do podległej jednostki żandarmerii w Rybniku. Powołano się w nim na decyzję komisarza Rzeszy do spraw umacniania niemczyzny – Volksdeutsche Mittelstelle, Dowództwo Operacyjne w Katowicach – z 27 sierpnia 1942 r. w sprawie przydzielenia do obozu funkcjonariuszy żandarmerii. Skierowano tam 3 żandarmów z „Polenlagru” w Lyskach. Obóz mieścił się w barakach koło lotniska dla szybowców. Przebywali w nim ludzie wysiedleni z Zagłębia Dąbrowskiego, przede wszystkim zaś osamotnione dzieci. Więźniowie pracowali na roli, w młynie i w magazynie. Likwidacja obozu nastąpiła prawdopodobnie w związku ze zbliżaniem się frontu. Nazwiska Lagerführera nie zdołano ustalić.

Po tej to informacji, odżyły w moich wspomnieniach wydarzenia z okresu mojego dzieciństwa, a które rzucają wyjaśnienia do tej sprawy.

Otóż pamiętam, że w okresie okupacji także po wojnie często chodziliśmy z mamą do dziadków zamieszkałych w dzielnicy Rybnika – Meksyko. Często w niedzielne popołudnia, mieszkańcy tej dzielnicy chodzili na spacery na nieużytki znajdujące się w najwyższym wzniesieniu Meksyka – gdzie znajdowała się i … nadal znajduje wieża ciśnień z 1905 r. Na owym wzniesieniu (ale to już były czasy po 1945 r.) znajdowało się lotnisko szybowcowe dla szybowców o wyjątkowo prymitywnej konstrukcji (żebrowany kadłub drewniany, z siedziskiem dla „pilota” i płatami oraz statecznikami oblepionymi jakimś brezentem). Szybowce te naciągane linami gumowymi przez kilku mężczyzn (jak z procy), wylatywały na odległość ok. 300 metrów. Po wylądowaniu, szybowiec był przetransportowany w miejsce startu i ponownie następny zapaleniec lotnictwa szybował z górki w dół (w kierunku Brzezin – małej wówczas wioski). Do przechowywania szybowców służyły drewniane hangary – i to są owe hangary i „lotnisko”. Lotnisko w Gotartowicach powstało w 1965 r.! ! !

W okresie okupacji, w miejscu przez które obecnie poprowadzono obwodnicę, – a poniżej wieży ciśnień, usytuowane były baraki drewniane i ogrodzone siatką oraz drutem kolczastym, w której więzione były całe rodziny, zwożone przez hitlerowców z różnych stron okupowanego Górnego Śląska.

Pamiętam, że jako dziecko podchodziłem na bezpieczną odległość do owego ogrodzenia (na ile zezwalali wartownicy z wewnątrz obozu) i widziałem wybiedzonych i odzianych w łachmany mężczyzn, kobiety i dzieci. To był właśnie ów Polenlager nr 97 w Rybniku.

Dzisiaj często przejeżdżam tą obwodnicą – jadąc do Rybnika czy Rydułtów, ale skojarzenia miejsca przez które przejeżdżam pozostają w świadomości jak żywe. Oczywiście obecnie ta dzielnica Meksyka jest bardzo zagospodarowana, wieża ciśnień jest na tyle zarośnięta trawą i krzewami że trudno ją dostrzec. Zniknął widok wypalonej trawy i ubitej ziemi na tym najwyższym wniesieniu Rybnika, gdzie także powstały jakieś składowiska materiałów budowlanych i przedsiębiorstwa. Ale w mojej świadomości, pozostaje niezatarta pamięć o tych wybiedzonych ludziach, tym miejscu w latach okupacji hitlerowskiej oraz latach 50 – tych, gdy jako członek Ligi Lotniczej wraz z innymi kolegami, brałem udział w zawodach modeli szybowcowych.

Poniżej dodaję kilka zdjęć w związku z tym o czym wspominam, a zdjęcia te udostępnił mi Grzegorz Hałat.

Hangar:

Hangar 1

Po wojnie zawody modeli szybowcowych.

Hangar 4

Wieża ciśnień:

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

Według relacji Pana Mariana Wawrzuty, – więźnia między innymi Polenlagru w Rybniku (a relacja ta znajduje się w Archiwum PMA – B w Oświęcimiu), uzupełniam wiarygodność opisu jak wyżej.

[…] Polenlager nr 961 w Rybniku był usytuowany za urządzeniami wodociągowymi stanowiącymi wieżę ciśnień dla Rybnika, a hangarem szybowcowym, na terenie ogrodzonym podwójnym wysokim płotem z drutu kolczastego. Pomiędzy parkanami był zasiek ze zwoju drutu kolczastego, przemyślnie montowanym na odpowiednio dobranej wysokości słupkach. Na przestrzeni ogrodzonej zbudowano dwa drewniane baraki mieszkalne, każdy na około 150 osób, przewidziane do zamieszkania w okresie lata, gdyż na zewnątrz były wykonane z desek na zakładkę mocowanych do konstrukcji deskowej, od wewnątrz do tej samej konstrukcji przybito płytę pilśniowa twardą o grubości 4 mm. Przestrzeń pomiędzy płytami i deskami nie wypełniono żadnym ocieplenie. Dach niski deskowy kryty papą i od wewnątrz obitymi płytami paździerzowymi. Wewnątrz baraku zbudowano dwa piece grzewcze z cegły typu pokojowego.

W zimie na każdy piec był przydział jednego wiadra węgla. Podłoga to cienka około 1, 5 cm wylewka z chudego betonu. Z uwagi na powyższe zimą po prostu marzliśmy ogromnie, gdyż temperatura wewnątrz baraku niewiele różniła się od temperatury na zewnątrz.

Z uwagi na usytuowanie obozu poza miastem wśród pól, jesienią i zimą przeżywaliśmy ogromną inwazję myszy, które łapaliśmy na łapki sprężynowe własnej konstrukcji, często bez przynęty […].

[…] Pojedyncze osoby oraz grupki do 5 – ciu osób wychodziły do pracy poza obóz bez eskorty wachmana, a jedynie w asyście pracodawcy. Od 1944 roku z uwagi na praktycznie zerowe próby ucieczki, rygor wyjścia do pracy był dużo łagodniejszy, dany więzień opuszczający obóz był sprawdzany, czy posiada zapotrzebowanie na pracę i odnotowano w książce wyjść i powrotów, ale zawsze ktoś z rodziny musiał pozostawać w obozie. Z pracy nie wolno było przynosić do obozu czegokolwiek do jedzenia, ale racja żywnościowa była normalnie wydawana i tak, gdy szedł do pracy u „bauera”, to tam otrzymywał „obiad”, a jego obiad obozowy pozostająca w obozie rodzina. Dlatego, nie tylko z przymusu więźniowie szli do pracy, za którą nie otrzymywali żadnego wynagrodzenia, gdyż był to sposób na przeżycie […].

… tyle w uzupełnienia do autentyczności miejsca i funkcjonowania Polenlagru nr 97 w Rybniku, a obóz ten funkcjonował do 27. 01. 1945 r.

Jerzy Klistała

Lut 022014
 

Publikujemy dla Państwa pierwszą część wspomnień pana Stanisława Ptaszyńskiego, rybniczanina, który jako nastolatek znalazł się wraz z rodziną prawie na linii frontu zimą 1945 roku.

Zapraszamy do lektury

Zespół Zapomnianego Rybnika

 

Zbliża się 25 stycznia kolejna rocznica Bitwy o Rybnik.

Tęgi mróz, dużo śniegu. Mam 12 lat, mieszkam na dzisiejszej ulicy Wyzwolenia. Od kilku dni od strony Gliwic zjeżdżają niemieckie wojska, okopują się od południowej strony stawów Ruda. Szpital psychiatryczny zamieniony w twierdzę. Na ulicy Rudzkiej powstaje barykada przeciwczołgowa.

15.02.2013 (22)

Niemcy rozdają ludności maski gazowe, pompy wodne (ręczne), wydają żywność z magazynów – ja dostałem wiadro sztucznego miodu. Starsi bardziej obrotni dostawali nawet kawały mięsa z rzeźni miejskiej. Obok naszego domu przy obecnej ul. Wyzwolenia – wylot ul. Świętego Antoniego Niemcy ustawiają działo. Robi się ciemno, jest późny wieczór. Wszystko zamarło, trwa absolutna cisza.

Matka przygotowała kolację i oznajmia, że zaraz po zjedzeniu schodzimy do piwnicy. Nie dojedliśmy kolacji. Ciszę przerwał narastający szum nadjeżdżających czołgów. Jeszcze słyszę pierwszy wystrzał, chwila i eksplozja. Pierwszy pocisk w bitwie o Rybnik trafił w nasz dom. Momentalnie rozpętało się piekło. Miałem starszego kolegę, był moim guru (Zefek Krok). Zabrał mnie w miejsce (do Szulika – dzisiejszy budynek, w którym mieści się redakcja rybnickich Nowin). Na skrzyżowaniu Wyzwolenia-Gliwicka płonie radziecki czołg – trafiony z działa, które stało przed naszym domem. Za pierwszym czołgiem płoną następne w odstępach około 50 metrów. Eksplozja płonącego czołgu potworna. Przed czołgiem leży czołgista, chyba motorniczy, próbował wyskoczyć, ale nie zdążył. Leżał tak parę miesięcy.tank

Bardzo ciężkie walki. Przez piwniczne okno widzimy sylwetki rosyjskich żołnierzy jak próbują wedrzeć się do miasta. Rosjanie prowadzą intensywny ostrzał artyleryjski, wyją katiusze. Łuny pożarów z okolic ul Rudzkiej, Raciborskiej. Płoną domy trafione pociskami zapalającymi.
Niemcy nie ustępują i ataki zostają odparte. W naszym domu, na czas bitwy, dowódca obrony Rybnika – pułkownik urządził swoją kwaterę. Pierwsza linia obrony Niemców znajdowała się na wysokości dzisiejszej ulicy Żużlowej. Byliśmy więc w zasięgu pierwszej linii. A w chlewie był koń, krowa i inne zwierzęta, które należało nakarmić i napoić, ale to będzie przedmiotem następnego opowiadania. Publikuję te moje przeżycie, bo widzę, że są młodzi ludzie, których interesuje historia naszego miasta. Więc ku pamięci.

Ciąg dalszy tych moich „pokudlonych”przez czas wspomnień. Pierwsze natarcie Rosjan zostało wprawdzie odparte, ale bitwa o Rybnik trwała. Ciężkie walki o szpital psychiatryczny. Potężne murowane ogrodzenie szpitala jest skuteczną barierą. Cmentarz przechodzi z rąk do rąk. Od żołnierza-łącznościowca dowiadujemy się, że Rosjanie wymordowali całą rodzinę grabarza. Jego dom stoi do dzisiaj dokładnie na przeciw pomnika bohaterów – wyzwolicieli Armii Czerwonej. Starszy o kilka lat Zefek postanawia podkraść się do domu grabarza by zobaczyć, co zrobili żołnierze sowieccy rodzinie tego grabarza. Idziemy przez „gliniok”. Dzisiejsza ulica Kotucza wtedy była w środku dołów, z których wybierano glinę. Na końcu „glinioka” był dom Kuligowskich stamtąd tylko skok przez ulicę Cmentarną i doszliśmy do domu grabarza. Potworność!  W małej szklarni obok domu zastrzelony gospodarz (leżał pomiędzy grzędami). Na schodach przed domem obnażone zwłoki młodej dziewczyny. Znałem ją z widzenia. W kuchni na podłodze zastrzelona pani domu. Byliśmy tam bardzo krótko. Ostra strzelanina trwała po drugie stronie cmentarza wokół kaplicy cmentarnej ewangelików. Tam dzisiaj stoi pomnik bohaterów.

Powrót tą samą drogą, przez”gliniok”. Wróciłem do piwnicy w naszym domu na ulicy Wyzwolenia. Opowiedziałem mamie o morderstwie na grabarzu i jego rodzinie. Nasz dom „zafasował” drugie trafienie. Tym razem katiusza przez dach wpadła do naszego mieszkania. Nie wybuchła. Wisiała w przedpokoju (długa rura z lotkami i kulistym pociskiem na przedzie). Do piwnicy wpada żołnierz łącznościowiec – ten sam, którego spotkaliśmy wcześniej.

Mówi, że Rosjanie ponownie zajęli cmentarz, spalili wóz pancerny i działo niemieckie ulokowane na wysokości dzisiejszego parkingu przy ulicy Rudzkiej. W piwnicy panuje strach i modlitwa. Lokatorzy, którzy często darli ze sobą koty teraz skupieni wokół „petronelki” pokornie szepczą różaniec. Tacy, którzy nie chodzili do kościoła też się modlą zawzięcie.

To dopiero początek. Czeka nas pełne dwa miesiące życia pod ciągłym ostrzałem.

Finałem tego wspomnienia związanego z 25 dniem stycznia 1945 roku było zdarzenie, które o mało nie zakończyło się śmiercią moją, mojej siostry i kuzynki. Ranek 26 stycznia 1945. Ustał ostrzał artyleryjski, aktorzy pewnie byli zmęczeni. Ranek wstawał bardzo mroźny. Słońce wstawało różową zorzą. Przestrzeń od ulicy Poniatowskiego do Strzeleckiej była zupełnie odsłonięta. Od naszego domu do domu pana Trybusia zupełnie odsłonięta. Rosjanie widzą każdą osobę jak na dłoni. Krowa buczy, siwek niecierpliwie domaga się picia. Wszyscy chcą pić. Najbliższa studnia jest w domku na końcu naszej ulicy. Decyzja: Stasiek (ja), Teresa (siostra starsza) i kuzynka starsza biorą duże sanki, gar do gotowania prania i konwie na mleko i jadą po wodę. Dorośli naiwnie uznali, że do dzieci nie będą strzelać.

cdn.

 

 

Wrz 022008
 

W imieniu organizatorów dnia otwartego naszego schronu pragnę podziękować wszystkim osobom, które nas odwiedziły. Dziękujemy za ciepłe słowa, za datki na dalszy remont, za fantastyczne przyjęcie tego co Państwu oferowaliśmy. Dziękujemy mediom które po raz kolejny dostrzegły „coś” w naszej pracy.

kombatant

Jednocześnie w imieniu zarządu rybnickiego koła terenowego „Profortalicium” dziękuję wszystkim, którzy przygotowali całą imprezę, oprowadzali naszych szanownych Gości.  Bardzo żałujemy, że nikt z władz miasta Rybnika nie był zainteresowany tym co prezentowaliśmy – 88 letni kombatant na piechotę przyszedł na schron, opowiedział nam kilka bardzo ciekawych histori z własnego życia, zwiedził naszą ekspozycję – za co bardzo mu dziekujemy!

Zdjęcia z imprezy mozna oglądać na naszym forum

Sty 142008
 
Dzisiaj chcielibyśmy zaprezentować artykuł opisujący czasy od drugiej połowy XVIII w. do mniej więcej I Wojny Światowej – przedstawimy bowiem historię rodziny bardzo zasłużonej dla Rybnika – żydowskiej rodziny Haase.
Drzewo genealogiczne rodziny Haase

Drzewo genealogiczne rodziny Haase

Ponad 230 lat temu w naszym mieście, Jakob Fabisch, żydowski przedsiębiorca i praprzodek słynnej w Rybniku rodziny Haase, założył pierwszą garbarnię skór. W owym czasie ziemia rybnicka należała do państwa pruskiego, które poprzez swych urzędników starało się ożywić gospodarczo te tereny, nie tylko przez rozwijanie istniejących przemysłów, ale również poprzez wprowadzanie przemysłów dotychczas tu nieznanych. Do takich nowych działalności należało w Rybniku garbarstwo.

W XVIII w. we wprowadzaniu przemysłu skórzanego (i nie tylko), zarówno na Śląsku, jak i w innych pruskich krajach, znaczny udział mieli Żydzi. Nie było to specjalnie dziwne w owych czasach, bowiem Żydzi od XVII w. dzierżyli w swoich rękach gorzelnie, browary, cegielnie czy warzelnie potasu. Państwo pruskie zachęcało tą grupę społeczną do inwestowania w nowe gałęzie przemysłu, choćby z tego powodu, że Żydzi zazwyczaj nie domagali się żadnych państwowych subwencji czy też wsparcia. Do sprowadzenia Jokoba Fabisch’a do Rybnika przyczynił się ówczesny tzw. burmistrz policyjny Feller (w miastach, które były wówczas podległe odrębnym właścicielom – w Rybniku był to hrabia Węgierski – Izba Wojenno-Skarbowa miała swój organ, czyli burmistrza policyjnego).

Z protokołu spisanego 30 października 1766 roku z Jakobem Fabische’em wynika, iż ten – dziś powiedzielibyśmy – biznesmen został przez policyjnego burmistrza poproszony o założenie fabryki skór w Rybniku. W 1765 roku w Rybniku było 19 szewców i innych rzemieślników, którym skóry potrzebne były do uprawiania zawodu (najbliższa garbarnia była w Raciborzu). Do wspomnianego wyżej protokołu Jakob Fabisch oświadczył, że zadecydował się założyć fabrykę skór i w związku z tym sprowadził z Moraw specjalistę od skór Johann’a Lazarka, który przedstawił próbki wyrabianych przez siebie towarów. W protokole ujęto również oświadczenie burmistrza policyjnego, iż nie wnosi on zastrzeżeń do odstąpienia placu, będącego własnością miasta, jeżeli Fabisch za ten plac zapłaci i zobowiąże się do opłacania podatku gruntowego. 23. listopada 1766 roku Pruska Królewska Izba Wojenno – Skarbowa we Wrocławiu udzieliła Jakubowi Fabischowi koncesji na wzniesienie w Rybniku fabryki skór cielęcych i zezwoliła, by sprzedano mu miejski plac. Jakob Fabish wzniósł swą fabrykę na polu pomiędzy pańską łąką „Pasternik”, a miejskim browarem, nad wypływającym z tegoż browaru potokiem. Za koncesję zapłacił 5 talarów, a za plac mierzący 66 łokci (47,28 m) długości zapłacił 15 talarów.

O założycielu fabryki zbyt dużo nie wiemy. Można podejrzewać, że był człowiekiem majętnym, gdyż był również dzierżawcą miejskiej gorzelni hrabiego Węgierskiego i piwiarni miejskiej. W tamtych czasach Żydzi nie mieli nazwisk, więc i Jakob nie miał rodowego nazwiska w naszym rozumieniu. Zazwyczaj do imienia danej osoby dodawano imię ojca, które dla jednego pokolenia stawało się jakby nazwiskiem. I tak nazwisko Fabisch oznacza imię ojca Jakoba. Jakob prowadził założoną przez siebie fabrykę 14 lat, aż do swej śmierci w 1781 roku. Majątek Jakoba przejęła wdowa po nim Dorothea Fabisch. Jakob i Dorothea mieli 2 synów – Abrahama i Löb’a, którzy zgodnie z obyczajem żydowskim przyjęli imię ojca za swe nazwisko. Później jednak przyjęli nazwiska rodowe według ogólnego obyczaju (edykt króla Prus z 1796 nakładał na Żydów obowiązek używania nazwisk). Bracia nie przyjęli jednak tego samego nazwiska; Löb, jako handlarz winem, nawiązując do swego zawodu, przyjął nazwisko Traube (winogrono), zaś Abraham nosił nazwisko Birkheim. Abraham Birkheim był tym z synów Jakoba, który po śmierci matki, prowadził w latach 1791-1820 fabrykę skór. Do czasów wojen napoleońskich fabryka bardzo prężnie się rozwijała.

W wyniku tych wojen jednak nastąpił spadek dobrobytu na Śląsku. Abraham Birkheim w swoim testamencie pisze o nieszczęśliwych wypadkach, które bardzo poważnie naruszyły jego majątek. Do Abrahama należały m. in. dom przy rynku ze stajniami, stodołą i ogrodem, fabryka skór oraz pole orne, które swego czasu kupił wraz z bratem. Abraham Birkheim z uwagi na ciężką chorobę, jaką była podagra, nie był w stanie od jakiegoś czasu prowadzić interesów, więc przekazał je mężowi swej najstarszej córki z pierwszego małżeństwa – Ephraimowi Haase. Tym samym fabryka przeszła z męskiej linii założyciela Jakoba Fabischa, na jego żeńskie potomstwo.

Efraim Haase (1786-1870)

Efraim Haase (1786-1870)

 

Ephraim Haase urodził się 22. marca 1786r. w Hluczynie (dzisiejsze Czechy). Na mocy ustawy emancypacyjnej, przyznającej Żydom prawa obywatelskie, Ephraim Haase uzyskał w 1814 roku prawo obywatelskie miasta Rybnik, składając uroczystą przysięgę na wierność królowi Prus i zobowiązującą do przestrzegania ustaw i przepisów. Jednym z najważniejszych działań E. Haase było nabycie od miasta w roku 1825 starego browaru, sąsiadującego z parcelą, na której wzniesiona była fabryka skór. Przypuszczalnie należał do niego również młyn dla kory dębowej. Brak kory dębowej, a tym samym garbnika, ograniczał rozwój przemysłu skórzanego na Śląsku. Mimo znacznego wzrostu ludności na tym terenie, ilość garbarni stale malała. Ephraim Haase należał jednak do tych przedsiębiorców, którzy czerpali znaczne zyski ze swych interesów, bez względu na koniunkturę. Swą fabrykę, którą znacząco rozwinął, przekazał jedynemu synowi Ferdynandowi dopiero w 1853 roku, w wieku 67 lat. Przedtem jednak poszerzył swe dobra o sąsiadujące grunty i założył sklep w Gliwicach.

Efraim Haase pod koniec życia

Efraim Haase pod koniec życia

 

Ephraim Haase ufundował 28. października 1869r. rozporządzeniem testamentowym fundusz stypendialny w wysokości 500 talarów, który miał zostać przeznaczony na wspieranie będących w potrzebie uczniów wyższych zakładów naukowych lub uczniów – terminatorów. W pamięci rodziny pozostał jako elegancki, postawny i starannie ubrany pan, bywały w świecie.

Ferdynand, który przejął fabrykę w 1853 roku, zaczął tradycyjnie od dokupienia dodatkowej działki. Kupił grunt położony przed rzeką Nacyną, po lewej stronie ulicy Raciborskiej. Na parceli tej znajdowała się gospoda „Pod słońcem”, w której w roku 1847, w czasie epidemii tyfusu, mieszkał młody wówczas Rudolf Virchow, późniejszy słynny niemiecki patolog i antropolog. Na działce tej Ferdynand Haase wybudował dodatkowe pomieszczenia dla garbarni. Ta budowa została oprotestowana przez sąsiada, wskazującego na zanieczyszczenie rzeki Nacyny ściekami z garbarni. Ferdynand został zobowiązany do podjęcia szeregu działań, by zapobiec szkodliwemu oddziaływaniu fabryki. Dzięki temu, rybnicka fabryka skór stała się nowoczesnym, jak na owe czasy, kompleksem przemysłowym.

 

Ferdynand Haase (1818-1893)

Ferdynand Haase (1818-1893)

Mapka posiadłości rodziny Haase w drugiej poł. XIX w.

Mapka posiadłości rodziny Haase w drugiej poł. XIX w.

 

Garbarnia w 1862 roku

Garbarnia w 1862 roku

  

Ferdynand wycofał się z życia zawodowego i publicznego (był radnym miejskim w latach 1880-1886 oraz członkiem gminy żydowskiej) po tym, gdy w 1885 roku w jego fabryce miała miejsce eksplozja kotła, w wyniku której zginęło 4 ludzi, a wielu zostało rannych. Fabrykę skór sprzedał swemu synowi Juliusowi Haase oraz zięciowi Gustawowi Henschel.

Ferdynand zmarł 6. grudnia 1893 roku w wieku 75 lat. Tak jak i jego ojciec Ephraim, Ferdynand zaopatrzył finansowo nie tylko swoje dzieci, ale również pamiętał o ubogich mieszkańcach Rybnika. W dodatku do testamentu ustanowił fundację w wysokości 10. 000 marek, z której procenty należało rozdzielać pomiędzy żydowskich i chrześcijańskich ubogich miasta Rybnika oraz pomiędzy kilka wymienionych w testamencie instytucji dobroczynnych. A na trzy lata przed swą śmiercią, tj. w 1890 roku, gdy planowano założenie na Górnym Śląsku żydowskiego sierocińca, Ferdynand Haase zgłosił gotowość zaofiarowania 20.000 marek i działki budowlanej, jeżeli ten zakład opiekuńczy zostałby wybudowany w Rybniku. Jego ofertę przyjęto i taka ochronka została wybudowana w Rybniku w pobliżu dworca kolejowego. Oddano ją do użytku na krótko przed śmiercią głównego donatora – jesienią 1893 roku. Po drugiej wojnie w budynku tym umieszczono państwową szkołę muzyczną.

Budynek sierocińca dla dzieci żydowskich (obecnie nie istnieje)

Budynek sierocińca dla dzieci żydowskich (obecnie nie istnieje)

 

Po śmierci Ferdynanda, jego syn Juliusz i zięć utworzyli spółkę handlową, która została rozwiązana po wystąpieniu z niej Gustawa Henschla. Juliusz Haase przyjął na swego wspólnika syna Felixa w 1904 r. Julius Haase był znamienitym obywatelem naszego miasta. Był członkiem Izby Handlowej, członkiem zarządu stowarzyszenia zawodowego przemysłu skórzanego, radnym miasta od 1886 roku, zastępcą przewodniczącego rady miasta oraz przewodniczącym gminy żydowskiej. I choć od momentu, gdy jego dziadek Ephraim składał przysięgę jako obywatel Rybnika, minęło wiele lat, to i Juliusz okazał się przykładnym obywatelem miasta Rybnika.

W dowód uznania miasto nadało mu 1 lutego 1909 roku honorowe obywatelstwo.

Juliusz Haase (1851-1915)

Juliusz Haase (1851-1915)

Juliusz Haase z żoną Bertą (ok. 1905 r.)

Juliusz Haase z żoną Bertą (ok. 1905 r.)

  

Juliusz Haase kontynuował tradycje rodzinne oraz wypełniał przykazania swojej religii – był następnym w rodzinie filantropem. Bowiem w judaizmie dawanie ubogim jest obowiązkiem, którego nie wolno zaniedbywać i Juliusz tego nie zaniedbywał. W 1888 roku przewłaszczył na rzecz miasta pole orne o powierzchni 1,2 ha przy drodze do Chwałowic pod warunkiem, że zostanie ono obsadzone drzewami i przekazane rybniczanom jako promenada. Tym samym założył on podwaliny dla dużego parku miejskiego, zwanego do dziś Hazynhajdą (Haaseheide) czyli łąką Haasego. Oprócz tego Juliusz podarował 8.000 marek na rozbudowę szpitala Juliusza. Po jego śmierci jego krewni podwyższyli dwie dalsze fundacje, każdą na 10.000 marek, dla potrzebujących pomocy rzemieślników i dla niezamożnych uczniów rybnickiego gimnazjum.

Park założony przez Juliusza Haase, czyli Hasynhajda

Park założony przez Juliusza Haase, czyli Hazynhajda

Park założony przez Juliusza Haase, czyli Hasynhajda

Park założony przez Juliusza Haase, czyli Hazynhajda

 

Ostatnim biznesmenem i zarazem filantropem z tej rodziny był dr Felix Haase. Zarządzał rodzinnym interesem od 1908 roku. Na początku pierwszej wojny światowej założył  fundację w wysokości 5.000 marek. Fundacja ta miała służyć przygotowaniom do zawodu tych mieszkańców Rybnika, którzy ulegli kalectwu w czasie wojny, a ich zdolność do pracy i zarobkowania była ograniczona.

Felix Haase

Felix Haase

Felix Haase z ojcem Juliuszem w fabryce w Rybniku (1905 rok)

Felix Haase z ojcem Juliuszem w fabryce w Rybniku (1905 rok)

 

Fabryka w 1916 roku

Fabryka w 1916 roku

 

W 1915 roku, z okazji 150 – lecia fabryki skór, dr Felix Haase przekazał miastu dokument o zapisie fundacyjnym, z którego wynika, iż zakłada fundację w wysokości 25.000 marek. Procenty z tego kapitału miały być spożytkowane w Rybniku najpierw na złagodzenie biedy spowodowanej przez wojnę. A jeśli takiej potrzeby już nie będzie (najpóźniej w 1926 roku) na dzieło, służące upiększeniu miasta Rybnika. Felix wnosił w tym dokumencie, by na dziele tym umieścić trwały napis dla upamiętnienia rodziny Haase i jej fabryki skór. Jego wolę częściowo spełniono dopiero w 2005 roku, kiedy to upamiętniono 100 – lecie powstania parku ufundowanego przez jego ojca. Felix Haase miał trójkę dzieci, jednak żaden z jego potomków nie przejął rodzinnego interesu. Rodzina Haase sprzedała swoją fabrykę braciom Żurek w 1921 r. i wyjechała do Niemiec.

Dzisiaj przechadzając się po tym naturalnym parku przy ulicy Chwałowickiej, mało kto z nas pamięta, że tą zieloną plamę na mapie miasta, Rybnik zawdzięcza żydowskim biznesmenom i filantropom, którzy kiedyś tworzyli historię naszego miasta. Niestety napis na pomniku czasem jest niewidoczny, z uwagi na rodzaj użytej farby.

mp_Hajda festyn 17.08.2013 (34)

 

mp_27.01.2013 (29)

Małgorzata Płoszaj

Dziękuję mojemu przyjacielowi Henrykowi Wyciślikowi za przetłumaczenie z języka niemieckiego monografii „Gedenkschrift zum 150jährigen bestehen der Lederfabrik F. Haase in Rybnik”.

Zdjęcia pochodzą z ww. monografii  „Gedenkschrift zum 150jährigen bestehen der Lederfabrik F. Haase in Rybnik”  (Dolnośląska Biblioteka Cyfrowa), z prywatnego archiwum rodziny Haase, oraz ze strony http://gen.scatteredmind.co.uk/show_person/1177

Mar 232007
 
Stacja: Rybnik Paruszowiec…
Niezwykle ciekawym i zabytkowym obiektem kolei rybnickiej jest dworzec na Paruszowcu. Znajduję się on na linii kolejowej łączącej Rybnik z Katowicami. Powstał podczas przebudowy linii łączącej Rybnik z Rzędówką (Leszczyny) w 1912 r.
Wejście na dworzec

Wejście na dworzec

Sama budowla, choć dziś jest w tragicznym stanie, to ciekawy przykład architektury kolejowej. Ja nawet posunąłbym się to stwierdzenia, że jest to prawdziwa perełka w skali kraju. Dworzec przez długi czas służył mieszkańcom Paruszowca, a przede wszystkim pracownikom huty „Silesia”.
Na dworzec wchodzimy dość oryginalnie zaprojektowanym wejściem od ul. Mikołowskiej. Aby dostać się na peron, idziemy po schodach umieszczonych wewnątrz nasypu kolejowego.
Wejście na dworzec.

Wejście na dworzec.

Jest to dość niezwykłe rozwiązanie dojścia na peron kolejowy i prawdziwy unikat na Śląsku, ale także i w Polsce.
Schody wewnątrz nasypu

Schody wewnątrz nasypu

Następnie dochodzimy do miejsca, gdzie dawniej znajdowały się kasy, poczekalnia i pomieszczenia administracji dworca. Dziś niestety są to już tylko pozostałości tych miejsc. Z poczekalni już tylko krok na peron.
Widok na kasy i poczekalnie.

Widok na kasy i poczekalnie.

Budynek dziś znajduje się w opłakanym stanie (co widać na zdjęciach), choć jest uznany za zabytek! Zdewastowany i zniszczony, choć cenny. Niestety PKP ani miasto nie mają pomysłu, co z nim dalej robić. Być może, więc są to jego ostatnie chwile. Jeśli w najbliższym czasie, nic się nie zmieni, to budynek sam się zawali, albo pójdzie do rozbiórki…
Wiata na peronie

Wiata na peronie

Mar 012007
 

„Nie masz już , nie masz w Polsce żydowskich miasteczek„
Antoni Słonimski

Co pozostało po Żydach w Polsce? Jakieś zatarte ślady, zdewastowane cmentarze, zrujnowane synagogi, nieliczne, uratowane z pożogi II wojny światowej judaika.
W Rybniku czyli mieście, w którym mieszkam nie zachowało się nawet to. Minęło ponad 60 lat, od kiedy z krajobrazu mego miasta znikła społeczność żydowska i dlatego uznałam, że przypomnienie ludności wyznania mojżeszowego może być ciekawe dla moich koleżanek i kolegów.

Rybnicka synagoga

Rybnicka synagoga

Co pozostało po Żydach w Polsce? Jakieś zatarte ślady, zdewastowane cmentarze, zrujnowane synagogi, nieliczne, uratowane z pożogi II wojny światowej judaika.
W Rybniku czyli mieście, w którym mieszkam nie zachowało się nawet to. Minęło ponad 60 lat, od kiedy z krajobrazu mego miasta znikła społeczność żydowska i dlatego uznałam, że przypomnienie ludności wyznania mojżeszowego może być ciekawe dla moich koleżanek i kolegów.
Pierwsi Żydzi w zaczęli napływać do Europy Środkowo-Wschodniej, w tym również i na Śląsk, w IX w., a od XII w. możemy zauważyć liczniejszy ich napływ na nasze ziemie. Powodem tych wędrówek były prześladowania religijne w Europie Zachodniej. Żydzi osiedlali się w okolicach Legnicy, Wrocławia, Bolesławca oraz w miasteczka na szlakach handlowych, jak np. w Raciborzu, Nysie, Głuchołazach. Dzierżawili miejscowe szynki , parali się udzielaniem pożyczek, a przede wszystkim zajmowali się handlem i rzemiosłem. Osadnicy żydowscy przybywający na tereny Śląska posiadali znajomość licznych dziedzin wytwórczości, dzięki czemu przyczyniali się do rozwoju miast i gospodarki towarowej . Żydzi specjalizowali się w krawiectwie, kuśnierstwie, złotnictwie, jubilerstwie i zegarmistrzostwie. Zajmowali się również wyrobem pieczęci, farbiarstwem, szklarstwem i drukarstwem. W rzemiosłach spożywczych dominowali w piekarstwie, gorzelnictwie,  piwowarstwie. Mimo tak znaczącej roli dla rozwoju gospodarki, handlu i finansów Żydzi nie mieli wielu przywilejów, i przez stulecia byli traktowani jako obywatele drugiej kategorii. Pod panowaniem pruskim Żydzi byli usuwani z terenów Dolnego Śląska i zmuszani do osiedlania się na terenach górnośląskich, gdzie i tak żyła ich większość. Tak zwany Edykt Emancypacyjny z 11 marca 1812 przyniósł Żydom w Prusach prawne równouprawnienie , które zostało potwierdzone ostatecznie w Konstytucji Pierwszej Rzeszy Niemieckiej z roku 1871.

W Rybniku ,tak samo jaki w innych miastach Górnego Śląska Żydzi osiedlali się od wieków. Niestety w rezultacie wydarzeń z okresu II wojny światowej prawie całkowitej zagładzie uległy akta miasta, w związku z czym bardzo skromnie przedstawiają się źródła do dziejów Żydów w moim mieście. Wg spisu ludności z roku 1784 miasto liczyło 805 mieszkańców, w tym 763 chrześcijan i 42 Żydów 1) . W 1818 Rybnik został miastem powiatowym, co przyczyniło się do jego rozwoju oraz do wzrostu liczby mieszkańców. I tak liczba mieszkańców powiatu rybnickiego wówczas wynosiła około 30.000. W sprawozdaniu z 1843 roku dla Rybnika i powiatu oszacowano liczbę Żydów na 399 – w tym jeden lekarz, 3 wielkich kupców, 20 handlarzy żywnością, 50 restauratorów, 15 rzemieślników, 18 Żydów wykonujących różne prace, oraz jeden żebrak. Ta społeczność żydowska miała zdecydowanie niemiecki charakter. Po pierwszej wojnie światowej, a dokładniej od 1922 roku na obszarach plebiscytowych, a do takich należał Rybnik, obowiązywała Konwencja Genewska, która chroniła mniejszości narodowe. Po wygranym plebiscycie i po przyłączeniu Rybnika do Polski, duża część rybnickich Żydów wyjechała do Niemiec. Pozostali głównie zamożni Żydzi niemieccy i skrajna biedota. Ten odpływ został jednak uzupełniony przez migrantów żydowskich z Zagłębia Dąbrowskiego. Kupcy żydowscy, uprawiający handel obwoźny przyjeżdżali do Rybnika z Sosnowca, Będzina czy innych polskich górnośląskich miast. Jak pisze Alfred Mura w „Sercu Ewangelii „ ci ubodzy Żydzi uprawiali właściwie handel „obnośny „ , bowiem chodzili pieszo , a towar przenosili na plecach. Oferowali towary za gotówkę lub na raty. Wspomina on, iż jego matka kupiła mu ubranie do Pierwszej Komunii u Żyda, gdyż było ładne i tanie. Piotr Rakowski, rybnicki poeta i badacz historii Żydów w naszym mieście, opisuje historię agenta handlowego Michała Wolfa 5 . Komiwojażer ten był jednym z bardziej znanych żydowskich kupców z Sosnowca. Trudnił się handlem obwoźnym w polskiej części Górnego Śląska, w szczególności w Rybniku oraz powiecie rybnickim. Rybnik był wtedy miastem garnizonowym i celnym, czyli stał się takim centrum targowym na obszarze od Wodzisławia aż do Pszczyny. Michał Wolf przywoził tu próbki towarów i materiałów tekstylnych pochodzących z fabryk bielskich. Bielskie materiały miały dobrą markę, więc kupiec zaopatrywał w nie kadrę oficerską rybnickiego garnizonu wojskowego, a także bogatszych celników w Urzędzie Celnym. Wolf był bardzo ceniony, jako rzetelny i sumienny kupiec. Ta dobra opinia umożliwiała mu pracę i handel na tym terenie przez piętnaście lat. W czasie swoich pobytów w Rybniku, jako bardzo religijny Żyd, uczęszczał na modlitwy do synagogi, o której piszę poniżej. Po wybuchu II Wojny Światowej Wolf wraz z rodziną początkowo pracował w Sosnowcu w szwalniach niemieckich, w których szyto między innymi koszule dla Wehrmachtu. Później cała rodzina Wolfów została wysłana do obozu koncentracyjnego Auschwitz i tam zginęła. Uratowała się tylko jedna córka , która cudem przeżyła. Żydzi wyznają judaizm, którego zasadniczą cechą jest wiara w jednego Boga . Miejscem sprawowania kultu jest synagoga. W ubiegłych wiekach równolegle funkcjonowały dwa pojęcia „synagoga „i „bożnica „. Potem nazwę „synagoga” zarezerwowano dla dużych, bogato wyposażonych gmachów, „bożnicą” zaś  nazywano skromne miejsce do odprawiania modlitw. W Rybniku pierwszą drewnianą bożnicę wzniesiono w 1811 przy ul. Raciborskiej1). Murowaną synagogę tzw. „nową” zbudowano w latach 1842-1848 na skrzyżowaniu ulic Zamkowej i Gimnazjalnej (dziś Zamkowej i Chrobrego – naprzeciw Urzędu Miasta).  Budynek został wzniesiony w stylu klasycystycznym z wielką gwiazdą Dawida u wierzchołka ściany frontowej i dużym pomostem z balustradą przed wejściem głównym. Wnętrze synagogi było półkoliste, z wysokimi półokrągłymi oknami, z tzw. babińcem ,czyli częścią dla kobiet. Najważniejszym miejscem był aron ha-kodesz, czyli odpowiednik chrześcijańskiego ołtarza. Jest to rodzaj szafy ołtarzowej, w której przechowywano zwoje Tory. Najbardziej widocznym elementem synagogi była bima ,czyli podwyższenie z pulpitem , z którego czytano Torę i udzielano błogosławieństw. Budowę synagogi popierał baron Durand-Baranowice, bowiem rybnicka gmina żydowska w ówczesnym czasie nie posiadała potrzebnych środków pieniężnych. Baron udzielił wtedy większej pożyczki na budowę tejże synagogi. Niestety synagoga ta nie przetrwała do naszych czasów. Od wybuchu II wojny była ona zamknięta. Pod koniec 1939, bądź też na początku 1940 roku została oblana benzyną i naftą, a następnie podpalona przez szturmowców hitlerowskich. Na ulicy Zamkowej, przy której stała synagoga niektórzy przechodnie w milczeniu mijali płonącą bożnicę, a inni pokrzykiwali hasła antysemickie. Gestapowcy oraz policjanci z „Schupo” cieszyli się z widoku płonącego budynku. Po spaleniu, teren został wyrównany a na tym miejscu Niemcy założyli skwer z fontanną.

Skwer na miejscu synagogi

Skwer na miejscu synagogi

Dziś w tym miejscu często na ławkach odpoczywają rybniczanie, nie zdając sobie sprawy iż, przez prawie 100 lat były tu odprawiane nabożeństwa.

Nabożeństwa w synagogach prowadził rabin. W uboższych gminach nie posiadających własnego rabina, jego funkcje sprawował kantor. Pierwszym rabinem gminy żydowskiej w Rybniku był rabin dr Frankel. Później przez wiele lat gmina nie miała rabina aż do powołania dr. Braunschweigera, który urzędował aż do roku 1912 1). Późniejszymi rabinami byli dr Arthur Rosenthal, dr Nellhaus, Salo Levin. Po przyłączeniu części Górnego Śląska do Polski, w latach 1922-1924 wyjechało z tego terenu wielu rabinów. Taka sytuacja miała również miejsce w Rybniku, gdzie funkcje rabina, po wyjeździe Salo Lewina, sprawował kantor Gustaw Hahn. Salomon Lewin, podobnie jak inni wyznawcy religii Mojżeszowej w Rybniku, był Żydem niemieckim, ale znał język polski i mówił po polsku. Cieszył się dużym autorytetem wśród Żydów-rybniczan, cechowała go skromność i rozwaga, i pomimo tego, iż był rabinem ortodoksyjnym, to był tolerancyjny wobec innych poglądów religijnych.3 lutego 1930 roku rabinem w Rybniku został młodszy brat rabina chorzowskiego, dr Zygmunt Kohlberg.

Synagoga i budynek rabina

Synagoga i budynek rabina

 

Dom rabina

Dom rabina

Podstawową jednostką organizacyjną wspólnoty żydowskiej był kahał, czyli gmina. Kahał przypominał parafię chrześcijańską, ale miał o wiele szersze uprawnienia, bowiem oprócz funkcji religijnych, sprawował funkcje skarbowe, wychowawcze, sądownicze, opiekuńcze i dobroczynne. Kahał między innymi organizował pogrzeby, utrzymywał cmentarze, szkoły itp. Żydowska gmina powstała w Rybniku w roku 1858, liczyła wówczas około 400 osób. Do gminy należeli m.in. lekarze, nauczyciele chederu czyli szkoły żydowskiej, zlikwidowanej w Rybniku w roku 1877 3) , wychowawcy zakładu opiekuńczego, który od 1893 roku mieścił się w budynku, kojarzonym przez współczesnych rybniczan ze szkołą muzyczną, istniejącą w nim do 2003 roku. Tenże budynek domu dla sierot został w 1922 roku odkupiony przez żydowską gminę katowicką, a następnie sprzedany w 1927 roku Śląskiej Izbie Rolniczej.

Budynek sierocińca

Budynek sierocińca

Do kahału należeli również pracownicy związku charytatywnego oraz pogrzebowego „Chewera Kadisza”, którego oddział powstał w Rybniku w 1866 roku 2), oraz fabrykanci , handlowcy, rzemieślnicy. Od 1925 roku w skład Zarządu gminy wchodzili między innymi : kupiec i właściciel sklepu Alfred Aronade, hurtownik i właściciel sklepu odzieżowego Salomon Priester, kupiec i właściciel składu odzieżowego N.Leschcziner, handlowiec i akcjonariusz browaru rybnickiego Maksymilian Richter.Szukając informacji o rybnickich Żydach natrafiłam na stronę internetową Witty Priester, prawdopodobnie wnuczki wspomnianego powyżej Salomona Priester. Opisuje ona swoją wizytę w Rybniku w 1997 roku, kiedy to odwiedziła miasto swoich rodziców, po tym jak jej matka odzyskała niektóre z rodzinnych nieruchomości, między innymi w Rybniku. Ojciec Witty Priester urodził się w Rybniku i tutaj dorastał, matka pochodziła z Katowic. Przed II wojną rodzina jej ojca ta była bardzo zamożna. Priesterowie posiadali fabryczkę, sklep detaliczny oraz kilka budynków, w tym jedną kamienicę zaraz przy rynku. Po wkroczeniu hitlerowców dziadkowie Witty zostali zamordowani. Jej rodzicom udało się przetrwać wojnę, dzięki temu, że byli ukrywani przez dwa lata na strychu przez polską rodzinę. Jak nadmienia dzisiejsza spadkobierczyni rodziny Priesterów, mimo że Polacy nie robili tego bezinteresownie, to był to tak czy inaczej czyn heroiczny. Po wojnie rodzice Witty zaczynali swe drugie życie od zera. W 1950 roku wyemigrowali do Nowego Jorku. Przez lata wspomagali finansowo polską rodzinę , która uratowała ich od Holocaustu.

Oprócz synagogi i szkoły jednym z niezbędnych elementów w życiu kahału był cmentarz. Nie każda gmina miała swój własny cmentarz, zwany przez Polaków kirkutem. Bardzo często bywało, iż władze kahału musiały negocjować z innymi gminami, aby móc pochować swoich zmarłych. Do 1815 roku rybniccy Żydzi grzebali swoich zmarłych na kirkucie w Mikołowie. W roku 1815 rybnicki kowal Józef Nowak zakupił za 100 talarów niemieckich grunt pod cmentarz żydowski. W dokumencie kupna zaznaczono, iż leży on przy drodze do Świerklan i Chwałowic1 , czyli u zbiegu dzisiejszej ul.3 Maja i Wieniawskiego. Cmentarz ten został zamknięty w roku 1931 na polecenie policji, z powodu uchybień sanitarnych. Od tego roku aż do 1939 członkowie gminy korzystali z cmentarza w Wodzisławiu Śląskim. Na przełomie marca i kwietnia 1940 roku Niemcy przystąpili do likwidacji cmentarza żydowskiego. Na rozkaz katowickiego gestapo teren został zryty, a żydowskie nagrobki czyli macewy zostały zużyte do utwardzania dróg, między innymi ul. Chopina oraz drogi prowadzącej do kąpieliska „Ruda”. Ludzkie szczątki zostały wsypane do dołu, na którym później wybudowano coś w rodzaju sadzawki, istniejącej do dnia dzisiejszego. Miejsce po kirkucie Niemcy w 1940 roku zamienili na park, zwany dziś Zieleńcem im. Henryka Wieniawskiego. Wymazano z mapy miasta miejsce pochówku setek Żydów. Jak podawała Gazeta Rybnicka w grudniu 2002 roku wspomniany już rybnicki poeta i dziennikarz, a zarazem znawca kultury i tradycji żydowskiej, Piotr Rakowski trafił na fragment kamiennej macewy z cmentarza. Skontaktował się bowiem z mieszkańcami dzisiejszej ul.Chopina, którzy przy budowie swego domu w 1970 roku wykopali fragment macewy z wyrytymi hebrajskimi napisami. Maleńki kawałek macewy to był jedyny namacalny ślad po rybnickim kirkucie. Niestety nie są znane dziś losy tego kamiennego fragmentu żydowskiego nagrobka, gdyż nie został przekazany do rybnickiego muzeum.

Rybniccy Żydzi w większości parali się handlem czy też byli właścicielami zakładów wytwórczych. Można powiedzieć, że część z nich należała do bogatszych obywateli miasta. Np. w latach 1885-1890 właścicielami huty pod Rybnikiem nad rzeką Rudą byli miejscowi kupcy Salomon i Kasper Lachmanowie, którzy stali się właścicielami na mocy licytacji przymusowej i prowadzili ją pod nazwą „F-a Lachman zakłady hutnicze i sztancownia „. Na początku XX w. fabryka ta została nazwana hutą żelaza Silesia Sp.Akcyjna i przez prawie sto lat dawała zatrudnienie wielu pokoleniom rybniczan. W przemyśle browarniczym potentatem była rodzina  Muller’ów, Herman Muller założył browar w Rybniku pod koniec XIX w., na bazie tradycji browarniczej, sięgającej XVII w. Dwa pozostałe browary w mieście, w tym tzw. zamkowy, również należały do tej rodziny – Izydora i Ludwika Muller’ów. W okresie międzywojennym w browarze „Herman Muller„ pracowało 38 robotników. Produkowano wówczas w nim 12 tysięcy hektolitrów piwa rocznie.

 Zbliżająca się II Wojna Światowa spowodowała exodus rybnickich Żydów. We wrześniu 1938 roku doszło do podłożenia petard pod żydowskimi przedsiębiorstwami. Petardy zostały podłożone pod żydowskim sklepem kolonialnym przy ul. Kościelnej, pod siedzibą firmy Manneberg, która zajmowała się handlem żelazem oraz materiałami budowlanymi, pod żydowską restauracją oraz sklepem przy ul. Raciborskiej, a także pod jednym z żydowskich domów przy ul. Hallera. Notatka na ten temat została opublikowana w dzienniku „Polska Zachodnia „ z 24 września 1938. W wyniku dochodzenia miejscowej policji osadzono w areszcie śledczym przy sądzie grodzkim w Rybniku czterech sprawców. Sprawcom chodziło o zastraszenie rybnickiego środowiska żydowskiego. W momencie wybuchu wojny w Rybniku pozostała w zasadzie biedota żydowska. Niemcy zgromadzili Żydów na zamku, gdzie mieściło się więzienie. Początkowo Żydzi chodzili do pracy pod nadzorem. Dzieci zostały im odebrane. Dotyczyło to również dzieci z małżeństw mieszanych, czyli katolicko-żydowskich. Na zamku Żydzi nie pozostali zbyt długo, bowiem Niemcy porozwozili ich po różnych obozach lokalnych , jak na przykład w Gorzycach, Gorzyczkach.
Niemcy bardzo starannie wymazali z historii Rybnika wszelkie ślady obecności ludności wyznania Mojżeszowego. Spalili synagogę wraz z wszelkimi dokumentami gminy, zrównali z ziemią dom kahału, zlikwidowali cmentarz i te święte miejsca dla Żydów zamienili w parki.
Pod koniec wojny Rybnik był świadkiem „Marszu śmierci „. Nocą z 17 na 18 stycznia Niemcy przystąpili do likwidacji KL Auschwitz-Birkenau. Za bramy wyprowadzono dziesiątki tysięcy więźniów. Na trasie wiodącej z Oświęcimia do Wodzisławia co chwilę padały trupy .Zima była wyjątkowo mroźna, nocą temperatury spadały poniżej 20 st. C. Więźniowie byli prowadzeni pod eskortą hitlerowców w lichych odzieniach, głodni i wyczerpani. Część więźniów , w tym i Żydzi, szła przez Rybnik. Dziś przypominają o tym mogiły zbiorowe w pobliżu kąpieliska „Ruda”.
Po wojnie nowa władza nie przejmowała się wspomnieniami o, byłych już wtedy, obywatelach tego miasta. Dopiero w latach 90-tych XX w. z inicjatywy długoletniego prezesa Towarzystwa Miłośników Rybnika, pana Zygmunta Podleśnego, podjęto starania o upamiętnienie w Rybniku miejsc świętych dla Żydów. Zaprojektowano nawet tablice, które miałyby stać na skwerach, na których kiedyś stała synagoga oraz mieścił się cmentarz żydowski. Niestety do dziś w tych miejscach nie ma ani wzmianki o tych, którzy żyli tu razem z nami.
Żydzi rybniccy stanowili nieodłączną część tego miasta oraz Górnego Śląska, a także ówczesnej Europy. Każda forma pamięci o nich jest istotna, bowiem nie mogą być wymazani z naszej pamięci, gdyż kamienie, które na ogół mówią, gdy gaśnie pamięć ludzka, bo rybnickich Żydach nie pozostały.

Wykaz źródeł

1)Dzieje miasta Rybnika i dawniejszego Państwa Rybnickiego na Górnym Śląsku ,na podstawie wydanej w 1861r. Kroniki Franciszka Idzikowskiego ,nowo wydane w języku polskim i niemieckim z dodatkami przez Artura Trunkhardt’a  ( wydano w 1925 r.)
2)http://www.nspj-boguszowice.katowice.opoka.org.pl/IV’2000.htm
3)Wojciech Jaworski „Ludność żydowska w województwie śląskim w latach 1922-1939”  (wyd. 1997 )
4)Piotr Rakowski „Widziałam płonącą synagogę „ , dwutygodnik „Słowo Żydowskie” 11-25.lipca 1997
5)Piotr Rakowski „Żydowskie losy na Górnym Śląsku „ , dwutygodnik „Słowo Żydowskie „ 18.czerwca 1999
6)Piotr Rakowski „Rybnicka Jerozolima „ dwutygodnik „Słowo Żydowskie „ 21.marca 1997
7)http://www.dickandwitta.com/Europe_01/rybnik_Poland.htm
8)http://www.greatestcities.com/users/witta/
9)Piotr Rakowski „Preludium górnośląskiego Holocaustu „ , dwutygodnik „Słowo Żydowskie „ 23.stycznia 1998
10)„Pamięci tych , którzy żyli z nami „ Tygodnik „Nowiny „ z 12.01.2000