Sty 062019
 
Autor (Henryk Postawka) w przed budynkiem mieszkalnym dla rodzin celników.

Stworzę propagandowy powód rozpoczęcia wojny; nieważne, czy będzie on wiarygodny” – zapewniał swoich generałów Adolf Hitler na posiedzeniu sztabu głównego 22 sierpnia 1939 roku.

Stodoły (Stodoll, od 1936 Hochlinden) – niewielka wieś górnośląska, dawna posiadłość cystersów, a dziś dzielnica Rybnika, leżała w latach 1922-39 na granicy polsko-niemieckiej. Zgodnie z postanowieniami konferencji paryskiej z 1919 r. – mieszkańcy Górnego Śląska mieli się opowiedzieć, w jakim państwie chcieliby mieszkać: w Polsce, czy w Niemczech. 20 marca 1921 przeprowadzono plebiscyt, w którym 65% mieszkańców Stodół wybrało Polskę. Mimo to – Stodoły pozostawiono po niemieckiej stronie granicy. Sąsiednia wieś została przyłączona już do odrodzonej Polski wraz z Rybnikiem. Nową granicę państw określiła decyzja Rady Ambasadorów w Paryżu 20 września 1921 r. Od Stodół zostały odłączone dawne przysiółki tej wsi a mianowicie: Pniowiec i Olszowiec. Oba dawne przysiółki Stodół znalazły się po polskiej stronie granicy, co należy tu odnotować, bo na Pniowcu w Chwałęciciach zostały wybudowane polskie budynki Straży Granicznej.

Mapa odcinka granicznego polsko-niemieckiej państwowej granicy zaraz po jej wykreśleniu w 1922 roku. Chwałęcice – Stodoły
Mapa odcinka granicznego polsko-niemieckiej państwowej granicy zaraz po jej wykreśleniu w 1922 roku. Chwałęcice – Stodoły

Hitler potrzebował jakiegoś propagandowego usprawiedliwienia ataku na Polskę. Różne służby organizowały więc „bandyckie napady Polaków” na obiekty niemieckie wzdłuż całej granicy. Z kolei oddziały Freikorpsu, wsparte logistycznie z terenu Niemiec, dokonywały zuchwałych ataków na budynki polskiej Straży Granicznej i Celnej, a nawet okupywały wsie przygraniczne w poszukiwaniu powstańców śląskich. Napady rozpoczęły się na przełomie lipca i sierpnia 1939 r., np. Zwonowice i Wilcza zostały opanowane na jeden dzień przez dywersantów niemieckich. Ataki miały na celu spotęgowanie strachu wśród miejscowej ludności. Prasa niemiecka donosiła o „atakach band polskich” na terytorium niemieckim. Prawda wyglądała jednak zgoła inaczej.

Falstart

25 sierpnia o godz. 5:00 około 100-osobowa banda dywersantów niemieckich zaatakowała i ostrzelała ogniem z broni maszynowej polski posterunek graniczny we wsi Chwałęcice na linii Rybnik-Rudy (Gross Rauden). W tym samym czasie 30 Niemców uzbrojonych w sześć lekkich karabinów maszynowych napadło na budynek Straży Granicznej w Zwonowicach. Ostrzeliwali go przez dłuższy czas. Przed południem tego samego dnia, tj. o godzinie 11:50 oraz o 12:30 Niemcy – w sile odpowiednio 30 oraz 100 ludzi – ostrzeliwali budynki Straży Granicznej w Suminie, Zwonowicach i Chwałęcicach. Wszystkie te polskie wsie podlegały Komisariatowi w Rybniku.

Najważniejszym aktem zuchwalstwa z szeregu incydentów nadgranicznych było zniszczenie budynku administracji celnej w Chwałęcicach, co z kolei miało wpływ na komplikacje przebiegu późniejszej akcji w Hochlinden (Stodoły), będącej tematem niniejszego artykułu. W nocy z 24 na 25 sierpnia uzbrojona grupa około 20 ludzi na polecenie Abwehry (wywiadu wojskowego), podległej dowództwu Wehrmachtu, przekroczyła granicę na odcinku Hochlinden – Chwałęcice. Grupa ta przerwała linię telefoniczną, która miała zostać wykorzystana wieczorem 25 sierpnia przez inną grupę Niemców, przebranych w mundury polskie.

Tu trzeba przypomnieć, że Hitler wydał dwukrotnie rozkaz do ataku na Polskę. Najpierw wyznaczył datę 26 sierpnia, następnie 1 września 1939 r. Za pierwszym razem, rozkaz został odwołany ze względu na podpisanie sojuszu wojskowego polsko-brytyjskiego oraz z powodu braku gotowości wsparcia przez faszystowskie Włochy. Każdemu z tych z rozkazów towarzyszyć miały napady „Polaków” na placówki graniczne w przygranicznych miejscowościach, tj. w Byczynie (leśniczówka) i w Stodołach oraz na radiostację gliwicką. Miejsca te zostały wybrane i zaakceptowane przez samego Himmlera i Heydricha.

W odniesieniu do tych działań możemy więc mówić o dwukrotnych próbach oskarżenia Polski o wywołanie wojny: w dniach 25/26 sierpnia oraz w nocy z 31 sierpnia na 1 września 1939 r. O ile prowokacja gliwicka jest powszechnie znana i dobrze opisana[1], o tyle dużo poważniejsza operacja w Stodołach pozostaje nadal faktem mało znanym. Pierwszą publikacją na ten temat była książka niemieckiego prokuratora Alfreda Spiessa i dziennikarza Heinera Lichtensteina[2], wydana dopiero w roku 1979. Książkę tę natychmiast przetłumaczono na język polski i dopiero od tego czasu wydarzenia w Stodołach wzbudzają (wciąż mierne) zainteresowanie polskich historyków. Z polskich publikacji na ten temat, poza artykułami w prasie i audycjami w radiu i telewizji, najcenniejszą wydaje się książka Jana Delowicza[3] z roku 2009.

Główni aktorzy wydarzeń w Stodołach w sierpniu 1939

Hitler polecił Himmlerowi i Heydrichowi zorganizowanie grupy do wykonania zadania, polegającego na sfingowanym ataku na obiekty niemieckie przy wschodniej państwowej granicy. Taka prowokacja dałaby Hitlerowi skuteczny (propagandowo) pretekst do ataku na Polskę. Heydrich zaproponował plan napadu na urząd celny w okolicach Raciborza z udziałem przebranych agentów SS i SD w polskich mundurach w godzinach nocnych krótko przed atakiem na Polskę.

Na początku sierpnia Heydrich i Himmler przedstawili projekt planu Hitlerowi. Obaj zresztą odwiedzili osobiście m.in. Hochlinden (Stodoły) dwukrotnie w pełnym mundurowaniu, przyglądając się znad szlabanu granicznego przejściu w Hochlinden i wzbudzając zainteresowanie polskich celników w Chwałęcicach.

8 sierpnia 1939 r. odbyła się narada w siedzibie SD w Berlinie, w której wzięli udział między innymi SS-Obersturmbannführer Otto Helwig, SS-Oberführer dr Otto Rasch, SS-Oberführer dr Herbert Mehlhorn oraz komendant Szkoły Straży Granicznej w Pretsch SS-Standartenführer dr Hans Trummler. Kilka dni po tej naradzie ustalono plan działania, co tak opisuje Spiess we wspomnianej książce:

Urząd Celny i owa miejscowość graniczna zostały wybrane bardzo sprytnie. Nowy [niemiecki] Urząd Celny w Stodołach, obsadzony dopiero latem 1939 r., był położony w pewnej odległości od wsi i niemal na granicy, która prowadziła przez wolną przestrzeń. Dobrze widoczną granicę zaznaczono jedynie zwykłym drutem; nie przebiegała ona regularnie. Pas polskiego terytorium wcinał się tak głęboko w niemiecki obszar państwowy, że można było ponad nim ostrzelać budynek Urzędu Celnego, nie opuszczając terytorium Rzeszy. Dalej granica przebiegała wzdłuż rzeczki Ruda. Na jej wschodnim brzegu, należącym do ówczesnego terytorium Rzeszy, znajdował się duży kompleks leśny, zwany Raudener Forst (Las Rudzki). Od miejscowości Stodoły urząd celny oddzielał ziemny wał, tak więc mieszkańcy nie mogli widzieć, co się za nim dzieje. Także polski Urząd Celny leżał na granicy. Był on na tyle oddalony od polskiej wsi Chwałęcice, że jej mieszkańcy nie mogli na czas wkroczyć do akcji; istniała natomiast możliwość odcięcia drogi ucieczki polskim celnikom.

(Szczegóły topograficzne, podane przez Mehlhorna i innych, zaznaczam na mapce, pokazującej również późniejsze zalanie części interesującego nas terenu wodami „morza rybnickiego”, czyli zbiornika, wykorzystywanego w celach chłodniczych przez Elektrownię „Rybnik”). Ciekawe, że krótko przez rozpoczęciem wojny po obu stronach granicy wybudowano dwa budynki celne, które miały odegrać tak osobliwą rolę w historii. Ukształtowanie terenu oraz warunki geograficzne i polityczne decydowały o planie Heydricha. Powiadomił on również szefa opolskiego Gestapo Schäfera, który (po wojnie) relacjonował plany w ten sposób:

Mapa sytuacyjna prowokacji w Stodołach (opracowała: Weronika Sombrowska)

Dowiedziałem się też, że po rozpoczęciu właściwej akcji będzie trzeba zatelefonować do polskich placówek wojskowych w Rybniku z informacją, że polscy żołnierze uwikłali się w strzelaninę z niemieckimi celnikami na granicy w okolicy Rybnika. Heydrich liczył na to, że na taką wiadomość polskie dowództwo w Rybniku wyśle żołnierzy na granicę.  

Taki plan Heydricha potwierdził również Mehlhorn w swoich zeznaniach:

Następnie z pozycji wyczekiwania w Raudener Forst rzekoma polska jednostka Hellwiga po przekroczeniu [rzeczki] Rudy i granicy państwowej miała dotrzeć do polskiego urzędu celnego, stamtąd zaalarmować polski garnizon w Rybniku i zwabić w ten sposób polskie jednostki przez granicę w kierunku Stodół, gdzie miały zostać uwikłane w prawdziwą walkę przez rozwinięte na pozycjach bojowych jednostki policji.

Nadanie haseł

Hasło uruchamiające napad na radiostację gliwicką brzmiało: „Babcia umarła” (Grossmutter gestorben), natomiast jednobrzmiące hasła dla Byczyny i dla Stodół to: „Mały głuszec” (Kleiner Auerhahn), co oznaczało pierwszy stopień gotowości – jednostki miały być w gotowości alarmowej i „Duży głuszec” (Grosser Auerhahn) – jednostki miały wymaszerować do rejonu koncentracji. Hasło „Agata” stanowiło sygnał do rozpoczęcia akcji w Stodołach i w Byczynie. Na marginesie warto odnotować, że błędne użycie lub nieprawidłowe zrozumienie hasła „Agata” niemal doprowadziło do kompromitacji służb SS podczas akcji 25 sierpnia 1939 r., ale to już inna opowieść. W kilku publikacjach pojawia się również hasło „Eule” (sowa), zapewne jest to jakieś przekłamanie, bo żadne źródło tego nie potwierdza.

Kanały przepływu informacji

Centrum dowodzenia znajdowało się w Berlinie w siedzibie Głównego Urzędu Bezpieczeństwa Heydricha przy Wilhelmstrasse. Rozkazy następnie były przesyłane do siedziby Gestapo w Opolu. Szef Gestapo Schäfer znajdować się miał podczas samej akcji w budynku straży celnej w Stodołach i pilnować porządku na miejscu jako rzekomy „pracownik straży celnej”. Bezpośrednie rozkazy do dowódców trzech akcji kierowane miały być do placówki Gestapo w Gliwicach, a z tego miejsca poprzez specjalnego gońca na motorze do Sławięcic, Stodół i Byczyny.

Do przeprowadzenia akcji potrzebne były polskie mundury, które miał dostarczyć Canaris z Abwehry. Dzięki osobistemu zaangażowaniu samego Hitlera – Heydrich otrzymał mundury, choć Wehrmacht nie sprzyjał tej koncepcji. Ponadto Hitler osobiście polecił podpułkownikowi von Frankenbergowi z Wydziału Ia SS (operacyjny) przygotować listę SS-manów do specjalnej misji. 19 sierpnia Frankenberg przygotował listę 364 ludzi, odkomenderowanych do tej potrójnej akcji.

Szkolenie w Bernau

Szkoleniem miała się zająć Szkoła Fechtunku SS w Bernau koło Berlina. Dowódcą jednego oddziału miał zostać komendant Szkoły w Pretzsch Hans Trummler, drugiego – Otto Hellwig, komendant Oficerskiej Szkoły Policji Bezpieczeństwa. Ich zadaniem było przygotować 120 wykonawców akcji. Prawdopodobnie duża część z  powołanych  pochodziła z Górnego Śląska z dobrą znajomością języka polskiego.

Wszelkie kontakty ze światem zewnętrznym były surowo zabronione. Uczestnicy szkolenia ćwiczyli przede wszystkim język polski, śpiewali, tłumaczyli z języka niemieckiego na polski, uczyli się drylu, salutowania; celem było upodobnić się do żołnierzy polskich. Wszyscy powołani podpisali zobowiązanie do zachowania całkowitej tajemnicy pod groźbą śmierci.

Przejazd do Sławięcic

21 sierpnia 1939 roku grupę 80 esesmanów przetransportowano najpierw do Bytomia, a 24 sierpnia pojawili się oni w Sławięcicach. Szeregowych uczestników umieszczono w miejscowej gospodzie, natomiast oficerów u dobrego znajomego Himmlera: w pałacu księcia Maksa Hohenlohe-Oeringen. Wszyscy przebrani byli w drelichy. Osobnym samochodem wieziono mundury i broń polską. Podczas transportu obowiązywał absolutny zakaz wychylania się poza plandekę ciężarówki. 23 sierpnia Hitler po raz pierwszy wyznaczył datę ataku na Polskę: 26 sierpnia przed świtem. To oznaczało, że akcja w Stodołach powinna zostać przeprowadzona w nocy z 25 na 26 sierpnia, tuż przed wkroczeniem Wehrmachtu do Polski.

Akcja „Puszka konserw”

Integralną częścią przygotowań była akcja „Puszka konserw” (Konservedose), czyli wyselekcjonowanie i transport więźniów obozu koncentracyjnego Sachsenhausen do Stodół i Byczyny. Więźniowie tego obozu byli  jedynymi ofiarami prowokacji w Stodołach. W wielkiej tajemnicy wybrano więźniów kryminalnych oraz politycznych z przeznaczeniem do likwidacji podczas tej akcji. W kartotece miało pozostać odnotowane „Konservedose”.

Po nieudanej pierwszej akcji w Stodołach 26 sierpnia, więźniowie wrócili do obozu. Natomiast po drugiej akcji stodolskiej (z 31 sierpnia) 6 więźniów tego obozu miało już nie powrócić, bowiem specjalnymi limuzynami przetransportowano ich do Stodół, po drodze zaaplikowano im zastrzyki zwiotczające, by w końcu ich zastrzelić. Zadanie polegało na biernym odegraniu roli „polskich dywersantów” podczas napadu w Stodołach. Tam zostali zabici.

Gdzie pochowano „konserwy”?

Ciekawa jest historia ofiar akcji „Puszka konserw”. Autor artykułu, znając teren leśny wokół Stodół, przeprowadził rekonesans w terenie i doszedł do następujących wniosków. Nazajutrz po drugiej akcji, tj. 1 września, esesmani wrócili ze Sławięcic do Stodół. Po uzyskaniu informacji, że najbliższy cmentarz znajdował się w Rudach przy kaplicy św. Magdaleny, podjęto decyzję pozbycia się zwłok w lesie za Stodołami.  Ciężarówki – z esesmanami w jednym pojeździe a z „konserwami” w drugim – skręciły w pierwszą drogę na lewo, tuż za Stodołami. Po przejechaniu 200 do 300 metrów esesmani zakopali zwłoki w lesie w odległości 20-30 metrów od duktu leśnego, prawdopodobnie po prawej stronie. Zakopano ich w lesie, zwanym Pod Mokrym, pomiędzy Drogą Borową, kolejką wąskotorową i szosą do Rud.

Na sfingowanym śledztwie, prowadzonym bezpośrednio przez berlińską centralę, szybko zakończono sprawę. Jednak – jak pisze Dennis Whitehead[4] – miejscowy Bürgermeister Stodół [Paul Kura], złożył skargę bezpośrednio do Głównego Urzędu Bezpieczeństwa w Berlinie. W rezultacie przeprowadzono ekshumację i pochowano szczątki ofiar w nowym, ukrytym miejscu. Dziwi mnie to, bowiem Spiess2 nic nie wspomina o ekshumacji. Muszę jednak odnotować, że tym problemem nie zainteresował się dotychczas żaden zawodowy historyk polski ani niemiecki. Groby „Konserw” (pierwszy i drugi) mogą wciąż kryć ważne tajemnice.

Nieudana akcja w nocy z 25 na 26 sierpnia 1939

W rozdziale „Falstart” była mowa o chaosie, spowodowanym udziałem różnych oddziałów (Abwehra, Freikorps) w rejonie Rybnika. Każdy wiedział, że „coś” trzeba zrobić, ale działania różnych służb i oddziałów ochotniczych nie były skoordynowane i nawet kolidowały z operacją główną, o której niżej.

Goniec na motocyklu przywiózł hasło rozpoczęcia akcji w Stodołach 25 sierpnia o godz. 22:00. „Polski” oddział Hellwiga miał się załadować na dwie ciężarówki. Przesłuchiwani po wojnie członkowie tego oddziału po dotarciu na miejsce zauważyli przy skręcie na polanę 10 limuzyn (mercedesów), w których znajdowały się „Konserwy”. Na podstawie wielokrotnych wizji lokalnych – biorąc pod uwagę wzrastanie drzew i gospodarkę leśną – sądzę, że wymarsz nastąpił prawdopodobnie z polany między Paprocią a Stodołami nad rzeką Rudą.

Oddziały „celników” Trummlera oraz „polskich” dywersantów Hellwiga szły wzdłuż rzeki Rudy w kierunku Stodół, gdzie się rozdzieliły. Oddział Trummlera odbił na urząd celny, a grupa Hellwiga szła dalej wzdłuż młynówki (lewej odnogi rzeki Rudy), która stanowiła jednocześnie granicę państwową, począwszy od Chwałęcic. (Uwaga. Na publikowanych dotychczas planach napadu nie zaznaczano przebiegu młynówki!). Kilkaset metrów od urzędu celnego Hellwig oczekiwał hasła „Agata”. Z niewiadomych przyczyn podjął decyzję o wkroczeniu na terytorium polskie, gdy nagle nadjechał motocyklista z rozkazem odwołania akcji. Nie wiadomo dlaczego Hellwig (po otrzymaniu rozkazu odwołania akcji) kazał oddać strzały w kierunku przejeżdżającego polskiego samochodu ciężarowego.

Mylnie twierdzi Delowicz3, że Hellwig zaatakował polski urząd celny w Chwałęcicach. Z analizy publikacji Spiessa wynika, że „polscy” esesmani ostrzelali samochód ciężarowy, który przejeżdżał od urzędu celnego w Chwałęcicach do granicy lub odwrotnie. Całe zamieszanie spowodowane było odwołaniem ataku na Polskę 25 sierpnia przez Hitlera, gdy cała ekipa czekała na rozpoczęcie operacji. Zamiast hasła „Agata” było odwołanie.

Nazajutrz w Berlinie Heydrich odwołał Hellwiga i Mehlhorna. Do Stodół przed drugim atakiem na Polskę 1 września wyznaczono następnych dowódców. Całością dowodził od teraz dr Trummler, który od razu wybrał tylko 40 esesmanów. Poza tym nie należało dopuścić do konfrontacji z prawdziwymi Polakami z powodu podobnej sytuacji z 25 sierpnia. Dowodzenie „polskim” oddziałem przejął Karl Hoffmann.

Powtórka

31 sierpnia dowódca oddziału w Sławięcicach otrzymał hasło „Mały Głuszec”. Dr Trummler razem z Karlem Hoffmannem udali się do Stodół. Przed wsią skręcili w las i wzdłuż rzeki ruszyli w stronę budynku celnego w Hochlinden. Tym razem nie było mowy o wypadzie za granicę. Część esesmanów w strojach Straży Granicznej zatrzymała się w restauracji Żyły (centrum wsi), co potwierdziła córka Valeska Żyła. Mówiła ona, że słyszała strzały na krótko przed wybuchem  wojny.

BBudynek niemieckiego urzędu celnego, który był celem napaści podczas prowokacji.
Budynek niemieckiego urzędu celnego, który był celem napaści podczas prowokacji.

 Podczas napadu „polskich żołnierzy” na niemiecki Urząd Celny, uczestnicy powinni mówić wyłącznie po polsku. Na lewo od drogi do granicy powinni zachowywać się głośno. Mają śpiewać pieśni antyniemieckie i polski hymn narodowy. W języku polskim wymyślać na Niemców, wnosić okrzyki: „Niech żyje Polska”, „Precz z Niemcami”. Powinni strzelać w powietrze. Po dojściu do niemieckiego urzędu celnego należy go zniszczyć całkowicie, a inwentarz zrabować. Niemieccy urzędnicy, znajdujący się przed urzędem celnym, mają być zastrzeleni. Tylko jedna osoba w urzędzie celnym ma być pozostawiona w spokoju. Chodziło o (ryzykującego wiele) Emanuela Schäfera – szefa opolskiego Gestapo.

Upozorowany atak na budynek celny w Stodołach powinien był zacząć się 1 września 1939 o godz. 4:00. W tym czasie drużyna funkcjonariuszy przebranych w polskie mundury gotowa była do rozpoczęcia sfingowanego ataku. Prowadząc silny ogień, strzelając w powietrze, robiąc hałas z przekleństwami i rozkazami wydawanymi w języki polskim, natarli na budynek Urzędu. Wybili szyby w oknach, wyłamali drzwi, strzelali w dach. Od pocisków spadły dachówki. Wewnątrz kolbami demolowali wyposażenie. Z drugiej strony żołnierze niemieckiej Straży Granicznej przybyli na czas i wzięli „polskich” żołnierzy do niewoli. W tym czasie, gdy esesmani w polskich mundurach zajęci byli demolowaniem, niezauważona grupa przywiozła ciała tzw. „Konserw”, czyli więźniów przebranych w polskie mundury. Jeszcze nocą wykonano zdjęcia „polskich agresorów” i wysłano je natychmiast do Berlina.

Wycinek z gazety „Deutsches Nachrichtenbüro”, Monachium, 1.09.1939
Wycinek z gazety „Briesetal-Bote Birkenwerder”, Birkenwerder, 1.09.1939

Podczas gdy po godz. 4:00 toczyła się sfingowana akcja w Stodołach, powoli w stronę granicy ciągnęła już V Dywizja Pancerna Wehrmachtu od Rud. Centralny organ NSDAP „Völkischer Beobachter” donosił: „Jak dotychczas ustalono ponad wszelką wątpliwość, że została zaatakowana Byczyna w pobliżu Kluczborka. Inny atak – na Stodoły – jeszcze trwa”. Nazwa Hochlinden była w tym kontekście podawana błędnie.

Autor (Henryk Postawka) w przed budynkiem mieszkalnym dla rodzin celników.
Autor (Henryk Postawka) w przed budynkiem mieszkalnym dla rodzin celników.

Gdzie pochowano „konserwy”?

Pierwsze sześć ofiar z obozu Sachsenhausen pochowanych w ukryciu w lesie za Stodołami nie doczekało się identyfikacji, choć znamy nazwiska oprawców – autorów tej mistyfikacji. Najbardziej nieprawdopodobna wydaje się wiara nazistów w sens całego przedsięwzięcia. Akcja została zakończona około 4:30, gdy wojska Wehrmachtu już czekały nad granicą. Ochotnicy z Freikorpsu zaatakowali równocześnie posterunek graniczny w Chwałęcicach. W Bogunicach przez zieloną granicę wojska niemieckie wkroczyły nie niepokojone przez nikogo na tereny państwa polskiego.

Czy ofiary prowokacji stodolskiej wciąż leżą zakopane w bezimiennej mogile? Czy akcja w Stodołach jest znana historykom – nauczycielom z Rybnika i okolic? Czeka nas sporo pracy, by wyjaśnić wszystkie tajemnice Ziemi Rybnickiej. Czy znamy ofiary? Lista 12 więźniów KL Sachsenhausen wytypowanych do akcji w Stodołach i Gliwicach, którzy wówczas zginęli, może zawierać nazwiska 4 więźniów, podane przez Spiessa. Notuje on za świadkiem, który przeżył wojnę, imiona bez nazwisk z miejscem urodzenia. Udało się ustalić  nazwisko jednego z nich,  Harry von Bargen ur. 21.11.1904 r. w Altonie (dzisiejszy Hamburg; Altona to siedziba ostatniego rządu antyfaszystowskiego Republiki Weimarskiej). W księdze zmarłych na stronie internetowej Muzeum w Saschsenhausen brak daty śmierci! Jednak w innych materiałach archiwalnych (w tym uzyskanych z Rosji) podano datę 4 grudnia 1939 r. jako datę śmierci Harry’ego von Bargen. Zgon miał zostać spowodowany zapaleniem płuc, lecz moim zdaniem to zwykłe ukrywanie i sfingowanie przyczyny śmierci. Prawdziwe miejsce i przyczyna zgonu miała miejsce w Stodołach – nie w Sachsenhausen o czym informuje nas strona muzeum. Na stronie tego samego muzeum poznaliśmy 5 niemieckich ofiar tej akcji. Jeśli dodamy do tego śląskiego zwolennika Polski z Gliwic mamy już 6 znanych z imienia i nazwiska osób. Sprawa jest rozwojowa i będziemy Was informować.


Znakomitym upamiętnieniem tych wydarzeń, które miały miejsce tuż przed 4:45 1 września 1939 r. w Stodołach, dzisiejszej dzielnicy Rybnika i dały Hitlerowi pretekst do wywołania wojny, byłaby ich rekonstrukcja historyczna w 80 – tą rocznicę wybuchu II wojny światowej.

Henryk Postawka


[1] Jarczewski A., Provokado, Gliwice 31.08.1939, Muzeum w Gliwicach, 2008.

[2] Spiess A., Lichtenstein H., Akcja „Tannenberg”. Pretekst do rozpętania II wojny światowej, Warszawa 1990.

[3] Delowicz J., Ziemia Rybnicko-Wodzisławska i jej mieszkańcy w wojnie obronnej 1939 roku, Żory 2009.

[4] Whitehead D., The Gleiwitz Incident, [w:] „After the Battle” nr 142, 2008.


Odnośniki:

https://www.welt.de/geschichte/zweiter-weltkrieg/article131733252/Ein-schlechtes-Hoerspiel-eroeffnete-den-Weltkrieg.html

Paź 272016
 

20161010_174559
Minęło kilka dni od imprezy która odbyła się 22 października 2016 roku przy schronie bojowym WAWOK. Nadszedł więc czas na krótkie podsumowanie oraz podziękowania.

Parę dni przed samą imprezą postanowiliśmy odświeżyć nieco wnętrze schronu oraz poprawić otwór kominowy. Trzy popołudnia spędzone na schronie przyniosły znakomity efekt. Wewnątrz zabezpieczyliśmy ściany oraz nadaliśmy im nieco więcej bieli, a nasza „koza” w końcu nie dmucha na nas dymem – można śmiało ogrzać i osuszyć z wilgoci schron.

Następnie przygotowywaliśmy się już na dzień otwarty, należało zgromadzić drewno na ognisko, przywieźć cały niezbędny ekwipunek, przygotować plakat, porozmawiać z paroma rekonstruktorami. W sobotę pierwsi organizatorzy pojawili się jeszcze przed godziną 7:00. Czekało nas sporo pracy aby wszystko nabrało kształtu który widoczny jest na zdjęciach z imprezy. Na szczęście wszystko się udało!

20161018_194154

Z tego miejsca pragniemy podziękować wszystkim którzy nas wspomogli, pomogli i odwiedzili w ten pogodny jesienny dzień. Dziękujemy za podarowane przedmioty, które pozwolą nam doposażyć izbę muzealną, za wszelkie datki do puszki i wsparcie! Jesteśmy pod wrażeniem frekwencji oraz wizyt kilku osób, które dzieliły się wspomnieniami o Rybniku z okresu wojennego. Mamy nadzieję, że grochówka przygotowana przez Leona oraz kiełbaski grillowane przez Rafała wam smakowały!

Szczególne podziękowania należą się dla:

Bez was ta impreza nie była by tak dobra 🙂

Swoimi zdjęciami z „Dnia Otwartego” podzielił się z nami Sebastian Rosiak – zapraszam serdecznie do jego galerii. Natomiast nasze zdjęcia prezentujemy poniżej.

Mamy nadzieję, że impreza się wam podobała i następnym razem znów nas odwiedzicie. Do zobaczenia!

Maj 262016
 

Punkt wyjścia – Wieś Zamysłów

Dawna wieś Zamysłów (obecnie dzielnica Rybnika) zlokalizowana była na trakcie łączącym miasta Rybnik oraz Wodzisła Śląski. Naszym punktem zaczepienia w niniejszym artykule jest miejsce zwane dawniej jako Florian, utożsamiane z samym Zamysłowiem, a jednak w rzeczywistości funkcjonujące jako osobna osada (co potwierdzają akta gruntowe). Zaznaczona na mapie Johanna Wolfganga Wielanda z 1736 roku wskazuje, że istniała na pewno wcześniej. Dzisiaj ten rejon znajduje się w granicach rybnickiej dzielnicy Zamysłów, a nazywany jest Wrzosami.

Folwark Florianshof

Pozostałości po folwarku zlokalizowane są kilkadziesiąt metrów od ulicy Niedobczyckiej. Znajdziemy tam opuszczony dworek właściciela majątku Florianshof. Zabudowania znajdujące się obok budynku według opowiadań miejscowych również były częścią gospodarstwa.

Rybnik Zamislau Florianshof - Rybnik Zamysłów Folwark

Majątek ten istniał w roku 1784 na co wskazuje starodruk „Beyträge zur Beschreibung von Schlesien” (autor Zimmermann, Friedrich Albert). Jak podaje Pani Ewa Kulik liczył około 800 morgów użytków rolnych. Ciężko stwierdzić czy rozchodzi się o dużą morgę pruską (0,5673 ha) czy małą (0,2553 ha) – przypuszcza się, że posiadłość w latach trzydziestych XX wieku mogła mięc powierzchnię około 200 ha co wskazywałoby na małą morgę pruską. Mimo wszystko klasyfikowało to Floarianshof jako jeden z większych majątków na Zamysłowie (o ile nie największy), choć mowa tutaj o Zamysłowie który rozumimy współcześnie (ze względu na granice dzielnicy). Prawdopodobnie był też jednym z 19 folwarków dominium rybnickiego.

Rybnik Zamislau Florianshof - Rybnik Zamysłów Folwark

W latach czterdziestych XIX wieku zarządzanie folwarkiem powierzono Emanuelowi Langerowi. Kolejnym użytkownikiem od lat pięćdziesiątych do osiemdziesiątych XIX wieku był Teodor Jaenicke. W 1886 roku pruski oficer Fryderyk Holewa z Gliwic podjął zobowiązania w wysokości 28 500 marek – co oznaczałoby przejęcie majątku królówskiego w ręce prywatne. Podaje się, że to on rozbudował dwór mieszkalny (nazywając go „Zamislauer Schloss„) i zabudowania gospodarcze. Budynek co prawda musiał się wyróżniać na tle niskich budowli ale czy aby na tyle aby utożsamiać go z nazwą „Schloss” (w polskim tłumaczeniu – zamek/pałac)? Kolejnym właścicielem był Antonii Wodarz ze Szczytów, który odkupił majątek od F. Holewy za 23 850 marek. Niestety Wodarz nie radził sobie z prowadzeniem zakupionego gospodarstwa, co zapoczątkowało rozłożoną w czasie wyprzedaż gruntów majątku.

W opracowaniu „Dzieje Zamysłowa dzielnicy Rybnika” podano, że nie udało się potwierdzić Francoszka jako dzierżawcy lub właściciela folwarku (podawanego jako jednego z pierwszych), a miał nim być około połowy XIX wieku.

Czy duży folwark Florianshof dawał zatrudnienie miejscowym chłopom? Tymczasowe w okresie intensywnych prac polowych na pewno tak. Jednak czy możemy mówić o stałym zatrudnieniu? Wydawało by się, że rówinież tak. Natomiast materiały źródłowe mówią nieco inaczej. Według niemieckich urzędników i ksiąg Urzędu Stanu Cywilnego, ludność Florianshof była odrębną społecznością. Część z nich pochodziła z różnych miejscowości i tylko tymczasowo zamieszkiwała folwark. Ciężko powiedzieć czy któryś z mieszkańców Zamysłowia był stałym pracownikiem, podejrzewa się jednak, że gospodarstwo nie było brane pod uwagę jako potencjalne miejsce stałej pracy.

Na początku XX wieku (w latach 1902 – 1908) nastąpiła parcelacja i wyprzedaż majątku. Nabywali je gospodarze z Zamysłowa oraz Niedobczyc. Sam dworek natomiast został wykupiony przez zarząd kopalni Romer-Grube (KWK Rymer).

Rybnik Zamislau Florianshof - Rybnik Zamysłów Folwark

To co dziś pozostało to podpiwniczony budynek dworu mieszkalnego. Zbudowany na planie prostokąta z cegły oraz kamienia. Otynkowany z dachem dwuspadowym. Piętrowy z użytkowym poddaszem, a wejście do środka prowadzi przez umiejscowioną po zachodniej stronie przybudówkę.

W 2012 roku budynek ten został wystawiony na sprzedaż. Wstępna cena oszacowana została na 500 000 złotych. Mamy jednak rok 2016, a w jego otoczeniu nie zmieniło się praktycznie nic. Prócz rozrastającego się w okolicy osiedla domków rodzinnych, budowla stoi w stanie praktycznie „nienaruszonym”. Niszczeje pomimo swojego uroku „tamtych” lat i bogatej, nieco tajemniczej historii.

PS. Niestety w kwestii wielu potencjalnych faktów jesteśmy zmuszeni w używaniu słowa „prawdopodobnie”. Litaratura jest skąpa w informacje dotyczące dzielnicy Zamysłów jak i samego folwarku Florianshof. Nawet ona wielokrotnie zaznacza prawdopodobieństwo wystąpienia pewnych zdarzeń, a nie ich pewność.

W moim artykule mocno posiłkowałem się dwoma publikacjami rybnickiego Muzeum, które podaje na samym dole.

Florianshof na starych mapach

Rybnik Zamislau Florianshof - Rybnik Zamysłów Folwark

Zamislau Florianshof na mapie z 1803 roku.

Rybnik Zamislau Florianshof - Rybnik Zamysłów Folwark

Zamislau Florianshof na mapie z 1810 roku.

Rybnik Zamislau Florianshof - Rybnik Zamysłów Folwark

Zamislau Florianshof na mapie z 1827 roku.

Rybnik Zamislau Florianshof - Rybnik Zamysłów Folwark

Zamislau Florianshof na mapie z 1893 roku.

Dworek od zewnątrz

Rybnik Zamislau Florianshof - Rybnik Zamysłów Folwark

Rybnik Zamislau Florianshof - Rybnik Zamysłów Folwark

Rybnik Zamislau Florianshof - Rybnik Zamysłów Folwark

Wnętrze dworku

Rybnik Zamislau Florianshof - Rybnik Zamysłów FolwarkRybnik Zamislau Florianshof - Rybnik Zamysłów Folwark

Rybnik Zamislau Florianshof - Rybnik Zamysłów Folwark

Rybnik Zamislau Florianshof - Rybnik Zamysłów FolwarkRybnik Zamislau Florianshof - Rybnik Zamysłów Folwark

Rybnik Zamislau Florianshof - Rybnik Zamysłów Folwark

Rybnik Zamislau Florianshof - Rybnik Zamysłów FolwarkRybnik Zamislau Florianshof - Rybnik Zamysłów Folwark

Rybnik Zamislau Florianshof - Rybnik Zamysłów Folwark

Rybnik Zamislau Florianshof - Rybnik Zamysłów FolwarkRybnik Zamislau Florianshof - Rybnik Zamysłów Folwark

Rybnik Zamislau Florianshof - Rybnik Zamysłów Folwark

Rybnik Zamislau Florianshof - Rybnik Zamysłów Folwark

Rybnik Zamislau Florianshof - Rybnik Zamysłów Folwark

Rybnik Zamislau Florianshof - Rybnik Zamysłów Folwark

Rybnik Zamislau Florianshof - Rybnik Zamysłów FolwarkRybnik Zamislau Florianshof - Rybnik Zamysłów Folwark

Wszystkie zdjęcia zostały wykonane w lutym 2016 roku.

Źródło:
1. „Zeszyty Rybnickie nr 10 – Dzieje Zamysłowa, dzielnicy Rybnika”, 2011, Ewa Kulik,
2. „Zeszyty Rybnickie nr 9 – Historia gospodarcza Rybnika i powiatu rybnickiego w XIX i XX wieku”, 2010, praca zbiorowa pod redakcją Dawida Kellera
3. Pałace Śląska, Katalog zabytkowych rezydencji

Opracowanie: Adrian Piętka (oryginał opublikowany na: jestemadrian.pl – Zamysłów Folwark Florianshof).

Kwi 212016
 

Rybnik w latach 70tych ubiegłego wieku

Lata siedemdziesiąte XX wieku to okres wysokiego napływy nowych mieszkańców do Rybnika. Sieć handlu detalicznego i zakładów gastronomicznych była niewystarczająca. Dlatego też chętnie budowano i otwierano kolejne obiekty handlowe, handlowo-usługowe, gastronomiczne. Powstał wtedy m.in „Gwarek”, „Dom Rzemiosła ROW” oraz Dom Meblowy „Domus”.

Domus Rybnik

Trybuna Robotnicza, 1977, nr 99

Według raportu WUS w Katowicach1 planowanym terminem zakończenia inwestycji „Dom Meblowy Domus” był wrzesień 1976 roku. Domus został jednak oddany do użytku dopiero 30 sierpnia 1977 roku (według planu z innego raportu WUS w Katowicach2 miał to być maj 1977 roku). Zewnętrzna elewacja wyłożona została płytami z acekoli (płyty azbestowo-cementowe, malowane farbą acenitową) w kolorach brązu i orzecha – dostarczone przez Bytomskie Przedsiębiorstwo Robót Elewacyjnych. Domus był wtedy największym w woj. katowickim domem meblowym – składał się z aż siedmiu kondygnacji, a jego powierzchnia użytkowa wynosiła 6435 m2 (914 m2 sprzedażowej). Koszt inwestycji wynosił 28 151 000 zł, czyli dokładnie tyle ile zakładał kosztorys.2, 3 Tuż po otwarciu Domusu można było w nim nabyć meble, firanki, zasłonki do kuchni oraz wiele innych przedmiotów wyposażenia domowego.

W 1983 roku Domus wygenerował obroty rzędu 29,5 mln złotych. Był jedynym sklepem w Rybniku w którym można było kupić meble na kredyt dla młodych małżeństw. W 1989 roku Domus został przejęty przez firmę TWD Expres – urozmaicono asortyment towarowy, można było nabyć sprzęt elektroniczny, konfekcję oraz wyposażenie domów.5 W późniejszym czasie w Domusie prowadzone były między innymi takie sklepy jak „TIP”, „Biedronka”, a jako ostatni „Chińskie Centrum Handlowe”.

38 lat istnienia

Domus szybko stał się jedą z wizytówek Rybnika. Latem 2015 roku zrównany z ziemią (wraz z parkiem który był zaraz obok), a na jego miejscu postawiono równie nieurodziwy „Kwartał Domus” z supermarketem na czele. Może i „stary” Domus nie należał do cudów architektury ale wraz z nim znikęła pewna cząstka rybnickiej historii.

Domus uwieczniony na filmie:

Domus Rybnik – Zdjęcia

W całej okazałości (2014)

Domus Rybnik - Dom Towarowy PRL
Domus Rybnik - Dom Towarowy PRL
Domus Rybnik - Dom Towarowy PRL

Domus od środka (maj 2015)

Zdjęcia pochodzą z archiwum Rybnickiego Stowarzyszenia Ochrony Zabytków „R-GAW”6.

Domus Rybnik - Dom Towarowy PRL
Domus Rybnik - Dom Towarowy PRL
Domus Rybnik - Dom Towarowy PRL

Domus Rybnik - Dom Towarowy PRLDomus Rybnik - Dom Towarowy PRL

Domus Rybnik - Dom Towarowy PRL

Po zdjęciu zewnętrznej obudowy (maj 2015)

Domus Rybnik - Dom Towarowy PRL
Domus Rybnik - Dom Towarowy PRL
Domus Rybnik - Dom Towarowy PRL
Domus Rybnik - Dom Towarowy PRL

W trakcie rozbiórki (sierpień 2015)

Domus Rybnik - Dom Towarowy PRL
Domus Rybnik - Dom Towarowy PRL
Domus Rybnik - Dom Towarowy PRL

Inne

Trybuna Śląska, 1994, nr 63

Bon upoważniający do zniżki przy zakupie powyżej 30 mln. zł.7

Gazeta Rybnicka, 1990, nr 15

Gazeta Rybnicka. Niezadowolenie z wystroju 🙂8


Źródło:
1. „Informacja o wykonywaniu planu inwestycyjnego w gospodarce uspołecznionej województwa katowickiego w 1976 roku”, Wojewódzki Urząd Statystyczny w Katowicach
2. „Sprawozdanie statystyczne z wykonania planu oraz o sytuacji gospodarczej województwa w 1977 roku”, Wojewódzki Urząd Statystyczny w Katowicach
3. „Trybuna Robotnicza”, 1977, nr 132
4. Skan w sekcji „Domus Rybnik” – „Trybuna Robotnicza”, 1977, nr 99
5. „Dzieje Maroka-Nowin i Smolnej, dzielnic Rybnika”, Ewa Kulik
6. Archiwum Rybnickiego Stowarzyszenia Ochrony Zabytków „R-GAW”
7. „Trybuna Śląska”, 1994, nr 63
8. „Gazeta Rybnicka”, 1990, nr 15

Opracowanie: Adrian Piętka

Wrz 292015
 

Włączając się do forum dyskusyjnego na stronie internetowej „Rybnik, ocalić od zapomnienia” dot. Polenlagru nr 97 w Rybniku, przez zbieg okoliczności wciągnięty zostałem w wyjaśnienie tego zagadnienia, a wymaga ono szczególnego szacunku dla pamięci o hitlerowskich zbrodniach wykonywanych na Polakach.

Otóż, kilka dni temu mieszkaniec Kóz – Grzegorz Hałat (pow. Bielsko – Bialski), zwrócił się do mnie z pytaniem, czy posiadam jakieś informacje o lokalizacji Polenlagru nr 97 w Rybniku. Zainteresowała go historia rodziny Zająców z Czernichowa, która przebywała w tym obozie, a z córką tej rodziny, urodzonej w 1942 r. (dzisiaj emerytowaną nauczycielką) w tym Polenlagrze, spotkał się w swoim miejscu zamieszkania.

W uzupełnieniu do swojego pytania, podał skąpe informacje na ten temat z książki Romana Grabara:

„Polenlager” nr 97 w Rybniku

Wiadomości o „Polenlagrze” w Rybniku są bardzo skąpe. Zorganizowano go z końcem sierpnia 1942 r., co wynika z pisma komendanta żandarmerii w Katowicach z 2 września tegoż roku do podległej jednostki żandarmerii w Rybniku. Powołano się w nim na decyzję komisarza Rzeszy do spraw umacniania niemczyzny – Volksdeutsche Mittelstelle, Dowództwo Operacyjne w Katowicach – z 27 sierpnia 1942 r. w sprawie przydzielenia do obozu funkcjonariuszy żandarmerii. Skierowano tam 3 żandarmów z „Polenlagru” w Lyskach. Obóz mieścił się w barakach koło lotniska dla szybowców. Przebywali w nim ludzie wysiedleni z Zagłębia Dąbrowskiego, przede wszystkim zaś osamotnione dzieci. Więźniowie pracowali na roli, w młynie i w magazynie. Likwidacja obozu nastąpiła prawdopodobnie w związku ze zbliżaniem się frontu. Nazwiska Lagerführera nie zdołano ustalić.

Po tej to informacji, odżyły w moich wspomnieniach wydarzenia z okresu mojego dzieciństwa, a które rzucają wyjaśnienia do tej sprawy.

Otóż pamiętam, że w okresie okupacji także po wojnie często chodziliśmy z mamą do dziadków zamieszkałych w dzielnicy Rybnika – Meksyko. Często w niedzielne popołudnia, mieszkańcy tej dzielnicy chodzili na spacery na nieużytki znajdujące się w najwyższym wzniesieniu Meksyka – gdzie znajdowała się i … nadal znajduje wieża ciśnień z 1905 r. Na owym wzniesieniu (ale to już były czasy po 1945 r.) znajdowało się lotnisko szybowcowe dla szybowców o wyjątkowo prymitywnej konstrukcji (żebrowany kadłub drewniany, z siedziskiem dla „pilota” i płatami oraz statecznikami oblepionymi jakimś brezentem). Szybowce te naciągane linami gumowymi przez kilku mężczyzn (jak z procy), wylatywały na odległość ok. 300 metrów. Po wylądowaniu, szybowiec był przetransportowany w miejsce startu i ponownie następny zapaleniec lotnictwa szybował z górki w dół (w kierunku Brzezin – małej wówczas wioski). Do przechowywania szybowców służyły drewniane hangary – i to są owe hangary i „lotnisko”. Lotnisko w Gotartowicach powstało w 1965 r.! ! !

W okresie okupacji, w miejscu przez które obecnie poprowadzono obwodnicę, – a poniżej wieży ciśnień, usytuowane były baraki drewniane i ogrodzone siatką oraz drutem kolczastym, w której więzione były całe rodziny, zwożone przez hitlerowców z różnych stron okupowanego Górnego Śląska.

Pamiętam, że jako dziecko podchodziłem na bezpieczną odległość do owego ogrodzenia (na ile zezwalali wartownicy z wewnątrz obozu) i widziałem wybiedzonych i odzianych w łachmany mężczyzn, kobiety i dzieci. To był właśnie ów Polenlager nr 97 w Rybniku.

Dzisiaj często przejeżdżam tą obwodnicą – jadąc do Rybnika czy Rydułtów, ale skojarzenia miejsca przez które przejeżdżam pozostają w świadomości jak żywe. Oczywiście obecnie ta dzielnica Meksyka jest bardzo zagospodarowana, wieża ciśnień jest na tyle zarośnięta trawą i krzewami że trudno ją dostrzec. Zniknął widok wypalonej trawy i ubitej ziemi na tym najwyższym wniesieniu Rybnika, gdzie także powstały jakieś składowiska materiałów budowlanych i przedsiębiorstwa. Ale w mojej świadomości, pozostaje niezatarta pamięć o tych wybiedzonych ludziach, tym miejscu w latach okupacji hitlerowskiej oraz latach 50 – tych, gdy jako członek Ligi Lotniczej wraz z innymi kolegami, brałem udział w zawodach modeli szybowcowych.

Poniżej dodaję kilka zdjęć w związku z tym o czym wspominam, a zdjęcia te udostępnił mi Grzegorz Hałat.

Hangar:

Hangar 1

Po wojnie zawody modeli szybowcowych.

Hangar 4

Wieża ciśnień:

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

Według relacji Pana Mariana Wawrzuty, – więźnia między innymi Polenlagru w Rybniku (a relacja ta znajduje się w Archiwum PMA – B w Oświęcimiu), uzupełniam wiarygodność opisu jak wyżej.

[…] Polenlager nr 961 w Rybniku był usytuowany za urządzeniami wodociągowymi stanowiącymi wieżę ciśnień dla Rybnika, a hangarem szybowcowym, na terenie ogrodzonym podwójnym wysokim płotem z drutu kolczastego. Pomiędzy parkanami był zasiek ze zwoju drutu kolczastego, przemyślnie montowanym na odpowiednio dobranej wysokości słupkach. Na przestrzeni ogrodzonej zbudowano dwa drewniane baraki mieszkalne, każdy na około 150 osób, przewidziane do zamieszkania w okresie lata, gdyż na zewnątrz były wykonane z desek na zakładkę mocowanych do konstrukcji deskowej, od wewnątrz do tej samej konstrukcji przybito płytę pilśniowa twardą o grubości 4 mm. Przestrzeń pomiędzy płytami i deskami nie wypełniono żadnym ocieplenie. Dach niski deskowy kryty papą i od wewnątrz obitymi płytami paździerzowymi. Wewnątrz baraku zbudowano dwa piece grzewcze z cegły typu pokojowego.

W zimie na każdy piec był przydział jednego wiadra węgla. Podłoga to cienka około 1, 5 cm wylewka z chudego betonu. Z uwagi na powyższe zimą po prostu marzliśmy ogromnie, gdyż temperatura wewnątrz baraku niewiele różniła się od temperatury na zewnątrz.

Z uwagi na usytuowanie obozu poza miastem wśród pól, jesienią i zimą przeżywaliśmy ogromną inwazję myszy, które łapaliśmy na łapki sprężynowe własnej konstrukcji, często bez przynęty […].

[…] Pojedyncze osoby oraz grupki do 5 – ciu osób wychodziły do pracy poza obóz bez eskorty wachmana, a jedynie w asyście pracodawcy. Od 1944 roku z uwagi na praktycznie zerowe próby ucieczki, rygor wyjścia do pracy był dużo łagodniejszy, dany więzień opuszczający obóz był sprawdzany, czy posiada zapotrzebowanie na pracę i odnotowano w książce wyjść i powrotów, ale zawsze ktoś z rodziny musiał pozostawać w obozie. Z pracy nie wolno było przynosić do obozu czegokolwiek do jedzenia, ale racja żywnościowa była normalnie wydawana i tak, gdy szedł do pracy u „bauera”, to tam otrzymywał „obiad”, a jego obiad obozowy pozostająca w obozie rodzina. Dlatego, nie tylko z przymusu więźniowie szli do pracy, za którą nie otrzymywali żadnego wynagrodzenia, gdyż był to sposób na przeżycie […].

… tyle w uzupełnienia do autentyczności miejsca i funkcjonowania Polenlagru nr 97 w Rybniku, a obóz ten funkcjonował do 27. 01. 1945 r.

Jerzy Klistała

Mar 272015
 

Pani Katarzyna, którą serdecznie pozdrawiamy, przesłała na nasz adres niesamowite fotografie. Bardzo za nie dziękujemy i z wielką radością prezentujemy je naszym czytelnikom. Czy ktoś z Państwa potrafi określić który to rok?

Nasz adres e-mail pozostaje stale do państwa dyspozycji: kontakt@zapomniany.rybnik.pl

Widok z Placu Wolności na ul. Mikołaja Reja. Z lewej budynek poczekalni PKS - dawniej kino "Helios"

Widok z Placu Wolności na ul. Mikołaja Reja. Z lewej budynek poczekalni PKS – dawniej kino „Helios”

Widok z Placu Wolności w kierunku ul. Łony

Widok z Placu Wolności w kierunku ul. Łony

Widok z Placu Wolności w kierunku ul. 3-maja.

Widok z Placu Wolności w kierunku ul. 3-maja.

Mar 082015
 

Dzień Kobiet… a ściślej Międzynarodowy Dzień Kobiet ustanowiono ponad 100 lat temu. Nie interesują nas polityczne aspekty tego święta a jedynie panie, którym ten dzień jest poświęcony i którym dedykujemy nasz kolejny album. Dzięki zdjęciom, które przesłaliście do nas oraz dzięki przekopaniu własnych zasobów, Zapomniany Rybnik może pokazać najpiękniejsze z pięknych, czyli nasze rybniczanki.

Zaczynamy od bardzo znanego obrazka. Większość naszych czytelników go kojarzy. To rybniczanki-emancypantki. Ta stara pocztówka pokazuje jak śmiałe były mieszkanki naszego miasta i jak dobrze radziły sobie z nowymi technologiami. Do sklepu Noah Leschczinera podjeżdżały po ciuchy automobilem  :mrgreen:

emancypantki

 ____________________________________________________________________________

Skoro zaczęliśmy od najbardziej reprezentacyjnej ulicy miasta, na której rybnickie elegantki zaopatrywały się w stroje, to pokażemy jak wyglądały, gdy już były wystrojone i niezwykle eleganckie. Zdjęcie przesłała nam pani Małgosia. I znowu widzimy tłumy na ulicy Sobieskiego. Ehh, czy to se vrati?od Malgosi Mioduszewskiej

 ____________________________________________________________________________

Cztery niesamowite zdjęcia dostaliśmy od pana Mariana. Nie wiemy kim są panie z tych zdjęć, ale czujemy, że to były niezwykłe kobiety. Najpierw dwie gracje w strojach jesienno-zimowych. Jak widzicie kapelusze były obowiązkowe w tamtych czasach.

od Mariana Grodonia 3

 

Dwie kolejne rybniczanki to dziewczyny na luzie, czyli fajne, zwyczajne i bez pozy. Nam bardzo podoba się pani w sukience w groszki siedząca na stopniach domu pod winoroślą. Ponoć to gdzieś na Meksyku zrobiono. Widzicie te klaperlacze? Genialne!

od Mariana Grodonia 1

Relaks w fotelu…

od Mariana Grodonia 2

Ostatnie zdjęcie od pana Mariana, to grupa pań siedząca pod budynkiem starostwa. Być może pracownice tego urzędu. Super, nie?

od Mariana Grodonia 4____________________________________________________________________________

Donata przesłała nam 4 fotografie swojej cioci Hildegardy. Ciocia przyszła na świat na Emmie (dziś to Radlin), ale wiele lat pracowała i mieszkała w Rybniku. Jak zobaczycie Hildegarda była bibliotekarką – pracowała m.in. w bibliotece przy ul.Kościuszki (poniższe zdjęcie zrobiono w innej bibliotece). Ktoś jeszcze pamięta w którym  budynku była biblioteka na Kościuszki?

Hildegarda od Donaty 1

Hildegarda od Donaty 2

 

A tu zwracamy uwagę na fryzurę cioci Hildegardy. Zdjęcia zrobiono pod koniec lat 40-tych XX wieku.

Hildegarda od Donaty 3

 

Hildegarda od Donaty 4_______________________________________________________________________________

Były emancypantki, elegantki, intelektualistki, zalotne panienki. Czas na coś, co dla większości kobiet jest najważniejsze w życiu, czyli macierzyństwo. Na zdjęciu chwałowiczanki z dziećmi. Fotografię wykonano w połowie lat 30-tych.

chwalowiczanki

 

____________________________________________________________________________

Macierzyństwo to wynik miłości. A takim uczuciem na pewno była darzona babcia pani Marty, gdy fotograf cykał zdjęcie.  Marta tak do nas napisała: „

Jako załącznik przesyłam Wam zdjęcie mojej babci – Aleksandry „Oleńki” Ptaszyńskiej. Babcia na tym zdjęciu ma około dwudziestu lat. Chyba wtedy już znała dziadka Stanisława, bo ma taki błysk w oku, jaki mają zakochane i szczęśliwe kobiety. Niestety, nie ma jej już wśród nas… Zmarła w kwietniu ubiegłego roku, ale zostawiła wiele pięknych wspomnień….” Ocieram łezkę wzruszenia. Pani Marto, babcia na pewno teraz patrzy na niebiańskiego laptopka i się tak samo pięknie uśmiecha, bo rozpiera ją duma z wnuczki. A dziadka znamy i serdecznie pozdrawiamy 🙂

Babcia Oleńka Aleksandra Olenka Ptaszynska

___________________________________________________________________________

Następna zakochana rybniczanka to mama Anastazja. Marianie, po raz kolejny dziękujemy Ci za zdjęcia! Mamę miałeś szlangówę!

Anastazja Fojcik od Mariana

 

_______________________________________________________________________________

Z zasobów własnych wykopaliśmy trzy wizerunki kobiet, które należały do klanu, który żył w Rybniku i służył mu przez prawie 150 lat. To trzy panie Haase. Pierwsza – Eva raczej nie należała do urodziwych  😉 Co nie przeszkodziło jej zostać żoną jednego z Pragerów.

Haase Eva

Następna pani, to Bertha Haase – żona Juliusza, któremu zawdzięczamy największy rybnicki park, czyli Hazynhajdę. Bertha nie była rybniczanką z urodzenia, a z zamieszkania. Pochodziła z Krotoszyna. Eva ze zdjęcia powyżej była ciocią męża Berthy.

Haase Berta Ruhmann zona Julisza

 

 

Ostatnia z pań Haase, to Sonia. Sonia była synową eleganckiej Berthy, bowiem wyszła za mąż za ostatniego z rybnickich Haasych – Feliksa. Na zdjęciu Sonia (oficjalnie Sara) stoi ze swym małym synkiem Fritzem. Jak widzicie zdjęcie zrobiono 110 lat temu w pracowni mistrza Otto Schwittay’a.

Haase Sonia 1905 rok______________________________________________________________________________

W tym samym atelier uchwycono dwie nastolatki, o których niczego nie wiemy, za wyjątkiem tego, że są urocze i chyba były siostrami.

Otto Schwitay Atelier________________________________________________________________________________

Do uśmiechniętej babci Oleńki przysiadła się Babcia Ania. Nasz forumowy kolega tak ją opisał: „Moja Babcia Ania, która zmarła przed 2 laty. Za jej dobroć, mądrość i bezgraniczną miłość św. Pyjter pewno na rękach ją nosi.”  Na 100%! Ze zdjęcia widać, że była niesamowicie sympatyczna, więc ją w niebie uwielbiają.

Babcia AFRO

 ______________________________________________________________________________

Trzy dziewczyny, z których jedna to też Babcia. Tym razem to Babcia naszego kolegi Alojza 😉 Łatwo odgadniecie która to Salomea, gdy porównacie zdjęcie przed kościołem z następną fotografią .

Babcia Alojza

Salomea solo i poważnie.

Babcia Alojza 2________________________________________________________________________________

Teraz będzie smutno. Przedstawiamy Wam dwie rybniczanki, których za bardzo nie ma kto wspominać. Obie zginęły w obozie zagłady. Pierwsza to Geila Majerowicz, rybniczanka z wyboru, mieszkała przy ul.Powstańców. Niezwykłej urody była, nieprawdaż?

Geila Mayerovich

Druga, już o mniej intrygującej twarzy, to Flora Kaiser. Rybniczanka od pokoleń, miała kamienicę przy ulicy Sobieskiego.

Kaiser Flora_______________________________________________________________________________

Coś z zasobów pewnego serwisu aukcyjnego. Uczennice szkoły prowadzonej przez Urszulanki. Nie ośmielam się komentować.

Urszulanki 2_______________________________________________________________________________

Dziewczyny idące ulicą Zamkową wyglądają na niezwykle zadowolone. Chyba fotograf był szykowny 😉 Jak one przeżyły to, że miały te same płaszczyki?

Ogrodzenie synagogi

 

___________________________________________________________________________

I na koniec pytanie do panów rybniczan. Wolicie brunetki czy blondynki?

Mezczyzni wola blondynki

Czyż rybniczanki nie są równie piękne co gwiazdy z Hollywood? Na ostatnim, czyli ponownie bardzo osobistym zdjęciu, przyjaciółki jako druhny.  Moja Mama – rybniczanka z wyboru i moja przybrana ciocia Ela – rybniczanka z urodzenia. Zdjęcie z końca lat 50-tych. mama i ciocia Ela

Druhny mają bukiety z goździków, które dziś znowu wracają do łask tak samo jak i Dzień Kobiet. Wszystkim paniom rybniczankom życzmy, by zawsze były uwielbiane, szanowane i podziwiane tak, jak dziewczyny z naszego albumu.

Dużo dobrego od zespołu Zapomnianego Rybnika! gozdzik

Dziękujemy czytelnikom i fanom za nadesłane zdjęcia. Gdyby ktoś chciał sobie przypomnieć nasz poprzedni album, to znajdzie go tu: Wielki album zakochanych rybniczan. Tam też pokazywaliśmy przecudne dziewczyny 🙂

 

Lis 102014
 

Rybnicka Kuźnia leży na północny-zachód od centrum Rybnika między Orzepowicami a Wielopolem. Historią swoją sięga ona XVI w., kiedy w miejscu nad stawem kuźniczym i rzeką Rudą znajdował się ośrodek hutnictwa żelaza. Mieszkańcy Rybnickiej Kuźni od początku należeli do parafii Matki Bożej Bolesnej w Rybniku (najstarsza parafia w Rybniku). Na wstępie zapoznajmy się z krótką historią tej parafii i jej mieszkańców.

Pierwsze ślady pobytu człowieka na Ziemi Rybnickiej sięgają epoki kamiennej. O okolicach Rybnika, zamieszkiwanych przez plemię Gołężyców Wspomina w IX w. tzw. Geograf Bawarski. Dogodne warunki terenowe i wodne sprzyjające rybołówstwu powodowały tworzenie się skupisk osadniczych. Jedno z nich położone na skrzyżowaniu szlaków handlowych, stwarzających mu korzystne warunki rozwoju, wzięło prawdopodobnie swą aktualną nazwę od słowa “rybnik” oznaczającego staw z rybami.

W II połowie XII wieku Rybnik był na tyle znaczną iż posiadał wzmiankowaną źródłowo świątynię. Najstarszy dyplom dotyczący tej osady zachował się do dnia dzisiejszego w Wojewódzkim Archiwum Państwowym we Wrocławiu. Wystawił go w maju 1223 roku biskup wrocławski Wawrzyniec na prośbę księcia opolskiego Kazimierza. Mówi się w nim o uposażeniu zakonnic – norbertanek przy kościele Zbawiciela w Rybniku. Opactwo rybnickie było drugim po cysterkach trzebnickich żeńskim klasztorem na terenie Śląska. Z dokumentu tego wystawionego w 1223 r. dowiadujemy się też, że w Rybniku, jeszcze przed sprowadzeniem norbertanek, istniał kościół pod wezwaniem Panny Marii, który został poświęcony przez biskupa Żyrosława.

Jest to pierwszy, wzmiankowany w źródłach kościół parafialny na Górnym Śląsku. Żyrosław był biskupem wrocławskim od 1170-1198 roku. Konsekracji mógł więc dokonać najpóźniej w 1198 r.

Z innych dokumentów można przedstawić dokument papieża Grzegorza IX z kwietnia 1227 r. mówiący o wzięciu w opiekę klasztoru rybnickiego. W 1228 r. klasztor przeniesiono do Czarnowąsów koło Opola. W XIII wieku Rybnik zyskał status miasta. Rybnik leżał e tej części Śląska, która od początku XIII w. pozostawała pod panowaniem jednej linii Piastów, nazwanej od XV w. górnośląską. W 1345 roku w czasie wojny Kazimierza Wielkiego z Janem Luksemburskim miasto zostało spalone. Również dotkliwe straty miasto poniosło w 1428 r., kiedy przeszły przez nie wojska husyckie oraz w 1460 r. kiedy zostało spalone przez rycerzy rabusiów. Od 1473 r. Rybnik przez prawie 200 lat przechodził jako zastaw w różne ręce. W XV w. również na miejscu dawnego drewnianego kościoła parafialnego wzniesiono nową, okazałą świątynię z kamienia i cegły. W XVII w. Rybnik liczył około 650 mieszkańców, zajmujących się przeważnie rzemiosłem i rolnictwem. W 1607 r. za zgodą cesarza Rudolfa II staje się miastem prywatnym. W protokole wizytacyjnym z 1652 roku wspomina, że Rybnik oprócz parafialnego ma jeszcze jeden kościół. Kościół ten pod wezwaniem Jana Chrzciciela, aż do 1796 r. stał w miejscu gdzie dziś stoi figura św. Jana Nepomucena, czyli przed kościołem Matki Bożej Bolesnej. W 1628 r. miasto zostało na prawie sto lat sprzedane rodzinie Węgierskich. W wyniku wojen między Prusami i Austrią, w połowie XVIII w. Rybnik znalazł się na terenie Prus. Czasy pruskie są okresem rozwoju Rybnika jako miasta. W 1788 r. Rybnik wraz z okolicami przechodzi na własność Fryderyka Wilhelma II, króla Prus i został miastem bezpośrednio zależnym od króla.

Również w kościele parafialnym następują zmiany. Za czasów księdza proboszcza Franciszka Tomasznego (1735-1749) zmieniono wezwanie kościoła parafialnego w Rybniku.  Przemianowano go z kościoła Matki Bożej Wniebowziętej na kościół Matki Bożej Bolesnej.

W 1796 r. z inicjatywy proboszcza Feliksa Reisnera podjęto postanowienie o budowie nowego kościoła. W roku 1797 zburzono nawę starego kościoła, pozostawiając nietknięte prezbiterium. W związku z, budową nowej świątyni rozebrano także drewniany kościół Jana Chrzciciela. Na budowę nowego kościoła – który istnieje do dziś, pod wezwaniem Matki Bożej Bolesnej – król pruski jako nowy patron przeznaczył 3 tys. talarów, a Antoni Węgierski dołożył 2 tys. talarów. Roboty nadzorował pan Franciszek Ilgner. Prace murarskie wykonywał Karol Tietze z Raciborza, a ciesielskie Jakub Włodarz z Żor. Cegieł dostarczał Andrzej Wiola, mistrz ceglarski z Rybnika.

Mimo wielorakich trudności w 1799 r. mury kościoła już stały, a w październiku 1801 r. odbyło się jego poświęcenie.

Na początku XX w. do parafii Matki Bożej Bolesnej należało 25 wiosek przyległych do Rybnika, w tym Rybnicka Kuźnia. Liczba wszystkich parafian wynosiła ok. 25 tys. Dlatego ks. proboszcz F. Brudniok czynił starania, by móc przystąpić do budowy kilku kaplic w większych wioskach należących do parafii. Marzeniem proboszcza było utworzenie wokół kaplic samodzielnych stacji duszpasterskich. Realizacja tych planów była jednakże niemożliwa, gdyż niemieckie koła rządowe obawiały się osłabienia germanizacji i zbyt dużych wpływów polsko-katolickich wśród ludności. Marzenia ks. Brudnioka zrealizowały się dopiero po I wojnie światowej i powstaniach śląskich. 4 lipca 1922 r. wojsko polskie wkroczyło do Rybnika. W tym uroczystym dniu ks. Franciszek Brudniok odprawił Mszę św. na rynku miasta. Również w Rybnickiej Kuźni zapanowała wielka radość. Jako dowód wdzięczności Bogu za otrzymane od Niego łaski mieszkańcy postanowili wybudować kaplicę pod wezwaniem Wniebowzięcia Najświętszej Marii Panny. Rolnik, Karol Pilawa ofiarował grunt pod budowę, zaś cała miejscowa ludność, ok. 40 rodzin, przyszła ochotnie z pomocą. Przy budowie kaplicy szczególnie zasłużyli się murarze Szweda i Franciszek Bednarek oraz cieśle Karol Gładysz i Józef Byczek. Posadzkę ufundowała rodzina Ignacego Míotyki, dzwony sprowadzone z Chwałęcic, pierwszy ołtarz otrzymano z Radlina. Pani Ludwina Szweda ofiarowała do wnętrza kaplicy dwa obrazy: Serca Jezusa i Serca Maryji. Kaplicę poświęcono 15 sierpnia 1922 r. w uroczystość Wniebowzięcia Najświętszej Maryji Panny. O tego czasu odprawiano w niej nabożeństwa różańcowe i majowe, zaś w odpust uroczyste nieszpory z udziałem duchownych. W 1938 r. nowy obraz do kaplicy wykonał pan Karwot. W 1936 r. podłączono do kaplicy elektryczność. Od momentu poświęcenia kaplicy aż do 1945 I’. opiekowała się kaplicą pani Ludwina Szweda utrzymując czystość i porządek oraz dzwoniąc na Anioł Pański. Opieka nad kaplica stała się wkrótce tradycją rodzinną, gdyż zmarłą Ludwinę zastąpiła w obowiązkach jej synowa – Klara Szweda.

W czasie działań wojennych w latach 1939-1945 kaplica została częściowo zniszczona – dach oraz wieża. Po wojnie została odbudowana, a w 1950 r. ufundowano do niej nowy obraz. W 1964 r. pani Aniela Wróbel ufundowała nowy dzwon, a pan Robert Michalski krzyż przy kaplicy. W 1972 r. w “złoty jubileusz” kaplica w Rybnickiej Kuźni była wizytowana przez ks. biskupa Herberta Bednorza.

Od 1968 r. rozpoczęto w okolicy budowę elektrowni i powstaje duże osiedle mieszkaniowe. Powstała potrzeba opieki duszpasterskiej nad tak dużym skupiskiem ludzi. Od 1974 r. w kapicy pod wezwaniem Wniebowzięcia Najświętszej Maryji Panny w Rybnickiej Kuźni zaczął sprawować funkcje duszpasterskie ks. Franciszek Kubin, wikariusz macierzystej parafii Matki Bożej Bolesnej w Rybniku. 24 czerwca 1975 r. zostaje on mianowany rektorem tej kaplicy z poleceniem zorganizowania samodzielnego duszpasterstwa w Rybnickiej Kuźni będącej nadal częścią parafii Matki Bożej Bolesnej w Rybniku. W 1976 r. koło kaplicy postawiono namiot foliowy, pod którego teren dał pan Palarz. W 1977 r. obok kaplicy zostaje oddana do użytku nowa szkoła. Ustanowienie parafii w Rybnickiej Kuźni nastąpiło 22 marca 1981 r. Również pod koniec 1980 r. rozpoczęto przy ulicy Kuźnickiej budowę nowego kościoła. W 1982 r. zostaje oddany do użytku dom katechetyczny, w zaczyna się odprawiać Msze św. D 1990 r. kościół zostaje pokryty dachem. W 1992 r. kościół był gotowy w stanie surowym. Na wieży umieszczono krzyż i zawieszono dzwon „Maksymilian”. Pierwszą Mszę św. w „górnym kościele” odprawiono 24 grudnia 1993 r.

Projekt kościoła w Rybnickiej Kuźni.

Projekt kościoła w Rybnickiej Kuźni.

W 1994 r. wykończono prezbiterium, a w 1995 – wykonano witraże i rzeźby w prezbiterium. Projektantem kościoła jest inż. Tadeusz Maternowski, konstruktorem inż. Włodzimierz Komorowski.

Obecnie parafia liczy ok. 4 tys. wiernych, a proboszczem jest ks. Eugeniusz Fajkis. Z Rybnickiej Kuźni pochodzi znany śląski duszpasterz ks. prałat Konrad Szweda (1912-1988).

Do ważniejszych wydarzeń w parafii należy zaliczyć Mszę św., która odbyła się dnia 10 listopada 1981 r. na bramie pobliskiej elektrowni, w czasie której obrano patronem energetyków o. Maksymiliana Kolbe.

Bieniek Henryk

BIBLIOGRAFIA

1. Ks. Józef Kiedos, Ks. Antoni Brzytwa „Świadectwo śląskiego kapłana – życie Księdza Konrada Szwedy” Bytom 1995 r.

2. Praca zbiorowa „Schematyzm Archidiecezji Katowickiej” Katowice 1993 r.

3. Praca zbiorowa pod redakcją Jana Walczaka „Rybnik – zarys dziejów miasta od czasów najdawniejszych do 1980 r.” Katowice 1986 r.

Gru 012013
 

Przygotowuję do wydania Katalog notgeldów Rybnika oraz dawnego powiatu Rybnickiego 1914 – 1924 , katalog obejmuje emisje papierowych pieniędzy zastępczych , monety zastępcze oraz żetony do roku 1924, w suplemencie przedstawione będą wybrane pieniądze zastępcze po roku 1924, bony rabatowe, bony towarowe, talony na towary, bony żywnościowe, bony pomocy społecznej oraz inne „płacidła” Rybnika i miejscowości wchodzących w skład dawnego powiatu Rybnickiego. Wszyscy posiadający interesujące mnie materiały uprzejmie proszeni są o kontakt .

Wykaz miejscowości i emitentów które mnie interesują:

Rybnik – emisja magistrat, Emaillewerke Rybnik, opieka społeczna, Państwowy Szpital dla Psychicznie i Nerwowo Chorych, współczesne bony towarowe kopalń Rybnickich

Biertułtowy – Franciszek Dziwoki

Boguszowice – Boguschowitz – emisja kopalnia Jankowice – Blücherschächte Schlafhaus

Chwałowice – Chwallowitz – emisja kopalnia Chwałowice – Chwallowitz Donnersmarckgrube , Dom noclegowy I – Donnersmarckgrube Schlafhaus I

Czernica – Czernitz – emisja Gwarectwa Koplani Węgla Kamiennego Charlotte , Steinkohlengewerkschaft Charlotte – Erbreichschacht, Leo – Schacht, Lager Neuhof , Lager Schreiberschacht

Czerwionka – emisja Kopalnia Dębieńsko – Dubenskogrube , Koksownia – Kokerei

Jastrzębie Zdrój – opieka społeczna, współczesne bony towarowe JSW S.A.

Knurów – Knurow – emisja IV Królewski Inspektorat Górniczy – Königlische Berginspection IV , Obóz jeniecki – Königlische Berginspection IV Kriegsgefangene , Zarząd Gminy Knurów – Gemeinde Knurow

Niedobczyce – Niedobschütz – emisja kopalnia Rymer – Römergrube

Niewiadom Górny – Ober Niewiadom – emisje Hoymgrube, Hoym – Lauragrube,
Czernitzer Steinkohlen – Bergbau A.G. Hoymgrube, kopalnia Szczęście Beaty – Beatensglückgrube, Czernitzer Steinkohlen – Bergbau A. G. Kriegsgefangenenlager Hoymgrube

Paruszowiec – Paruschowitz – emisja Betriebsdirektion der Eisenhütte Silesia , Eisenhütte Silesia Kriegsgefangenenlager, Eisenhüttenwerk „ Silesia ’’

Pszów – Pschow – emisja kopalnia Anna – Annagrube

Radlin – emisja kopalnia Emma – Rybniker Steinkohlen Gewerkschaft Emmagrube , domy noclegowe kopalni Emma – Schlafhäuser der Emmagrube , J. Kolibaj – Emmagrube

Rudy Wielkie – Gross Rauden – emisja Gemeinde & Darlehnskasse

Rydułtowy – Nieder Rydultau – emisja gmina

Wodzisław – Loslau – emisja magistrat

Żory – Sohrau – emisja magistrat

Górnośląski Okręg Przemysłowy – Oberschlesischer Industriebezirk – emisja wspólna dla miast i powiatów Górnośląskiego Okręgu Przemysłowego : Bytom, Gliwice, Zabrze, Katowice, Królewska Huta (dzisiejszy Chorzów), Pszczyna, Rybnik i Tarnowskie Góry.

W suplemencie katalogu chciałbym przedstawić współczesne bony towarowe / żywieniowe /, które maja wszelkie znamiona pieniądza zastępczego a wydawane są przez różne zakłady pracy z naszego rejonu. O ile do bonów JSW S.A. mam dostęp i od kilku lat już je zbieram i kataloguje to do bonów innych zakładów czy kopalń Rybnickich nie mam dostępu. Może ktoś mógłby mi udostępnić skany takich bonów lub same bony / oczywiście odpłatnie / . Interesują mnie również wszelkie stare i współczesne bony czy talony opieki społecznej z rejonu który kataloguję.

Interesują mnie również inne niewymienione wyżej materiały do których jeszcze nie dotarłem kontakt: fish007@o2.pl

Więcej na ten temat można przeczytać na naszym forum: http://forum.zapomniany.rybnik.pl/viewtopic.php?f=4&t=1252

Lis 272013
 

Mieczysław Kula

Mój Rok 1945

Moim wnukom ku pamięci

(Na podstawie własnych przeżyć i wybranej literatury)

 

Część 4

 

Docierały do nas różne informacje o zbrodniach i gwałtach popełnionych przez żołnierzy sowieckich. Lecz nie tylko oni je popełniali. Najpierw dotarła do nas wiadomość o zbrodniach dokonanych przez Niemców na ewakuowanych więźniach Auschwitz w Roju, gdzie zamordowano 25 więźniów. SS mani zabijali więźniów na całej trasie ewakuacji, w Żorach – około 40, w Świerklanach Dolnych – 10, w Marklowicach Dolnych – 7.

Pomnik 24 więźniów oświęcimskich zamordowanych w Roju

Pomnik 24 więźniów oświęcimskich zamordowanych w Roju

W dniu 22 stycznia 1945 r. niemieccy konwojenci rozstrzelali na stadionie sportowym „Ruda” przy ul. Gliwickiej w Rybniku grupę około 400 więźniów. W pobliżu stacji kolejowej Rzędówka zamordowano 292 więźniów.

Wiadomości o zbrodniach Niemców były nagłaśniane, natomiast o zbrodniach sowieckich milczano. Ludzie podawali je sobie z ust do ust. Mówiono o gwałtach dokonywanych na kobietach w Żorach i w miejscowościach na trasie Żory-Wodzisław. Podobnie działo się gdzieindziej, zwłaszcza we wsiach położonych w dawnym pasie granicznym między Polską a Niemcami.

Pomnik ofiar Auschwitz w Rybniku

Pomnik ofiar Auschwitz w Rybniku

W Niemczech dużo pisano i pisze się nadal o gwałtach, kręcono filmy, prowadzono wywiady radiowe i telewizyjne. Na postawie tych relacji można odnieść wrażenie, jakoby głównymi ofiarami II wojny światowej byli Niemcy.

Po roku 1989 pojawiły się także w Polsce wiadomości o gwałtach sowieckich. Opowiem o kilku z nich. Na stronie internetowej Przyszowic można przeczytać, co następuje: „Rosjanie wkroczyli do Przyszowic – niewielkiej wsi w gminie Gierałtowice – od strony Gliwic. Pomylili kierunki i byli przekonani, że są już na terytorium Niemiec. Tymczasem była to ostatnia polska wieś przed granicą z Niemcami, przyłączona do Macierzy po plebiscycie 1921 roku. Błąd topograficzny kosztował życie co najmniej 60 osób, w tym kilku więźniów obozu oświęcimskiego, którzy uciekli z marszu śmierci. Spłonęło prawie 70 domów i zabudowań gospodarczych. Dramat Przyszowic trwał jeszcze wiele miesięcy. W czerwcu 1945 roku w szczerym polu samolot sowiecki obrzucił bombami dwóch mieszkańców koszących trawę. Jeden zginął na miejscu. Ostatnia ofiara czerwonoarmistów w tej miejscowości to kobieta, która zginęła w lipcu 1945 roku. Zastrzelili ją dwaj Rosjanie, kiedy podniosła krzyk, że kradną jej krowę.

W Gliwicach w ciągu tygodnia wkraczająca do Gliwic Armia Czerwona wymordowała blisko 800 cywilów. Z rąk Rosjan zginął w maju 1945 roku wiceprezydent Gliwic – Tadeusz Gruszczyński z Sosnowca.

W Miechowicach, w obecnej dzielnicy Bytomia, żołnierze sowieccy wymordowali ponad 200 osób, wśród nich znalazł się miejscowy ksiądz.

Również w Raciborzu dokonano masowych mordów.

W Gierałtowicach pijani Rosjanie wpadli nocą do domu i wymordowali 7-osobową rodzinę.

W Pstrążnej dokonano straszliwego mordu na miejscowym proboszczu, ks. Rasku. Ciało zmaltretowanego w bestialski sposób znaleziono wdeptane do okopu19.

W styczniu 1945 r. sowieci wkroczyli od strony Wielopola do folwarku Józefowiec, który był wtedy własnością Zakładu Psychiatrycznego w Rybniku. Tam z niewiadomych przyczyn rozstrzelali 8 osób. Z Józefowca oddział sowiecki skierował się do oddalonej o 1,5 km Rybnickiej Kuźni. Czerwonoarmiści wdarli się do budynku szpitalnego, na którym wywieszona była biała flaga z czerwonym krzyżem i wymordowali około 40 umysłowo chorych. Ich wściekłość podobno wywołało załamanie się mostu, przez który przejeżdżał sowiecki czołg. Razem z chorymi zginęła ich opiekunka i dwóch pielęgniarzy.

W Ochojcu wymordowana została zamożna rodzina właściciela tartaku, u której były zatrudnione Rosjanki jako pracownice przymusowe. Prawdopodobnie stały się one informatorkami żołnierzy. Wszystko wskazuje na to, że i one zginęły, gdyż potraktowano je jako zdrajczynie pomagające Niemcom. Jedną zastrzelił żołnierz na oczach ludzi. Według relacji mieszkańców Ochojca pozostałe Rosjanki pracujące w tartaku zostały też rozstrzelane przez sowieckich żołnierzy w lesie.

W lesie pod Zwonowicami Sowieci wymordowali cywilów uciekających przed nimi z rejonu Gliwic.

Do mordów doszło także w Stodołach. Niemcy urządzili tam 27 stycznia 1945 r. zasadzkę, w której zginęło sześciu żołnierzy sowieckich. Sowieci oskarżyli o tę zbrodnię mieszkańców. W odwecie zamęczyli pięciu gospodarzy. Później zdarzały się tam jeszcze pojedyncze mordy.

Latem 1946 r. byłem razem z kuzynem, przyszłym księdzem śp. Tadeuszem w klasztorze w Mikołowie, gdzie odbyło się spotkanie związane z zakładaniem Sodalicji Mariańskiej Młodzieńców. Pokazywano nam tam grób siostry zakonnej zamordowanej przez Sowietów chcących ją zgwałcić.

Naszą szeroką rodzinę dotknęło również nieszczęście. Wiedzieliśmy już o śmierci w Oświęcimiu stryja Józefa, którego nazywaliśmy Zeflikiem, kuzyna Sylwestra z Gotartowic i kuzyna z Krasów, którego imienia nie pamiętam. Obaj również zginęli w Oświęcimiu. Dopiero później dotarła wiadomość o zgonie w niewyjaśnionych okolicznościach stryja Franciszka (Francik) i kuzyna Wilhelma Marcisza, którego ostatni raz widziano w styczniu 1945 r. w czasie przemarszu więźniów Oświęcimia, zakutego w kajdany. Zamordowano go prawdopodobnie w drodze20. Wiedzieliśmy także o śmierci jego braci Józefa i Alojzego Marciszów, którzy zginęli w mundurach Wehrmachtu pod Stalingradem.

21 czerwca 1945 roku zginął także nieszczęśliwie mój starszy 38-letni kuzyn Józef Kula, który mieszkał w Gotartowicach przy ul. Żorskiej. Z zawodu był elektrykiem i naprawiał trakcję elektryczną zerwaną w czasie działań wojennych. W pobliżu były zmagazynowane miny usunięte z pól przez sowieckich saperów. Ktoś nieopatrznie włączył prąd i drut upadł na stos min. Nastąpił wybuch, w wyniku którego kuzyn zginął.

 Nagrobek z nazwiskiem Józefa Kuli na cmentarzu w Boguszowicach


Nagrobek z nazwiskiem Józefa Kuli na cmentarzu w Boguszowicach

Kilka dni później (30 czerwca) zginął ojciec Józefa, mój stryj, 63 letni Wincenty Kula, który mieszkał w Gotartowickiej Hucie. Pojechał on do pobliskiej piaskowni po piasek potrzebny do remontu domu, który ucierpiał w czasie działań wojennych. Natrafił tam na minę, od której wybuchu zginął. By dopełnić wiadomość o smutku w tej rodzinie, muszę jeszcze dopisać, że kilkanaście dni wcześniej, (11 czerwca) zmarła Zofia, druga żona stryja Wincentego.

Nagrobek z nazwiskami Wincentego i Zofii Kulów na cmentarzu w Boguszowicach

Nagrobek z nazwiskami Wincentego i Zofii Kulów na cmentarzu w Boguszowicach

Życie toczyło się jednak własnym torem, chociaż w Boguszowicach nie było spokoju, gdyż „Michel” i związani z nim partyzanci przeszli znów do podziemia i zwalczali nową władzę.

 

Pragnieniem moich rodziców i moim było dalsze kształcenie się. Dołączył do mnie nieżyjący już Alfred Mura, z którym się zaprzyjaźniłem i pomagałem mu później w nauce. Przygotowywał nas krótko do egzaminu nauczyciel Dominik Michalski, którego w czasie wojny przygarnął proboszcz Tobola i zatrudnił jako organistę. Lekcje odbywały się w domu mojego wujka Pawła Konska, do którego p. Michalski przychodził pograć na fisharmonii.

Na przełomie kwietnia-maja poszliśmy z Alfredem do Rybnika, by zapisać się do szkoły. Widzieliśmy zniszczenia w mieście. Przed Rybnikiem niedaleko toru kolejowego stały dwa wypalone sowieckie czołgi. W samym mieście musieliśmy się przemykać, by nie natknąć się na żołnierzy sowieckich, którzy wyłapywali ludzi do różnych prac porządkowych. Udało nam się bez przeszkód dotrzeć do punktu zapisu, który znajdował się przy dzisiejszej ul. Miejskiej naprzeciw kina. Zapisy przyjmowali prof. prof. Libura i Jochemczyk, obaj w mundurach oficerskich. W maju odbył się egzamin wstępny. Alfred został przyjęty do klasy pierwszej, ja do klasy drugiej. Nauka rozpoczęła się 7 czerwca 1945 r.21 Do szkoły udawaliśmy się piechotą przez tzw. „Krzyżówki”. Droga nie była dla nas uciążliwa. Razem z nami chodziły Bronisława Bulandówna (zam. Juraszczyk) i śp. Marta Przeliorzówna (zam. Król), które później przeniosły się do szkoły handlowej, oraz nieżyjący już Alfred Musiolik, który uczęszczał do gimnazjum przemysłowego. Musiał on jednak przerwać naukę, bo nie pozwalała mu na nią sytuacja materialna rodziny. Musiał zarabiać na jej utrzymanie.

Liceum Powstańców Śl. w Rybniku

Liceum Powstańców Śl. w Rybniku

 

Nauka odbywała się w trudnych warunkach. Uczniów było dużo. W klasie I uczono w 9 oddziałach (a-i), w klasie 2 w 8 (a-h). Nie było ławek ani stolików. W szkole przebywali Ukraińcy, którzy wracali z robót przymusowych. W oknach wybijali szyby i wypuszczali na zewnątrz rury kuchenek węglowych lub piecyków. Palili meble, czasem zrywali klepki podłogowe. Siedzieliśmy na deskach. Brakowało podręczników i pomocy naukowych. Był jednak zapał do nauki.

Życie zaczęło się powoli normalizować, chociaż nie bez przeszkód. Świadczy o tym wstrząsający zapis w Księdze pogrzebów parafii NSPJ w Boguszowicach, z którego możemy się m.in. dowiedzieć, że 15.4.1945, godz. 9.30. zginęła Łucja Szewczyk z Roja, ur. 25.2.1908 r. w Ciścu, pow. Żywiec. Idąc z kościoła została trafiona strzałem, który padł z przejeżdżającego auta wojskowego. Córka jej również została podstrzelona.

W lipcu 1945 r. przeżyłem i zapamiętałem jako furman jeszcze inne zdarzenie. Otóż, jak wynika z zapisu w Księdze pogrzebów parafii NSPJ w Boguszowicach, 26.3.1945 r. poległ w Wodzisławiu Józef Adamski, ur. 25.2.1926 r. Pochowany został 6 lipca 1945 r. w Boguszowicach. Pochodził on z rodziny Poznaniaków, którzy po I wojnie światowej przybyli do Boguszowic za chlebem. Do rodziców, którzy od 1945 r. zamieszkali na kopalni, dotarła informacja o tym smutnym zdarzeniu. Postanowili go ekshumować i pochować na cmentarzu w Boguszowicach, co nastąpiło pod wyżej wymienioną datą. Pamiętam to zdarzenie, ponieważ przewoziłem szczątki poległego na cmentarz do Boguszowic. Podróż była dla mnie przeżyciem. Ze mną odbywali ją dwaj starsi mężczyźni: Kuśka i Copik. W godzinach popołudniowych pojechaliśmy do stolarni p. Dudka w Jankowicach, skąd zabraliśmy przygotowaną trumnę. Potem udaliśmy się przez Świerklany i Marklowice do Wodzisławia. Odkryty już grób znajdował się na skraju miasta w pobliżu dworca kolejowego. Stał przy nim mężczyzna. Zwłoki zostały wyciągnięte z grobu i włożone do trumny, którą zabito gwoździami. Konwojenci byli „przygotowani” do transportu. Każdy z nich zaopatrzył się wcześniej w lizol i litrową butelkę wódki. (Wtedy można było najłatwiej nabyć wódkę, która nazywała się „Perła”, w litrowych butelkach. Prawdopodobnie takie butelki ocalały w magazynach gorzelni). Wóz, na którym wiozłem trumnę, to tak zwany „rafiok”, którego koła nie łagodziły wstrząsów. Wtedy jeszcze nie używano „balonioków”, których koła z oponami umożliwiały łagodniejszą jazdę. Szosa była rozjechana przez czołgi i inne pojazdy wojskowe, gdyż tędy przebiegała sowiecka ofensywa. Wozem trzęsło niesamowicie, co miało swoje skutki. Wtedy obaj konwojenci lali lizol na trumnę i zaczęli też opróżniać swoje butelki. W Świerklanach już śpiewali, początkowo cicho, potem coraz głośniej. Przy konsumie na kopalni czekali żałobnicy, którzy dołączyli do wozu z trumną. Orszak pogrzebowy udał się do Boguszowic a po krótkich ceremoniach żałobnych na cmentarz.

 

Mieczysław Kula

 

W opracowaniu wykorzystałem:

1. Georg Gunter, Letzter Lorbeer, Geschichte der Kämpfe in Oberschlesien von Januar bis Mai 1945, Darmstadt 1976,

2. Chronik von Rybnik O/S, herausgegeben von der Bundesheimatgruppe Rybnik mit Unterstützung der Patenstadt Dorsten, Dorsten, po 1972.

3. Paweł Dubiel, Wyzwolenie Śląska w 1945 roku, Katowice 1969.

4. Józef Kolarczyk, Śladami przeszłości ziemi rybnickiej, Racibórz 2004.

5. W odzyskanej szkole. Jednodniówka Państwowego Gimnazjum i Liceum w Rybniku. Rybnik 1946.

6. Agnieszka Rusok, Pstrążna moja wioska ukochana. Pstrążna 2006.

c.d.n.


19 Agnieszka Rusok, Pstrążna moja wioska ukochana. Pstrążna 2006, s. 104.

20 „W odzyskanej szkole.” Jednodniówka Państwowego Gimnazjum i Liceum w Rybniku. Rybnik 1946.

21 „W odzyskanej szkole”, Jednodniówka, Rybnik czerwiec 1946, s. 1.

Kopiowanie całości lub fragmentów opracowania jest możliwe tylko za zgodą autora. Cytowanie treści opracowania wymaga podania źródła informacji.