Rybnik, ocalić od zapomnienia
Start arrow Ocalić od zapomnienia... arrow Kalendarium arrow Krótka Historia Śląska cz.6 07.02.2012.
Menu główne
Start
Tytułem wstępu...
Ocalić od zapomnienia...
Historia obrony Rybnika 1939
Stare mapy i przebieg granicy z Niemcami
Nasze wyprawy
Przegląd prasy
Literatura
Galeria
Media
Linki
Szukaj
Forum
Napisz do nas
 
Popularne

Krótka Historia Śląska cz.6
Wpisał: Tomasz Kaczyński   
28.09.2009.

Krótka Historia Śląska cz. 6
Pod znakiem swastyki (1933 - 1945)

Zdobycie władzy przez narodowych socjalistów dokonało się na Śląsku chyba nie inaczej niż w innych częściach Rzeszy. Flagi ze swastyką, które nieśli oni 30 stycznia 1933 na ulicach, zostały niewiele tygodni później wywieszone na budynkach publicznych. Jak wszędzie podniósł tu i tam burmistrz czy landrat nieznaczny protest. Wybory do Reichstagu z 5 marca pokazały przecież, że prawie pół Śląska (49, 4 %) uwierzyło obietnicom Hitlera (w Legnicy głosowało na niego nawet 54, 0, we Wrocławiu 50, 2 a w Opolu "jedynie" 43, 2 % wyborców).

Juz wkrótce po otrzymaniu pełnomocnictwa wyborców, rozpoczęto bezwzględne prześladowania sił opozycyjnych, przy czym szczególnie niesławnie wyróżnił się pochodzący z Monachium SA - Fiihrer Edmund Heines, zastępca Ernsfa Róhm'a. Jako świeżo mianowany prezydent policji we Wrocławiu, urządził on w podmiejskim Tarnogaju pierwszy Śląski obóz koncentracyjny, do którego przewieziono m. in. Paul'a Lóbe i Hermann'a Ludemann'a. Niemało przeciwników narodowego socjalizmu, jak na przykład polityk Otto Buchwitz, krytyk teatralny Alfred Kerr i pisarz Max Tau, zdołało uniknąć aresztowania tylko dzięki temu, że w odpowiednim czasie wyjechali za granicę. Inni, jak później zwolniony Paul Lobe, wybrali "emigrację wewnętrzną" , jeszcze inni popełnili z rozpaczy samobójstwo. Wielu jednak, aby zachować swoją pozycję, dostosowało się do nowego rządu. To wyniszczenie, szczególnie w przypadku żydowskich polityków, artystów i naukowców Śląskich, wymaga jeszcze zbadania. Brutalność nowych władców w postępowaniu z przeciwnikami politycznymi wyszła także na światło dzienne w czasie tzw. puczu Róhm'a (1934), który został na Śląsku szczególnie krwawo "stłumiony" przez SS - Fuhrer'a Udo von Woyrsch'a, zaufanego Heinrich'a Himmler'a. Więcej niż jedna czwartą wszystkich ofiar zamordowanych w Rzeszy stanowili Ślązacy lub osoby, które poprzez pozycję polityczną lub zawodową związane były ze Śląskiem, np. SA - Fiihrer Edmund Heines i przywódca Freikorpsu z r. 1921 Peter von Heydebreck, którego imieniem krótko przedtem nazwano węzłowy punkt kolejowy Kędzierzyn. Kilka miesięcy po tym "puczu" popadł w niełaskę u Hitlera nawet gauleiter Bruckner, który jako nadprezydent Dolnego Śląska zarządzał także prowincją Górnośląską - po zwolnieniu Hansa Lukaschka w maju 1933 r. Także on został, jak Ernst Rohm i inni przywódcy SA, posądzony o homoseksualizm. Przyczyn jego upadku można by jednak równie dobrze szukać w intrygach jego zagorzałego przeciwnika Udo von Woyrsch'a, który jako najwyższy dowódca SS na Śląsku mógł panować w sposób prawie nieograniczony. Jeśli Helmuth Bruckner był z zawodu redaktorem, który nie ukończył swoich studiów na uniwersytecie wrocławskim, to jego następca, pochodzący z Lotaryngii Josef Wagner był nauczycielem szkół ludowych. W latach 1928 - 1930 był on jednym z pierwszych dwunastu posłów do Reichstagu z ramienia NSDAP i kierował od r. 1928 okręgiem westfalskim. Także Wagner zarządzał dwoma Śląskimi prowincjami w unii personalnej, aż zostały one 1 kwietnia 1938 - zgodnie z ideą jednolitego państwa centralistycznego - połączone w jedną prowincję. Po włączeniu niemieckich terenów w Sudetach do Rzeszy w październiku 1938 r. nie tylko rząd wrocławski miał nadzieję, że oddzielony od r. 1741 zachodni Śląsk Austriacki zostanie zjednoczony z wielką prowincją. Jednakże tylko Ziemia Hulczycka. Utracona na podstawie postanowień układu wersalskiego, wróciła do powiatu raciborskiego. Całe Sudety stały się okręgiem Rzeszy. Dalsze powiększenie obszaru miało miejsce w 1938 roku w północnej części prowincji, kiedy po rozwiązaniu Marchii Granicznej Poznań - Prusy Zachodnie, do rejencji legnickiej włączony został powiat Wschowa i południowa część powiatu Babimost. Według spisu ludności z maja 1939 roku Śląsk liczył 4, 8 miliona mieszkańców. Bez wątpienia prowincja przeżyła za rządów zdolnego i w szerokich kręgach ludności – w przeciwieństwie do przeciwników i następców - cenionego gauleitera Josefa Wagnera znaczny wzrost zwłaszcza gospodarczy. Duża liczba projektów stała oczywiście pod znakiem zbrojeń, co chyba tylko przez nielicznych zostało zauważone. Akurat rozbudowa dróg miała przecież znaczenie strategiczne. Planowaną autostradę a Berlina do górnośląskiego zagłębia przemysłowego zdołano doprowadzić tylko do Brzegu i wykończyć tylko na krótkim odcinku koło Gliwic. Kanał Gliwicki rozbudowano jako ważną drogę żeglugi śródlądowej. Do ogromnego jak na tamte czasy sztucznego zbiornika na Nysie koło Otmuchowa doszedł wkrótce jeszcze jeden - na rzece Mała Panew (Jezioro Turawskie), na wschód od Opola. Powstały nowe gałęzie przemysłu (np. Zakłady chemiczne koło Kędzierzyna) na obrzeżach miast zbudowano wielkie osiedla, lecz także wielkie koszary. Nie tylko dzięki tym przedsięwzięciom obniżyła się bardzo szybko liczba bezrobotnych – już w lecie 1935 roku było ich tylko 150 tyś., w trzy lata później prawie wcale.

W ten sposób Hitler spełnił jedną ze swoich obietnic. Tym niezaprzeczalnym sukcesem ekonomicznym dała się zaślepić niemała część ludności, która nie wiedziała nic o rosnącym zadłużeniu państwa. Wspaniałe święta i przemarsze tak charakterystyczne dla dyktatur, oraz propagandowe wykorzystanie Niemieckiego Święta Związków Śpiewaczych (1937) i Niemieckiego Święta Gimnastycznego (1938), które odbyły się we Wrocławiu, przyczyniły się w poważnym stopniu do rozprzestrzenienia zwodniczego spokoju i nawet zadowolenia – mimo prześladowań opozycyjnych polityków i artystów oraz mimo zapowiadającego się – z pewnością jeszcze przed wydarzeniami “kryształowej nocy” - okresu prześladowań i eksterminacji Żydów. Nie tylko Ślązacy byli zaszokowani napaścią na Polskę 1 września 1939 roku, która przygotowywana była także z terenu ich prowincji. Napaść tę poprzedził rzekomy polski napad na radiostację gliwicką. Przedsięwzięcie to zostało przeprowadzone jednoznacznie przez członków SS przebranych w polskie mundury z zamiarem prowokacji. Już w pierwszych dniach wojny armia niemiecka była w stanie odbić oddzielony decyzją Ligi Narodów wschodni Górny Śląsk, gdzie została ona owacyjnie powitana przez ludność niemiecką. Dla wielu Polaków natomiast rozpoczął się okres cierpień. Dumnie mogli teraz narodowi socjaliści ogłosić, że Hitler spełnił także drugą obietnicę – unieważnienie dyktatu wersalskiego. Aby górnośląskiemu zagłębiu przemysłowemu zapewnić gospodarczo konieczne zaplecze terytorialne, zostały do niego przyłączone – obok dawnego Śląska Austriackiego (Cieszyn, Bielsko) – mimo wątpliwości licznych śląskich instytucji, w tym także wrocławskiego nadprezydium, czysto polskie tereny (w sumie 10500km kwadratowych i około 2, 7 miliona mieszkańców). Ze względu na wielkość prowincji śląskiej, podzielono ją 1 kwietnia 1941 roku ponownie. Nowa prowincja górnośląska składała się teraz z dwóch rejencji – katowickiej i opolskiej. Ta ostatnia nie była identyczna z prowincją górnośląską z lat 1921 - 1032, gdzie zresztą polska mniejszość w wyborach do pruskiego Landtagu (1932) osiągnęła niecałe 2% głosów. Natomiast w stworzonej w 1941 roku prowincji, której wschodnia granica przebiegała 25 km na zachód od Krakowa i niejako przed bramami miasta pielgrzymek – Częstochowy, więcej jak 1/3 ludności stanowili obecnie Polacy. Jeśli ta aneksja z gospodarczego punktu widzenia mogłaby znaleźć zrozumienie, to z historycznego punktu widzenia była ona nie do uzasadnienia a z politycznego – nierealistyczna i absurdalna. Nadprezydentem i gauleiterem został mianowany Fritz Bracht, z zawodu ogrodnik z Lippe - Detmold, któremu (jak większość pochodzących z wnętrza Rzeszy urzędnikom) brakowało jakiejkolwiek zdolności wczucia się w problemy ludności żyjącej na granicy polsko - niemieckiej. Przy tej nominacji okazało się zresztą, jak w przypadku Edmunda Heines, a i Josefa Wagnera, że Śląsk nie posiadał prawie wcale własnych przywódców narodowosocjalistycznych. Do tych nielicznych wyjątków należał Karl Hankę, z zawodu młynarz i nauczyciel szkół zawodowych z dolnośląskiego miasta powiatowego Lubań, który jako bliski współpracownik Josefa Goebbels'a zdołał osiągnąć stanowisko sekretarza stanu w ministerstwie propagandy. Jego także powołał Hitler w 1941r. na stanowisko trzeciego już gauleitera (Dolnego) Śląska, jako następcę Josefa Wagner'a, który popadł w niełaskę - oczywiście z innych powodów niż Helmuth Briickner. Sprowadzony z zachodnich Niemiec Josef Wagner musi zostać oceniony jako chyba najporządniejszy gauleiter, który należał do tych nielicznych bonzów partyjnych, którzy odważyli się przeciwstawiać Hitlerowi. Prawdopodobnie jego sprzeciw w sprawie przyłączenia czysto polskich terenów do Śląska był powodem jego zwolnienia. Josef Wagner został jeszcze w ostatnich dniach wojny - w kwietniu 1945 r. - rozstrzelany w Berlinie przez SS. Czym dłużej trwała wojna, tym bardziej brakowało żywności, tym ostrzejsze stawało się prześladowanie ludzi myślących inaczej, bojowników ruchu oporu oraz - zgodnie z narodowosocjalistyczną ideologią narodów - "jednostek rasowo niskowartościowych" . Niecałe 30 kilometrów od siedziby urzędu Brachta Katowic leży, na administrowanym przez niego obszarze, miasto Oświęcim, gdzie w 1940r. został urządzony jeden z największych obozów koncentracyjnych. Tam znalazły straszną śmierć nie tylko setki tysięcy Żydów, przede wszystkim z Niemiec i Polski (np. pochodząca z Wrocławia filozof Edith Stein), lecz także dziesiątki tysięcy Polaków, który przeciwstawili się germanizacji i okupacji kraju. Prawie równocześnie z obozem koncentracyjnym w Oświęcimiu powstał' na Dolnyrn Śląsku następny - w Rogożnicy w powiecie świdnickim. (Pierwszy śląski obóz koncentracyjny we Wrocławiu - Tarnogaju został rozwiązany już na jesieni 1933 r.) Około 25 kilometrów od Rogożnicy powstała w 1942 r. w posiadłości hrabiego Helmuth'a James'a von Moltke grupa bojowników ruchu oporu tzw. Kreisauer Kreis. która miała na celu likwidację dyktatury narodowo - socjalistycznej i demokratyczną odbudowę Niemiec. "" Hrabia Moltke został już w styczniu 1944 r. aresztowany, podczas gdy większość członków sprzysiężenia spotkał podobny los dopiero po nieudanym zamachu na Hitlera 20 lipca 1944. W oporze przeciwko narodowym socjalistom uczestniczyli Ślązacy wywodzący się z prawie wszystkich grup społecznych i politycznych. Dalszym wiodącym przedstawicielem śląskiej szlachty był - obok już wymienionego hrabiego von Moltke - jego przyjaciel hrabia Peter Yorck von Wartenburg, który szczególnie blisko współpracował ze swoim kuzynem hrabią Claus'em Schenk von Stauffenberg, wykonawcą zamachu na Hitlera. Dawny opolski landrat hrabia Michael von Matuschka należał, jak Hans Lukaschek, do partii Centrum, a dawny wrocławski prezydent policji Fritz Voigt do SPD. (Lukaschek i Voigt byli przewidziani na kierownicze stanowiska na Śląsku, w przypadku gdyby zamach się udał.) Liczni ewangeliccy duchowni współpracowali w "Kościele wyznającym" , między innymi Dietrich Bonhoeffer z Wrocławia zajmował wiodącą pozycję. Katolicki proboszcz katedralny Bernhard Lichtenberg z Oławy modlił się publicznie w Berlinie za prześladowanych Żydów. Z wyjątkiem Hansa Lukaschka wszyscy wymienieni zapłacili życiem za swe wystąpienia w obronie prawa. Niektórzy z nich - jak Josef Wagner - zostali straceni jeszcze w ostatnich dniach wojny. Zamach na Hitlera planował zresztą także jeden ze śląskich oficerów. Pochodzący z Lubina baron Rudolf - Christoph von Gersdorff, narażając życie, chciał go uśmiercić przy pomocy materiału wybuchowego w berlińskiej zbrojowni w czasie święta dla uczczenia bohaterów. Jego zamiarowi przeszkodziła nieprzewidziana reakcja "Fuhrera" . Chociaż wrocławski kardynał Adolf Bertram (pochodzący podobnie jak jego poprzednik Kopp z Dolnej Saksonii i jak ten będący przewodniczącym konferencji biskupów w Fuldzie) musiał wiedzieć o aresztowaniu i cierpieniach licznych odważnych księży, o prześladowaniu sił opozycyjnych, o eksterminacji Żydów i uśmiercaniu "nie zasługujących na życie" chorych, to poprzestał - zapewne mając w pamięci Kulturkampf - na tuzinach pisemnych skarg skierowanych do rządu Rzeszy. W przeciwieństwie do zachodnich i środkowych Niemiec, których miasta od r. 1942 w natężony sposób narażone były na angielsko - amerykańskie naloty bombowe, Śląsk stanowił do końca 1944r. część wschodnioniemieckiego "schronu przeciwlotniczego" , w którym znalazły kwaterę tysiące ofiar bombardowań, uciekinierów oraz urzędy rządu berlińskiego. Wprawdzie amerykańskie bombowce uderzyły w lecie 1944 r. ze środkowych Włoch na Górny Śląsk szczególnie na ważne z workowego punktu widzenia obiekty przemysłowe - wprawdzie spadły w październiku tego samego roku pierwsze rosyjskie bomby na Wrocław, jednak zagrożenie z powietrza miało sporadyczny charakter i było nie do porównania z masowymi nalotami terrorystycznymi na miasta zachodnioniemieckie. Jeśli dotychczas na Śląsku nie miały miejsca żadne bezpośrednie walki, to w styczniu 1945 r. Śląsk stał się pierwszy raz od 1813r. ponownie teatrem działań wojennych. Od dłuższego czasu oczekiwana radziecka ofensywa na łuku Wisły rozpoczęła się 12 stycznia 1945 r. i już po upływie tygodnia oddziały rosyjskie przekroczyły granicę Śląska na wschód od Kluczborka. Utworzony pośpiesznie z tysięcy cywili jesienią 1944 r. "Wal wschodni (Akcja" Barthold ") został przez rosyjskie czołgi bez walki rozbity w puch, ponieważ wycofujące się niemieckie oddziały nie były na razie w stanie utworzyć nowej linii frontu. Rozkazy ewakuacji wydały urzędy partyjne niestety za późno, tak że ludność wielu miejscowości nie zdołała wystarczająco wcześnie uciec. Liczne kolumny wozów chłopskich zostały zmiażdżone przez Armię Czerwoną. Podjudzona przez komisarzy politycznych, a szczególnie przez apele radzieckiego pisarza Ilię Erenburga, soldateska mściła się za cierpienia zadane jej narodowi, plądrowała, grabiła i gwałciła z niewyobrażalnym wręcz okrucieństwem. Dziesiątki tysięcy Ślązaków zginęło już w czasie ucieczki, wielu z nich - w tym także dzieci - zamarzło. Dalsze dziesiątki tysięcy zginęły w połowie lutego 1945 r, w czasie anglo - amerykańskiego nalotu na Drezno, które po brzegi wypełnione było uciekinierami. " Dopiero na Odrze zdołały się uformować pobite niemieckie oddziały do dalszego oporu. Wrocław i Głogów ogłoszono "twierdzami" . Górnośląskie zagłębie przemysłowe - w czasie II wojny światowej jako "rusznikarnia" całkowicie równorzędne z Zagłębiem Ruhry - wpadło w ręce radzieckie prawie bez szkód. Szczególnie ciężkie walki toczono o obie "twierdze" , o przyczółek mostowy w Ścinawie oraz o leżące przy ważnej górskiej linii kolejowej miasto Lubań. W maju 1945 r. front niemiecki przebiegał mniej więcej wzdłuż zboczy górskich na południe od Zgorzelca, Lubania i Strzegomia oraz na zachód od Strzelina, Nysy i Głubczyc do Bohumina. Gauleiter Hanke wymknął się we właściwym czasie z od jedenastu tygodni okrążonej stolicy Śląska, zanim poddała się ona na dwa dni przed ogólną kapitulacja wojsk niemieckich w dniu 8 maja 1945 r. ""

Wypędzenie i rozproszenie (1945 - 1947)

Zaraz po zakończeniu działań wojennych rozpoczął się powrót uciekinierów, którzy udali się przeważnie do Saksonii i w Sudety, gdzie zresztą zostali częściowo także przez Czechów ograbieni. Na Śląsku radziecka administracja wojskowa przekazała wkrótce władzę w ręce nadciągającej polskiej milicji. Jej represje oznaczały, zarówno dla ludności pozostałej w częściowo zniszczonych miejscowościach jak i dla powracającej, okres nowych cierpień. Ta, po zbrodniach SS na okupowanych terenach łatwa do zrozumienia, zemsta skierowana była jednak nie tylko przeciwko członkom organizacji narodowosocjalistycznych, ale wręcz przeciw wszystkim Niemcom i przeciw wszystkiemu co niemieckie. W utrzymywanych w dalszym ciągu lub naprędce przez polską milicję urządzonych obozach koncentracyjnych, np. w Lambinowicach, Mysłowicach i Świętochłowicach, zostały w okrutny sposób zamordowane dziesiątki tysięcy niemieckich Ślązaków. 86 - letni kardynał Bertram, który przebywał w swojej letniej rezydencji na zamku Johannesberg w Javorniku, nie był już w stanie zdobyć się - także w ramach jurysdykcji kościelnej - na żaden protest przeciwko polskim zarządzeniom antyniemieckim. Kardynał zmarł 6 lipca 1945 r. 82 - letni laureat literackiej nagrody Nobla Gerhart Hauptmann, który pozostał w Jagniątkowie i któremu wydalenie zostało na razie oszczędzone, w swoim podeszłym wieku nie zdołał ogłosić jakiegokolwiek apelu. Paul'a Lobe, który na Ziemi Kłodzkiej przeżył zarówno nadejście Rosjan jak i Polaków, z jego protestem do Żukowa w Berlinie w ogóle nie dopuszczono. Ponieważ także w pozostałych częściach pokonanych Niemiec nie podniósł się żaden protest przeciwko niesprawiedliwości, jaka stała się Ślązakom i pozostałym mieszkańcom niemieckich prowincji wschodnich, zostali oni pozostawieni swojemu losowi i musieli, w zastępstwie za środkowe i zachodnie Niemcy, gorzko zapłacić za przegraną wojnę. Chociaż układ poczdamski, który przewidywał "przesiedlenie" niemieckiej ludności spoza samowolnie wyznaczonej i historycznie nie uzasadnionej linii na Odrze i Nysie, zawarty został dopiero 2 sierpnia 1945 r., w niektórych miejscowościach rozpoczęło się jednak to wysiedlanie już w czerwcu. W większości bezplanowo przeprowadzone masowe wysiedlenia - przeważnie pociągami towarowymi a także wozami chłopskimi i pieszo - miały miejsce zimą 1946/47. Oprócz tego dziesiątki tysięcy zdolnych do pracy kobiet i mężczyzn wywieziono do Polski lub do Związku Radzieckiego. Na Dolnym Śląsku pozwolono tysiącom ludzi, którzy musieli pomagać nowym mieszkańcom w odbudowie, pozostać w swojej ojczyźnie tak długo, jak długo byli potrzebni. Na Górnym Śląsku uznano milion mówiących dwoma językami ziomków za "autochtonów" i dlatego nie wydalono ich. (Z nich mogło ok. 100 tys. w r. 1957/58 przesiedlić się do Niemiec.) W następstwie wypędzenia i ucieczki zginął co szósty mieszkaniec niemieckich prowincji wschodnich - na Śląsku stanowiło to ok. 500 tys. osób. " Wprawdzie w myśl układu poczdamskiego ostateczny przebieg polskiej granicy zachodniej miał zostać ustalony w traktacie pokojowym, jednak masowe wysiedlenia Niemców i ponowne zasiedlanie kraju przez Polaków, którzy w większości wydaleni zostali z Galicji, stworzyło nieodwracalne fakty. Wraz z wypędzeniem Niemców i ich rozproszeniem na wszystkie cztery strefy okupacyjne, została w ciągu kilku miesięcy 1945 r. - w całym tego słowa znaczeniu - wymazana przez 700 lat pokojowej rozbudowy powstała niemiecka kraina kulturowa, razem z jej zwyczajami i dialektami - i w ten sposób także jej kilkusetletnia rola pośrednika między Wschodem i Zachodem. Granica wyznaniowa przesunęła się o ok. 150 kilometrów na zachód - tyle wynosi mianowicie odległość między Ząbkowicami Śl. a Zgorzelcem, a granica narodowościowa nawet o dwa razy tyle: ok. 300 kilometrów jest z Bytomia do Zgorzelca. Ponieważ pozostałym na Górnym Śląsku ziomkom zabronione było pod groźba kary używanie języka niemieckiego, dzisiaj na Śląsku tylko kamienie mówią po niemiecku . cdn...

 
« poprzedni artykuł   następny artykuł »


GO TOP!
 
 
Advertisement

© 2012 Rybnik, ocalić od zapomnienia