Wiele lat przed zaangażowaniem się w upamiętnianie losów byłych więźniach hitlerowskich obozów koncentracyjnych, docierały do mnie skromne i wyrywkowe informacje radiowe, o „tyle co ujawnionych” rewelacjach dotyczących ucieczek z KL Auschwitz, czy innych obozów. Informacje takie ujawniano ze znacznym opóźnieniem od tamtego ponurego okresu okupacyjnej przeszłości i owego „wydarzenia”, gdyż większość byłych więźniów przez długi okres od odzyskania wolności, zachowywała milczenie o pobycie w obozie. Unikali tego tematu o tak koszmarnym wycinku swego życia – by zapomnieć, zapomnieć o piekle w jakim przebywali.
Gdy rozmawiałem z niektórymi więźniami, z trudem „otwierali” się na wspomnienia o „tamtych czasach”. Niektórzy z nich omijali jazdę przez stację kolejową Oświęcim, nie mówiąc o wejściu na teren byłego obozu. Inni pojawiali się na terenie byłego obozu Auschwitz dopiero po wielu – wielu latach. Bali się powrotu do miejsca dla nich tak okrutnego. Przez uczonych ten rodzaj psychicznego uzależnienia diagnozowany jest jako „syndrom KL Auschwitz”, polegający na tym, że byli więźniowie psychicznie ciągle byli nadal w obozie. Wielu przeżywało to długie lata, a nawet całe życie. Niektórzy, długo po powrocie do swoich domów – do rodzin, byli prześladowani przez makabryczne sny, a w snach tych przeżywali nadal bicie, kopniaki funkcyjnych nadzorców (blokowych - kapo), upokorzenia, obronę przed gryzącymi ich psami itd. Tam jednak w obliczu zagrożenia śmiercią, niemal każdy pragnął za wszelką cenę wydostać się z tego piekła, więc wielu próbowało ucieczki, i o tych to ucieczkach przypominam, by uświadomić czytającemu niniejsze wywód – jakie podejmowali ryzyko uciekinierzy, z jakimi problemami fizycznymi i rozterkami psychicznymi musieli się uporać. Urodzony 11. 07. 1924 r. w Chwałowicach. Harcerz, członek IX Drużyny ZHP mi, Tadeusza Kościuszki w Chwałowicach. Z nastaniem okupacji działał w ruchu oporu w szeregach ZWZ/AK oraz w Szarych Szeregach. Aresztowany 25. 06. 1943 r. przez gestapo i osadzony w KL Auschwitz, skąd udało mu się zbiec. Działał następnie w oddziale partyzanckim AK. Zginął w czasie akcji partyzanckiej 12. 12. 1944 r., w Chwałowicach. W nocy z 25 na 26 czerwca, gestapo przyjechało aresztować Franciszka Kożdonia, a gdy był już gotowy do wyjścia, gestapowcy zdecydowali się aresztować także pozostałych członków rodziny. Zabrali Franciszkę Kożdoniową (matkę), braci: Pawła, Janka i Jurka. Aresztowanych zawieziono na gestapo do Rybnika, a następnego dnia odtransportowano ich do więzienia śledczego w Mysłowicach. Po zakończeniu przesłuchań, a zarazem po około trzech miesiącach przebywania w więzieniu śledczym w Mysłowicach, Pawła Kożdonia (syna) po przesłuchaniach przewieziono do KL Auschwitz, 23. 07. 1943 r. zarejestrowany w obozowej ewidencji jako więzień nr 130970. Najpierw pracował w „Zementkommando” – komando z podobozu w Goleszowie – wieźniowie zatrudnieni przy produkcji cementu. Następnie zatrudniony w „Zimmermannkomando” - komando cieśli. Dowiedziawszy się o zgonie matki, postanowił uciec z obozu, by pomścić śmierć rodziców (ojciec zginął w Ravensbrück. Udało mu się to w czasie alarmu lotniczego 29. 08. 1944 r., gdyż przebywał wówczas w Auschwitz III – Buna (Buna – potoczna nazwa fabryki chemicznej Buna - Werke w Dworach k/Oswięcimia). Ucieczkę zorganizował samodzielnie, bez liczenia na pomoc z wewnątrz czy zewnątrz. Przygotował sobie schowek pod stosem desek na składowisku drewna, postarał się o drelichowe ubranie robocze z czerwonym pasem na plecach. Pas był na szczęście namalowany farbą łatwo zmywalną - do usunięcia. Do schowka pod deskami wszedł w czasie nalotu i tam usunął farbę z ubrania. Pod deskami przeleżał jedną noc - do następnej nocy. Największy lęk przeżywał wówczas, gdy podczas przeszukiwania terenu za zbiegiem, obok jego schronienia pod deskami przechodzili SS - mani z psami. W drugą noc po ucieczce wyszedł z ukrycia pod osłoną ciemności nocy i przedostał się na tory kolejowe. Udając robotnika torowego kontrolującego szyny - z kluczem do dokręcania nakrętek szyn kolejowych w ręce, przedostał się w okolice Pszczyny. Tam znalazł pomoc u rodziny nauczyciela z Chwałowic - Wojciecha Tomasza. Przebywając u Wojciechów, otrzymał ubranie cywilne od Czesława Kempnego - brata matki. W ubraniu tym przedostał się do Pielgrzymowic (w powiecie Pszczyńskim). Tam ukrywał się przez kilka tygodni u krewnych ojca, u krewnych matki i znajomych w Pruchnej oraz Bziu Zameckim. Oswoiwszy się z wolnością, udało się Pawłowi nawiązać kontakt z kompanią konspiracyjnej organizacji ZWZ/AK działającej w powiecie rybnickim, której dowódcą był Antoni Sztajer. Grupa ta przeprowadzała w owym czasie akcje sabotażowe, zdobywanie kartek żywnościowych, broni itp. Gdy któregoś razu Sztajer otrzymał informację, że u hitlerowca Szewczyka, mieszkającego w Chwałowicach - na osiedlu Brzeziny, znajduje się broń, grupa partyzantów otrzymała polecenie zdobycia tej broni. W akcji brał udział także Paweł. Poszedł pierwszy - celem przeprowadzenia rozeznania. Trafił jednak fatalnie, gdyż u Szewczyka przebywało akurat pięciu silnie uzbrojonych szupoków. Paweł posiadał tylko dwa pistolety. Gdy go zauważono, wywiązała się strzelanina, w wyniku której serią z automatu został ranny w nogę. Strzelał do ostatniego naboju, przy czym ostatni nabój zostawił dla siebie. Zapowiadał zresztą przed każdą akcją zbrojną, że nigdy nie pozwoli się ująć hitlerowcom żywym. W czasie walki zginął także jeden Niemiec, a drugi został postrzelony w kolano. Paweł Kożdoń zginął śmiercią bohaterską, osłaniając 12. 12. 1944 r. odwrót swojego oddziału. W dniu pogrzebu Pawła, którego zwłoki zakopano pod płotem miejscowego cmentarza, Hitlerjugend (HJ – niemiecka organizacja młodzieżowa NSDAP w latach 1926 - 1945 r.) urządziło demonstrację siły w Chwałowicach, a kulminacyjnym punktem demonstracji było spalenie i rozbicie pancerfaustem (Panzerfaust – typ ręcznej broni przeciwpancernej) domu Tkoczów, w którym i Kożdoniowie mieszkali do czasu aresztowania tj. do 1943 r. Po kilku miesiącach - w wyzwolonej już Polsce, mieszkańcy Chwałowic urządzili Pawłowi Kożdoniowi uroczysty pogrzeb. W harcerskim namiocie ze strażą powstańców i harcerzy, wystawiono trumnę z jego zwłokami – zanim pochowano go na honorowym miejscu cmentarza w Chwałowicach. |