|
Dotarliśmy do kopii raportu sporządzonego przez porucznika Gozdka - dowódcy 1 plutonu 1 kompani strzeleckiej 75 pułku piechoty - broniącego Rybnika we wrześniu 1939 roku. Porucznik Gozdek był podwładnym kapitana Kotucza. Oryginał raportu znajduję się w Instytucie Polskim i Muzeum im. gen. Sikorskiego w Londynie. Numery w nawiasach to numery stron oryginalnego raportu, który można zobaczyć w naszej galerii. Zapraszam do czytania.
Gozdek Bolesław ppor. sł. st. - piechota Mp, dn. 28 XI 1945 r. 1 IX 1939 r. I/75 p. p – d - ca plut. strzeleckiego Żadnych notatek nie posiadam. Dziennik działań okresu kampanii wrześniowej ma d - ca 23. DP ppłk dypl. Powierza. Posiadanie pamiętnika w niewoli było niewskazane ze względu na sposób postępowania Niemców w stosunku do oficerów za ich działania bojowe tego okresu. Ponieważ 23. DP była dywizją osłonową, a w skład jej wchodził 75. pp, batalion I/75 pp został zmobilizowany w nocy z 24/25 VIII 39 r. w Rybniku, a więc w miejscu zakwaterowania pokojowego. Mobilizacja odbyła się spokojnie, żołnierz otrzymał wyposażenie jakie mu przysługiwało w myśl planów mobilizacyjnych. Jako sierż. pchor. dnia 1 VIII 39 r. na ostatnią praktykę przed promocją byłem przydzielony do komp. 3. - ciej por. Nogi, która w ramach batalionu (w myśl uprzednio wydanych rozkazów) była kompanią odwodową. Po dwóch jednak tygodniach d - ca batalionu mjr Mażewski Władysław przydzielił mnie do I - go plut. 1. - szej kompanii (d - ca kpt. Kotucz), która była pierwszej linii obrony. Kompania 1. - sza po zmobilizowaniu przeniosła się z koszar do miejscowej Szkoły Powszechnej, a mój pluton zakwaterował się w rejonie stanowisk bojowych. Zaznaczyć muszę, że przez cały sierpień placówki i czujki zajmowały stanowiska każdej nocy, a batalion, który był detaszowanym, stale był w pogotowiu do wsparcia straży granicznej, ze względu na powtarzające się napady ze strony Niemców na placówki tychże. Jako d - ca I - go plutonu strzeleckiego z przydzielonym plutonem ckm, drużyną granatników, działkiem ppanc i patrolem łączności z aparatem telefonicznym miałem za zadanie zamknąć szosę z Gliwic na Rybnik. Prawym moim sąsiadem był II - gi plut. 1. - szej komp. w odległości 800 m, który zamykał szosę Chwałęcice –Rybnik, lewym sąsiadem w odległości 500 m był oddział Obrony Narodowej. Znajdowałem się na lewym skrzydle batalionu. Batalion organizował więc obronę w oparciu o miejscowość. Stanowiska strzeleckie były wykonane w murach budynków, a rozłożone półkolem wokół Rybnika od strony zachodniej i płn. zach. (II - gi pluton ze względu na teren miał stanowiska w rowach strzeleckich). Na przedpolu były wykonane pewne umocnienia w formie schronu na ckm (tuż przy każdej szosie), oraz sam przeprowadziłem na swoim odcinku zaminowanie, zalew, zabarykadowania szosy, rowy przeciwpancerne, a w lesie na każdej drodze zawały leśne. Obronę organizowałem wspólnie z d - cą kompanii i d - cą baonu. Pluton rozmieściłem w ten sposób, że dwie drużyny + granatniki + działko ppanc. + 2 ckm (1 w schronie) rozmieszczone były w rejonie domów (przedmieście Rybnika – „Marokko”) po obydwu stronach szosy, natomiast jedną drużynę + 1 ckm z moim zastępcą (pchor. Sznajder) umieściłem w grupie domów między mną a plutonem II/1. komp. w odległości 400 m. Przed linią obrony jest przesłona straży granicznej i własne placówki na kierunkach spodziewanego uderzenia npla, a więc wzdłuż szos. W dniu 31 VIII wydał mi rozkaz, ale tylko do mojej wiadomości, że następna linia oporu będzie 10 km z tyłu. Dotychczas wszystkie rozkazy d - cy baonu i kompanii były wydawane w duchu pozostania za wszelką cenę na miejscu i tak też był nastawiony każdy żołnierz. Mapy otrzymałem m. Rybnik i Gliwice (strona niemiecka). Dzień 1IX zastał mnie na punkcie obserwacyjnym (strych budynku) z wszystkimi służbami na stanowiskach, pluton w odległości 200 m (od pktu obserw.) od stanowisk spał w budynku –odległość od granicy 4 km. Wszystkie stanowiska łącznie z zapasowymi przygotowane i wyznaczona obsada. O godz. 5. 45 dnia 1 IX 39 r. słyszę strzały z broni maszynowej i równoczesny ogień artylerii npla na granicy. Natychmiast alarmuję pozostałą część plutonu, krótkie słowa zachęty i pluton zajmuje stanowiska. Równocześnie kuchnia polowa wydaje śniadanie i wiezie do wysuniętych placówek (wraca już pod ogniem npla). Po upływie 30’ zatrzymuję na szosie strażnika boso i bez karabina, który melduje mi o posuwaniu się broni zmotoryzowanej npla. Uprzednio już dowiedziałem się o tym telefonicznie od d - cy komp. W czasie odbierania meldunku od strażnika widzę i słyszę ogień z lasu na kierunku II - go plutonu, oraz wyjeżdżające ciężarowe samochody z piechotą. (odległość 1000 m), przesuwam wobec tego swoje działko ppanc na stanowisko zapasowe, które znajdowało się na kierunku samochodów npla i daję rozkaz otwarcia ognia, równocześnie z plutonem II - gim. W międzyczasie wyjeżdżają czołgi z tego kierunku i drogą polną i polem na kierunku mojej pierwszej drużyny. Gęsty ogień km npla (pociski zapalające) i jego dział szturmowych położony jest na mój pluton. Ogień dział niszczy mi 1 rkm i obserwatora, silny ogień art. npla na schron. Działko ppanc ogniem bocznym zestrzeliwuje 2 czołgi npla, zacina się, osobiście próbuję uruchomić, nie daje się, a więc odsyłam do tyłu. Czołgi przewalają się do miasta, a więc na moje tyły, łączność telefoniczna przerwana. Walcząc czekam na rozkazy, wysyłam dwóch gońców do d - cy baonu, małe prawdopodobieństwo dojścia, gdyż falą czołgów (około 80) jestem odcięty od reszty baonu, widzę, że moja pierwsza drużyna przez którą jadą czołgi zniknęła (d - ca pchor. Sznajder, jak się dowiedziałem w następnym dniu – poległ). O godz. 8. 00 sytuacja jest taka, że czołgi przejechały na moje tyły, pozostawiając 2 z boku, 2 od czoła i 1 z tyłu, który strzela w tylne wejście do schronu - czołgi stoją w miejscu w odległości 400 m od moich stanowisk, nie próbują wjeżdżać do zabudowań. Wywiązuje się walka między patrolami npla, które zmuszone ogniem na wysokości czołgów zapadają. Żołnierz opanował nerwy bije się pierwszorzędnie. Załamał się tylko nerwowo d - ca plut. ckm. Na skutek pocisków zapalających większość budynków pali się. Tak walka trwa do godz. 9. 30, kiedy przychodzi goniec od d - cy baonu z rozkazem wycofania się. Sytuacja bardzo trudna, bo w wokoło mam npla, co prawda z tyłu oddziały zmotoryzowane, tylko z przodu piechota, ale po wyjściu z budynków znajduję się w krzyżowym ogniu 5 - ciu czołgów. Najgroźniejszy jest ten, który strzela z tyłu do schronu. W czasie jednak ściągania plutonu ogień mój lekko osłabł i obsługa tego czołgu wyszła próbując coś naprawić, wykorzystuję ten moment i ostrzeliwuję ją z granatników i broni maszynowej ręcznej, a następnie całym plutonem przebiegam pustą przestrzeń do miasta (około 150 m) i dalej bocznymi uliczkami przez miasto w kierunku wschodnim. Daleko na moich tyłach (kierunek Żory) widzę kolumnę npla. Łączności z baonem nie mam, gdyż między mną a przypuszczalnym ruchem baonu jest kolumna npla, drogi odwrotu nie znam, mapa kończy mi się na Żorach, żołnierze zmęczeni walką. Wykorzystując laski posuwam się w kierunku na Żory. W odległości 10 km od Żor słyszę w tym rejonie walkę, zdwajam wysiłek marszowy, część jednak żołnierzy słabszych fizycznie muszę zostawić - nie mają sił. Ostatnim wysiłkiem żołnierza przychodzę do Żor gdy kończy się walka, przechodzę pod ogniem (w walce) na płn. stronę szosy, po której to ciągnęły się lasy i był przewidywany ruch batalionu. Zachodzi słonce. Mapy nie mam (skończyła się), terenu nie znam. Wykorzystuję żołnierzy - Ślązaków i decyduję się iść na Stary Bieruń. Wycofanie ckm ze stanowisk w Rybniku było niemożliwe – zostały. W wyścigu z motorem doprowadziłem za Żory 50 % swego plutonu. Maszerowałem całą noc, z krótkimi tylko odpoczynkami i lasami. O godz.10.00 rano dnia 2 IX 39 r. złapałem pluton ppanc baonu (który szedł w straży tylnej) przed samym Bieruniem. Batalion mijał Bieruń ze względu na powysadzane mosty na kanałach od strony zachodniej. Żołnierze dołączyli do plutonu ppanc. Od d - cy plutonu dowiaduję się, ze cała moja 1. kompania oraz d - ca kpt. Kotucz zniknęła w pierwszym dniu walki (kpt. Kotucz został wzięty do niewoli i rozstrzelany w Gliwicach – wiadomość od żołnierzy w niewoli, którzy byli tego świadkami i żony kpt. Kotucza). Wspólnie z dcą plut. ppanc chcemy osobiście rozpoznać jeden z mostów na kanale Na moście spotykam mjr dypl. (nazwiska nie pamiętam), który wydaje mi rozkaz tyczący udania się z nim i nie nie pomagają moje tłumaczenia. Okazuje się, że rejon ten obsadza Obrona Narodowa, a obsada fabryki („Lignoza”) dynamitu wycofała się Bez rozkazu. W mojej obecności zostaje zaaresztowany dowódca tego oddziału (chorąży), a na jego miejsce mjr dypl. (ze sztabu dywizji) wyznacza mnie, podporządkowujemy się d - cy baonu Obrony narodowej. Zorganizowałem obronę fabryki, bez walki jednak, dnia 3 IX 39 r. na rozkaz d - cy baonu opuściłem fabrykę. Żołnierze Obrony Narodowej mieli słabą dyscyplinę (starsze roczniki) – dużo wysiłku, energii, groźba użycia broni zmuszała ich do posłuszeństwa. Z baonem tym poprzez Tenczynek Krzeszowice bez większych walk maszerowałem na Kraków. Pod samym Krakowem spotkałem własny batalion i zameldowałem się d - cy baonu (5 IX). 5 IX była organizowana obrona Krakowa, jednakże 6 IX o świcie wyszedł rozkaz opuszczenia Krakowa bez walk. Baon jako straż tylna pułku posuwał się w kierunku na Pińczów, Pacanów bezdrożami, często rozładowaną bronią, a tylko bagnetem na karabinie, pod ciągłym ogniem art. npla i lotnictwa. Próba przeprawy na drugą stronę Wisły pod Nowym Korczynem nie mogła dojść do skutku, gdyż Niemcy zagrażali od południa. Wobec tego marsz odwrotowy musiał iść na północ. Przeprawa nastąpiła (w walce) pod Baranowem. Po przejściu Wisły pod Baranowem baon zajął na prawym brzegu stanowiska obronne, zabezpieczając w ten sposób przeprawę pozostałych oddziałów. Po 24 godzinach pod silnym ogniem art. npla baon wycofał się w kierunku na Rozwadów, Biłgoraj, Zwierzyniec. W Zwierzyńcu baon zorganizował obronę, po której w walce wręcz przebijał się w kierunku Tomaszów Lubelski. Trudno jest mówić o stanach liczebnych, bo te zmieniały się z każdym dniem, a przypomnienie sobie dokładnych dat jest trudne ze względu na dość odległy czas. Baon organizował się kilkakrotnie i w zależności od sytuacji wyznaczany byłem na d - cę oddziału rozpoznawczego, czy też w obronie na d - cę plut. ckm. Walki opóźniające trwały do Tomaszowa Lubelskiego, gdzie baon doszedł 18. IX 39 r. wieczorem. Dnia 19 IX 39 r. natarcie na Tomaszów L. nie udało się, krwawe straty. Dnia 20 IX 39 r. przyszedł rozkaz od d - cy dywizji kapitulacji. Próbowałem uciekać. Jednakowoż 21. IX 39 r. wpadłem w ręce gęsto krążących patroli niemieckich. Kapitulacja odbyła się w przygnębiających warunkach. Żołnierze jak i d - cy byli u kresu sił. Zrobił on około 600 km w walkach odwrotowych, przy słabym wyprowiantowaniu, pochodzącym tylko z rekwizycji. Dzikiej ewakuacji w większych rozmiarach nie widziałem, a to z tego powodu, że od pierwszego dnia wojny stale byłem jednym z ostatnich oddziałów, w stałej styczności z nplem. Popalone wsie i miasteczka, sprzęt w rowach i wiejąca pustka świadczyły tylko o zdezorganizowanej przez lotnictwo naszej sieci kolejowej, telefonicznej i popłochu wśród ludności cywilnej. Żołnierz słabszy fizycznie odpadł w pierwszych dniach walki, a który z uporem trzymał się swego oddziału i d - cy, wolą szedł do walki, bo brak mu było sił fizycznych (wyczerpanie). Z rozpaczą w oczach obserwował wycofywanie się, rwał się do przodu, nie rozumiejąc sytuacji i przewagi npla. Mimo przewagi lotniczej i broni pancernej, mimo maszerowania lasami i bocznymi drogami, gdy przyszło do walki, dawał wszystko. Otrzaskał się po kilku dniach w bronieniu się na wszystkie strony, czy to przeciw czołgom, czy piechocie. Podoficerowie dowodzili dobrze i z poświeceniem. Załamała ich przewaga npla, załamał się moralnie po kapitulacji, winiąc swoich dowódców za przegraną, ale jestem przekonany, że przy dobrej organizacji i wyszkoleniu, z żołnierzem polskim można iść wszędzie. Uwaga: Brak map z terenu działań oraz trudność przypomnienia sobie niektórych szczegółów w tak krótkim czasie jest powodem zbyt pobieżnego opisu. Na studium tego obszernego tematu w pierwszym rzędzie potrzebne są szczegółowe mapy (1: 100 000), a ponadto opracowanie niektórych momentów z uwzględnieniem psychologii i znajomości całości działań wymaga obszernej pracy i więcej czasu. |