Rybnik, ocalić od zapomnienia
Start arrow Ocalić od zapomnienia... arrow Zapomniane obiekty, ciekawe miejsca, tajemnice... arrow Smolna część 10 18.05.2012.
Menu główne
Start
Tytułem wstępu...
Ocalić od zapomnienia...
Historia obrony Rybnika 1939
Stare mapy i przebieg granicy z Niemcami
Nasze wyprawy
Przegląd prasy
Literatura
Galeria
Media
Linki
Szukaj
Forum
Napisz do nas
 
Popularne

Smolna część 10 Drukuj
Wpisał: Jerzy Klistała   
19.03.2008.

Po wakacjach które kolejny raz spędziłem na wiosce w poznańskim, drugi rok nauki w Technikum rozpoczął się od dokładniejszego poznawania kolegów, z którymi zaledwie oswoiłem się przez to jedno półrocze nauki w pierwszej klasie. Dotyczy to oczywiście tzw. „oswajania” tak z moimi rówieśnikami, jak i nauczycielami. Powtórzę zresztą to, co napisałem w poprzedniej części wspomnień, że poznałem wiele ciekawych i wspaniałych ludzi, którzy bezsprzecznie mieli wpływ na kształtowanie się mojego – i chyba nie tylko mojego charakteru, gdy przypadało fizjologiczne „przechodzenie” z wieku dziecięcego w wiek młodzieńczy. Niezależnie od tego, jak ktoś czytający niniejsze wspomnienia oceni moje wywody, odnoszę wrażenie, że chyba dopiero w tym okresie życia, rozpoczęło się kojarzenie w trwalsze przyjaźnie, tworzenie się tzw. grup czy „paczek koleżeńskich”. Okres dojrzewania, na innych zasadach niż w szkole podstawowej pobudzał chęć nawiązania kontaktu z dziewczynami, zaś z osobistych obserwacji wiem, że jedni koledzy „pobudzenia” te traktowali dosadniej, natomiast inni dosyć wstrzemięźliwie i z rezerwą okazywali tego rodzaju „ciągoty”. Tak czy inaczej, powstały pierwsze pary sympatyzujące ze sobą (chłopaków z dziewczynami), powstawały pierwsze młodzieńcze miłości. Wówczas też „czas” – w sensie upływu dni czy miesięcy, nie stanowił zbyt wielkiej wartości. Chyba dla każdego czasu było zbyt wiele do „użycia” i „przeżycia”, w przeciwieństwie do tego, jak cenną wartość stanowi dla osoby w sile wieku, gdy dziękuje się Bogu za każdy dodatkowo darowany dzień! Wywody powyższe, choć może nudnawe, przytaczam, by uzasadnić jak to od któregoś dnia zacząłem mądrzej i samodzielniej myśleć, co nie znaczy, że poczynania swoje od tego konkretnego dnia uznaję za wyłącznie rozsądne, bez popełnianych błędów!

Ponieważ mam zamiar nieco więcej uwagi poświęcić poszczególnym kolegom – czyniąc coś w rodzaju modnego obecne portalu „Nasza Klasa”, więc obecnie chociaż w zarysie nawiąże do sylwetek naszych wspaniałych nauczycieli. Zapamiętałem niestety tylko kilka nazwisk owych wychowawców: dyrektor Technikum Budowy Maszyn Górniczych - Magnor, Golik, Widzisz, mgr Mura, mgr T. Heimroth, Innocenty Libura, Nardeli, M. Ziewiec, S. Warchoł, Z. Słobudzki, Sianos. Byli także wykładowcy przedmiotów technicznych dochodzący na wykłady jako pracownicy - fachowcy z Rybnickiej Fabryki Maszyn – a zakład ten był opiekunem naszego Technikum.

 

 

Nauczyciel Widzisz – widoczny na zdjęciu wykonanym w kwietniu 1952 r. uczył nas języka polskiego. Prawdopodobnie dzięki Jego zainteresowaniu talentem poetyckim i zdolnościom polonistycznym kolegi Tadeusza K., - Tadeusz po skończoniu nauki w Technikum wybrał się na studia na UJ w Krakowie – zdobywając następnie (w kolejnych latach i etapach swojego życia) wysoką pozycję społeczną. Dyrektor Magnor – osoba o bardzo dobrotliwym sercu, oprócz „zarządcy” T. B. M. G., był także wykładowcą matematyki – a o problemach wynikających z tej okoliczności, wspomniałem w cz. 9 wspomnień. Nauczyciel Golik – z małym wąsikiem pod nosem, kojeny bardzo dobry polonista, widoczny w gronie uczennic i uczniów na poniższej zamieszczonym zdjęciu wykonanym 30. 05. 1953 r.,

 

 

Zdjęcie to, tak bardzo mnie roztkliwiające, wykonane było z okazji wystawienia przez naszą klasę bardzo ambitnej sztuki teatralnej wg Bolesława Prusa Powracająca Fala, a inicjatorem takiego zaakcentowania naszych zdolności aktorskich był opiekun klasy właśnie nauczyciel Golik. (w dalszej części wspomnień – nawiąże do wspomnień o koleżankach i kolegach z tego zdjęcia). Nauczyciel T. Heimroth – od drugiego roku nauki i w latach następnych uczył nas matematyki. Chociaż bardzo nie lubiłem tego przedmiotu z powodów wyjątkowo osobistych (wielkiej awersji do matematyki), to jednak nauczyciel Heimroth był „mistrzem nad mistrze” na swoich wykładach. Był typem flegmatyka, starający się bez emocji i pośpiechu przybliżyć każdemu uczniowi tajniki formułek matematycznych, a to, że niektórzy z nas zrozumieć nie potrafili, było powodowane – tak jak u mnie, niezbyt chętnym przyswajaniem owych formułek. Tak czy inaczej, nie miał w zwyczaju stawiania za otrzymaną odpowiedź zbyt wysokich ocen, a nieraz te 3 z trzema minusami odbierane było przez ucznia z rozbawieniem całej klasy (wówczas „1” była stopniem najlepszym, zaś „4” było stopniem niedostatecznym). Oczywiście rozbawienie powodował komentarz jaki wygłaszał z podziwu godnym humorem nauczyciel! Wiem, że wszystcy darzyliśmy profesora Heimrota i szacunkiem i serdecznością - bardzo pozytywnie. Pozostałych nauczycieli wspominam z równie wielką sympatią, lecz o jednym z Nich czuję się w obowiązku napisać nieco więcej, gdyż był i jest dla mnie wyjątkową osobowością, czego nie doceniałem wówczas, gdy miałem możliwość bycia Jego uczniem. Często odczytuję ów cytat: „Gdy ostatni już z nich odchodzą od nas, niech te kartki przekażą nowym pokoleniom pamięć o nich i o wartościach duchowych, które wypracowali, równie cennych jak materialne skarby tej ziemi”. No właśnie, jak cenną była dla Niego ZIEMIA RYBNICKA – o której tak wspaniale napisał w książce: Z DZIEJÓW DOMOWYCH POWIATU – Gawęda o ziemi rybnickiej. On właśnie był takim skarbem... skarbem tej rybnickiej ziemi!

LIBURA INNOCENTY,

Więzień oflagu Woldenberg.

Urodzony 17. 04. 1901 r. w Michałkowicach. Od 1915 r. członek Polskiej Organizacji Skautowej, a następnie Związku Harcerstwa Polskiego, harcmistrz. Od 1926 r. nauczyciel w Państwowym Gimnazjum i Liceum Męskim w Rybniku. Drużynowy, a następnie opiekun IV Drużyny Harcerzy im. Henryka Sienkiewicza przy Gimnazjum i Liceum w Rybniku. Członek Komendy Hufca ZHP w Rybniku (w okresie międzywojennym i powojennym). Uczestniczył w kampanii wrześniowej 1939 r. jako dowódca kompanii. Dostał się do niemieckiej niewoli, osadzony w oflagu w Woldenbergu gdzie przebywał do zakończenia wojny w 1945 r. Po wyzwoleniu, ponownie wybitny pedagog, działacz Ligi Ochrony Przyrody i PTTK. Zmarł 1. 05. 1993 r. w Rybniku. Gdy pisałem książkę o harcerstwie Bielska i Białej, w mojej świadomości zawsze był On, najwierniejszy symbol harcerskich zachowań. Pisałem wówczas to co zapamiętałem, w oparciu o wzorce jakie przecież z Rybnika się wywodziły poprzez postawy tak wyjątkowych ludzi jak Józef Pukowiec, Alojzy Hałas (chociaż pochodził z Czechowic), Innocenty Libura i nieco młodszy od nich Longin Musiolik. To Oni powodowali że napisałem: Kim byli ci młodzi ludzie gotowi bez wahania stanąć przeciwko najeźcy i oddać dla Polski życie? Czy wyróżniali się czymkolwiek ze swego otoczenia? Przecież w cywilnych ubraniach, czy w harcerskich mundurkach byli jednakowo skromni i prości. A jednak wyróżniało ich serce bijące dla ojczyzny, poczucie odpowiedzialności za jej los oraz odziedziczona po rycerskich przodkach dzielność i odwaga. Wielu z nich zginęło, wielu już odeszło na „wieczną wartę”, ale żyją jeszcze niektórzy uczestnicy i świadkowie czasów wojny, dawni harcerze, a my niejednokrotnie być może przechodzimy obok nich, ocieramy się o nich w tłumie nie zdając sobie sprawy, że oto minęliśmy kogoś wielkiego, godnego naszego szacunku i podziwu, bo ONI nadal są skromni i prości i nic ich w otoczenia nie wyróżnia. Można dziś, oczywiście, wymieniać liczne przykłady heroizmu i poświęcenia tych wspaniałych patriotów z czasów ich młodości, ale wystarczy jedno słowo „harcerz”, i w naszej świadomości powstają właściwe skojarzenia i budzą się liczne refleksje. Czy jednak można się dziwić czemukolwiek, jeżeli młodzi zapaleńcy ochoczo, świadomie i dobrowolnie przyjmowali z bezwzględną aprobatą kodeks zachowań i postępowania ujęty w niewielu wierszach Przyrzeczenia i Prawa Harcerskiego?

Przepraszam, rozczuliłem się, lecz Innocentemu Liburze – mojemu byłemu wychowawcy, nawet po upływie tylu lat od czasu gdy byłem uczniem, mogę przy tej właśnie dzisiejszej okazji wyrazić swoją wdzięczność za to, że uświadomił mi z jakimi wzorcami należy pokonywać trudy życia!

 
« poprzedni artykuł   następny artykuł »



GO TOP!
 
 
Advertisement

© 2012 Rybnik, ocalić od zapomnienia