woytas

Gru 202007
 
Korzystając z dobrej pogody – ( jak się okazało z ostatniego słonecznego dnia) postanowiliśmy odwiedzić inny kawałek byłej granicy polsko-niemieckiej. Naszym celem były Górki Śląskie.
Granica w Górkach Śląskich

Granica w Górkach Śląskich

Przebieg granicy w Górkach był bardzo skomplikowany.
Granica w okolicach torów kolejowych

Granica w okolicach torów kolejowych

Niestety do dnia dzisiejszego nie zachowało się nic co mogło by przypominać historię tego terenu. Słupki stojące na przejeździe kolejowym zostały usunięte najprawdopodobniej podczas modernizacji torowiska. Płoty terenów prywatnych również nie ułatwiają oględzin. Na terenach leśnych, także brak jakichkolwiek śladów starej granicy. Kolorem niebieskim zaznaczyłem słupki, które nie zostały przez Nas odnalezione.
Słupki graniczne

Słupki graniczne

Długi spacer wzdłuż granicznego potoku nie przyniósł żadnych rezultatów. Oprócz fantastycznych widoków.
Strumyk graniczny

Strumyk graniczny

A na wyprawie byli Woytas i Marcoon
 Zamieszczone przez o 01:00
Paź 012007
 

Żory, Wodzisław, Jastrzębie…

Poszukujemy osób z w/w miast gotowych współpracować z Nami przy tworzeniu strony – pragniemy stworzyć działy dotyczące tych miejscowości. Gwarantujemy prawie nieograniczoną przestrzeń dyskową do umieszczania artykułów, pomoc w redagowaniu, fotografowaniu, dostęp do potrzebnych map. Wszelkie opracowania będą publikowane z Nazwiskiem (nickiem) autora. Chętne osoby prosimy o kontakt z którymkolwiek administratorem serwisu. Serdecznie zapraszamy do współpracy!

Wrz 102007
 
Lip 112007
 

Wśród bezmiaru zbrodni hitlerowskich szczególnie tragiczne w swej wymowie są zbrodnie dokonane na dzieciach i młodzieży, które ginęły również w ośrodkach masowej zagłady. Wśród tych ostatnich szczególną rolę odegrał obóz Auschwitz-Birkenau, będący połączeniem obozu koncentracyjnego i ośrodka masowej zagłady.
Trudno ustalić liczbę osadzonych dzieci w obozach. Na podstawie częściowo zachowanych dokumentów  (głownie imiennych list transportowych oraz obliczeń szacunkowych) stwierdzono, że wśród co najmniej 1,3 mln ludzi wywiezionych do oświęcimskiego obozu było około 234 tyś. dzieci i młodzieży. W tej liczbie zawiera się 216 tyś. żydów, ponad 11 tyś. Cyganów, pozostali to Polacy, Białorusini, Ukraińcy, Rosjanie i inni.

Młodociani uczestnicy marszu śmierci pół roku po wojnie.

Młodociani uczestnicy marszu śmierci pół roku po wojnie.

18 stycznia 1945 roku rozpoczęto ewakuację więźniów i więźniarek z KL Auschwitz i jego podobozów. O świcie wyprowadzono kobiety z obozu żeńskiego w Brzezince  wraz z dziewczynkami i młodszymi chłopcami. Po południu opuścili obóz BIId w Brzezince mężczyźni oraz około 100 chłopców żydowskich z powstania warszawskiego.
O 1 w nocy opuścił obóz  macierzysty i Brzezinkę ostatni duży transport więźniów, w którym byli także chłopcy narodowości polskiej.
Rozpoczął się marsz w nieznane, morderczy dla dorosłych więźniów, a cóż dopiero dla kilkunastoletnich dzieci. 14- letni wówczas Lech Szawłowski wspomina: „Szliśmy razem z dorosłymi nieustannie podbiegając, gdyż czoło pochodu posuwało się dość szybko. Cały czas przytupywaliśmy, aby rozgrzać skostniałe stopy. Ja na nogach miałem płócienne kamasze na gumie, zupełnie przemoczone od śniegu. Później w marszu trzymaliśmy się pod ramiona, wiedzieliśmy przecież, czym grozi zostanie w tyle. Jeden z moich starszych kolegów przeżył tragedię, ponieważ jego ojciec już nie miał siły iść dalej. Przez dłuższy czas wlekliśmy go na zmianę. W końcu nie pozwolił prowadzić się dalej i pozostał na drodze. Coraz częściej słychać było na końcu pochodu serie karabinowe. Rano marsz trwał nadal. Do dziś mam w oczach wstrząsający widok leżącego w poprzek szosy ciała kobiety z roztrzaskaną czaszką. Musieliśmy je przeskakiwać, a samochody wojskowe przejeżdżały po nim. Gdy na krótkim postoju otworzyłem puszkę zamarzniętej konserwy i usiłowałem się posilić, już pierwszy kęs utkwił mi w gardle. Nie mogłem nic przełknąć. Podarowałem więc to mięso bardziej głodnym ode mnie kolegom. Później trochę żałowałem tego pochopnego kroku.
Po całodziennym marszu, wieczorem wpędzono nas do wielkiej stodoły, gdzie śmiertelnie zmęczeni zasnęliśmy kamiennym snem. Jeszcze było ciemno, gdy zerwano nas w dalszą drogę. Miałem wielkie kłopoty z wciągnięciem na nogi przemarzniętych kamaszy. Kosztowało mnie to wiele wysiłku”.

Lech Szawłowski

Lech Szawłowski

Leszek Zienc, urodzony w 1931 roku, tak opisał realia marszu więźniów z Oświęcimia do Wodzisławia: „Na trasie widziałem po obu stronach drogi leżące trupy więźniarek, które wymaszerowały z obozu przed naszą kolumną. Dokładnie już dziś nie pamiętam, przez jakie miejscowości oprócz Pszczyny, Żor i Wodzisławia przechodziliśmy, gdzie był nocny postój. Dość często słyszałem pojedyncze strzały karabinowe i widząc leżące trupy więźniów, byłem przekonany, że esesmani rozstrzeliwują tych więźniów, którzy nie nadążają za innymi. Ja sam kilkakrotnie prawie że nie mogłem już iść dalej z wycieńczenia i tylko dzięki kolegom, którzy mnie podtrzymywali, doszedłem aż do Wodzisławia”.

Leszek Zienc

Leszek Zienc

Tadeusz Kułagowski  (rocznik 1929) przekazał takie wspomnienia:
„Minęła długa noc. Szeregi w kolumnie przerzedziły się. Zginęło dużo więźniów  z głodu i wyczerpania. Było coraz gorzej. Więźniowie padali jak muchy. Zbliżała się trzecia noc. Z głównej trasy marszu poprowadzono nas około jednego kilometra do małego miasteczka, na teren majątku. Tam przebywaliśmy całą noc. Naszym marzeniem było coś zjeść i trochę się przespać. Wchodziliśmy, gdzie się dało, byleby trochę odpocząć. Znaleźliśmy też trochę brukwi, która została zjedzona. Był to przysmak. Cały teren majątku był obstawiony przez esesmanów. Z tego powodu oraz braku sił o ucieczce nie było mowy. Nazwy tej miejscowości nie pamiętam, ale tam po przebraniu jedna rodzina wraz ze swoim dzieckiem wywiozła na sankach za bramę naszego kolegę. Serce o mało nie pękło mi z żalu, że on jest już na wolności, a my nie wiemy, co będzie dalej. Przecież chcieliśmy żyć. Co się stało z tym chłopcem dalej, nie wiem. Rano esesmani zrobili zbiórkę pozostałych przy życiu więźniów i wyprowadzili nas w dalszą drogę. Ci, którzy się ukryli w majątku i zostali znalezieni podczas rewizji, zginęli zastrzeleni na miejscu. Do Wodzisławia doszliśmy po południu. Wprowadzili nas na bocznicę, dali po kawałku chleba i załadowali do odkrytych węglarek po 100 osób”.

Więzień Jan Kupiec, który wyszedł z obozu ostatnim męskim transportem razem z chłopcami w wieku od sześciu do dwunastu lat, tak wspomina tę podróż: „W Wodzisławiu załadowano nas do otwartych wagonów, całych z żelaza, co jeszcze potęgowało zimno. Wszystkie dzieci wraz z nami trzema, znalazły się w jednym wagonie. Wyłożyliśmy więc go kocami, jakie mieliśmy ze sobą. Dzieci położyły się na nich, a my okryliśmy je resztą koców, żeby było im trochę cieplej. I tak z różnymi po drodze przygodami z całym transportem, gdzieś około 29 stycznia 1945 roku, dotarliśmy do osławionego Mauthausen w Austrii”.
Podczas przemarszu 63-kilometrową trasą Oświęcim-Pszczyna-Jastrzębie Zdrój-Wodzisław oraz drogą alternatywną wiodącą z Pszczyny przez Żory również do Wodzisławia zginęło co najmniej 450 osób. Wśród nich były również dzieci w bliżej nie znanej liczbie. Np. w Ćwiklicach zastrzelono 13-letniego chłopca i 15-letnią dziewczynkę. O innej tragedii na trasie przypomina Eulalia Kurdej z Warszawy, która w styczniu 1945 roku miała 15 lat: „Tołstoj jedną ze swoich książek zatytułował „Droga przez mękę”. Nasza męka stokroć gorsza. Osłabłe dzieci i więźniarki czyniły wszystko, aby tylko iść naprzód, byle nie zostać w tyle. Z tyłu kolumny szedł esesman, który rozstrzeliwał niezdolnych do marszu. Szła z nami 12-letnia koleżanka Krysia, której nazwiska nie pamiętam. Jej matka umarła w obozie oświęcimskim. Krysia opadała z sił, właściwie nie szła, prowadziłyśmy ją między sobą. Prosiła, abyśmy ją zostawiły. W końcu esesman, idący obok nas, kazał jej zostać. Odczekał chwilę i kiedy się oddaliłyśmy, zastrzelił ją”.

Dziś świadectwem zbrodni dokonywanych na więźniach są liczne zbiorowe mogiły. Jedna z nich znajduje się na cmentarzu św. Krzyża w Pszczynie. W 1965 roku skomasowano trzy istniejące tam wówczas groby oświęcimiaków w jeden. Członkami ekipy przeprowadzających akcję oraz jej świadkami wstrząsnął widok wydobytych szczątków dziewczynki. W pobliżu jej twarzy znajdował się blaszany kubek, który dziecko zaciskało w dłoniach. W tej samej pozycji złożono je do nowego grobu. W Porębie była też siedmioletnia więźniarka Hania Wróblewska z Warszawy, urodzona 20 Października 1938 roku.
Pozbawiono jej wolności wraz z matką i babcią w czasie powstania warszawskiego. Matkę i babcię wysłano do obozu w Majdanku, a Hania wraz z nieletnim bratem, pod opiekę przygodnie poznanej kobiety, znalazła się w Oświęcimiu. Chłopca umieszczono w obozie męskim, dziewczynka trafiła wraz z opiekunką do Brzezinki. Gdy kobieta ta zmarła, Hanią zaopiekowały się współwięźniarki: lekarka dr Irena Białowa oraz Maria Kaczorowska, Janina Komenda i Helena Włodarska, która w swoich wspomnieniach napisała:
„Dziewczynkę trzeba było ukrywać, bo dzieci ulokowano w osobnym bloku. Ale wtedy Niemcy myśleli już o własnej skórze i rygory obozowe trochę zelżały. Zdołałyśmy Haneczkę nie tylko przechować, ale i przewieźć w dwukołowym wózku przez bramę, gdy rozpoczęła się ewakuacja. W Porębie zajęła się dziewczynką Małgosia Gładko. Wykąpała ją, nakarmiła, obiecując zająć się nią do czasu zgłoszenia się kogoś z rodziny. Powiedziała, że jeśli to nie nastąpi, przyjmie dziecko za swoje. Po wojnie dowiedziałam się, że ojciec Haneczki wrócił z oflagu i zabrał ją. Nie wiem tylko, czy chłopiec zdołał się uratować”.

Dla wielu więźniów droga z KL Auschwitz-Birkenau była ostatnią drogą w życiu, ale tysiące wywieziono do innych obozów koncentracyjnych i ich filii. Nieliczni doczekali w nich wyzwolenia przez oddziały radzieckie i aliantów zachodnich. Np. około 60 polskich chłopów wywiezionych do Mauthausen, po oswobodzeniu przez Amerykanów dostała się do obozu polskiego w Ratyzbonie (Regensburg). Jednym z nich był Krzysztof Kolberg, który powodu wyczerpania i choroby trafił do szpitala. Tam zmarł, spoczął na miejscowym cmentarzu. Natomiast gdy mały Leszek Zienc dowiedział się od kolegów, że poszukują go rodzice, od razu zdecydował się wracać do Warszawy i sam wyruszył w drogę. Przyłączywszy się do napotkanego transportu repatriantów, po pięciu dniach przybył do Warszawy, wprost pod wskazany prze radio adres, gdzie oczekiwali go stęsknieni rodzice. Również inni małoletni więźniowie oświęcimscy, pognani na dalekie trasy, w zdecydowanej większości powrócili do kraju i przyłączyli się do podnoszenia go z wojennych ruin.

 

Autor:  Valjean

Cze 222007
 

Podczas mojej ostatniej wizyty w Niemczech, miałem możiwość porozmawiania z pewnym rybniczaninem przebywającym 20 lat poza terenem naszego kraju. Opowiedział mi historię swojej rodziny. Rodzina ta (nazwiska na jego prośbę nie będę wymieniał) była jedną z bogatszych w Rybniku przed wojną.

Posiadała cegielnie, bardzo dużo ziemi uprawnej, podobnie lasu oraz kilkanaście budynków mieszkalnych. Wojna spowodowała, że ojciec mojego rozmówcy trafił na front na Bałkany (oczywiście w mundurze Wehrmachtu)- brał udział w walkach przeciwko partyzantom- wspominał ich bezwzględność oraz pozbawianie życia przy pomocy noży… Kolejny z braci trafił na front wschodni  – co tam porabiał, niestety nie wiadomo. Wg pisma otrzymanego przez rodzinę zginął – tymczasem w roku 1956 z niewoli wrócił sąsiad, który widział go na Kołymie i miał nie wrócić do Rybnika. Pozostał jeszcze 3 brat… Najmłodszy w rodzinie szczęśliwie uniknął poboru do Armii, bardzo czekał na powrót starszych braci… Ale w roku najprawdopodobniej 1943 wydarzyła sie tragedia. I tu potrzebujemy Państwa pomocy bo to co za chwile napiszę jest bardzo tajemnicze i nie do końca dla mnie oraz mojego rozmówcy zrozumiałe. Brat ten wg rodzinnych przekazów został zabity przez jakichś polskich partyzantów za to, że w wojsku niemieckim służą jego bracia. Ale zastanawiające jest także to, że wraz z nim miał zginąć Anglik (?) również rozstrzelany. Miejsce w którym zginęli także jest bardzo intrygujące – zostali zabici (w sumie 5 osób) na skrzyżowaniu ulicy Rudzkiej i Bronisława Czecha (droga w kierunku Zwonowic w Chwałęcicach – taki trójkąt). Zostali pochowani na miejscu… Czy ktokolwiek z Państwa słyszał o tym wydarzeniu? Jeśli tak bardzo prosiłbym o pomoc w ustaleniu co się wtedy wydarzyło – czy była to prowokacja Niemiecka, czy celowe działanie jakiegoś polskiego oddziału partyzanckiego?

Proszę o kontakt na adres: woytas@odkrywca.pl

Cze 022007
 
Następny dzień ciężkiej pracy. I po raz kolejny okazało się, że wśród Nas są ludzie, którzy chcą pomóc. Dziękujemy Saperowi i Whiteowi za farbę, Tomkowi za dłubanie (sobie nie dziękujemy – sami się władowaliśmy w to wszystko 🙂 ). Zapraszamy chętne osoby do pracy w czwartek – godzinę podamy później. Fajnie, że wszystko idzie w dobrym tempie. Odkopaliśmy całą strzelnicę, mamy się gdzie przebierać (posprzątane wnętrze z pajęczyn i 60 letniego kurzu) – teraz tylko pomalujemy od środka – lampa naftowa oświetla schron… Czuć klimacik i truskawki (Adam kupił naftę o zapachu truskawkowym…). Czeka nas teraz odkopanie czoła i musimy coś zrobić z płotem sąsiada. Wiemy co – musimy to zrealizować. Myślę tak – będzie dobrze!
Maj 302007
 
Schron Wawok – potrzebujemy wsparcia!Jak już informowaliśmy, rozpoczęliśmy prace przy naszym schronie znajdującym się na Wawoku. Z dużym opóźnieniem wynikającym z różnych – przeważnie od Nas nie zależnych przyczyn. W międzyczasie dołączyło do grona „Zapomnianych Rybniczan” kilka osób, które w znaczny sposób wspomogły Nas przy pracach. Są to miedzy innymi Tomek i Remik – którym bardzo dziękujemy! Rąk do pracy mamy dość, chęci również. Niestety nasze skromne zasoby finansowe są na wyczerpaniu i dlatego prosimy wszystkie osoby, mogące Nas wspomóc o pomoc. Nie chcemy pieniędzy – potrzebujemy różnych materiałów, które umożliwią dalsze prace. Jeśli ktokolwiek z Państwa dysponuje zbędnymi następującymi rzeczami –  prosimy o kontakt. Potrzebujemy:  drewnianą palisadę – do wygrodzenia wejścia do schronu, żwir lub kamień do utwardzenia dojścia, deski, lepik. Prosimy o kontakt woytas@odkrywca.pl , aw68@neostrada.pl
Maj 142007
 
Agresja Niemiec hitlerowskich na Polskę była przygotowana starannie i wszechstronnie. Szczególne zadania w tych przygotowaniach wyznaczano mniejszości niemieckiej zamieszkałej na polskim Górnym śląsku, spośród której w znacznej mierze udało się utworzyć Piątą Kolumnę. Po niemieckiej stronie Górnego śląska bandy hitlerowskie zostały połączone w tzw. Freikorps Ebbinghaus; bojówki faszystowskie Freikorpsu tworzono i po polskiej stronie. Zadaniem tych oddziałów, działających w Bielsku, Katowicach i Rybniku, było gromadzenie broni, szkolenie członków w zakresie przysposobienia wojskowego, prowadzenie akcji dywersyjnych, a więc odpowiednie przygotowanie terenu do spodziewanego natarcia wojsk hitlerowskich.
Powiat Rybnicki, stanowiąc pograniczną jednostkę administracyjną, narażony był szczególnie na dziłanie bojówek hitlerowskich. W samym Rybniku istniały ośrodki hitleryzmu, a mianowicie przede wszystkim biura Volksbundu, niemieckie gimnazjum oraz powiatowe biura hitlerowców mieszczące się w prywatnym mieszkaniu Marcolla. Sztab bojówek faszystowskich znajdował się w gmachu restauracji „ Pod Zamkiem”. Całokształtem antypolskiej działalności kierował Rudolf Wiesner z Bielska. Bandy niemieckich dywersantów zaczęły systematycznie naruszać polską granicę państwową już w sierpniu 1939 roku. Celem ataków były budynki straży granicznej. Prócz prowokacji granicznych hitlerowcy organizowali wiele akcji dywersyjnych w samym powiecie, w poszczególnych zakładach przemysłowych.
Załoga huty „Silesia” przygotowała się jednak do odparcia ataków. W sierpniu 1939 roku utworzono tu Komendę Obrony Zakładu, której zadaniem było czuwanie nad bezpieczeństwem huty i urządzeń mechanicznych. Zakład pilnowano dniem i nocą przed dywersantami hitlerowskimi, którzy usiłowali doprowadzić do unieruchomienia poszczególnych elementów produkcyjnych.
Obok tych przygotowań czyniono i inne mające na celu eksterminację szczególnie „niebezpiecznych” dla III Rzeszy obywateli polskich. Centralne władze w Berlinie sporządziły specjalną księgę gończą tzw. Sonderfuhndungsbuch Polen. W księdze widnieją nazwiska ponad 1000 osób z samego tylko województwa śląskiego, w tym z powiatu rybnickiego 170 nazwisk. W księdze gończej znalazło się kilka nazwisk pracowników huty „Silesii”. Byli to: Józef Depta, Alfons Kramiec, Wilhelm Skorupa, Wiktor Wolnik i Wiktor Zientek. Po zajęciu tego regionu przez wojska niemieckie osoby figurujące w tej książce miały być aresztowane, a następnie unicestwione w obozach koncentracyjnych. Wszystkie te przygotowania znacznie ułatwiły zadania hitlerowcom, którzy od pierwszych niemal chwil okupacji przystąpili do eksterminacji ludności polskiej na śląsku.
Aby przygotować skuteczną obronę przed nasilającymi się napadami hitlerowskich band dywersyjnych, w powiecie rybnickim utworzono 8 batalionów Ochotniczych Oddziałów Powstańczych liczących około 3000 ludzi. Do oddziałów tych zaciągali się przeważnie powstańcy śląscy. Ochotnicy ci w połowie sierpnia 1939 roku pełnili stałą służbę mającą na celu obronę granicy. Założenia polskiego sztabu generalnego były jednakże zupełnie odmienne. Uważano, że obrona powiatu rybnickiego, wsuniętego w teren III Rzeszy, nie miała żadnego znaczenia z punktu widzenia strategii wojskowej.
Obronę wojskową Górnego śląska powierzono armii „Kraków”. Na terenie powiatu rybnickiego zorganizowano 2 specjalne oddziały wydzielone, których zadanie polegało na opóźnianiu marszu wojsk niemieckich.
Dnia 1 września 1939 roku do ataku ruszyła armia nieprzyjacielska na całym 84-kilometrowym odcinku granicznym ziemi rybnickiej. Bohaterską obronę podjęły oddziały powstańcze, młodzież powstańcza i harcerze. Jak wiadomo armia hitlerowska opanowała Rybnik i cały powiat. Wśród walczących w kampanii wrześniowej znaleźli się i pracownicy huty „Silesia”, między innymi Jan Walewski, Bolesław Konsek, Wincenty Paprotny, Stefan Kulawik.
Wszyscy obrońcy ojczystej ziemi musieli drogo zapłacić za udział w walkach wrześniowych. Niemcy dokonali na śląsku 58 egzekucji, w których zginęło 1500 osób. Liczbę tych ofiar powiększyły tysiące patriotów śląskich, którzy zginęli w więzieniach i obozach zagłady w następnych latach okupacji.
Niemcy dążyli do scalenia i podporządkowania jednolitym władzom całego potencjału produkcyjnego ziemi śląsko-dąbrowskiej. W listopadzie 1939 roku utworzono w Katowicach jedną z filii Głównego Urzędu Powierniczego „Wschód”, którego zadaniem było przejmowanie majątku polskiego oraz przekazywanie go komisarycznym zarządom. Największy koncern górnośląski Wspólnota Interesów Górniczo-Hutniczych, do którego należała od 1937 roku huta „Silesia” w Rybniku, przemianowany na Interessen-Gemeinschaft fur Bergbau und Huttenbetrieb A.G., przejął początkowo Urząd Powierniczy. W marcu 1940 roku dokonano podziału koncernu. W skład nowo utworzonego przedsiębiorstwa, które otrzymało nazwę „Konigs-und Bismarckhutte A.G.” weszły huty żelaza, walcownie, stalownie itp. Spółka ta stanowiła towarzystwo filialne koncernu „Berghutten” z siedzibą w Cieszynie, do którego należały największe huty Zagłębia Ostrawsko-Karwińskiego oraz wiele przedsiębiorstw w Niemczech. Po 2 latach zarządu komisarycznego w 1941 roku również i hutę „Silesia” włączono w skład „Konigs-und Bismarckhutten A.G.” pod nazwą „Werk Silesiahutte-Paruschowitz OS”.

Brama Huty Silesia

Brama Huty Silesia

W hucie „Silesia” zmieniła się obsada personalna wszystkich stanowisk kierowniczych. W skład ścisłej dyrekcji wchodzili wyłącznie Niemcy. Pozostałem stanowiska kierownicze zajmowali na ogół ci Niemcy, którzy już przed wojną pracowali w zakładzie, lub też osoby, które poprzez przyjęcie niemieckiej listy narodowościowej i gorliwie wysługiwanie się hitlerowskiej władzy stali się „godnymi” sprawowania funkcji. Szczególnie niebezpieczny dla załogi był niższy nadzór techniczny, ponieważ osoby te pilnowały wykonania podnoszonych ciągle norm i donosiły dyrekcji lub Gestapo o wszelkich przejawach niezadowolenia i naruszania dyscypliny pracy.

Budynki na terenie huty

Budynki na terenie huty

Początkowo Niemcy nie zamierzali rozwijać polskiego hutnictwa. Rozpoczęli nawet wywóz surowców i demontaż urządzeń z przeznaczeniem dla hutnictwa w głębi Rzeszy. Takie posunięcia wynikały z wiary w szybkie i zwycięskie zakończenie wojny, kiedy to przemysł polski nie był jeszcze potrzebny……

Budynki na terenie huty

Budynki na terenie huty

CDN….
Valjean i Biker76

Bibliografia: ”Huta Silesia 1753-1978” Janina Molenda


Na tematy związane z „Hutą Silesia” można podyskutować na naszym forum.

Maj 032007
 
W związku z tym że mam długi weekend postanowiłem pojeździć i „trochę” pozwiedzać nasz piękny kraj.
Na początek zahaczyłem o miejscowość zwaną Chudowem. Znajduje sie tak zamek a raczej pozostałości po nim. Zachowała sie tylko wieża oraz niewielka część murów. Wieża jest ogólnodostępna oczywiscie za niewielka opłatą. Zamek był wybudowany w stylu renesansowym na planie zbliżonym do prostokąta o bokach 30m x 26m.
Zamek w Chudowie

Zamek w Chudowie

W czasach świetności w środku znajdował sie dziedziniec w środku którego usytuowana była studnia. Po obu stronach dziedzińca zostały zbudowane budynki mieszkalne. Zamek otoczony był fosą której kontury do dnia dzisiejszego są dobrze widoczne. Do budynku wejść można było tylko kładką która była usytuowana nad wspomnianą wcześniej fosą. Trudno określi dokładną datę budowy co jest spowodowane brakiem jakichkolwiek dokumentów. Jednak udało sie ustalić podczas badań historycznych że  renesansowy zamek powstał na miejscu wcześniejszej, średniowiecznej budowli. Miejsce warte odwiedzenia choćby dlatego ze jest położone w dość cichym i spokojnym miejscu wśród wiekowych dębów oraz z dala od zabudowań współczesnych.w okolicy można jedynie spotkać pozostałości po zabudowaniach gospodarczych tj spichlerz.
W drodze powrotnej z racji wczesnej godziny postanowiliśmy odwiedzić, moim zdaniem, jeden z najpiękniejszych parków krajobrazowych czyli Górę Świętej Anny. Jest to jedno z niewielu miejsc w Polsce gdzie walory przyrodnicze i kulturowe splatają sie niemal w jedno.
Obejmuje on zachodnia częśc Wyżyny Śląskiej. Ciągnie sie z północnego-zachodu na południowy-wschód na odcinku ok. 20 km i średniej szerokości 5 km. Najwyższym wzniesieniem tego grzbietu a zarazem Wyżyny Śląskiej jest Góra Świętej Anny. Od nazwy tego wzniesienia wzieła sie nazwa miejscowości ulokowanej prawie na samej górze.Będąc tam warto zwrócić uwagę na doskonale zachowane walory przyrodnicze co zawdzięczamy ustanowieniu tz otuliny parku. Jej zadaniem jest niwelowanie niekorzystnego oddziaływania sąsiadujących z parkiem aglomeracji przemysłowych tj Koksowni Zdzieszowice która jest bardzo dobrze widoczna z drogi prowadzącej do sanktuarium. Autostrada A-4 dzieli park na stron południową i północną.
Grota Lurdzka w Górze Świętej Anny

Grota Lurdzka w Górze Świętej Anny

 

 Z samego wzniesienia zobaczymy panoramę najbliższej okolicy jak zarówno miejsca oddalone o kilka czy kilkanaście kilometrów.W okolicy można także zwiedzić kilka ciekawych miejsc takich jak wiatraki w Kadłubcu i Wysokiej (widoczne także z sanktuarium), wapiennik w Ligocie Dolnej z płaskorzeźbą Ikara, folwark nieopodal rezerwatu Lesisko, pałac w Żyrowej, grób nieznanych powstańców w rezerwacie „Boże Oko”, oraz niedokończone bunkry.Jeśli o chodzi o drogę dojazdową to polecam nie autostradą a nieco dłuższą ale bardziej atrakcyjną drogą przez okoliczne wioski i miejscowości. Trasa wiedzie w większości poprzez lasy, łąki i jak niesamowicie wyglądające o tej porze roku pola rzepaku poprzeciane strumieniami i niewielkimi rzeczkami.
Marcin Kaczmarczyk
Galeria z zamku Chudów
Galeria z Góry Św. Anny
Mar 292007
 

Jan Jagmin-Sadowski

Jan Jagmin-Sadowski (ur. 24 kwietnia 1895 w Grójcu, zm. 5 października 1977 w Warszawie), generał Wojska Polskiego, legionista.

Studiował na Wydziale Mechanicznym Politechniki Lwowskiej, gdzie zetknął się z konspiracją niepodległościową. Należał do PPS – Frakcja Rewolucyjna, Polskich Drużyn Strzeleckich i Polowych Drużyn Sokolich.

Po wybuchu I wojny światowej wstąpił jako ochotnik do 1 pułku strzelców legionowych. W 1914 odznaczył się w bitwach pod Anielinem i Laskami. W 1915 brał także udział w ciężkich walkach pod Łowiczówkiem, Konarami, Józefówkiem. W 1916, w składzie I Brygady Legionów, pod wodzą Józefa Piłsudskiego bił się z Rosjanami w krwawej bitwie pod Kostiuchnówką. W czasie kryzysu przysięgowego został wraz z innymi oficerami internowany w obozie w Beniaminowie. W czasach II Rzeczypospolitej był jako porucznik instruktorem w Szkole Podchorążych Piechoty w Warszawie. W 1919 wstąpił do Wojennej Szkoły Sztabu Generalnego w Warszawie, skąd wkrótce został skierowany na dwuletnie studia do paryskiej École Supérieure de Guerre. Po jej ukończeniu z wyróżnieniem został awansowany do stopnia majora i został szefem Oddziału I Sztabu Generalnego. Został dowódcą 15 pułku piechoty „Wilki”, jednej z najlepszych jednostek w WP, stacjonującej w Dęblinie. Jako pułkownik w 1931 objął dowództwo nad 23 Dywizją Piechoty w Katowicach.

gen_sadowski

19 marca 1939 został awansowany na stopień generała brygady, objął komendę nad utworzonym Obszarem Warownym „Górny Śląsk”. W kampanii wrześniowej dowodził Samodzielną Grupą Operacyjną „Śląsk”, w składzie Armii Kraków. Przygotował linię obrony ciagłej od Świerklańca do Rybnika i Żor, wzmocnioną obsadzeniem 23 DP i 55 Dywizją Piechoty, grupy fortecznej obszaru warownego „Katowice”, 95 dywizjonem artylerii ciężkiej i grupą artylerii przeciwlotniczej. Całość ubezpieczała eskadra lotnicza i pociag pancerny. W odwodzie pozostała kompania tankietek TK. Odziały Jagmina zaangażowały się w ciężkie walki z Niemcami (bój opóźniający), niejednokrotnie miejscami przechodząc do działań zaczepnych. Najkrwawsze walki stoczyła 55 DP, gdzie pod Mikołowem i Wyrami, zadała poważne straty 8 i 28 dywizjom niemieckim. Jednak wskutek przełamania przez wroga frontu pod Częstochową i Nowym Targiem i zbliżającej się groźby oskrzydlenia Jagmin wycofał swoje oddziały za Przemszę. W uznaniu jego zasług, rozkazem Naczelnego Wodza Edwarda Rydza-Śmigłego jego Grupę Operacyjną przemianowano na GO „Jagmin”. Brała ona jeszcze udział w obronie Krakowa, na Kielecczyźnie, nad Sanem. 17 i 20 września 1939, okrążona przez Niemców pod Tomaszowem Lubelskim uległa rozbiciu. Generał dostał się do niewoli. Przez pięć lat był jeńcem w oflagu Woldenberg. Po jego wyzwoleniu przez aliantów w 1945, wstąpił do PSZ na Zachodzie. Do Polski powrócił w 1946 roku, gdzie natychmiast został przez władze komunistyczne przeniesiony w stan spoczynku. W proteście przeciw odznaczeniu przez władze PRL radzieckiego przywódcy Leonida Breżniewa Orderem Virtuti Militari I klasy zorganizował w 1976 r. uroczystość złożenia na Jasnej Górze orderów Virtuti Militari przez żyjących jeszcze przedwojennych dowódców wojskowych.

Jest autorem m.in. prac „Działania Grupy Operacyjnej „Śląsk” 1-3 września 1939 r.” i „Przygotowanie centralnego regionu przemysłowego Śląska do obrony w okresie międzywojennym”.

Żródło Wikipedia