Tomasz Kaczyński

Paź 062008
 

Władysław Weber urodził się w 1882 roku we wielkopolskim miasteczku Opalenicy. W swoich rodzinnych stronach rozpoczął on w młodych latach praktykę jako urzędnik miejski. Doceniono już wtedy jego sumienność, dokładność i wyjątkowo staranne pismo, co w ówczesnych czasach, z powodu nieupowszechnienia się jeszcze maszyny do pisania, było bardzo pożądaną cechą urzędnika. W 1907 roku Weber postanowił opuścić swoje rodzinne strony i w celu poszukiwania lepszej pracy przeniósł się na Górny Śląsk (Śląsk i Wielkopolska były wtedy częścią Niemiec), gdzie najpierw krótko pracował w Lublińcu i jeszcze tego samego roku przeprowadził się do Rybnika. W rybnickim magistracie został zatrudniony jako referent. Weber zapuszczał coraz głębsze korzenie w Rybniku, powiększała mu się rodzina.

Władysław Weber

Władysław Weber

W czasie Powstań Śląskich brał udział w pracach organizujących żywność i noclegi dla powstańczych batalionów. Kiedy rankiem 3 maja 1921 roku, podczas III powstania śląskiego, Rybnik został przejęty przez powstańców, komenda powstańcza mianowała Władysława Webera na tymczasowego burmistrza Rybnika. Jak się później okazało, był to najlepszy wybór. Weber wybierany był później na burmistrza na kolejne kadencje aż do 1939 roku. Przez te 19 międzywojennych lat doprowadził do olbrzymich przeobrażeń w mieście. Zaczynał od poszukiwania pomieszczeń dla polskich urzędów oraz mieszkań dla polskich nauczycieli, którzy zjechali do Rybnika i współtworzyli polskie szkolnictwo. Burmistrz miał osobisty wkład w założeniu w Rybniku szkół przez Siostry Urszulanki i Werbistów. Ulice w Rybniku dostały polskie nazwy, ale przede wszystkim poszerzono je i utwardzono. Twardą nawierzchnię otrzymał m. in. Płyta Rynku. U zbiegu ulic Kościuszki i Powstańców oraz koło dworca kolejowego powstały skwery, wybudowano też nowy Ratusz (dzisiejszy Urząd Miasta), budynek Straży Pożarnej oraz dom PCK, a także przebudowano Plac Wolności.

Burmistrz Władysław Weber miał wielkie plany zabudowy Rybnika, które przerwała II wojna światowa. Tak wg projektu miał wyglądać Plac Wolności i ul. Łony.

Burmistrz Władysław Weber miał wielkie plany zabudowy Rybnika, które przerwała II wojna światowa. Tak wg projektu miał wyglądać Plac Wolności i ul. Łony.

Burmistrz Weber pamiętał również o kąpielisku miejskim przy ul. Gliwickiej, dla którego sprowadzono specjalnie wiślany piasek. Burmistrz Weber osobiście doglądał wszelkich prac w mieście i czasem nawet kilka razy dziennie. Starsi ludzie pamiętają jak codziennie przed pracą obchodził z laseczką całe miasto (Rybnik nie był wtedy taki duży), łącząc przyjemne z pożytecznym, czyli poranny spacer i obowiązki służbowe. We wrześniu 1939 roku II wojna światowa zmusiła Webera do opuszczenia Rybnika i tułania się po Krakowie i Warszawie. Kiedy wojna miała się ku końcowi. A Rybnik lada dzień miał być oczyszczony z wojsk hitlerowskich, Weber zgłosił się do urzędu wojewódzkiego do Katowic, wyrażając gotowość do podjęcia pracy w wolnym Rybniku.

Legitymacja burmistrza.

Legitymacja burmistrza.

Jego ofertę przyjęto i otrzymał mianowanie do tymczasowego pełnienia obowiązków burmistrza Rybnika. Było w tym coś niezwykłego, żeby przedwojenny burmistrz rządził w “socjalistycznej Polsce”. Jednak Władysławowi Weberowi władze komunistyczne “ deptały po piętach”. Był dla nich niewygodnym symbolem “ złych” przedwojennych czasów. W 1950 roku nakazano Weberowi przejść na emeryturę. Przed odejściem Weber obchodził 25 – lecie rządów na Ratuszu i w tym względzie był jedyną osobą w Polsce z takimi osiągnięciami. Władysław Weber zmarł 11 lat po złożeniu urzędu burmistrza i pochowano go na cmentarzu parafialnym w Rybiku. Wraz z nim na wiele lat odeszła świetność naszego miasta, świetność którą znacząco współtworzył podczas swych 25 – letnich rządów w Ratuszu. Dzisiaj Rybnik ponownie staje się coraz piękniejszy, i choć robią to już inni, to tradycja dawnej świetności miasta jest niewątpliwym dopełnieniem jego dzisiejszej panoramy.

Władysław Weber we wspomnieniach Rybniczan.

Burmistrz był średniego wzrostu, zawsze elegancko ubrany w ciemny garnitur z dłuższą marynarką przypominającą tużurek, elegancki ciemno – szary krawat, zawsze był starannie uczesany z przedziałkiem na środku głowy. Z domu nie ruszał się bez obowiązkowego kapelusza i laseczki. Był uprzejmy, dystyngowany i pełen powagi. Potrafił się uśmiechnąć przy powitaniu, czy akceptując czyjąś trafną decyzję, ale nigdy nie śmiał się “całą gębą”. Był wstrzemięźliwy w słowach – każda decyzja była głęboko przemyślana. Biorąc udział w posiedzeniach Rady, które odbywały się raz w miesiącu, zasiadał obok przewodniczącego na specjalnie przygotowanym fotelu z herbem miasta i wsłuchiwał się w głosy radnych. Sam podsuwał tematy radnym, by poznać ich opinię przed podjęciem ostatecznej decyzji. W stosunku do podwładnych był bardzo grzeczny, ale i wymagający. Nikogo ostro nie strofował, gdy jednak zachodziła taka potrzeba, zlecał to “zadanie”dyrektorowi biura p. Grzesiczkowi.

Pracowitość i konsekwencja to cechy, które podkreślają wszyscy znający burmistrza Webera. Często rozpoczynał pracę o godzinie 6. 00 obchodem swojego ukochanego miasta. Trasa wiodła od ulicy Grażyńskiego (dziś Miejskiej) poprzez Hallera, Smolną, Kościuszki, Rynek, pocztową do Urzędu. Kontrolował drogi, chodniki, przyglądał się elewacjom budynków, jednym słowem sprawdzał ład i porządek. Swoje krytyczne uwagi przekazywał na zwołanej odprawie odpowiedzialnym za drogi dwóm drogomistrzom: p. Spleśniałemu i p. Koczwarze i odpowiedzialnemu za elewację budynków p. Ikiełce, wyznaczając od razu termin wykonania – najczęściej było to do końca tygodnia. W następnym tygodniu przy obchodzie miasta sprawdzał osobiście wykonanie swoich poleceń. W sprawach czystości był wręcz pedantyczny.

Budowa ulicy Hallera.

Budowa ulicy Hallera.

Dbał nie tylko o ulice, chodniki, elewacje domów i porządek. Zakochany w swoim mieście upiększał je zielenią, zlecając zakładanie skwerów i parków – ukwiecenia miasta było jego oczkiem w głowie. Sprowadził do ozdobienia parków piękne krzewy rododendronów, które w niektórych miejscach przetrwały do dziś. W latach 30 – tych z jego inicjatywy organizowane były konkursy na najładniej ukwiecone balkony, okna i obejścia domowe, a najładniejsze dostawały nagrody pieniężne. Dzięki tym inicjatywom Rybnik został uznany za drugie po Poznaniu najczystsze i najbardziej ukwiecone miasto w Polsce. Oprócz przykładowej pracowitości Władysław Weber posiadał dar umiejętnego współżycia z mniejszościami narodowymi i religijnymi. Zjednywało mu to szacunek i uznanie rybnickiej społeczności. Burmistrza znali wszyscy: młodzi i starzy. Idącemu ulicą ciągle się kłaniano, dlatego też, chyba dla wygody, często można było go spotkać z kapeluszem w ręku – co na ówczesne czasy było czymś nowym, gdyż elegancki pan musiał mieć kapelusz na głowie.

Burmistrz kilka razy dziennie sprawdzał jak postępują prace przy układaniu nawierzchni rynku.

Burmistrz kilka razy dziennie sprawdzał jak postępują prace przy układaniu nawierzchni rynku.

Władysław Weber (po lewej) podczas oglądania budujących się Rybnickich Zakładów Technicznych (dzisiaj Zespół Szkół Mechaniczno-Elektrycznych)

Władysław Weber (po lewej) podczas oglądania budujących się Rybnickich Zakładów Technicznych (dzisiaj Zespół Szkół Mechaniczno-Elektrycznych)

Rybniczanie, którzy tak ciepło wypowiadali się o Weberze od dziesiątek lat są związani z Rybnikiem, miasto to jest bliskie ich sercu tak samo za burmistrza Webera jak i teraz.

Nasz Rybnik powrócił do tej dawnej “Weberowskiej” świetności po 90 – tym roku i dalej się dobrze rozwija, jest bardzo zielony i ludziom dobrze się tu żyje.

Materiał: Gazeta Rybnicka 1996r Marek Szołtysek

Tomasz Kaczyński

Paź 012007
 

Od naszego pierwszego spotkania minęło pięć miesięcy. Spotkaliśmy się 1 maja 2007 roku przy schronie na Wawoku, aby się poznać, wymienić wiedzą i doświadczeniami z zakresu historii i fortyfikacji. Schron zastaliśmy zarośnięty, zasypany ziemią i śmieciami. Nie było go widać, zapomniany, zaniedbany, nikomu nie potrzebny. Ale wcale nas to nie zniechęciło, wręcz przeciwnie, szybko po załatwieniu wszystkich formalności 26 maja 2007 prace ruszyły.

schron1-1

Na początek trzeba było wyciąć wszystkie gałęzie i krzaki, żeby fortyfikacja wyszła w całej okazałości. Trochę taż przerzedzić dwa dęby rosnące przy tylnej ścianie schronu. Po tych zabiegach przyszedł czas na roboty ziemne. Chwyciliśmy za łopaty i zaczęliśmy odkopywać północną strzelnicę aż do poziomu z 1939 roku. Czyli jakieś 5 m sześciennych ziemi. W ten sposób powstała transzeja, którą zabezpieczyliśmy deskami a do środka okopu  zrobiliśmy schody. Powoli nabierało to wyglądu i przypominało budowle obronną. Roboty ziemne trwały dość długo, zaczęliśmy kopać od strony południowej, odsłaniając drugą strzelnicę. Ziemi jednak było tak dużo że trzeba było wynająć  transport.  Wywieźliśmy kolejne 5 ton ziemi i strzelnica została odsłonięta.
Kolejnym etapem prac było zabezpieczenie dachu przed przeciekaniem. Dach został posmarowany dwukrotnie lepikiem, później został nasypany piasek z wykopu i posiana trawa. Fundament obiektu także  zabezpieczyliśmy lepikiem. Na brzegu transzei poukładaliśmy worki z piaskiem, wszystkie elementy drewniane zostały zaimpregnowane drewnochronem, a ostatnio zamontowaliśmy komin. Jeszcze wstawimy piecyk i do zimy jesteśmy przygotowani. Sufit został częściowo wyszlifowany, trzeba go jednak mechanicznie dokończyć, potem pomalować szyny i zaimpregnować deski. Na południowej stronie fortu, zrobiliśmy schody do przelotni, ścieżki wokół schronu i główne dojście od strony drogi. Wszystkie brzegi i skarpy zabezpieczone zostały deskami. Pod strzelnicą południową została wysiana trawa, ścieżki i schody wysypaliśmy żwirkiem, a brzeg przy płocie, wyłożone korą i kamieniami dla ozdoby.

Jest to może i eklektyzm, ale nie da się  zrobić wszystkiego tak jak to było w 1939. Trzeba wygląd trochę dostosować do czasów obecnych, żeby było estetycznie i historycznie. Ma podobać się też sąsiadom, którzy są nam bardzo przychylni, za co im dziękujemy.

W ten sposób minęło pięć miesięcy prac. Można powiedzieć, że zostało bardzo dużo zrobione w tak krótkim czasie. Najważniejsze cele są wykonane. Została praktycznie kosmetyka, dlatego zakończymy sezon prac w tym roku i odpoczniemy przy lekturze (wiadomo jakiej) w zimowe wieczory. Na wiosnę znów wziąć się trzeba do pracy.

Wiosną najważniejszym zadaniem będzie pomalowanie schronu w ciapy, co poprawi efekt całkowity, pomalowanie wnętrza na biało, zrobienie światła i wstawienie drzwi metalowych. Później już tylko wyposażenie, przede wszystkim CKM na trójnogu + stół i eksponaty z prywatnych zbiorów. Planujemy także schron wyposażyć w gablotkę oszkloną na eksponaty, która będzie wisiała na ścianie.
W przyszłym roku powinniśmy zakończyć prace, wyznaczyć dni i godziny zwiedzania, ustalić dyżury i Veni Vidi Vici.

Osoby pracujące przy rewitalizacji schronu:

Valjean,
Biker 76,
Aw68 i córka Karolina,
Woytas,
Marcoon,
Ramzes,
White,
Arek-Strażak,
Saper,
Przemek Trzeciak,
Piotrek 675