Sty 222008
 

Dzięki uprzejmości Pani redaktor Agi Bugajskiej, otrzymaliśmy zdjęcia przedstawiające rysunki odkryte w Zespole Szkół Urszulańskich w Rybniku. Rysunki zostały wykonane podczas 2 wojny światowej – najprawdopodobniej przez żołnierza bądź policjanta niemieckiego. Można dostrzec na nich postać w mundurze, kwiat (słonecznik?), bagnet oraz napis w języku niemieckim.

napisy_urszulanki_1

  napisy_urszulanki_3

napisy_urszulanki_4

napisy_urszulanki_5

napisy_urszulanki_6

napisy_urszulanki_7

napisy_urszulanki_8  napisy_urszulanki_10

Pani Agnieszka opisała los rysunków w gazecie „Rybnik po godzinach” z dnia 11 stycznia 2008 roku. Napisy zostały zamalowane i jedynym świadectwem tego, że były są zdjęcia prezentowane przez Nas. Przypomnijmy że  budynek Urszulanek  ma bardzo ciekawą historię – 1 września 1939 roku znajdowało się tu dowództwo obrony miasta Rybnika ( mjr. Mażewski), później kwaterowała policja niemiecka a w piwnicach znajdowały się cele więzienia w których przetrzymywano polskich patriotów z ziemi rybnickiej ( przed ich dalszą drogą do obozu koncentracyjnego w Oświęcimiu bądź do Mysłowic w Ersatz – Polizei – Gefangis).

 Zamieszczone przez o 01:00
Sty 142008
 
Dzisiaj chcielibyśmy zaprezentować artykuł opisujący czasy od drugiej połowy XVIII w. do mniej więcej I Wojny Światowej – przedstawimy bowiem historię rodziny bardzo zasłużonej dla Rybnika – żydowskiej rodziny Haase.
Drzewo genealogiczne rodziny Haase

Drzewo genealogiczne rodziny Haase

Ponad 230 lat temu w naszym mieście, Jakob Fabisch, żydowski przedsiębiorca i praprzodek słynnej w Rybniku rodziny Haase, założył pierwszą garbarnię skór. W owym czasie ziemia rybnicka należała do państwa pruskiego, które poprzez swych urzędników starało się ożywić gospodarczo te tereny, nie tylko przez rozwijanie istniejących przemysłów, ale również poprzez wprowadzanie przemysłów dotychczas tu nieznanych. Do takich nowych działalności należało w Rybniku garbarstwo.

W XVIII w. we wprowadzaniu przemysłu skórzanego (i nie tylko), zarówno na Śląsku, jak i w innych pruskich krajach, znaczny udział mieli Żydzi. Nie było to specjalnie dziwne w owych czasach, bowiem Żydzi od XVII w. dzierżyli w swoich rękach gorzelnie, browary, cegielnie czy warzelnie potasu. Państwo pruskie zachęcało tą grupę społeczną do inwestowania w nowe gałęzie przemysłu, choćby z tego powodu, że Żydzi zazwyczaj nie domagali się żadnych państwowych subwencji czy też wsparcia. Do sprowadzenia Jokoba Fabisch’a do Rybnika przyczynił się ówczesny tzw. burmistrz policyjny Feller (w miastach, które były wówczas podległe odrębnym właścicielom – w Rybniku był to hrabia Węgierski – Izba Wojenno-Skarbowa miała swój organ, czyli burmistrza policyjnego).

Z protokołu spisanego 30 października 1766 roku z Jakobem Fabische’em wynika, iż ten – dziś powiedzielibyśmy – biznesmen został przez policyjnego burmistrza poproszony o założenie fabryki skór w Rybniku. W 1765 roku w Rybniku było 19 szewców i innych rzemieślników, którym skóry potrzebne były do uprawiania zawodu (najbliższa garbarnia była w Raciborzu). Do wspomnianego wyżej protokołu Jakob Fabisch oświadczył, że zadecydował się założyć fabrykę skór i w związku z tym sprowadził z Moraw specjalistę od skór Johann’a Lazarka, który przedstawił próbki wyrabianych przez siebie towarów. W protokole ujęto również oświadczenie burmistrza policyjnego, iż nie wnosi on zastrzeżeń do odstąpienia placu, będącego własnością miasta, jeżeli Fabisch za ten plac zapłaci i zobowiąże się do opłacania podatku gruntowego. 23. listopada 1766 roku Pruska Królewska Izba Wojenno – Skarbowa we Wrocławiu udzieliła Jakubowi Fabischowi koncesji na wzniesienie w Rybniku fabryki skór cielęcych i zezwoliła, by sprzedano mu miejski plac. Jakob Fabish wzniósł swą fabrykę na polu pomiędzy pańską łąką „Pasternik”, a miejskim browarem, nad wypływającym z tegoż browaru potokiem. Za koncesję zapłacił 5 talarów, a za plac mierzący 66 łokci (47,28 m) długości zapłacił 15 talarów.

O założycielu fabryki zbyt dużo nie wiemy. Można podejrzewać, że był człowiekiem majętnym, gdyż był również dzierżawcą miejskiej gorzelni hrabiego Węgierskiego i piwiarni miejskiej. W tamtych czasach Żydzi nie mieli nazwisk, więc i Jakob nie miał rodowego nazwiska w naszym rozumieniu. Zazwyczaj do imienia danej osoby dodawano imię ojca, które dla jednego pokolenia stawało się jakby nazwiskiem. I tak nazwisko Fabisch oznacza imię ojca Jakoba. Jakob prowadził założoną przez siebie fabrykę 14 lat, aż do swej śmierci w 1781 roku. Majątek Jakoba przejęła wdowa po nim Dorothea Fabisch. Jakob i Dorothea mieli 2 synów – Abrahama i Löb’a, którzy zgodnie z obyczajem żydowskim przyjęli imię ojca za swe nazwisko. Później jednak przyjęli nazwiska rodowe według ogólnego obyczaju (edykt króla Prus z 1796 nakładał na Żydów obowiązek używania nazwisk). Bracia nie przyjęli jednak tego samego nazwiska; Löb, jako handlarz winem, nawiązując do swego zawodu, przyjął nazwisko Traube (winogrono), zaś Abraham nosił nazwisko Birkheim. Abraham Birkheim był tym z synów Jakoba, który po śmierci matki, prowadził w latach 1791-1820 fabrykę skór. Do czasów wojen napoleońskich fabryka bardzo prężnie się rozwijała.

W wyniku tych wojen jednak nastąpił spadek dobrobytu na Śląsku. Abraham Birkheim w swoim testamencie pisze o nieszczęśliwych wypadkach, które bardzo poważnie naruszyły jego majątek. Do Abrahama należały m. in. dom przy rynku ze stajniami, stodołą i ogrodem, fabryka skór oraz pole orne, które swego czasu kupił wraz z bratem. Abraham Birkheim z uwagi na ciężką chorobę, jaką była podagra, nie był w stanie od jakiegoś czasu prowadzić interesów, więc przekazał je mężowi swej najstarszej córki z pierwszego małżeństwa – Ephraimowi Haase. Tym samym fabryka przeszła z męskiej linii założyciela Jakoba Fabischa, na jego żeńskie potomstwo.

Efraim Haase (1786-1870)

Efraim Haase (1786-1870)

 

Ephraim Haase urodził się 22. marca 1786r. w Hluczynie (dzisiejsze Czechy). Na mocy ustawy emancypacyjnej, przyznającej Żydom prawa obywatelskie, Ephraim Haase uzyskał w 1814 roku prawo obywatelskie miasta Rybnik, składając uroczystą przysięgę na wierność królowi Prus i zobowiązującą do przestrzegania ustaw i przepisów. Jednym z najważniejszych działań E. Haase było nabycie od miasta w roku 1825 starego browaru, sąsiadującego z parcelą, na której wzniesiona była fabryka skór. Przypuszczalnie należał do niego również młyn dla kory dębowej. Brak kory dębowej, a tym samym garbnika, ograniczał rozwój przemysłu skórzanego na Śląsku. Mimo znacznego wzrostu ludności na tym terenie, ilość garbarni stale malała. Ephraim Haase należał jednak do tych przedsiębiorców, którzy czerpali znaczne zyski ze swych interesów, bez względu na koniunkturę. Swą fabrykę, którą znacząco rozwinął, przekazał jedynemu synowi Ferdynandowi dopiero w 1853 roku, w wieku 67 lat. Przedtem jednak poszerzył swe dobra o sąsiadujące grunty i założył sklep w Gliwicach.

Efraim Haase pod koniec życia

Efraim Haase pod koniec życia

 

Ephraim Haase ufundował 28. października 1869r. rozporządzeniem testamentowym fundusz stypendialny w wysokości 500 talarów, który miał zostać przeznaczony na wspieranie będących w potrzebie uczniów wyższych zakładów naukowych lub uczniów – terminatorów. W pamięci rodziny pozostał jako elegancki, postawny i starannie ubrany pan, bywały w świecie.

Ferdynand, który przejął fabrykę w 1853 roku, zaczął tradycyjnie od dokupienia dodatkowej działki. Kupił grunt położony przed rzeką Nacyną, po lewej stronie ulicy Raciborskiej. Na parceli tej znajdowała się gospoda „Pod słońcem”, w której w roku 1847, w czasie epidemii tyfusu, mieszkał młody wówczas Rudolf Virchow, późniejszy słynny niemiecki patolog i antropolog. Na działce tej Ferdynand Haase wybudował dodatkowe pomieszczenia dla garbarni. Ta budowa została oprotestowana przez sąsiada, wskazującego na zanieczyszczenie rzeki Nacyny ściekami z garbarni. Ferdynand został zobowiązany do podjęcia szeregu działań, by zapobiec szkodliwemu oddziaływaniu fabryki. Dzięki temu, rybnicka fabryka skór stała się nowoczesnym, jak na owe czasy, kompleksem przemysłowym.

 

Ferdynand Haase (1818-1893)

Ferdynand Haase (1818-1893)

Mapka posiadłości rodziny Haase w drugiej poł. XIX w.

Mapka posiadłości rodziny Haase w drugiej poł. XIX w.

 

Garbarnia w 1862 roku

Garbarnia w 1862 roku

  

Ferdynand wycofał się z życia zawodowego i publicznego (był radnym miejskim w latach 1880-1886 oraz członkiem gminy żydowskiej) po tym, gdy w 1885 roku w jego fabryce miała miejsce eksplozja kotła, w wyniku której zginęło 4 ludzi, a wielu zostało rannych. Fabrykę skór sprzedał swemu synowi Juliusowi Haase oraz zięciowi Gustawowi Henschel.

Ferdynand zmarł 6. grudnia 1893 roku w wieku 75 lat. Tak jak i jego ojciec Ephraim, Ferdynand zaopatrzył finansowo nie tylko swoje dzieci, ale również pamiętał o ubogich mieszkańcach Rybnika. W dodatku do testamentu ustanowił fundację w wysokości 10. 000 marek, z której procenty należało rozdzielać pomiędzy żydowskich i chrześcijańskich ubogich miasta Rybnika oraz pomiędzy kilka wymienionych w testamencie instytucji dobroczynnych. A na trzy lata przed swą śmiercią, tj. w 1890 roku, gdy planowano założenie na Górnym Śląsku żydowskiego sierocińca, Ferdynand Haase zgłosił gotowość zaofiarowania 20.000 marek i działki budowlanej, jeżeli ten zakład opiekuńczy zostałby wybudowany w Rybniku. Jego ofertę przyjęto i taka ochronka została wybudowana w Rybniku w pobliżu dworca kolejowego. Oddano ją do użytku na krótko przed śmiercią głównego donatora – jesienią 1893 roku. Po drugiej wojnie w budynku tym umieszczono państwową szkołę muzyczną.

Budynek sierocińca dla dzieci żydowskich (obecnie nie istnieje)

Budynek sierocińca dla dzieci żydowskich (obecnie nie istnieje)

 

Po śmierci Ferdynanda, jego syn Juliusz i zięć utworzyli spółkę handlową, która została rozwiązana po wystąpieniu z niej Gustawa Henschla. Juliusz Haase przyjął na swego wspólnika syna Felixa w 1904 r. Julius Haase był znamienitym obywatelem naszego miasta. Był członkiem Izby Handlowej, członkiem zarządu stowarzyszenia zawodowego przemysłu skórzanego, radnym miasta od 1886 roku, zastępcą przewodniczącego rady miasta oraz przewodniczącym gminy żydowskiej. I choć od momentu, gdy jego dziadek Ephraim składał przysięgę jako obywatel Rybnika, minęło wiele lat, to i Juliusz okazał się przykładnym obywatelem miasta Rybnika.

W dowód uznania miasto nadało mu 1 lutego 1909 roku honorowe obywatelstwo.

Juliusz Haase (1851-1915)

Juliusz Haase (1851-1915)

Juliusz Haase z żoną Bertą (ok. 1905 r.)

Juliusz Haase z żoną Bertą (ok. 1905 r.)

  

Juliusz Haase kontynuował tradycje rodzinne oraz wypełniał przykazania swojej religii – był następnym w rodzinie filantropem. Bowiem w judaizmie dawanie ubogim jest obowiązkiem, którego nie wolno zaniedbywać i Juliusz tego nie zaniedbywał. W 1888 roku przewłaszczył na rzecz miasta pole orne o powierzchni 1,2 ha przy drodze do Chwałowic pod warunkiem, że zostanie ono obsadzone drzewami i przekazane rybniczanom jako promenada. Tym samym założył on podwaliny dla dużego parku miejskiego, zwanego do dziś Hazynhajdą (Haaseheide) czyli łąką Haasego. Oprócz tego Juliusz podarował 8.000 marek na rozbudowę szpitala Juliusza. Po jego śmierci jego krewni podwyższyli dwie dalsze fundacje, każdą na 10.000 marek, dla potrzebujących pomocy rzemieślników i dla niezamożnych uczniów rybnickiego gimnazjum.

Park założony przez Juliusza Haase, czyli Hasynhajda

Park założony przez Juliusza Haase, czyli Hazynhajda

Park założony przez Juliusza Haase, czyli Hasynhajda

Park założony przez Juliusza Haase, czyli Hazynhajda

 

Ostatnim biznesmenem i zarazem filantropem z tej rodziny był dr Felix Haase. Zarządzał rodzinnym interesem od 1908 roku. Na początku pierwszej wojny światowej założył  fundację w wysokości 5.000 marek. Fundacja ta miała służyć przygotowaniom do zawodu tych mieszkańców Rybnika, którzy ulegli kalectwu w czasie wojny, a ich zdolność do pracy i zarobkowania była ograniczona.

Felix Haase

Felix Haase

Felix Haase z ojcem Juliuszem w fabryce w Rybniku (1905 rok)

Felix Haase z ojcem Juliuszem w fabryce w Rybniku (1905 rok)

 

Fabryka w 1916 roku

Fabryka w 1916 roku

 

W 1915 roku, z okazji 150 – lecia fabryki skór, dr Felix Haase przekazał miastu dokument o zapisie fundacyjnym, z którego wynika, iż zakłada fundację w wysokości 25.000 marek. Procenty z tego kapitału miały być spożytkowane w Rybniku najpierw na złagodzenie biedy spowodowanej przez wojnę. A jeśli takiej potrzeby już nie będzie (najpóźniej w 1926 roku) na dzieło, służące upiększeniu miasta Rybnika. Felix wnosił w tym dokumencie, by na dziele tym umieścić trwały napis dla upamiętnienia rodziny Haase i jej fabryki skór. Jego wolę częściowo spełniono dopiero w 2005 roku, kiedy to upamiętniono 100 – lecie powstania parku ufundowanego przez jego ojca. Felix Haase miał trójkę dzieci, jednak żaden z jego potomków nie przejął rodzinnego interesu. Rodzina Haase sprzedała swoją fabrykę braciom Żurek w 1921 r. i wyjechała do Niemiec.

Dzisiaj przechadzając się po tym naturalnym parku przy ulicy Chwałowickiej, mało kto z nas pamięta, że tą zieloną plamę na mapie miasta, Rybnik zawdzięcza żydowskim biznesmenom i filantropom, którzy kiedyś tworzyli historię naszego miasta. Niestety napis na pomniku czasem jest niewidoczny, z uwagi na rodzaj użytej farby.

mp_Hajda festyn 17.08.2013 (34)

 

mp_27.01.2013 (29)

Małgorzata Płoszaj

Dziękuję mojemu przyjacielowi Henrykowi Wyciślikowi za przetłumaczenie z języka niemieckiego monografii „Gedenkschrift zum 150jährigen bestehen der Lederfabrik F. Haase in Rybnik”.

Zdjęcia pochodzą z ww. monografii  „Gedenkschrift zum 150jährigen bestehen der Lederfabrik F. Haase in Rybnik”  (Dolnośląska Biblioteka Cyfrowa), z prywatnego archiwum rodziny Haase, oraz ze strony http://gen.scatteredmind.co.uk/show_person/1177

Sty 112008
 

Nawiązując do moich wspomnień (z części 7) o przynależności do harcerstwa, chętnie wracam pamięcią do tego okresu, gdyż byłem jeszcze uczniem Szkoły Podstawowej Nr 2, a ten okres pozostawił w mojej świadomości wyjątkowe serdeczne skojarzenia.

Ale… – w związku z harcerstwem, przy ulicy Wodzisławskiej (naprzeciw nowego budynku szkolnego) między „starą szkołą” (w stylu gotyckim) a z drugiej strony budynkiem mieszkalnym Marcolów – był budyneczek przedszkola. Ściślej, pomieszczenia przedszkola znajdowały się na parterze i piętrze, zaś na strychu tego budynku, w jednym pokoiku mieściła się harcówka. Korzystały ze zbiórek w tejże harcówce dwa lub trzy zastępy, więc spotkania poszczególnych zastępów odbywały się według wcześniej uzgodnionego terminarza. Naszym zastępowym był chłopak o nazwisku Haparta. Gdy więc uzyskałem od mamy zgodę na wstąpienie do harcerstwa, to właśnie z tym zastępowym załatwiałem formalności członkostwa. Byłem oczywiście bardzo dumny z przynależności do tak pozytywnie ocenianej organizacji młodzieżowej, wzorującej się na tradycjach i regulaminie harcerstwa przedwojennego – sięgającego do tradycji skautingu którego założycielem był w Anglii Baden – Powell, a rozpowszechnionego w Polsce przez Olgę i Andrzeja Małkowskich. Dopiero w późniejszym okresie tj. po 1949 r. – zmieniono ten regulamin i do harcerstwa wszczepiano wzorce z organizacji istniejących w ZSRR czyli Pionierów i Komsomołu. Ze względu na upływ tak wielu lat, pamięć moja nieco się przytępiła, lecz pamiętam, że wyjątkowo wysoką pozycję – funkcję pełnił wówczas druh Longin Musiolik – harcmistrz.

Longin Musiolik w roku 1947

Longin Musiolik w roku 1947

Wówczas jednak druh Musiolik był zbyt wysoko usytuowaną „personą” w hierarchii funkcji harcerstwa, więc nie miałem możliwości bezpośredniego zetknięcia się z osobistością tej rangi. Wiem jednak, że był to człowiek o wyjątkowym autorytecie moralnym, emanujący wysoką kulturą osobistą, a w wymianie „poglądów” o Nim z innymi szeregowymi członkami zastępu – był dla nas wzorem do naśladowania.

Longin Musiolik

Longin Musiolik

Nawet w tej najmniejszej jednostce organizacyjnej jakim był zastęp, istniała funkcja skarbnika – zajmującego się sprawami finansowymi jakie ewentualnie znalazły się w kasie np. zbiórka pieniężna na wycieczkę od poszczególnych członków zastępu, czy inne celowe „dochody”. Była także funkcja sekretarza – zajmującego się dokumentacją zastępu a więc pisaniem coś na wzór protokołów ze spotkań, prowadzeniem pamiętnika zastępu. Tą właśnie funkcję powierzono mnie, co było moją pierwszą – jakże zaszczytną „funkcją społeczną”. Starsi harcerze jeździli w okresie wakacji na obozy, sypiali w namiotach, uczyli się zbiorowego pokonywania trudu codziennego życia obozowego, zdobywali sprawności różnego rodzaju np. kucharza, zwiadowcy, zbieracza ziół, fotografa, reportera itp. Po pozytywnej opinii przez „Radę Drużyny” o przyznaniu danej specjalności tzn. po zdaniu czegoś na wzór egzaminu teoretycznego i praktycznego, można było nosić naszywkę na rękawie mundurka, z symbolem danej „specjalności”. Uczestniczyłem i ja podczas mojej dosyć krótkiej przynależności do harcerstwa, w trzydniowym biwaku pod namiotami, zorganizowanym około 5 km za Rybnikiem – w kierunku Zebrzydowic. Wspominam o tym dlatego, że zaistniały wówczas pewne emocjonalne wydarzenia, jaką urządziła nam miejscowa łobuzeria. Otóż, do przewiezienia namiotów i sprzętu gospodarczo – kuchennego, zastępowy chcąc ulżyć nam w marszu (uwolnić nasze plecaki od nadmiaru ciężaru), załatwił do przewozu tego sprzętu – wóz konny. Jak się okazało, zaprzęgnięto jako siłę pociągową do niezbyt wielkiego woziku – niewielkiego i mizernie wyglądającego konika. Wymaszerowaliśmy z Rybnika po południu, a równocześnie z nami wyjechał ów wóz konny z bagażami. Na miejsce biwakowe dobrnęliśmy późnym popołudniem o tzw. „szarówce”, więc odpowiednie – nawet pospieszne rozlokowanie się na biwaku i rozładunek wozu zakończyło się o zmroku. Żeby zatem woźnica z koniem i słabo oświetlonym wozem nie wracał w ciemnościach do Rybnika, został z nami na noc – na terenie biwakowym. Po niezbędnych czynnościach z „urządzeniem się” – zakwaterowaniem, zjedzeniu wspólnej biwakowej kolacji (z domowych zapasów), rozpaleniu ogniska i odśpiewaniu kilka harcerskich piosenek, rozdzielono warty i zarządzono udanie się na spoczynek. Niestety, nie zdążyliśmy jeszcze zasnąć, gdy około godziny 23 – ciej, przez głośne okrzyki wartownika, w nocnych ciemnościach, między namiotami, rozpoczęła się bezładna bieganina. Wnet jednak zaczęły ciemności przecinać strumienie świetlne powyciąganych w pośpiechu latarek, ale i migotać zaczęły płomyczki zapalonych kilku świeczek. Nie wiadomo było początkowo o co w tym rozgardiaszu chodzi! Dopiero po jakimś czasie, zastępowemu udało się zapanować nad bezładną bieganiną i wyjaśniło się, że miejscowe łobuzy, chyba dla kawału, chcieli uprowadzić tego mizernego konika który z woźnicą i wozem został na noc w obrębie naszego biwakowiska. Łobuzów jednak szybko przegoniono, a dla zwiększenia naszego bezpieczeństwa, podwojono warty na resztę nocy. Na tym zakończyła się ta nocna przygoda i do końca pobytu na biwaku, nie było już innych niespodzianek.

Rok 1949 był przedostatnim rokiem mojej edukacji w zakresie zdobywania wiedzy stopnia podstawowego. Zrobiono nam jednak pamiątkowe zdjęcie które pozwalam sobie zamieścić przy niniejszym tekście.

zdjecie_szkolne_klistala

 Wyglądamy już znacznie doroślejsi, i miło po latach popatrzeć na koleżanki oraz kolegów, chociaż rodzi się momentalnie sentymentalne pytanie – jak potoczyły się ich późniejsze losy, jak ukształtował się ich byt do chwili, gdy piszę te zdania?

Z nazwisk nauczycieli zapamiętałem Panią Kolarzową – uczącą nas języka rosyjskiego, Pana Staniędę – uczącego chemii, lecz… – zapomniałem niestety nazwiska widocznej jeszcze jednej nauczycielki. Przy tej to okazji dodam, że nauczyciel Stanięda był pasjonatem kolejnictwa. Zabrał któregoś dnia całą naszą klasę do siebie do domu i oniemieliśmy z zachwytu – gdy pokazał wykonaną osobiście makietę jakiejś okolicy, z pagórkami, dolinami, domkami, kościółkami, rzeczkami, mostami i tunelami. Między tymi górami i dolinami, na ułożonych torach kolejowych, poruszały się miniaturowe pociągi osobowe i towarowe. Oczywiście nie tylko owe pociągi poruszały się w różnych kierunkach i według określonego rozkładu jazdy – by nie doszło do kolizji na rozjazdach. Działała także sygnalizacja kolejowa – semafory, szlabany na przejazdach kolejowych. Zapalały się światełka w domkach, obracały skrzydła wiatraków i praktycznie ożywiało się wiele innych symbolicznych „obiektów” (także figurek) – oznajmiających przybyszowi, że wszystko na makiecie żyje zgodnie z założeniami twórcy tego zminiaturyzowanego fragmentu świata. Od tego dnia, mieliśmy dla nauczyciela Staniędy znacznie pozytywniejszy stosunek uczuciowy – doceniając jego umiejętności konstrukcyjne i zdolności manualne. Wprawdzie nie dysponuję zdjęciem naszego ówczesnego dyrektora szkoły Jana Nowomiejskiego więc zamieszczam w tym miejscu skopiowane (niezbyt wyraźne) zdjęcie z książki L. Musiolika Rybniczanie słownik biograficzny.

Jan Nowomiejski

Jan Nowomiejski

Dyrektor Nowomiejski był człowiekiem bardzo szanowanym przez uczniów, posiadającym wyjątkowo dużo ciepła nie tylko dla uczniów, ale cieszący się dużym autorytetem u nauczycieli. Zresztą…. – chyba ówczesne czasy, tyle co zabliźnione rany po okupacyjnych przeżyciach, powodowały inny stosunek emocjonalny człowieka do człowieka. Nie było tyle agresji, mściwości – ludzie byli bardziej sobie życzliwi, myśleli przede wszystkim o jako takim urządzeniu się w powojennej rzeczywistości. Inaczej wartościowano potrzeby materialne, niewielu myślało o zapewnieniu sobie przepychu czy szybkim wzbogaceniu się (z dnia na dzień) kosztem innego człowieka – mniej rezolutnego, czy mniej przedsiębiorczego. Pewnego dnia, Dyrektor Nowomiejski przyprowadził do naszej klasy swojego syna – wówczas studenta prawdopodobnie pedagogiki. Wzruszająca była duma ojca (Dyrektora Nowomiejskiego) gdy nam uczniom przedstawiał swojego syna, a później temu synowi polecił prowadzenie lekcji matematyki. Posiadam więc tak miłe wspomnienia o jakże wspaniałych naszych wychowawcach, którzy potrafili pozyskiwać dla siebie tak wielki szacunek wówczas, a co w nas przetrwało po dzień dzisiejszy – co czcimy jak świętość, z tak wielką nostalgią