Sie 312007
 
Sie 222007
 

W Żorach 0d 1922 r. stacjonował II dywizjon 23 pułku artylerii lekkiej, przybyły tam z Rybnika gdzie do tego roku stacjonował wraz z 75 pp. Pułk został przemianowany na 23 pułk artylerii lekkiej. Pułk ten w bitwie granicznej 1939 r. został po ogłoszeniu alarmu bojowego w myśl zarządzeń dowództwa dywizji przerzucony pod Mikołów mieście pozostawiając 5 baterię z zadaniem obrony miasta Żory oraz opóźnianie Niemieckich zagonów wojskowych na kierunku Pszczyna i dalej na Kobiór.

Bateria została rozlokowana w pobliżu stawu Śmieszek od północno-wschodniej strony miasta. Dowódcą baterii został mianowany kpt. Józef Stranz. Uzbrojenie dywizjonu stanowiły przestarzałe działa francuskiej produkcji kal. 75 mm, z kołami na żelaznych obręczach, pamiętające I wojnę światowa. Do każdego działa był przydzielony sześciokonny zaprzęg + jaszcz (podręczny wózek amunicyjny).

Armata polowa wz. 1897 kal. 75 mm (fot. www.muzeumwp.pl)

Armata polowa wz. 1897 kal. 75 mm (fot. www.muzeumwp.pl)

W skład wojsk obrony miasta Żory prócz artylerii wchodziły:

Kompania ON Pszczyna(3 batalion 203pp)
56 kompania kolarzy 1 kompania ckm pod dowództwem por.Piotrowskiego Znaczną pomoc dla obrońców stanowili harcerze (zorganizowali punkty obserwacyjne w różnych częściach miasta a jeden z nich na pewno znajdował się na dachu liceum żorskiego).Dowódcą całości sił został mjr Tadeusz Kwiatkowski,który swój sztab zlokalizował w opuszczonych koszarach 23 pal.

Dowódcy kompanii:
Kpt.Rychlowski
Kpt. Urbanowski
Kpt. Kwaśniewski

Żory przez dowództwo w całym systemie pasu obronnego potraktowało niezbyt poważnie, czego przykładem może być kuriozalny fakt, iż Kompania ON otrzymała żołnierzy do obsługi dział zaś dział nie dostarczono.
Pozycje bojowe dział 23 pal zostały rozlokowane następująco:
Działo nr 1 –w samym centrum Żor okolice rynku. Dowodzone przez kpr. Jozefa Wyderko
Działo nr 2 – przed zabudowaniami miasta na kierunku Rybnika. Dowódca kpr. Stanislaw Puto
Działa 3 oraz 4 pozycja za stawem Śmieszek z zadaniem prowadzenia ognia pośredniego na nieprzyjaciela, dowódca por. Karol Orłowski.

Relacja jednego z żołnierzy ON por. Aleksandra Bukko:
„wyrwał nas ze snu przeraźliwy głos gwizdka i nie mniej przejmujące wołanie podoficera służbowego:
Alarm! Wojna! Alarm! Wstawać! Wojna!. Gdzieś z góry dochodził warkot samolotowych silników. Ziemia zadrżała targana potężnymi detonacjami wysadzanych mostków. Uciekać z tej budy! Wrzasnął ktoś, biegnąc na oślep z butami w rękawach w obawie by nie został razem z nami pogrzebany w gruzach prowizorycznych koszar. 

Przybiegł ze swej kwatery mjr Kwiatkowski i zaczął wyprawiać plutony na przewidziane dla niech stanowiska. Pierwsza kpt. Jana Kwaśniewskiego już od tygodnia stała w Rybniku na osiedlu Maroko, druga – żorska kpt. Edwarda Rychlowskiego, ze stanowiskiem dowodzenia w cegielni, otrzymała do obrony zachodni i południowy skraj miasta. Nasza pszczyńska I plutonem (ppor. Franciszek Mosz)miała bronić dworca kolejowego, II-gim plutonem ppor. Jerzego Matuszewicza zamykała kierunek na Pszczynę miedzy stawek Kleszczowiak i torem kolejowym pobliżu, którego znajdowało się stanowisko dowodzenia Dowódcy kompanii kpt. Stanisława Urbanowskiego. Mój III pluton zabrał mjr Kwiatkowski do Kleszczowa pod las dla obrony swojego bojowego stanowiska dowodzenia i jako odwód do czasu przybycia z Rybnika I kompanii. Na razie biegaliśmy bez ostrej amunicji, która wydano tylko pododdziałom wyznaczonym do pełnienia nocnej służby ubezpieczającej. Dla dodania sobie otuchy nałożyliśmy na bron bagnety. Na dywersanta można było się natknąć w każdym zaułku.”

Relacja żorskiego kanoniera kpr. Stanisława Puto:
„Około godziny 5:00 rano otrzymałem od Dowódcy baterii kpt. Stranza rozkaz zajęcia stanowiska bojowego na przedmieściach Żor od strony Rybnika. Tam w pobliżu starej cegielni miałem ogniem na wprost zwalczać niemieckie wozy pancerne. Zaprzęgi konne kazałem ukryć za pobliskimi zabudowaniami, sam zaś zacząłem przygotowywać działo armatę cal 75mm do walki oraz przeprowadzenia wywiadu terenu.

Z wyboru stanowiska nie byłem zadowolony w pełni, ponieważ leżało ono zbyt blisko drogi prowadzącej z Rybnika do Żor i wysunięte było przed linie piechoty, wskutek czego mogło być łatwo odkryte przez wroga i zniszczone. Z drugiej jednak strony tylko ono umożliwiało strzelanie na wprost do czołgów. Pomiędzy godzina 10:00 a 11:00 bardzo blisko nas, miedzy zabudowaniami pojawił się pierwszy nieprzyjacielski czołg, a za nim sylwetki żołnierzy. Działo mieliśmy przygotowane do otwarcia ognia w kierunku nacierającego nieprzyjaciela. Odsunąłem celowniczego i sam skorygowałem przyrządy celownicze. Oddałem strzał i radość wśród kanonierów. Czołg został trafiony. Wycofując się za najbliższe zabudowania mocno dymił. Upłynął kwadrans lub nieco więcej,gdy Niemcy wzięli się na odwagę i zza budynku położonego w pobliżu szosy, wyjechał następny czołg kierując się wprost na działo. Oddal w naszym kierunku dwa strzały, ale za długie. My również po naniesieniu poprawki oddaliśmy kolejny strzał. Tym razem jednak niecelny. Dopiero po opuszczeniu lufy do oporu i powtórnym oddaniu strzału, czołg stanął w płomieniach i zaczął obracać się wokół własnej osi. Nacierająca pod jego osłona piechota niemiecka otworzyła do nas ogień z broni maszynowej pociskami smugowymi.
Wydałem szybko rozkaz obsłudze ukrycia się za budynkami. Po zaprzestaniu ostrzału, na szosie ukazał się kolejny czołg. Znów dopadliśmy działa i po zmianie jego kierunku oraz nastawienia kątomierza oddaliśmy strzał. Czołg zaczął dymić i schował się za najbliższy budynek. Zagrodzenie jednak dla działa i jego obsługi wobec rozeznania stanowiska przez wroga i jego przytłaczającej przewagi, wzrastało z każda chwila. W tej sytuacji wydałem rozkaz, aby ściągnąć nasze zaprzęgi konne i przygotować działo do odskoku w kierunku miasta. Na koncie naszego działa zapisaliśmy trzy trafione maszyny.
Zaprzęgi konne zjechały na stanowisko niemal natychmiast. Zaprzodkowaliśmy działo i droga równoległa do wykopu starej cegielni, galopem zaczęliśmy się wycofywać. W tym czasie z kilku okolicznych domów odezwały się karabiny przyczajonych dotąd miejscowych hitlerowców. Po wyjeździe zaprzęgu na otwarty teren, otrzymaliśmy silny ogień nacierającej piechoty niemieckiej oraz stojącego na rybnickiej szosie czołgu. W jego wyniku zginęło kilku kanonierów z obsługi działa oraz trafione zostały konie, które padając przygniotły jezdnych. Tym samym uratowanie działa stało się niemożliwym. Powstał niesamowity zamęt, w czasie, którego zostałem ranny pociskami smugowymi w brzuch i głowę, która to rana mocno krwawiła. Jeden pocisk utkwił również w nodze. Wycofywałem się jednak dalej i przy pomocy dwóch żołnierzy dotarłem na stanowisko dowodzenia dowodcy baterii, któremu zameldowałem o sytuacji. Po złożeniu meldunku, na rozkaz kpt. Stranza zostałem odwieziony do szpitala w Pszczynie. Tak zakończył się mój udział w wojnie obronnej 1939 roku”

Czołgi niemieckie około godz. 11:30 zaczęły wdzierać się do miasta Żory. Niemcy mieli miażdżącą przewagę nad obrońcami miasta w tej sytuacji mjr Kwiatkowski jak i kpt. Stranz wydali rozkaz wycofania się na kierunek Kobiór – Pszczyna. Do walki włączyło się 6 rusznic ppanc., jednak strzelali na zbyt duża odległość i nie wyrządziły żadnej szkody niemieckim wozom panc. Dowódca działa nr 2 kpt. Wyderko bezpiecznie wycofał działo jak i swoich żołnierzy w kierunku południowym na Kleszczów. W Kleszczowie razem z pozostałymi działami kpt. Stranza przygotowywano dalsza obronę. Kleszczowa broniły również naturalne przeszkody w postaci bagien i terenów podmokłych, oraz stawy. Obrońcy postanawiają wykorzystać te walory i ustawiają działa za jednym ze stawów. Niestety niemieckie lotnictwo wykryło bardzo szybko pozycje obrońców, co zmusiło obrońców do zmiany stanowisk dział.

W czasie tych działań niemieckie czołgi oraz 53 pp. zajęły miasto.
Piechota polska próbowała jeszcze z odosobnionych punktów oporu zatrzymać niemieckie natarcie, lecz bez rezultatu. W czasie walk o miasto na ul. Folwarcznej ginie ppor. rez. Władysław Pawlikowski. Po bitwie w zbiorowej mogile spoczęło 11 polskich żołnierzy. Atak na Żory rozpoczął się o godz. 10:00 rano, a miasto padło po godz. 14:00.
Las miedzy Rybnikiem a Żorami.

Las miedzy Rybnikiem a Żorami.

Las miedzy Rybnikiem a Żorami.

Las miedzy Rybnikiem a Żorami.

Las miedzy Rybnikiem a Żorami.

Las miedzy Rybnikiem a Żorami.

 Zamieszczone przez o 00:00  Tagged with:
Sie 152007
 

Kolejny raz, przekazuję serdeczne podziękowania administratorom witryny internetowej „Rybnik, ocalić od zapomnienia”, za tak miłą współpracę i przedsiębiorczość w upowszechnianiu pamięci o byłych więźniach hitlerowskich obozów koncentracyjnych. Przedrukowany artykuł z „Gazety Krakowskiej” świadczy o przykrych refleksjach – po frazeologicznie głoszonych deklaracjach na temat pamięci o byłych więźniach, gdy w rzeczywistości nie idą za tym czyny. Niestety, patologia ta nie dotyczy tylko oficjeli szczebla centralnego, ale także lokalnego – chociaż na podstawie wspaniałych zachowań gospodarzy miast Żor i Wodzisławia Śląskiego, mam podstawy twierdzić że istnieją pozytywne wyjątki.

Żeby jednak nie powtarzać treści artykułu, przemówię do wyobraźni czytelnika strony internetowej „Rybnik, ocalić od zapomnienia”, skromną prezentacją zdjęć wykonanych z mojej pielgrzymki do miejsc męczeństwa także wielu mieszkańców Rybnika – do byłych obozów Dachau, Mauthausen, Ebensee. Niestety, na terenie Niemiec i Austrii wiele uczyniono, by ślady po w/w obozach dosyć mocno zatrzeć, (chyba) by nie szokować zwiedzających – obrazem warunków, w jakich przebywało i ginęło tysiące więźniów.

Obóz koncentracyjny Dachau – KONZENTRATIONSLAGER DACHAU (pierwszy obóz koncentracyjny) powstał w Bawarii, założony 22.03.1933 r. na podstawie zarządzenia H. Himmlera. Utworzenie obozu miało na celu izolowanie politycznych przeciwników reżimu hitlerowskiego, duchownych i Żydów. Od 1938 r. w KL Dachau szkolono personel kierowniczy i funkcyjny SS dla innych obozów koncentracyjnych. Podlegało mu ponad 130 podobozów i obozów przymusowej pracy na terenie III Rzeszy. Według szacunkowych danych, do 1945 r. przez KL Dachau przeszło ogółem 160 tysięcy więźniów różnych narodowości, z których zginęło około 66 tysięcy (w tym 40 tys. Żydów). Obóz został wyzwolony 29.04.1945 r. przez wojska amerykańskie.

Obóz koncentracyjny Mauthausen – KONZENTRATIONSLAGER MAUTHAUSEN, Niemcy założyli 8.08.1938 r. w północnej Austrii, pod Linzem. Podlegało mu kilkadziesiąt podobozów i filii, z których największym był obóz w pobliskim Gusen – założony w 1940 r. Więźniowie tego obozu pracowali w kamieniołomach, a także przy budowie podziemnych zakładów zbrojeniowych. Według przybliżonych ustaleń, przez KL Mauthausen i jego podobozy przeszło 335 tysięcy więźniów różnych narodowości, a z których zginęło około 122 tysiące. Obóz został wyzwolony 5.05.1945 r. przez wojska amerykańskie.

Podobóz w Ebensee – KONZENTRATIONSLAGER EBENSEE (filia KL Mauthausen) powstał w listopadzie 1943 r., był usytuowany w malowniczej miejscowości Ebensee w Górnej Austrii – w austriackich Alpach i w niedalekiej odległości  od jeziora Trausee. U podnóża Alp pracą tysięcy więźniów tego podobozu, drążono system sztolni, w których hitlerowcy planowali uruchomienie doświadczalnego ośrodka rakietowego – przeniesienie takiego ośrodka z Pennemünde do rejonów bezpiecznych od bombardowań. Niestety, działania wojenne na froncie wschodnim pokrzyżowały zamiary Niemców – więc w wydrążonych tunelach umieszczono rafinerię ropy naftowej i fabrykę części do czołgów Styer-Daimler-Puch AG. Praca więźniów przy drążeniu tuneli była jednak bezwzględnie egzekwowana, była katorżniczą pracą pod ziemią, przy wyjątkowo nędznych warunkach bytu więźniów. Nędzne obozowe zaopatrzenie przyczyniło się do zupełnego wycieńczenia, głodu, chorób i śmierci tysięcy więźniów. Z około 27 tys. więźniów, z tego 30% pochodzenia żydowskiego, do momentu wyzwolenia w dniu 6 maja 1945 r. przez wojska amerykańskie życie straciło ok. 8,5 tys. osób

Sie 112007
 

Dziś prezentujemy wspomnienia o rodzinie Jaszków – oczywiście przygotowane przez Pana Jerzego Klistałę.

Zajmując się zbieraniem materiałów o wydarzeniach z ponurego okresu 1939-1945, o okupacyjnych losach wielu bliskich mi „krajanów”, natrafiałem na powtarzającą się zbieżność pewnych faktów. Otóż, korzenie patriotyzmu osób o których opracowuję wspomnienia, wywodzą się z jakże wielkiego zaangażowania w walkę o polskość już w powstaniach śląskich  1919-1921 (by nie zagłębiać się w odleglejsze wydarzenia). Z rodzin o takich tradycjach, wywodzili się młodzi a waleczni bohaterowie, dla których wzorem byli ich dziadowie i ojcowie. Wielu mężczyzn, zaangażowanych w ruchu oporu – organizacjach konspiracyjnych (szczególnie urodzeni przed 1900 rokiem), to członkowie POW czy POW Górnego Śląska. Natomiast młodzież urodzona po powstaniach śląskich, oprócz wzorców jakie czerpali z zachowań rodziców, pogłębiała patriotyczne wartości przez przynależność do harcerstwa, kształtującego wyjątkowo „pro narodowościowo” charakter swoich członków przed 1939 rokiem. Stąd i tak wielka aktywność harcerzy w Szarych szeregach i innych organizacjach konspiracyjnych w okresie okupacji hitlerowskiej jak: Siła Zbrojna Polski (SZP), Polska Organizacja Powstańcza (POP), Polska Tajna Organizacja Powstańcza (PTOP), Związek Walki Zbrojnej/Armia Krajowa (ZWZ/AK).

Należy jednak zdecydowanie podkreślać przy pisaniu o zasługach męskiej części śląskiej społeczności – kobiecą jej część, która okazała także przeogromną ilość przykładów heroizmu w walce z najeźdźcą hitlerowskim, za co doznała prześladowań, i oczywiście także ginęła w obozach koncentracyjnych. Często lubię posługiwać się jakże wymownymi cytatami z książki Innocentego Libury „Z dziejów domowych powiatu – gawęda o ziemi rybnickiej”. To On jakże wspaniale wypowiada się o śląskich kobietach: „Sławne matrony śląskie, matki licznych rodzin, strażniczki mowy ojczystej, wiary i obyczaju, towarzyszki swoich mężów i braci w walce o wolność. Im to w wielkiej mierze należy zawdzięczać zachowanie polskości na Górnym Śląsku”.
Ten przydługawy wstęp, wykonałem dlatego, że po pomyłce dokonanej w książce „Martyrologium mieszkańców Ziemi Rybnickiej, Wodzisławia Śl, Żor i Raciborza” (na co zwrócono mi uwagę po wydrukowaniu książki), postanowiłem nieco dokładniej „rozpracować” okupacyjną działalność rodziny Jaszek. Przepraszam więc za popełniony błąd i wyjaśniam właściwe funkcje braci Pawła i Józefa Jaszek w strukturach ZWZ. Muszę jednak z oczywistych powodów rozszerzyć to opracowanie także o rodziców obu braci.


JÓZEF JASZEK (ojciec) urodzony w 1888 r. zamieszkiwał w Markowicach k.Raciborza. Tam wstąpił do POW Górnego Śląska, brał udział w powstaniach śląskich, był także bardzo aktywnym, działaczem plebiscytowym. Po powstaniach, ze względu na prześladowania i intrygi niemieckich osadników w Markowicach, zmuszony był wraz z żoną Franciszką i czwórką dzieci uchodzić stamtąd i osiedlił się w Rybniku, gdzie w 1930 r. wybudował dom.
Józef Jaszek z małżonką Elżbietą

Józef Jaszek z małżonką Elżbietą

Cały okres do 1939 r. był pracownikiem PKP – na różnych stanowiskach, a w czasie okupacji został z kolei wyrzucony przez Niemców za działalność patriotyczną i za to że był powstańcem śląskim, pracował więc jako księgowy we młynie. Ojciec, będąc u Niemców na „cenzurowanym” i nie mogąc sam aktywnie włączyć się w działalność ruchu oporu, wspierał „duchowo” działalność synów – szczególnie Pawła i Józefa, którzy w pracę konspiracyjnej ZWZ wnosili szczególne zasługi


PAWEŁ JASZEK, urodzony 1917 r., zaangażowany był w tworzoną przez Stanisława Sobika organizację ZWZ. W czasie okupacji hitlerowskiej, w związku ze swoją pracą agenta handlowego w holenderskiej firmie Romenhellera, która handlowała gazami technicznymi i odczynnikami chemicznymi, mógł poruszać się po terenie Generalnej Guberni. Zaangażowany przy Sobiku – w ZWZ, wykorzystywał więc swoje możliwości do pracy kurierskiej, a także do kontaktów i łączności z komendą wojewódzką tej organizacji. Po masowych aresztowaniach jakie miały miejsce w Rybniku – w lutym 1943 r., Paweł wyjechał do Łodzi i tam przeczekał okres okupacji, uniknął więc aresztowania
Paweł Jaszek

Paweł Jaszek

Po wyzwoleniu, powrócił do Rybnika i pracował w Gazach Technicznych w Rybniku i Pszczynie. Zmarł w 1988 roku.


JÓZEF JASZEK pseud. „Gawron”, urodzony 31.08.1914 r. w Markowicach pow. raciborski, syn Józefa i Franciszki z d. Cyfka, zamieszkały w Rybniku. Jako jedyny z rodzeństwa, uczęszczał do rybnickiego gimnazjum i ukończył je maturą w 1935 r. W 1936 roku odbył roczne przeszkolenie w Szkole Podchorążych, a szkołę tę ukończył w stopniu starszego kaprala. W 1938 roku pojechał na studia prawnicze do Poznania, lecz studia przerwał wybuch drugiej wojny światowej. Wróciwszy do Rybnika, podjął pracę u fotografa, którego pracownia znajdowała się tuż przy zakładzie szklarskim Andrzeja Kaszuby bardzo zaangażowanego w działalność konspiracyjną.
Józef Jaszek

Józef Jaszek

Od początku okupacji szukał kontaktów z ruchem oporu, więc przez znajomość z Andrzejem Kaszubą wstąpił do ZWZ. Sztab ZWZ miał początkowo siedzibę  w mieszkaniu Kaszubów – do ich aresztowania 23.09.1942 r. W mieszkaniu tym składali także przysięgę nowo wstępujący do organizacji. Mając ukończone przeszkolenie wojskowe i kontakty z kolegami z gimnazjalistami (Sztajerem, Frosem, Kożdoniem), przydzielony został do struktur wojskowych tej organizacji i pełnił funkcję Zastępcy Dowódcy Kompanii na Okręg Rybnicki. Na krótko przed aresztowaniem (ok. maja 1943 r.) otrzymał oficjalną nominację na zastępcę dowódcy kompani Antoniego Sztajera – ZWZ na okręg Rybnicki, a już po aresztowaniu Józefa, nadszedł z Krakowa jego awans na podporucznika. W związku z tym, że w więzieniu mysłowickim podczas przesłuchań ujawnione zostało jego nazwisko, został aresztowany 25/26.06.1943 r. i przewieziony do więzienia śledczego w Mysłowicach gdzie przebywał od czerwca 1943 r. do stycznia 1944 r. Po śledztwie przesłany do więzienia policyjnego we Wrocławiu, gdzie przebywał kilka dni. Stamtąd, przesłany został do KL Gross-Rosen, i tam zarejestrowano go w obozowej ewidencji jako więźnia nr 18473. Po kilku dniach, przeniesiony został do KL Buchenwald i tam zarejestrowano go jako więźnia nr 38545. Dla uściślenia faktów – był w różnych podobozach m.in. pracował w zakładach remontowych lokomotyw i w podziemnej fabryce samolotów Junkers, oraz przy produkcji pierwszych niemieckich odrzutowców, a fabryka ta mieściła się w podziemiach kopalni soli. W KL Buchenwald przebywał od marca 1944 r. do kwietnia 1945 r. – do wyzwolenia obozu.

W końcowym okresie funkcjonowania obozu, kiedy jednostka SS ewakuowała więźniów na zachód, i wówczas Józef, żeby nie dostać się w ręce Rosjan, wraz z kilkoma współwięźniami dokonali ucieczki (z noclegu w stodole, w której byli na noc zamknięci i tak stłoczeni, że drzwi się nie domykały). Dostali się do jakiegoś ogrodnictwa w którym były brogi z ziemniakami. Zrodzona świadomość że są w pobliżu tak wielkiej spiżarni z artykułami spożywczymi (ogromne ilości ziemniaków w kopcach), nie chcieli się oddalać od tego miejsca. Trudno jednak dziwić się tak wygłodniałym więźniom, skoro Jaszek wspomina, że po powrocie do domu, jako 31 letni mężczyzna przy wzroście 167 cm ważył zaledwie 29 kg. Z okresu obozowego – gdy opowiadał swoim bliskim, zawsze podkreślał doskwierający głód oraz psy, którymi ss-mani straszyli więźniów – „szczując” więźniów. Świadomość Jaszka była tym straszeniem tak wypełniona, że jeszcze wiele lat po powrocie do domu, budził się w nocy z przerażeniem – chcąc uciekać przed goniącymi go psami ss-manskich wartowników! Po wyzwoleniu obozu, przebywał w amerykańskim obozie przejściowym w Zagłębiu Ruhry. Do Polski wrócił w 1947 r. Ożenił się w 1948 r. z Joanną Palica, a z małżeństwa tego urodziła się czwórka dzieci: Danuta, Czesław, Adam i Stanisław. Do renty, na którą przeszedł w 1975 r., pracował w Wojewódzkim Przedsiębiorstwie Hurtu Spożywczego w Rybniku. Zmarł w 1981 r.

Postscriptum

Wielokrotnie opowiadał rodzinie o spotkaniach konspiracyjnych w zakładzie szklarskim Kaszuby i w Zebrzydowicach u Kufiety. Z opowiadań tych wymieniał znajome nazwiska Kuczaty, Paszek, Miczajka. Przedstawiał także wersję wydarzeń do okoliczności aresztowań członków ZWZ w lutym 1943 r. Na początku lutego, miało się odbyć zebranie ZWZ  – na osiedlu Maroko albo w Zebrzydowicach. Wówczas, złe przeczucie nakazywało mu zrezygnować z udziału w tym zebraniu, a jak się okazało, uczestniczył w nim zdrajca Ziętek. Józef Jaszek zdecydowawszy się jednak na uczestnictwo w tym spotkaniu – spóźnił się, a któryś z jego kolegów ciągle mówił „Jaszka jeszcze nie ma i nie ma” (mimo, że każdy posiadał pseudonim, na zebraniach, używali prawdziwych nazwisk co okazało się błędem w tamtejszej konspiracji). Zdrajca Zientek, nie znał Jaszka osobiście, ale znał osobę o nazwisku Paszek, i wskutek podobieństwa nazwisk pomylił oba nazwiska – podając (prawdopodobnie) do gestapo zamiast Jaszek – nazwisko Paszek, mimo że Paszek nie działał w konspiracji. Znamiennym jest fakt, że właśnie wszyscy uczestnicy tego zebrania zostali aresztowani w pierwszych masowych aresztowaniach w lutym 1943 r., z tą poprawką, że zamiast Jaszka – aresztowany został Paszek.
Trzeci syn Józefa (ojca) – LUDWIK JASZEK, w okresie okupacji nie był zaangażowany w działalność konspiracyjną, a po wyzwoleniu pracował – do emerytury w rybnickiej RYFAM-ie. Zmarł w 1982 r.

Nie można oczywiście pominąć w tym rodzinnym zespole, teścia Józefa Jaszka (syna) – TEODORA PALICĘ,

Teodor Palica

Teodor Palica

Urodzony w 1890 r. w Markowicach, członek POW Górnego Śląska, powstaniec śląski i działacz plebiscytowy. Z Markowic musiał się „wynieść” z powodu prześladowań tych, którzy nie mogli mu darować udziału w powstaniach i opowiedzenia się w plebiscycie za Polską. Osiedlił się w Rybniku i w 1936 r. wybudował tam dom. Przed wojną pracował w PKP jako maszynista parowozu, a po wyzwoleniu 1945 r. pracował w parowozowni w Rybniku i został jej kierownikiem w końcu lat 50-tych. W okresie okupacji pracował także na kolei, lecz Niemcy znając jego przeszłość powstańczą, zdegradowali go do „pomocnika robotnika”. Nie mogąc się osobiście angażować w działalność konspiracyjną – był przecież także na cenzurowanym, służył doradztwem młodszym kolegom z ruchu oporu.

Często w rodzinnym gronie wspominał osobę Stanisława Sobika, gdyż znał go z okresu przedwojennego i jak wielu znajomych – znał jego niemal wzorcowe pojmowanie patriotyzmu. Spotykał się także z Sobikiem w początkowym okresie okupacji – gdy wyrzucony z pracy na poczcie, zatrudniony był w kasie biletowej na kolei (stacja Obszary).

Teodor Palica do 1951 był kierownikiem parowozowni, lecz na skutek donosu (powstańcy śląscy byli szykanowani) został aresztowany przez UB i w tymże 1951 r. skazany na 1 rok więzienia pod wymyślonym pretekstem „sabotażu”. Po wyjściu z wiezienia przeszedł na emeryturę, a w 1959 zastał zrehabilitowany. Został odznaczony Krzyżem Oficerskim Orderu Odrodzenia Polski.
Można jedynie dodać jako ciekawostkę to, że zaraz na początku okupacji został wyrzucony ze swojego budynku (obecnie ul. Mariańska) więc zamieszkał w malutkim mieszkaniu w dzielnicy Rybnika – Meksyko,  zaś w jego domu zamieszkał znany gestapowiec Mańka.


Jerzy Klistała

Sie 102007
 
Z serii ciekawa broń – działo kolejowe „DORA”
dora1
800mm armata kolejowa Gustav Dora
Gustav 800mm niemiecka armata kolejowa znana jako 80cm nazywana DORA opracowana przez firmę Krupp w drugiej połowie lat trzydziestych. W 1937r. została zaproponowana armii niemieckiej jako środek do niszczenia umocnień lini Maginota. Ze względu na trudnośći konstrukcyjno technologiczne budowa armaty została ukończona w 1941r. Po badaniach działo skierowano do Sewastopola, gdzie oddało 30-50 strzałów, a następnie do Leningradu gdzie nie zostało użyte. W 1944r. działo prawdopodobnie używane do ostrzeliwania Warszawy. Nazwa broni pochodzi od imienia Gustava von Bohlen und Halbach, Męża Berty Krupp ostatniej właścicielki koncernu. Armata zbudowana na specjalnym podwoziu kolejowym i poruszała się po torowisku czteroszynowym. Lufa bruzdowana o długości 32480mm zamek klinowy. Do transportu działo było rozkładane za pomocą dźwigu na szereg części, przewożonych na oddzielnych platformach kolejowych. Złożenie działa wymagało zatrudnienia około 1420 ludzi w czasie 3 tydodni. Do strzelania stosowano pociski przeciwbetonowe o masie 7100kg imasie ładunku miotającego 1850kg oraz pociski burzące o masie 4800kg i masie ładunku miotającego 2000kg. masa działa 1350ton długość 42976mm szerokość 7010mm wysokość 11600mm, kąt ostrzału w płaszczyźnie pionowej od 10* do 65*, donośność pocisku przeciwbetonowego 47000m, prędkość początkowa pocisku przeciwbetonowego 710m/s, burzącego 820m/s żywotność lufy ok 100 strzałów, szybkostrzelność 3 strz/min (w/g książki ENCYKLOPEDIA WSPÓŁCZESNEJ BRONI PALNEJ ANDRZEJ CIEPLIŃSKI RYSZARD WOŹNIAK wyd. WIS)
dora2
Hitler inspektujący Dore
pociskdora
Pocisk 800 mm