Maj 302007
 
Schron Wawok – potrzebujemy wsparcia!Jak już informowaliśmy, rozpoczęliśmy prace przy naszym schronie znajdującym się na Wawoku. Z dużym opóźnieniem wynikającym z różnych – przeważnie od Nas nie zależnych przyczyn. W międzyczasie dołączyło do grona „Zapomnianych Rybniczan” kilka osób, które w znaczny sposób wspomogły Nas przy pracach. Są to miedzy innymi Tomek i Remik – którym bardzo dziękujemy! Rąk do pracy mamy dość, chęci również. Niestety nasze skromne zasoby finansowe są na wyczerpaniu i dlatego prosimy wszystkie osoby, mogące Nas wspomóc o pomoc. Nie chcemy pieniędzy – potrzebujemy różnych materiałów, które umożliwią dalsze prace. Jeśli ktokolwiek z Państwa dysponuje zbędnymi następującymi rzeczami –  prosimy o kontakt. Potrzebujemy:  drewnianą palisadę – do wygrodzenia wejścia do schronu, żwir lub kamień do utwardzenia dojścia, deski, lepik. Prosimy o kontakt woytas@odkrywca.pl , aw68@neostrada.pl
Maj 302007
 

Zapraszam do ostatniej już części historii Pana Jerzego Klistały o rybnickich harcerzach. Z poprzednią częścią można zapoznać się tutaj.

 

RODZINA BUCHALIKÓW,
Kolejna wielodzietna rodzina, zamieszkała w Gotartowicach k.Rybnika, o tradycjach patriotycznych, sprawdzonych w powstaniach śląskich, a później w walce z okupantem hitlerowskim. Wilhelm Buchalik, członek POW Górnego Śląska, były uczestnik trzech powstań śląskich i działacz ze strony Polski w agitacji plebiscytowej, został aresztowany w kilka dni po wkroczeniu wojsk hitlerowskich na ziemię rybnicką – we wrześniu 1939 r. Matka – Franciszka Buchalik, działaczka Koła Przyjaciół Harcerstwa w Gotartowicach, od początku okupacji hitlerowskiej wraz z synami Ernestem i Franciszkiem zaangażowała się w działalność konspiracyjną w organizacji PTOP – utworzonej przez Alojzego Frelicha (byłego ucznia gimnazjum w Żorach), zamieszkałego w Gotartowicach. Celem i zadaniem PTOP (jak podawał raport gestapo) było „ …utworzenie w wyniku zbrojnego powstania noewgo państwa polskiego i oderwanie przemocą od niemieckiej rzeszy terenów wschodnich – wcielonych do tej Rzeszy”.
PTOP zbierała fundusze na pomoc rodzinom, których członkowie zostali uwięzieni lub przekazani do obozów. Tą działalnością kierował Paweł Buchalik kuzyn Franciszka i Ernesta. Od początku okupacji zaangażowany w ruchu oporu w sztabie kierowniczym PTOP, kierował akcją pomocy dla rodzin uwięzionych Polaków (zasiłki pieniężne, karty żywnościowe i odzieżowe – zdobywane nielegalnie w urzędach).

Po zdobyciu w lipcu 1941 r. maszyny do pisania, powielacza oraz aparatu radiowego, rozpoczęto druk i kolportaż pisma „Zew Wolności”. Pismo to zawierało wiadomości radia londyńskiego, a przede wszystkim wzywało do wytrwałości w okupowanym kraju, i walki z wrogiem w każdy możliwy sposób. Kolportażem gazetki zajmowali się byli harcerze – między innymi Ernest Buchalik.

Inną dziedziną działalności PTOP było prowadzenie sabotaży, a więc utworzono grupy sabotażowe którymi dowodził Franciszek Buchalik. Kierowano się jednak rozsądną zasadą, by uszkodzenia maszyn i różnego rodzaju urządzeń, nie powodowały za ich powstanie – karania pojedynczych osób czy grupy osób. Wykonywano owe uszkodzenia w taki sposób by wyglądało to na naturalne awarie, np. samoczynne spięcia w instalacji elektrycznej, zerwanie przewodów telekomunikacyjnych wyglądające jako zaistniałe w czasie wichury czy śnieżycy, przepalanie się silników elektrycznych wynikłe z ich przegrzania, zamrażanie lub zatykanie się przewodów rurowych w wyniku mrozów itp. Franciszek skierowany przez Arbeitsamt do pracy przymusowej nad Kanałem Gliwickim, tam wykorzystał sposobność do zadawania Niemcom straty w wyniku sabotażu. Ale podobne działania odbywały się w innych zakładach pracy np. w gotartowickiej hucie, w kopalniach rybnickich, w hucie „Silesia” na Paruszowcu czy Odlewni Żeliwa w Żorach.

Niestety, gestapo wpadło na trop działalności PTOP po znalezieniu jednego numeru pisma „Zew Wolności” (z widocznymi inicjałami wydawcy gazetki – PTOP), w wyniku czego rozpoczęły się masowe aresztowania. Aresztowano wówczas ok. 87 osób, z których większość zginęła w KL Auschwitz.

Losy Buchalików zostały jednak tragiczniej zapisane w pamięci mieszkańców Gotartowic. Po aresztowaniu, przekazani zostali do więzienia śledczego w Mysłowicach, a po śledztwie do KL Auschwitz. Wyrokiem sądu z dnia 2.07.1942 r. został skazany na śmierć przez powieszenie, więc 22.07.1942 r., przewieziono Franciszka i Pawła z KL Auschwitz do Gotartowic, by tam, na oczach mieszkańców Ich rodzinnej miejscowości (spędzonych pod terrorem na placyku obok remizy strażackiej), odbyła się publiczna egzekucja harcerzy Franciszka i Pawła Buchalików – przez powieszenie.
Do dzisiaj pozostała pamięć w Gotartowicach o tym, jak postawa młodych skazańców, mimo tortur i wielkiego wycieńczenia, była do końca bohaterska. Ostatnie słowa Pawła Buchalika, wykrzyczane były donośnym głosem: „Jestem niewinny! Matko Boska, ratuj nasze rodziny”! Natomiast Franciszek, już z pętlą na szyi, zawołał: „Jeszcze Polska nie zginęła … ”!BUCHALIK WILHELM,
Urodzony 25.12.1897 r. w Gotartowicach k.Rybnika, mieszkaniec tejże miejscowości, ojciec Franciszka i Ernesta. Członek POW Górnego Śląska, były powstaniec – uczestnik trzech powstań śląskich i działacz ze strony Polski w agitacji plebiscytowej. Za przedwojenną aktywność społeczną i jako powstaniec, został aresztowany w kilka dni po wkroczeniu wojsk hitlerowskich na ziemię rybnicką tj. we wrześniu 1939 r. i wywieziony do więzienia w Bydgoszczy. Tam, na wieść o publicznej egzekucji synów, zmarł na atak serca 27.10.1942 r.

BUCHALIK FRANCISZKA z d. DZIWOKI,
Urodzona 22.01.1900 r. w Gotartowicach k.Rybnika, córka Franciszka i Joanny z d. Steuer. Działaczka Koła Przyjaciół Harcerstwa w Gotartowicach. Od początku okupacji hitlerowskiej zaangażowała się w działalność konspiracyjną w szeregach PTOP. W wyniku częściowego rozpracowania struktur organizacji przez Gestapo, została aresztowana 22 na 23. 05.1043 r. i przewieziona do więzienia śledczego (Ersatzpolizeigefängnis) w Mysłowicach, a po śledztwie przekazana 15.09.1942 r. do KL Auschwitz-Birkenau, gdzie zarejestrowano ją jako więźniarkę nr 19714. Zginęła w tym obozie 16.10.1942 r. Według wystawionego aktu zgonu nr 36288/1942 – potwierdzonego przez lekarza obozowego, zmarła o godz. 9:55, określenie przyczyny zgonu to „akuter Magendarmkatarrh” (ostry katar/nieżyt żołądkowo jelitowy).

BUCHALIK FRANCISZEK,
Urodzony 15.07.1922 r. w Gotartowicach k.Rybnika (brat Ernesta), syn Wilhelma i Franciszki z d. Dziwoki. Po ukończeniu szkoły powszechnej, pracował u gospodarza w Szczejkowicach, gdyż w rodzinie było dziewięcioro dzieci, a ojciec przez kilka lat nie miał pracy. Harcerz, –  z drużyny harcerskiej i z domu rodzinnego wyniósł głęboką miłość do Polski. W czasie okupacji hitlerowskiej pracował przy budowaniu fabryk zbrojeniowych nad Kanałem Gliwickim, zaangażował się  także w działalność ruchu oporu. Współorganizował PTOP w Gotartowicach – zastępca dowódcy, był odpowiedzialny za dywersję. W wyniku częściowego rozpracowania struktur organizacji przez Gestapo, aresztowany w nocy 22 na 23.05.1942 r. i przesłany do więzienia śledczego w Mysłowicach, a po śledztwie przekazany do KL Auschwitz. Dnia 27.07.1942 r. wraz z kuzynem Pawłem przewieziony z KL Auschwitz do Gotartowic, gdzie zginął w egzekucji publicznej – przez powieszenie.

BUCHALIK ERNEST
Buchalik Ernest zdjęcie z Oświęcimia

Buchalik Ernest zdjęcie z Oświęcimia

Urodzony 7.09.1925 r. w Gotartowicach k.Rybnika, syn Wilhelma i Franciszki z d. Dziwoki, mieszkaniec Gotartowic. Harcerz XIII Drużyny Harcerzy im. Witolda Regera w Gotartowicach. W okresie okupacji hitlerowskiej zaangażowany w działalność organizacji konspiracyjnej – Polskiej Tajnej Organizacji Powstańczej. Był kolporterem gazetki konspiracyjnej „Zew Wolności”. Niestety, PTOP została zdekonspirowana, a jej członkowie aresztowani – między innymi Ernest. Po aresztowaniu w nocy z dnia 22 na 23.05.1942 r., przekazany do więzienia śledczego w Mysłowicach, a stamtąd do KL Auschwitz i zarejestrowany 17.07.1942 r. w obozowej ewidencji jako więzień nr 47692. Na podstawie decyzji policyjnego sądu doraźnego zginął dnia 5.09.1942 r. Według wystawionego aktu zgonu nr 28174/1942 – potwierdzonego przez lekarza obozowego, zmarł o godz. 9:20, określenie przyczyny zgonu to „Herzschwäche bei Darmkatarrh” (niewydolność serca przy nieżycie jelit).

BUCHALIK PAWEŁ,

Buchalik Paweł

Buchalik Paweł

Urodzony 8.09.1922 r. w Gotartowicach k.Rybnika, syn Józefa i Marii z d. Reclik. Harcerz XIII Drużyny Harcerzy im. Witolda Regera w Gotartowicach – zastępowy. Od początku okupacji hitlerowskiej działał w ruchu oporu w sztabie kierowniczym PTOP, kierował akcją pomocy dla rodzin uwięzionych Polaków (zasiłki pieniężne, karty żywnościowe i odzieżowe – zdobywane nielegalnie w urzędach). W wyniku częściowego rozpracowania struktur organizacji przez Gestapo, aresztowany w nocy z dnia 22 na 23.05.1942 r., przetransportowany wpierw do więzienia śledczego w Mysłowicach, a po śledztwie przekazany do KL Auschwitz. Dnia 27.07.1942 r. przewieziony został wraz z Franciszkiem z KL Auschwitz do Gotartowic i tam powieszony w publicznej egzekucji.

Jerzy Klistała

Maj 282007
 
W sobotę 26 maja po długim oczekiwaniu ruszyły wreszcie prace rewitalizacyjne na Naszym schronie.
W ciągu kilku godzin udało się nam odkopać praktycznie całą strzelnicę, usunęliśmy stare, uschnięte krzaki, wyeksmitowaliśmy trzmiele (do lasu). Dotarliśmy do poziomu z roku 1939 – świadczą o tym resztki oryginalnego piecyka ze schronu oraz kilkanaście innych rzeczy, które będziemy prezentować na wystawie w schronie. Wywieźliśmy kilkadziesiąt taczek ziemi, troszkę śmieci i  złomu Zapraszam do obejrzenia kilku zdjęć
Ekipa podczas pracy

Ekipa podczas pracy

Wywozimy ziemię

Wywozimy ziemię

Odkopany róg

Odkopany róg

Podkop

Podkop

Marcoon wycina krzaczyska

Marcoon wycina krzaczyska

Kosmetyka

Kosmetyka

Maj 232007
 

Część 4 historii bohaterskich harcerzy z Rybnika. Z poprzednią częścią można zapoznać się tutaj.

 

Kolejna, niemniej liczna rodzina, której nazwiska i imiona wyryte są na pomniku w Chwałowicach, to rodzina Tkoczów. O ile jednak miałem szczęście rozmawiania z Franciszkiem Kożdoniem o Jego rodzicach i rodzeństwie, to w przypadku Tkoczów, mogłem opierać się jedynie na tym, co było osiągalne z poskładanych zdań, opublikowanych w różnych książkach. Jakże jednomyślne są jednak opinie autorów tych publikacji, że atrybutem ich wielkości, były: skromność, religijność i poczucie patriotyzmu, że aż sześć osób z tej rodziny należało do ZWZ/AK.

Jan Tkocz (ojciec)

Jan Tkocz (ojciec)

Urodzony 29.08.1886 w Chwałowicach, pracownik kopalni „Chwałowice”. Był członkiem POW Górnego Śląska, uczestniczył w powstaniach śląskich. Działacz ruchu oporu w POP, ZWZ/AK. Aresztowany dnia 13.07.1944 r., w dniu 14.09.1944 r. wysłany został przez gestapo w Katowicach do Gross-Rosen, następnie 18.09.1944 przetransportowany do KL Mauthausen gdzie otrzymał numer 58487 i P/105183. Zginął 28.02.1945 w KL Mauthausen-Gusen.
Tkocz Maria (matka)

Tkocz Maria (matka)

Urodzona 21.03.1888 r w Jankowicach Rybnickich, z domu. Zniszczoł, żona Jana Tkocza, matka ośmiorga dzieci. Przed wojną zrzeszona w organizacji „Matka Polka”, „Towarzystwo Przyjaciół Harcerzy”. Pomagała materialnie żonom uwięzionych i podtrzymywała je na duchu. Współuczestniczyła w ruchu oporu ZWZ/AK. Była duchem opiekuńczym całej rodziny. Aresztowana 13.07.1944 r., po przesłuchaniach wywieziona została do KL Ravensbrück, gdzie zmarła 3.02.1945 r.
Tkocz Alojzy, pseud. GRUSZKA

Tkocz Alojzy, pseud. GRUSZKA

Urodzony 12.08.1910 r., pracownik kopalni „Chwałowice”. Należał do IX Drużyny ZHP im. Tadeusza Kościuszki w Chwałowicach. Uczestniczył w kampanii wrześniowej 1939 r. Z nastaniem okupacji działał w Szarych Szeregach, POW, ZWZ/AK. Został aresztowany przez gestapo 25.06.1943 r. zwolniony, i ponownie aresztowany 13.07.1944 r. Przewieziony do KL Mauthausen-Gusen, gdzie zginął dnia 23.04.1945 r.
Tkocz Alfred

Tkocz Alfred

Urodzony 27.05.1914 r. Należał do IX Drużyny ZHP im. Tadeusza Kościuszki w Chwałowicach. Był uczniem Seminarium Nauczycielskiego w Pszczynie a następnie uczestniczył w kampanii wrześniowej w 1939 roku. Z nastaniem okupacji współorganizator Szarych Szeregów, działacz POP, ZWZ/AK. W stopniu kapitana pełnił funkcję zastępcy dowódcy kompanii AK w rejonie rybnickim. Aresztowany 9.02.1944 r. Więziony w KL Auschwitz i tam zginął na krótko przed wyzwoleniem obozu.
Tkocz Ryszard

Tkocz Ryszard

Urodzony 18.07.1916 r. Należał do IX Drużyny ZHP im. Tadeusza Kościuszki w Chwałowicach. Ochotniczo wstąpił do Wojska Polskiego, w 1939 r. uczestniczył w kampanii wrześniowej w stopniu sierżanta. Z nastaniem okupacji, działał aktywnie w Szarych Szeregach, POP, ZWZ/AK. W działalności konspiracyjnej współredagował (z pozostałym rodzeństwem) podziemne pismo „Zryw”. Dowódca plutonu AK w Chwałowicach. Aresztowany przez gestapo w lipcu 1944 r. i w tymże roku powieszony w publicznej egzekucji w Tychach.
Tkocz Klara, pseud. Paula

Tkocz Klara, pseud. Paula

Urodzona 24.09.1918 r. Należała do Drużyny Harcerek im. Królowej Jadwigi w Chwałowicach. Z nastaniem okupacji razem z braćmi i siostrą Jadwigą działała w Szarych szeregach, POP, ZWZ/AK. Aresztowana w lipcu 1944 r., osadzona została w KL Auschwitz-Birkenau. Wywieziona do KL Ravensbrück. Doczekała się wyzwolenia w 1945 r. przez wojska alianckie. Przez Międzynarodowy Czerwony Krzyż wysłana została na rekonwalescencję do Szwecji, gdzie osiedliła się na stałe i założyła rodzinę. Zmarła 23.01.1996 r. – pochowana w Fritzaf

Tkocz Jadwiga,
Urodzona 9.10.1922 r. Należała do Drużyny ZHP im Królowej Jadwigi w Chwałowicach. Z nastaniem okupacji działała w Szarych Szeregach, POP, ZWZ/AK. Aresztowana 13.07.1944 r., wysłana została do KL Ravensbrück, gdzie zginęła w dniu 13.01.1945 r.Tkocz Anna z d. Stefek,
Urodzona 23.07.1919 r. w Dąbrowie k.Karwiny, córka Henryka i Anny z d. Poczesny, mieszkanka Chwałowic k.Rybnika – żona Alfreda Tkocza. Harcerka – przyboczna Drużyny Harcerek im. Królowej Jadwigi w Chwałowicach. Uczestniczka pogotowia harcerek w 1939 r. Z nastaniem okupacji hitlerowskiej członkini Szarych Szeregów, POP i ZWZ. Była łączniczką, kolporterką i współautorką pisma konspiracyjnego „Zryw”. Po aresztowaniu cioci Stefanii Stefek musiała się ukrywać. Wpadła jednak w ręce Gestapo 10.04.1942 r. i wpierw przetrzymywana była w wiezieniu cieszyńskim, a następnie przewieziona do więzienia śledczego (Ersatzpolizeigefängnis) w Mysłowicach. Po śledztwie przetransportowano ją 18.12.1942 r. do KL Auschwitz gdzie po zarejestrowaniu otrzymała numer więźniarki 27673. Wyrokiem policyjnego sądu doraźnego w dniu 22.10.1943 r., skazana została na śmierć, wyrok ten wykonany był 25.10.1943 r. Według wystawionego aktu zgonu nr 30857/1943 – potwierdzonego przez lekarza obozowego, zmarła o godz. 10:45, określenie przyczyny zgonu to „Tuberkulose” (gruźlica).

Uniknęli aresztowania:

Tkocz Kazimierz,
Urodzony 11.01.1925 r. w Chwałowicach. przed wojną należał do Drużyny ZHP im. T. Kościuszki w Chwałowicach. W czasie wojny pracował w fabryce sygnałów kolejowych w Gotartowicach. Z nastaniem okupacji działał w Szarych Szeregach, ZWZ/AK. Po aresztowaniu rodziców, ukrywał się w różnych miejscach aż do zakończenia wojny. Po wojnie znowu był czynnym harcerzem. W 1947 r. został powołany do czynnej służby wojskowej. Po odbyciu dwuletniej służby wojskowej, wrócił do domu i przyjął pracę na kopalni „Chwałowice”, gdzie pracował do przejścia na emeryturę w roku 1982. Mieszka w swoim domu w Chwałowicach.

Tkocz Łucja
Urodzona 22.06.1926 r. w Chwałowicach. Przed wojną należała do żeńskiej Drużyny Harcerskiej w Chwałowicach. W czasie wojny pracowała u rolnika w Żorach, co uratowało ją przed aresztowaniem w 1944 r. Brała czynny udział w ruchu oporu. Po wojnie przez jakiś czas pracowała w sklepie i równocześnie brała czynny udział w odradzaniu się harcerstwa w Chwałowicach. Była drużynową żeńskiej Drużyny Harcerek im. Królowej Jadwigi, do czasu zlikwidowania harcerstwa w 1948 r.. W 1948 r. wyszła za mąż za Jana Morgałę. od tego czasu zajmowała się prowadzeniem domu i wychowywaniem dzieci. W maju 1995 r. została wdową i mieszka samotnie w Chwałowicach.

Tkocz Józef

Urodzony 5.03.1929 r. w Chwałowicach. Przed wojną był członkiem ZHP w Chwałowicach, tak jak jego starsi bracia. W czasie wojny pracował w firmie budowlanej, równocześnie biorąc czynny udział w działalności konspiracyjnej, szczególnie jako łącznik pomiędzy poszczególnymi członkami ruchu oporu. Członek Szarych Szeregów, ZWZ/AK. Po wojnie był aktywnym członkiem harcerstwa w Chwałowicach. Po wojnie pracował na kopalni „Chwałowice”. W 1954 r. ożenił się i został ojcem dwójki dzieci. Po 40 latach pracy zawodowej, przeszedł na emeryturę w roku 1982. Od maja 2002 r. wdowiec. Mieszka w Chwałowicach.*

Mieszkali w Chwałowicach pod lasem, w niewielkim budynku z czerwonej cegły, przy domu była stodoła, kawałek ogrodu i pole. Ziemi było jednak za mało by z niej wyżywić 10 osobową rodzinę, więc głównym źródłem utrzymania była pensja ojca Jana Tkocza i starszych synów – za pracę w górnictwie.

Jan Tkocz, był aktywnym uczestnikiem powstań śląskich, brał udział w tych samych wydarzeniach politycznych – które opisałem w poprzednim rozdziale, gdy wyjaśniałem sytuację na Śląsku w okresie od 1918 do 1921 r.

O Marii Tkocz, jakże ciepło wypowiada się Innocenty Libura1 – „Duchem opiekuńczym i źródłem siły moralnej była Maria Tkoczowa, matka ośmiorga dzieci”. Nie można bowiem w prostszy sposób wyrazić słów wielkiego uznania wobec matki, która przekazywała swoim dzieciom aż tyle patriotycznych wartości. Od najmłodszych lat, wszystkie dzieci Tkoczów miały związek z harcerstwem, w którym uczyły się miłości do Ojczyzny – ponad to, co codziennie podpatrywały u rodziców.

W przeddzień spodziewanego napadu hitlerowców na Polskę, zgodnie z zaleceniem władz ZHP, Tkoczowie czynnie włączyli się w przygotowania na ewentualność wojny. W porozumieniu z kierownikiem szkoły w Chwałowicach, zabezpieczyli bibliotekę Towarzystwa Czytelni Ludowych (TCL), ukrywając część księgozbioru w domach zaufanych osób z Chwałowic, a część ukryli we własnym domu. Pomagali w ukryciu dokumentacji harcerskiej by nie umożliwiała okupantowi represji wobec członków ZHP i innych miejscowych aktywistów. Oczywiście, jest to bardzo skromnie przedstawiony zakres poczynań przyszłych i bardzo skutecznych konspiratorów.

Zgodnie z nakazem Naczelnych władz ZHP, drużyny miały zaprzestać oficjalnej działalności, przygotowując się do działalności konspiracyjnej. Gdy więc czarny scenariusz czyli napaść Niemców na Polskę stał się faktem, od pierwszych dni okupacji, powstała w Chwałowicach konspiracyjna drużyna harcerska, z centrum dowodzenia w domu Tkoczów. W piwnicy ich domu pod lasem urządzono schron podziemny. Tam zainstalowano radio, wniesiono powielacz. Przez radioodbiornik wysłuchiwano wiadomości ze świata, a na podstawie informacji uzyskanych tą drogą, redagowano gazetki i ulotki.

Starsi synowie – Alfred, Alojzy i Ryszard Tkoczowie, od pierwszych dni istnienia organizacji konspiracyjnej Polska Organizacja Powstańcza, – zaangażowali się w działalność tej organizacji. Po dekonspiracji POP, działali równie aktywnie w ZWZ/AK. Byli redaktorami gazety podziemnej „Zryw”, którą drukowano właśnie w piwnicy ich domu. Zasięg kolportażu obejmował miejscowości powiatu rybnickiego. W chlewie (pod żłobem), urządzono drugi schron – umożliwiający ukrycie się w nim kilku osób. W schronie tym ukrywali się okresowo poszukiwani „spaleni” Polacy a także zbiegli z obozów – więźniowie lub jeńcy wojenni. Zgromadzony w schronach księgozbiór, wypożyczano osobom godnym zaufania.

Bardzo przemyślnie urządzone schrony, były wręcz niewykrywalne mimo obserwacji budynku przez gestapo, policję, przez sprowadzone specjalnie wyszkolone psy śledcze. Nawet zaufani sąsiedzi i znajomi Tkoczów, nie znali wszystkich członków tej konspiracyjnej grupy i nie mieli pojęcia o zakresie działalności w budynku Tkoczów. Przybywający tam kurierzy, musieli znać hasło, by przekazać potrzebne materiały lub zabrać przygotowane ulotki i gazetki a następnie znikali niespostrzeżenie. Do konspiracyjnej drużyny harcerskiej, obok Tkoczów, Kożdoniów, należał Konrad Brachman (jako drużynowy), Anna Stefek (narzeczona, a później żona Alfreda Tkocza), Józef Lazar, Gerard Motyka i inni młodzi zapaleńcy.

Strzegącym niemal codziennie domu Tkoczów, był członek tej grupy konspiracyjnej i otrzymał zadanie zaskarbienia u Niemców zaufania, umożliwiającego „zaciągnięcia” się do hitlerowskiej formacji S.A.2, by móc ostrzegać konspiratorów przed niebezpieczeństwem. Częste przebywanie w domu Tkoczów miał tłumaczyć tym, że zakochał się w Klarze Tkocz. Musiał niestety znosić niemało pogardy od mieszkańców Chwałowic, chodząc ulicami tej miejscowości w brązowo-żółtym mundurze. Nie wtajemniczeni w jego konspiracyjne zadanie – dawne koleżanki i koledzy z harcerstwa, okazywali mu pogardę jako zdrajcy i kolaborantowi.

Wspominałem już w opracowaniu o rodzinie Kożdoniów, że Franciszka Kożdoń znalazła schronienie z dziećmi w domu Tkoczów, po wyrzuceniu jej z familoków jesienią 1941 r. Mieszkała tam około dwóch lat, do czasu jej aresztowania z synami i wywiezieniu do więzienia śledczego w Mysłowicach, a następnie do KL Auschwitz.

Niemal przez pięć lat okupacji, rodzina i dom Tkoczów były ośrodkiem konspiracyjnej działalności, ale – … terror i represje okupanta dosięgły i tą rodzinę. Dnia 9.02.1944 r. wpadł w ręce żandarmów Alfred, ukrywający się po kampanii wrześniowej w rodzinnym domu, u teściów w Marklowicach i innych znajomych w okolicy Chwałowic. Od dłuższego czasu poszukiwany przez Niemców, miał na sumieniu niemało antyhitlerowskich przewinień. Był między innymi łącznikiem pomiędzy rybnicką komórką obwodową ZWZ/AK a Cieszynem i Raciborzem. Utrzymywał łączność z harcerzami w powiecie cieszyńskim. Aresztowanie miało miejsce w Pawłowicach, gdy jechał ze swym dowódcą Antonim Sztajerem (ps. „Lew”, „Feliks”) na spotkanie z inspektorem ZWZ por. Kuboszkiem (ps. „Bogusław”, „Kuba”, „Rokosz”, „Robak”). Sztajerowi udało się uciec, natomiast Alfred dostał się w ten sposób do KL Auschwitz. W krótkim jednak czasie został wysłany „na przymusowe roboty” w okolice Bremen i tam zginął.
W wyniku zorganizowanej zasadzki 12 lipca w nocy, został zatrzymany (na drodze ze Świerklan do Żor) przez żandarmów Ryszard Tkocz. Następnego dnia tj. 13.07.1944 r., przed domem Tkoczów zjawili się gestapowcy i aresztowali matkę z córkami Jadwigą i Klarą. Jan Tkocz – ojciec, tego samego dnia został aresztowany na kopalni, zaś w szpitalu gestapowcy aresztowali syna Alojzego, który leżał tam po wypadku w pracy. Ojciec i syn Alojzy po przesłuchaniu w więzieniu w Mysłowicach, zostali przekazani do KL Auschwitz, stamtąd do KL Gross-Rosen, i 18.09.1944 r. do KL Mauthausen a 6.02.1945 do KL Mauthausen-Gusen. Tam obydwaj zginęli. Marię Tkocz i jej córkę Jadwigę, po aresztowaniu i kilkutygodniowym pobycie w więzieniu śledczym w Mysłowicach, wysłano do obozu KL Ravensbrück, gdzie obie zmarły. Ryszarda, – za przynależność do „polskich band zbrojnych”, powieszono w publicznej egzekucji w Tychach dnia 22.09.1944 r. Przeżyła obóz tylko Klara, którą po wyzwoleniu – Czerwony Krzyż wysłał do Szwecji.

Z rodziny liczącej dziesięć osób uniknęło aresztowania troje najmłodszych dzieci Tkoczów: Łucja, która służyła od dłuższego czasu u gospodarza pod Żorami, Józef pracujący z cieślami poza terenem Chwałowic oraz Kazimierz. Kazimierz wracając do domu nad ranem (po nocnej zmianie) z fabryki w Gotartowicach, zobaczył kilku mężczyzn koło domu. Wyczuł w tym zasadzkę, więc nie poszedł w kierunku budynku. Ukrył się u znajomych i tam dowiedział się o aresztowaniu rodziców i rodzeństwa. Od tego momentu ukrywał się do końca okupacji.

Dom Tkoczów, gestapo opieczętowało i zamknęło. Trudna jest dzisiaj do sprawdzenia wersja, jak to faktycznie było ze zburzeniem domu Tkoczów. Podobno gestapowcy z zemsty że nie potrafili sobie dać rady z wykryciem tak prężnej działalności konspiracyjnej w domu Tkoczów, budynek ten przekazali hitlerowskiej organizacji młodzieżowej Hitlerjugend (HJ), a po splądrowaniu budynku, członkowie tej organizacji – hajoty3 budynek podpalili i wysadzili w powietrze. Tak czy inaczej, dnia 8.12.1944 r. budynek został faktycznie wysadzony w powietrze. Według relacji Franciszka Kożdonia, budynek został zniszczony „pancerfaustem”.

Gdy Rybnik, a z nim Chwałowice zostały wyzwolone spod okupacji, troje rodzeństwa Józef, Łucja i Kazimierz Tkoczowie, którzy przeżyli okupację, spotkali się przy gruzach rodzinnego domu pod lasem. W resztkach spalonej stodoły urządzili się na tyle, by można było przebywać tam przez jakiś czas. Kazimierz otrzymał wkrótce zatrudnienie przy prowadzeniu sklepu, przy którym był pokój z kuchnią, więc tam się przenieśli na pierwszą powojenną zimę. Po siedmiu latach, wspólnym wysiłkiem wybudowali skromny barak na fundamentach dawnego chlewu i stodoły. Urządzili się w nim Łucja z Józefem, zakładając własne rodziny. Kazimierz został kawalerem, ale z nadejściem lepszych czasów zbudował sobie w pobliżu ojcowizny własny dom. Klara zamieszkała na stałe w Szwecji, wyszła za mąż, urodziła trzech synów.  Odwiedzała Ojczyznę i rodzeństwo od czasu do czasu – do 1996 r.

Jerzy Klistała

Maj 212007
 
Huta „Silesia”, w której produkcję wznowiono już w połowie września 1939 roku, stanowi najlepszy przykład rabunkowej gospodarki okupanta w pierwszych latach okupacji. W 1941 roku została unieruchomiona walcownia blach cienkich, a zdemontowane urządzenia wywieziono w głąb Rzeszy lub też wyrzucono. W pomieszczeniach walcowni uruchomiono warsztaty dla uczniów. Ze względu na brak cyny oraz blachy do produkcji wyrobów ocynkowanych zastawiona została również cynownia, a jej pomieszczenia przekształcono na lakiernię konwi i wiader do mleka.
Teren zakładu

Teren zakładu

Niepowodzenia hitlerowców na froncie wschodnim i kontrofensywa armii radzieckiej w 1941 roku wpłynęły na zmianę polityki gospodarczej. Niemcy uświadomili sobie konieczność prowadzenia długotrwałej wojny, co spowodowało zmianę profilu produkcji m.in. w Hucie „Silesia”. W tym czasie przestawiono część wydziałów huty na produkcję zbrojeniową.
W najdłuższej hali produkcyjnej wyburzono wszystkie piece i usunięto urządzenia, a opróżnione pomieszczenie przeznaczono na montażownię specjalnych kapturów ochronnych do bomb lotniczych. Reorganizację podobnego rodzaju przeprowadzono we wszystkich gałęziach przemysłu zdolnych do produkcji zbrojeniowej.
Obok wspomnianych już kapturów ochronnych w hucie przygotowywano wiele innych produktów dla Wehrmachtu. Profil produkcji zbrojeniowej obejmował łuski do pocisków artyleryjskich, pewne części do samolotów i czołgów, kasetki i skrzynki do przewożenia amunicji, piecyki żelazne używane w okopach, hełmy, puszki do masek gazowych, specjalne podstawy do zamontowania dział przeciwlotniczych o średnicy 20 mm, których w 1942r. wyprodukowano 275 sztuk o łącznej wadze 330 ton. W ostatnim okresie okupacji, pod koniec 1944 roku, w hucie przystąpiono do produkcji specjalnej broni przeciwczołgowej, tzw. Panzerfaustów.
Dnia 18 października 1944 roku odbyło się w „Silesii”, z zachowaniem pełnej tajemnicy wojskowej, specjalne posiedzenie dyrekcji huty, w którym uczestniczyli również przedstawiciele Wehrmachtu i SS. Narada w całości była poświęcona podjęciu przez hutę produkcji tzw. pięści pancernych. W wyniku narady w hucie przystąpiono do produkcji tej broni, kosztem likwidacji produkcji naczyń emaliowanych. W czasie tej narady dyrekcja huty została zobowiązana także do likwidacji produkowanych kasetek amunicyjnych i podjęcia w ich miejsce również produkcji Panzerfaustów. Przewidywano, że huta wyprodukuje w ciągu kilku miesięcy 150 tyś. sztuk Panzerfaustów. W hucie „Silesia” powstawał produkt finalny Panzerfaustów, przy czym poszczególne elementy dostarczały Huta Bankowa i Zakłady Metalowe w Olkuszu.
Sposób przygotowania produkcji Panzerfaustów, broni konstrukcyjnie jeszcze nie dopracowanej (zbyt duża siła odrzutu), jest klasycznym przykładem charakteryzującym poczynania władz hitlerowskich w ostatnim etapie wojny: broń ta była nie tylko niebezpieczna dla czołgów, ale również i dla samych strzelców. Jest szczególnie istotne, bo w Panzerfausty uzbrajano oddziały Volkssturmu, czyli rezerwistów rekrutujących się spośród mężczyzn powyżej 50 roku życia oraz kilkunastoletniej młodzieży, a więc ludzi ze względów fizycznych nie będących w stanie obsługiwać tej broni. Młodzi chłopcy posługując się tą bronią ginęli, co jest jeszcze jednym przykładem na zbrodniczą politykę hitleryzmu, który w obronie własnych interesów świadomie przeznaczył na zagładę ludzi faktycznie nie przygotowanych do walki, z których w ostatnim etapie wojny tworzono oddziały Volkssturmu.
Oprócz elementów zbrojeniowych w hucie nadal produkowano towary potrzebne ludności cywilnej. Profil produkcyjny obejmował następujące półfabrykaty i artykuły gotowe: różnego rodzaju rury i blachy, wiadra ocynkowane, brytfanny, lakierowane konwie do mleka, garnki emaliowane, konwie do wody. Proporcje między produkcją zbrojeniową, a cywilną kształtowała się na poziomie pół na pół. Zmiany produkcyjne dokonane w hucie „Silesia”, podobnie jak i w pozostałych hutach górnośląskich, były bardzo opłacalne dla okupanta.
Przerzucając w dużym stopniu wysiłek zbrojeniowy na polskie załogi hutnicze, mogli w większym stopniu mobilizować własnych ludzi do Wehrmachtu.
W poszczególnych latach okupacji zmieniała się również i struktura zatrudnienia w hucie. W styczniu 1941 roku huta zatrudniała łącznie 2467 robotników i 67 uczniów. W ciągu roku liczba zatrudnionych mężczyzn zmieniała się. Podczas gdy liczba kobiet stale kształtowała się w granicach 700 osób, to zatrudnienie mężczyzn zmniejszyło się w czerwcu do 1395 osób. W latach 1943-1944 liczebność załogi huty znowu się zwiększyła i w grudniu 1943 roku wynosiła 2387 osób, w tym 1042 kobiety, a w marcu 1944 roku liczba ta doszła do 2433 osób. Coraz częstszym zjawiskiem był pobór mężczyzn do Wehrmachtu. Podczas gdy w początkowym okresie uwzględniano jeszcze reklamację zakładu, któremu potrzebni byli robotnicy wysoko kwalifikowani, zwłaszcza przy uruchamianiu nowej produkcji, to w latach 1943-1944 mobilizacja stała się masowa. Fragmentaryczna dane dotyczące huty „Silesia” pozwalają częściowo przynajmniej zobrazować sprawę poboru do Wehrmachtu. W 1942 roku z terenu zakładu zmobilizowano 246 mężczyzn, poza tym 22 osoby zostały z wojska skutecznie reklamowane, natomiast w połowie 1943 roku liczba zmobilizowanych podwoiła się i w wojsku niemieckim znajdowało się 507 mężczyzn pracowników „Silesii”. W kolejnych latach liczba zmobilizowanych zwiększała się, gdyż sytuacja wojenna powodowała gwałtowne zapotrzebowanie na żołnierzy. W związku z tym zmieniała się struktura zatrudnienia w hucie, stale wzrastała liczba pracujących tam kobiet, mimo że praca ta była bardzo ciężka. Kobiety stanowiły 50% załogi.
Polaków, którzy odmówili podpisania niemieckiej listy narodowościowej, a zostali w okresie wcześniejszym zatrudnieni w hucie, traktowano odmiennie od pozostałych członków załogi. Z miesięcznego zarobku potrącano im stały 15% podatek tzw. Polensteuer, co przy bardzo niskich płacach było olbrzymim uszczerbkiem w budżecie domowym robotnika. Na podstawie źródeł pohitlerowskich ustalono, że średnia płaca robotników w hucie „Silesia” w 1942 roku wynosiła ok. 50 fenigów na godzinę, co w przeliczeniu na miesiąc dawało marne 120 marek. Po odtrąceniu od tej sumy 15% otrzymujemy bardzo niską kwotę – płacę robotnika polskiego; warto dodać, że stawki godzinowe dla Polaków były jeszcze niższe. Miesięczne zarobki wystarczały jedynie na wykupienie niskich przydziałów żywnościowych.
Bardzo niskie były również przydziały odzieży i obuwia; robotnicy i członkowie ich rodzin chodzili często w drewnianych butach, które było znacznie tańsze. Był to także swoisty sposób szykanowania i poniżania ludności polskiej, która w oczach hitlerowców stanowiła kategorię ludzi o wiele gorszych od Niemców uważających siebie za „rasę panów”.
Polaków dotyczyły w zakładzie pracy jeszcze inne ograniczenia. Podczas gdy Niemcom przysługiwał 30-dnoiwy urlop wypoczynkowy, Polacy (i to nie wszyscy) otrzymywali tylko 7-10 dni urlopu. Dla pracowników, którzy odmówili podpisania listy narodowościowej, przeznaczono niższe kategorie kartek żywnościowych i odzieżowych. Przeciętnie otrzymywali o 20% niższe deputaty od pracowników wpisanych na Volkslistę.
Już we wrześniu 1939 roku utworzono w Rybniku Urząd Pracy, który przez cały okres okupacji decydował między innymi o zatrudnieniu, przechodzeniu robotników z jednego zakładu do innego oraz przydzielał poszczególnym fabrykom robotników przymusowych. Przy Urzędzie Pracy działał tzw. Sąd Pracy, który surowo karał za opuszczanie dniówek oraz wszelkie przejawy „niedbałej” pracy. O działalności Urzędu Pracy na terenie huty świadczą pewne dane liczbowe z 1942 roku. W ciągu całego roku z nakazu Urzędu zatrudniono w hucie 262 osoby, natomiast zwolniono – celem przesunięcia do innego zakładu lub wysłania na przymusowe roboty w głąb Niemiec – 148 osób. Na skutek nie wywiązywania się z obowiązku pracy (bez sprecyzowania przyczyn) zwolniono w 1942 roku 221 osób.
Do huty „Silesia” przez wszystkie lata okupacji hitlerowskiej nie skierowano jeńców wojennych. Natomiast liczna była grupa robotników przymusowych. Pierwszy transport w liczbie 202 osób przybył do „Silesii” w czerwcu 1942 roku; były to wyłącznie kobiety, które przywieziono z okupowanych terenów Związku Radzieckiego. W 1944 roku w hucie pracowało 237 przymusowych robotnic.
Inną formą nacisku i represji było przesuwanie na gorsze stanowiska pracy oraz zwolnienia z pracy. W 1942 roku zwolniono za pracy 114 osób ze „szczególnych powodów”, których jednak kierownictwo huty bliżej nie sprecyzowało. Jedną z najłagodniejszych form kary było wysyłanie na roboty przymusowe do Rzeszy, najgorszą – obóz koncentracyjny. Spośród pracowników huty kilkadziesiąt osób zginęło śmiercią męczeńską w różnych obozach koncentracyjnych. W Dachau zginęli: Jan Depta (senior) –pracownik umysłowy, nr obozowy 30924, zginął 12 października 1942 roku; Jan Depta (junior)- pracownik umysłowy, nr obozowy 15025, zginął 31 stycznia 1942 roku; Teodor Kulik- hutnik, nr obozowy 31026, zamęczony 12 października 1942 roku w transporcie inwalidów; Franciszek Sobik –hutnik, zginął w 1943 roku; Alojzy Stękała-hutnik, zginął 25 czerwca 1943 roku. Do obozów koncentracyjnych wywieziono także między innymi: Wilhelma Woźnicę, Józefa Smołkę, Alojzego Kuźnika, Franciszka Kuśkę. Po zakończeniu działań wojennych powrócili oni do huty. Niektórzy spośród zatrudnionych w „Silesii” Polaków, traktowanych przez hitlerowców jako osoby szczególnie niebezpieczne, zmuszeni byli do codziennego meldowania się w komendzie policji w Rybniku. Przykładem takiego obowiązku jest karta meldunkowa znaleziona w aktach hitlerowskich, a dotycząca Pawła Mencika.

Pismo dotyczące Pawła Mencika

Pismo dotyczące Pawła Mencika

Po raz pierwszy zgłosił się on w komendzie policji dnia 8 października 1939 roku i odtąd codziennie, także w niedzielę i święta, musiał potwierdzić swój pobyt w Rybniku.

Pismo dotyczące Pawła Mencika - zawiera godziny zgłaszania się na komisariacie

Pismo dotyczące Pawła Mencika – zawiera godziny zgłaszania się na komisariacie

Stosunek kierownictwa huty do poszczególnych Polaków pracujących w zakładzie uzależniony był od opinii powiatowych organów NSDAP. Dyrekcja zwracała się do NSDAP w Rybniku o wydanie opinii politycznej o poszczególnych pracownikach i w zależności od jej treści odpowiednio ich traktowano.
Przykładem tego rodzaju działalności NSDAP są opinie charakteryzujące dwóch pracowników huty „Silesia”. W jednej, dotyczącej Jana Wawocznego, stwierdzono, że jest on Polakiem i to wrogo nastawionym do III Rzeszy. Podobną opinię wystawiono Pawłowi Groborzowi, który w hucie był ślusarzem. Ponieważ opinia NSDAP była decydująca, należy przypuszczać, że obu wkrótce zwolniono z pracy. Oto – w tłumaczeniu na język polski – korespondencja kierownictwa „Silesii” z władzami NSDAP w sprawie Jana Wawocznego.

Rybnik, 31.10.1939

 

Do Powiatowego Kierownictwa NSDAP Rybnik

Prosimy o wystawienie opinii politycznej lub zaświadczenia o niezależności politycznej Jana Wawocznego, który jest u nas zatrudniony.

Rybnik, 12.01.1940
Powiatowe Kierownictwo NSDAP Rybnik

 
Jan Wawoczny z Rybnika jest polskiego przekonania. Nie należał ani do niemieckich, ani do polskich organizacji. Jego stosunek do niemczyzny był zawsze bardzo wrogi. Należy przypuszczać, że on nigdy nie będzie służył Rzeszy Niemieckiej. W stosunku do jego dalszego zatrudnienia istnieją zastrzeżenia.
 Kierownik NSDAP

Pismo NSDAP dotyczące Pawła Groborza

Pismo NSDAP dotyczące Pawła Groborza

Działacz lewicowy z okresu międzywojennego, Józef Zieleźny, wspominał w rozmowie z kolegami o nieuniknionej klęsce hitlerowskiego gada, za co wkrótce został aresztowany w swoim mieszkaniu w Wielopolu i wywieziony do obozu koncentracyjnego w Gross- Rosen, gdzie zginął zamordowany przez Niemców.
Odpowiedzią na całokształt polityki okupanta, na terror i represje, była walka hutników polskich zmierzająca do osłabienia produkcyjno-zbrojeniowego potencjału III Rzeszy w pierwszym rzędzie, a w konsekwencji do ostatecznego wyzwolenia i zwycięstwa nad faszyzmem.
Olbrzymią rolę w walce z okupantem odegrała akcja sabotażowa. Spontanicznym, a jednocześnie masowym przejawem walki z hitlerowcami w hucie było celowe opóźnianie robót, zwolnione tempo pracy, co miało olbrzymie znaczenie przy wzrastającym zapotrzebowaniu na produkty zbrojeniowe.

Pismo dotyczące Pawła Sztuły

Pismo dotyczące Pawła Sztuły

Inną, bardzo skuteczną walką z okupantem stanowiły wszelkie akcje sabotażowe i dywersyjne, które w latach 1939-1941 miały w hucie na ogół charakter żywiołowy, były prowadzone przez część hutników samorzutnie w odpowiedzi na masowe i krwawe represje hitlerowców, którzy próbowali w ten sposób złamać ducha oporu i zmusić hutników do wydajniejszej i szybkiej pracy. Pomimo ciągłego nadzoru nie udało się Niemcom ustrzec przed akcjami sabotażowymi. Z dnia na dzień mnożyły się w hucie sabotaże, którymi polscy robotnicy na własnym odcinku pracy starali się przeszkodzić w funkcjonowaniu machiny wojennej. Codziennie niemal hitlerowcy stwierdzali obecność piasku i żelaznych opiłków w spalonych silnikach, co wyłączało na pewien czas maszynę z produkcji. Robotnicy celowo łamali noże tokarskie, wiertła, uszkadzali inne narzędzia pracy, dążąc w ten sposób do opóźnienia produkcji wojennej.
W samym Rybniku i na terenie ziemi rybnickiej działało w okresie okupacji wiele organizacji podziemnych, które łączył wspólny cel – walka z okupantem do ostatecznego zwycięstwa. Tworzone były przez przedwojennych działaczy robotniczych i ludowych niemal już od pierwszych dni okupacji hitlerowskiej. Jako przykład można wymienić następujące organizacje: Czerwona Pomoc, Polska Organizacja Powstańcza, Były Związek Rezerwistów, Siła Zbrojna Polska, Polska Tajna Organizacja Powstańcza czy Związek Walki Zbrojnej przekształcony w 1943 roku w Armię Krajową. Zasięgiem swojej działalności obejmowały one wiele zakładów przemysłowych istniejących na tym terenie. W hucie „Silesia” do Rewolucyjnego Ruchu Oporu należeli Franciszek i Agnieszka Dominowie. Robotnica Agnieszka Domin do chwili aresztowania pełniła w organizacji funkcję kurierki. W 1942 roku została aresztowana i osadzona w rybnickim więzieniu. Stamtąd wkrótce została wywieziona do obozu w Oświęcimiu-Brzezince, gdzie zginęła.
Na uwagę zasługuje również udział pracowników huty „Silesia” w walkach z faszystowskimi Niemcami na różnych frontach II wojny światowej, którzy poprzez swój wkład przyczynili się również do rozgromienia III Rzeszy. A oto kilka przykładów. W jednym z pododdziałów Pierwszej Dywizji Piechoty im. T. Kościuszki walczył Leon Fojcik z Paruszowca. Wraz z 50-osobową grupą rybniczan wędrował Józef Kurpanik, który przez Bałkany dotarł do Syrii, by tam zaciągnąć się ochotniczo w 1940 roku do szeregów Samodzielnej Brygady Strzelców Karpackich. W jej szeregach przeszedł szlak bojowy od Tobruku poprzez Monte Cassino. Podobną drogę odbył Jan Ościk. Wszyscy uczestnicy walk frontowych dokumentowali, że tamtędy też prowadziła droga do „wolnej” Polski.
Zgodnie z sporządzonym tajnym planem najbardziej wartościowe maszyny i urządzenia hutnicze zamierzano wywieźć w głąb Niemiec, pozostałe zaś mienie wysadzić w powietrze. Realizację tego planu, o którym wiedziało wąskie grono hitlerowców, przewidywano na ostatni moment przed opuszczeniem śląska. Dnia 20 stycznia 1944 roku gauleiter rejencji katowickiej, Bracht, wydał rozkaz wykonania przygotowanego wcześniej planu. W różny sposób starano się zapobiec w przygotowaniach do wywozu maszyn i urządzeń technicznych. Przechwytywano pocztę przeznaczoną dla dyrekcji, a zwierającą rozporządzenia hitlerowskie dotyczące akcji dewastacji i demontażu maszyn. W hucie „Silesia” dzięki ofiarności robotników udało się ukryć przed wywiezieniem w głąb Rzeszy kilkanaście silników. Nie udało się jednak zapobiec zniszczeniu w dużym stopniu zakładu oraz zagrabieniu części urządzeń.
Teren huty był ponad sześć tygodni w obrębie bezpośrednich działań wojennych. W samej hucie Niemcy urządzili punkt wypadowy dla swoich czołgów, natomiast w halach produkcyjnych i biurach zakwaterowano wojsko. Wycofujący się Niemcy spowodowali pożar kilku budynków, zniszczono urządzenia elektryczne i aparaturę laboratoryjną. Szacunkowe obliczenia szkód wyrządzonych przez hitlerowców w hucie „Silesia” według cen z 1939 roku wyniosły straty w wysokości 4 mln złotych.
W styczniu 1945 roku wojska radzieckie wkroczyły na teren powiatu rybnickiego, oczyszczając z wojsk hitlerowskich jego część wschodnią . Niemcy, aby nie dopuścić wojsk radzieckich do Bramy Morawskiej, która była dla nich jedyną drogą odwrotu, stawili zaciekły opór, w wyniku czego linia frontu ustaliła się na dwa miesiące w rejonie od Rybnika poprzez żory do Cieszyna. W rezultacie walk toczących się w tym rejonie Rybnik został wyzwolony dopiero 26 marca 1945 roku.

Valjean i Biker76

Bibliografia: ”Huta Silesia 1753-1978” Janina Molenda


Na tematy związane z „Hutą Silesia” można podyskutować na naszym forum.

Maj 192007
 

Część 3 historii bohaterskich harcerzy z Rybnika. Z poprzednią częścią można zapoznać się tutaj.

KOŻDOŃ JERZY, Urodzony 20.04.1934 r., w Rybniku. Aresztowany 25.06.1943 r. przez hitlerowców wraz z członkami rodziny, lecz przekazany do dyspozycji miejscowej policji. Zwolniony z posterunku policji ukrywał się – u krewnych do końca wojny. Po wojnie ukończył studia uzyskując dyplom inżyniera górnika. Pracował w Przedsiębiorstwie Robót Górniczych do przejścia na emeryturę. Działacz społeczny, radny w gminie Pawłowice*Wstęp do tragicznych przeżyć rodziny Kożdoniów wymaga przypomnienia wydarzeń z przeszłości nieco odleglejszej, a to z tej prostej przyczyny, że w latach 1918 do 1922 gdy Ślązacy walczyli o wolność w powstaniach śląskich i poprzez plebiscyt, dziwnym zbiegiem okoliczności walczyli z okupantem niemieckim – który zjawił się ponownie na polskiej ziemi w latach 1939 do 1945. W swoich patriotycznych sumieniach mieli więc zakodowaną potrzebę walki o wolność Ojczyzny – Ojczyzny śląskich Polaków! Jest i taki znamienny fakt, że wielu działaczy organizacji konspiracyjnej ZWZ/AK, w tamtej przeszłości roku 1919, należało do tajnej Polskiej Organizacji Wojskowej – POW!

Paweł Kożdoń (ojciec), urodził się w Karwinie na Śląsku Cieszyńskim. Dzieciństwo spędził w Pielgrzymowicach, gdzie od dwóch pokoleń osiedleni byli jego przodkowie. Zgodnie z wolą swojego ojca, Paweł mimo że chciał zostać nauczycielem, musiał kontynuować tradycję rodzinną i podjąć pracę w górnictwie. Mógł zatem realizować swoje chłopięce marzenia – kupując książki za mozolnie zaoszczędzone grosze z bardzo skromnego kieszonkowego, i ucząc się grać jako samouk na skrzypcach, fisharmonii i trąbce. W okresie Plebiscytu, jako 31 letni już mężczyzna, wykazywał wyjątkową aktywność patriotyczną, skutkiem czego Niemcy nadali Mu przydomek „polski król”. Po powstaniach, z uwagi na nienajlepszy stan zdrowia, pracował w kopalni jako palacz. Doceniony był jako wielki społecznik, został wybrany na wiceprzewodniczącego Rady Zakładowej w kopalni, a także jako starszy (członek) Spółki Brackiej. Jak znamienne było to wyróżnienie, niech świadczy fakt, że funkcję Starszego Brackiego pełnił przez 3 kadencje po 5 lat – aż do wybuchu wojny w 1939 r. Został wybrany jako zastępca naczelnika gminy, a gdy naczelnik gminy szedł na urlop, wówczas Paweł brał urlop i zastępował naczelnika. Gdy powstał Związek Obrony Kresów Zachodnich, działał w tym związku. Do Jego kolejnych zasług zaliczyć należy i to, że był organizatorem „Sokoła”, wprowadzając w ten sposób formę zrzeszania się polskiej młodzieży, w miejsce dawniej działającego „Turnverein” – niemieckiego towarzystwa gimnastycznego. Był założycielem Towarzystwa Czytelni Ludowych na terenie Chwałowic. W skromnym mieszkaniu, jakie zajmowała jego rodzina w familoku kopalnianym (dwa pokoje i kuchnia), wygospodarował trochę miejsca na szafę biblioteczną i urządził wypożyczalnię książek dla miejscowej ludności.

Franciszka Kożdoń z którą Paweł ożenił się w 1914 r., mimo obowiązków w prowadzeniu domu i wychowywaniu licznego potomstwa, udzielała się także społecznie w Towarzystwie Polek i w Kole Przyjaciół Harcerstwa. Dodam, że córka i pięciu synów Kożdoniów, należało do Związku Harcerstwa Polskiego. Trudno o bardziej wyraziste przykłady propolskiej działalności, ale jakże brzemienne okazały się one w skutkach, gdy spadła na Polskę tragedia niewoli hitlerowskiej.

Tuż przed wojną, Paweł (ojciec) jako zastępca naczelnika gminy, bardzo negatywnie występował wobec działających w konspiracji volksbundowców1, – których wykaz udało mu się zdobyć w sobie wiadomy sposób. Wspomagali ojca w tej działalności antyniemieckiej nie tylko starsi synowie Franciszek, Władysław, ale także rodzina Tkoczów oraz Pukowców. Dlatego też, już w pierwszych dniach nastania okupacji hitlerowskiej, rodziny wymienione odczuły rewanż od miejscowych – hitlerowskich zwolenników. Okazywała bowiem wielką aktywność grupa donosicieli, którzy chcąc zrobić karierę, od pierwszych dni okupacji wskazywali na przedwojennych aktywistów, że robią coś niezgodnego z prawem. Wielu volksdeutschów, którzy już przed wojną nie ukrywali proniemieckich sympatii, z wejściem wojsk hitlerowskich do Polski, okazali się wyjątkowymi nikczemnikami! Władysław Kożdoń, był aktywnym członkiem drużyny harcerskiej, której drużynowym był nauczyciel chwałowickiej szkoły – Gawroński. Gdy Gawroński został powołany do wojska w 1939 r., licząc się z możliwością napadu Niemiec na Polskę, spakował kronikę harcerską oraz inne dokumenty do ocynkowanej skrzyni (zalutowanej), a następnie zakopanej na przykopalnianej działce Kożdoniów. Równocześnie jednak, zakopano tam drugą skrzynię drewnianą, w której były książki Pawła Kożdonia (ojca) o treści antyhitlerowskiej. Działkę tę Kożdoniowie dzierżawili od przedwojennych czasów – od Kopalni.

Miejscowy volksbundowiec – pałający zemstą wobec Kożdoniów, powiadomił gestapowców, że zakopano u nich w ogrodzie skrzynie z bronią i amunicją. Przeprowadzono dnia 10.09.1939 r. demonstracyjną akcję przeszukiwania ogrodu i odkopano owe skrzynie. Rozgłoszono jednak celowo pogłoskę, że w skrzyniach znajdowało się tyle broni i amunicji, że gdyby jej zawartość eksplodowała, cała kolonia wyleciałaby w powietrze. Chciano w ten sposób wyolbrzymić zawartość skrzyń, a zarazem wzburzyć miejscową ludność przeciw rodzinie Kożdoniów.

Zajście to, rozpoczynało serię tragicznych przeżyć okupacyjnych dla rodziny Kożdoniów, więc poświęcam mu nieco obszerniejszy opis – wg relacji Franciszka Kożdonia. Otóż, – w tym właśnie dniu 10 września w godzinach przedpołudniowych, znajdowali się na terenie działki ogrodowej – Paweł Kożdoń i jego syn Tadeusz. W pewnym momencie, niemal jak właściciele działki, weszli na nią dwaj „hilspolizaje2” w cywilnych ubraniach, z opaskami na rękawach marynarek – z widoczną hitlerowską swastyką, oraz z karabinami na ramionach. Okazując lekceważenie Pawłowi Kożdoniowi, zaczęli czegoś szukać, więc Paweł bardzo oburzony takim zachowaniem przybyszów, zapominając że rzecz dzieje się w okresie okupacji niemieckiej, w dosadnych określeniach powiedział co o owych „hilspolicajach” myśli. Oni jednak kontynuowali swoje poszukiwania. Natrafili wreszcie na miejsce, gdzie ziemia była mniej ubita więc kazali Pawłowi i synowi Tadeuszowi wybierać ziemię. Gdy odkryto dwie skrzynie (jedną blaszaną i zalutowaną a drugą drewnianą), „hilspolicaje” zapytali o Władysława, który według donosu, był sprawcą zakopania skrzyń. Pomocnik policji kazał Tadeuszowi przyprowadzić Władysława. Tadeusz i Władysław spotkali się „w drodze”, gdyż Władysław został w tym samym czasie wysłany przez matkę na działkę po warzywa. Gdy więc zjawili się na działce Władysław i Tadeusz, „hilspolizaje” wezwali gestapowców. Gestapo przyjechało samochodem – bagażówką, na której znajdowali się już wcześniej aresztowani Polacy. Kazali wejść do samochodu – ojcu Pawłowi Kożdoniowi i synowi Władysławowi pod zarzutem zakopania skrzyń. Tadeusza nie aresztowano, gdyż całą sprawę wziął na siebie Władysław. Zawieziono ich do więzienia w Rybniku, stamtąd do obozu jenieckiego w Zgorzelcu a następnie do Rawicza. 14.10.1939 r. obu przetransportowano do KL Buchenwald. Paweł Kożdoń (ojciec) został później przewieziony do Ravensbrück.

Matkę – Franciszkę Kożdoń, w wyniku ciągłych szykan przez miejscowych volksdeutschów, z czworgiem młodszych dzieci wyrzucono z familoków na bruk i dopiero po paru dniach znalazła schronienie w domu Tkoczów. Tkoczowie oddali Jej do dyspozycji jeden pokój, lecz na taką ilość osób był on za mały, więc córka Janina zamieszkała u sąsiadów Tkoczów o nazwisku File. Matka zabiegała o zwolnienie ojca z obozu, ale starania te były nieskuteczne. Wiosną 1942 r. otrzymała z KL Ravensbrück zawiadomienie o śmierci męża, że „zmarł na obrzęk lewego ramienia”.

Syn Franciszek, przebywał od 1937 r. na studiach politechnicznych we Lwowie. Właśnie we wrześniu 1939 r. przebywał na ćwiczeniach wojskowych, i w wyniku wybuchu wojny zwolniono uczestników ćwiczeń, lecz na uczelni zaczęły się między studentami konflikty na tle narodowościowym, postanowił więc wrócić do domu. Jego brat Józef tuż przed 1939 r. ochotniczo wstąpił do Wojska Polskiego, brał udział w kampanii wrześniowej i w domu zjawił się na początku 1940 r. Brata Tadeusza, wysłano na przymusowe roboty w głąb Niemiec, Józefa Kożdonia, gestapo aresztowało 1.05.1940 r. i wysłało do KL Dachau. Z tego obozu przekazany został dnia 26.06.1940 r. do KL Mauthausen, a 15.08.1940 do pracy w kamieniołomach w KL Mauthausen-Gusen, gdzie figurował jako numer obozowy 43706 i 5303.

Mieszkając u Tkoczów, Franciszek współpracował z Alfredem Tkoczem, – wykonując różne czynności konspiracyjne jakim całe rodzeństwo Alfreda się zajmowało. Spotykał się jednak dosyć często z Antonim Sztajerem3, z którym znał się od czasów szkolnych (siedzieli nawet w jednej ławce), więc wciągnięty został przez kolegę do działalności w organizacji konspiracyjnej ZWZ. Przed Sztajerem składał uroczystą przysięgę, – przed krzyżem i obok stojącymi świecznikami. Od tego momentu stał się pełnoprawnym członkiem Związku Walki Zbrojnej.

Członkowie ZWZ doświadczeni tym, jak miejscowi volksdeutsche i kolaboranci potrafią denuncjować Polaków pod byle pretekstem, zachowywali w swojej działalności bardzo wielką ostrożność. Spotykali się w bardzo wąskim gronie – w tak zwanych trójkach, które stanowiły trzy bardzo zaufane osoby. Franciszek przez dłuższy czas według tej reguły, „tworzył” taki zespół ze Sztajerem i Józefem Jaszkiem, ale przeszedł na studiach we Lwowie przeszkolenie wojskowe jako kapral, więc otrzymał polecenie zorganizowania plutonu – pełniąc funkcję dowódcy tego plutonu. Musiał w związku z tym przeprowadzać rozmowy z „pewnymi” kolegami – agitując ich do działania konspiracyjnego. Nie zdołał jednak utworzyć plutonu, gdyż aresztowanie przerwało Jego działania w tym zakresie.

Ze wspomnień Franciszka wynika, że dużo członków, gotowych na wielkie poświęcenie się dla walki z okupantem, trwało w oczekiwaniu na rozkaz do konkretnej czy wielkiej akcji. W Jego otoczeniu, działania ograniczały się do zrywania niemieckich afiszów, wykonywania w widocznych miejscach antyhitlerowskich napisów, wykonywanie drobnego sabotażu. Trwali w „oczekiwaniu” na ukształtowanie się prężnej organizacji, nie tak heroicznej o jakiej po wyzwoleniu się rozpisywano, ale prężnej na ówczesne możliwości. Podnosili „ducha polskości” w rozprowadzanych ulotkach, udzielali pomocy będącym w potrzebie znajomym Polakom. Przenosili w działalność organizacji ZWZ, system stosowany wcześniej w harcerstwie. Pamięta też, że w jakimś sensie byli nieufni wobec przemianowania ZWZ na AK. Myśleli, że AK będzie tworem organizacji o innym „odchyleniu” politycznym, pod zupełnie innym dowództwem i schematem organizacyjnym. Mimo, że ZWZ przemianowane było w 1942 r. na AK, fakt ten jeszcze do nich nie docierał. Bardziej liczyły się lokalne ambicje, że są członkami Związku Walki Zbrojnej, nie gorszymi od Armii Krajowej. Żyli w przekonaniu, że AK jest nowo utworzoną organizacją, do której mają się „przenieść”, więc bardzo się nad tym zastanawiali, a czas upływał na niezdecydowaniu i pewnej stagnacji.

W 1943 r. zwiększyły się represje okupanta wobec polskiej ludności. Prawdopodobnie z uzyskanej informacji w wyniku przesłuchań aresztowanych w lutym tegoż roku, miały miejsce aresztowania kolejnych konspiratorów z ZWZ/AK. Nazwisko Franciszka Kożdonia także dotarło do funkcjonariuszy gestapo, więc w nocy z 25 na 26 czerwca został aresztowany. Aresztowano wówczas także matkę – Franciszkę, braci: Pawła, Janka. Dopytywali się gestapowcy o siostrę Janinę której nie było z rodziną, a gdy matka oświadczyła że nie wie gdzie córka aktualnie przebywa, zaprzestano dalszych pytań o nią. Pewien problem zaistniał z najmłodszym bratem Jurkiem, gdyż miał zaledwie 9 lat, więc ostatecznie został zabrany przez szupoka (asystującemu podczas aresztowania) i odstawiony na posterunek policji.

Po przewiezieniu na gestapo, przetrzymano aresztowanych w piwnicy budynku przy ulicy Św. Józefa w Rybniku. Nie zdjęto im nawet założonych podczas aresztowania samozaciskających kajdanek. Synowie mieli ręce skute z tyłu, natomiast matka z przodu. Następnego dnia odtransportowano ich do więzienia śledczego w Mysłowicach. Spędzili tam aż trzy miesiące, a jak straszne było to więzienie, wiedzą dobrze ci, którzy w nim przebywali. Każde z czworga dzieci i matka byli zamknięci w innej celi.

W książce „Więzienia hitlerowskie na Śląsku, w Zagłebiu Dąbrowskim i w Częstochowie 1935-1945”, Śląski Instytut Wydawniczy, Katowice 1983 r., praca zbiorowa pod red. A. Szefera, tak oto jest przedstawiony przykład znęcania się nad więźniami jednego z oprawców więzienia w Mysłowicach – Kapo Józefa Chejczyka, uczącego regulaminu nowo przybyłych więźniów na oddziale I:„Tu jest lager w Mysłowicach, tu robi się wszystko na komendę. Jak usłyszysz swoje nazwisko, to krzyczysz z całej siły „hier”. Na pytanie, jak ci się powodzi, krzyczysz „gut”. Innych słów nie ma. Za każdą rozmowę więzień otrzymuje 25 bykowców. Jak cię wezwą na przesłuchanie, to zeskakujesz z łóżka, stajesz na baczność i meldujesz głośno „Herr Oberwachmeister, ein Mann zur Verneh-mung”. Po powrocie z przesłuchania stajesz w rogu celi na baczność i meldujesz głośno: „Herr Oberwachmeister, ein Mann von Vernehmung zurück”. Potem wskakujesz na łóżko i kładziesz się na brzuchu z rękami z boku”.
Do łóżek – jak zeznał więzień Erwin Met – trzeba było wskakiwać przepisowo. Po odliczeniu przez kalifaktora do trzech i okrzyku „Ruhe”! więzień musiał już być w łóżku. Jeśli ktoś potem jeszcze się poprawiał, bito go bykowcem i otrzymywał do 25 uderzeń. Na łóżkach trzeba było leżeć w pozycji „na baczność”. Nie wolno było poruszać nogami ani rękami. Za poruszenie się kalifaktor bił bykowcem. W ciągu dnia przez 2 godziny każdy więzień musiał leżeć bez ruchu, a co 2 godziny wzywano do raportowego zejścia z łóżek na komendę i ustawiania się w szeregu. W grupach po 10 więźniów kazano biec do ustępów z podniesionymi do góry rękami i następnie biegiem ustawić się z powrotem w tym samym miejscu. Przy wskakiwaniu do łóżek więźniowie ranili sobie nogi i głowy o drewniane prycze”.Franciszek Kożdoń przebywał w Mysłowicach na bloku nr 1, gdzie całymi dniami trzeba było leżeć na brzuchu. Bardzo wielkie wzruszenie wywoływały w Nim wszelkie wspomnienia o matce. Stąd, mówiąc o pobycie w Mysłowicach, nie osobiste przeżycia były dla Niego ważne, lecz pełna bólu troska o matkę, o to czy zdoła wytrzymać ciągłe leżenie na brzuchu i nieludzkie traktowanie. Przypuszczał że w całym więzieniu obowiązuje taki właśnie rygor.

Po zakończeniu przesłuchań, a zarazem po około trzech miesiącach przebywania w więzieniu w Mysłowicach, przetransportowano go dnia 6.09.1943 r. do KL Auschwitz, gdzie przy formalnościach rejestracyjnych wytatuowano mu na lewym przedramieniu numer obozowy 146601. 7.12.1944 r. transportem zbiorowym przesłany został do KL Buchenwald, gdzie otrzymał numer obozowy 30076.

Matka została przetransportowana do Birkenau dnia 20.07.1943, a po zarejestrowaniu otrzymała numer obozowy 50195., a po jakimś czasie transportem zbiorowym wysłana została do Ravensbrück, i dalej do Neustadt Glewe, gdzie zmarła dnia 29.01.1944 r. Siostrę Janinę także aresztowano 6.09.1943 r. i przewieziono transportem zbiorowym do KL Auschwitz-Birkenau, gdzie otrzymała nr 58417. W Birkenau zachorowała na tyfus, leżała długo w gorączce – nieprzytomna. Wyzdrowiała jednak dzięki pomocy współwięźniarek.

Janina Kożdoń przetrwała w obozie do ostatnich dni jego istnienia, a następnie była jedną z wielu więźniarek – męczenniczek, biorących udział w styczniu 1945 r. w ewakuacji obozu – w „marszu śmierci” z KL Auschwitz do Wodzisławia. Z Wodzisławia wysłana została transportem zbiorowym do Ravensbrück i tam doczekała się wyzwolenia przez wojska amerykańskie.

Pawła Kożdonia (syna), – po przesłuchaniach w więzieniu śledczym w Mysłowicach, przewieziono dnia 23.07.1943 r. do KL Auschwitz i po zarejestrowaniu otrzymał nr 130970. Najpierw pracował w „Zementkomando”, a następnie w „Zimmermannkomando4”. Dowiedziawszy się o zgonie matki, postanowił uciec z obozu, by pomścić śmierć rodziców. Udało mu się to w czasie alarmu lotniczego dnia 29.08.1944, gdyż przebywał wówczas w Auschwitz III – Buna5. Ucieczkę zorganizował samodzielnie, bez liczenia na pomoc z wewnątrz czy zewnątrz. Przygotował sobie schowek pod stosem desek na składowisku drewna, postarał się o drelichowe ubranie robocze z czerwonym pasem na plecach. Pas był na szczęście namalowany farbą łatwo zmywalną – do usunięcia. Do schowka pod deskami wszedł w czasie nalotu i tam usunął farbę z ubrania. Pod deskami przeleżał jedną noc – do następnej nocy. Największy lęk przeżywał, gdy podczas przeszukiwania terenu za zbiegiem, obok jego schronienia (pod deskami) przechodzili SS-mani z psami. W drugą noc po ucieczce wyszedł z ukrycia pod osłoną ciemności nocy i przedostał się na tory kolejowe. Udając robotnika torowego kontrolującego szyny – z kluczem (do dokręcania nakrętek szyn kolejowych) w ręce, przedostał się w okolice Pszczyny. Tam znalazł pomoc u rodziny nauczyciela z Chwałowic – Wojciecha Tomasza. Przebywając u Wojciechów, otrzymał ubranie cywilne od Czesława Kempnego – brata matki. W ubraniu tym przedostał się do Pielgrzymowic w powiecie pszczyńskim. Tam ukrywał się przez kilka tygodni u krewnych ojca, u krewnych matki i znajomych w Pruchnej oraz Bziu Zameckim.

Oswoiwszy się z wolnością, udało się Pawłowi nawiązać kontakt z kompanią konspiracyjnej organizacji ZWZ/AK działającej w powiecie rybnickim, której dowódcą był Antoni Sztajer. Grupa ta przeprowadzała w owym czasie akcje sabotażowe, zdobywanie kartek żywnościowych, broni itp.

Gdy któregoś razu Sztajer otrzymał informację, że u hitlerowca Szewczyka, mieszkającego w Chwałowicach – na osiedlu Brzeziny, znajduje się broń, grupa partyzantów otrzymała polecenie zdobycia tej broni. W akcji brał udział także Paweł. Poszedł pierwszy – celem przeprowadzenia rozeznania, jednak trafił fatalnie, gdyż u Szewczyka przebywało akurat pięciu silnie uzbrojonych szupoków. Paweł posiadał tylko dwa pistolety. Gdy go zauważono, wywiązała się strzelanina, w wyniku której serią z automatu został ranny w nogę. Strzelał do ostatniego naboju, przy czym ostatni nabój zostawił dla siebie. W czasie walki zginął także jeden Niemiec, a drugi został postrzelony w kolano. Paweł Kożdoń zginął śmiercią bohaterską, osłaniając 12.12.1944 r. odwrót swojego oddziału.

W dniu pogrzebu Pawła, którego zakopano pod płotem miejscowego cmentarza, Hitlerjugend6 urządziło demonstrację siły w Chwałowicach, a kulminacyjnym punktem demonstracji było spalenie i rozbicie pancerfaustem7 domu Tkoczów, w którym i Kożdoniowie mieszkali do czasu aresztowania tj. do 1943 r.

Po kilku miesiącach – w wyzwolonej już Polsce, mieszkańcy Chwałowic urządzili Pawłowi Kożdoniowi uroczysty pogrzeb. W harcerskim namiocie ze strażą powstańców i harcerzy, wystawiono trumnę z jego zwłokami, zanim pochowano go na honorowym miejscu cmentarza w Chwałowicach.

Najmłodszy z aresztowanych – Janek Kożdoń, nie był członkiem ZWZ ze względu na swój młody wiek. Często jednak to on pomagał Franciszkowi w dostarczaniu informacji konspiracyjnych do różnych zaufanych osób. Aresztowany wraz z pozostałymi członkami rodziny i przewieziony do Mysłowic, po zakończeniu cyklu przesłuchiwań, został przetransportowany 30.07.1943 r. do KL Auschwitz, gdzie otrzymał numer obozowy 132125. Był zatrudniony w „Nowej Pralni” na nocnej zmianie. Wraz z innymi więźniami roznosił mokrą bieliznę po blokach i rozwieszał ją na strychach tych bloków. Pracował także w Gemajnszaftslager8 – dla pracowników cywilnych, w Deutsche Ausrüstungswerke9. W dniu 24.06.1944 r. transportem zbiorowym dostał się do Buchenwaldu, gdzie spotkał brata Władysława, przebywającego tam od września 1939 r. Nieco później dotarł transportem zbiorowym do Buchenwaldu drugi brat – Franciszek.

Wiosną 1945 r. KL Buchenwald został wyzwolony przez wojska amerykańskie. Jakże wyczekiwali Franciszek, Władysław i Janek Kożdoniowie na klęskę hitlerowskiego zwyrodnialstwa. Nadzieja ta była główną ostoją spędzanych w obozach godzin, miesięcy i lat męczarni, aż – … nastał dzień wyzwolenia. Wielu jednak nie doczekało wolności.

Czy mogli się cieszyć, skoro przeżyte doświadczenia nakazywały niedowierzać, że to piekło na ziemi mogło przestać istnieć. Za bardzo przyzwyczajeni byli do cierpień, które musieli znosić jeszcze wczoraj, nadal żyli świadomością o utraconych najbliższych – którym nie było dane doczekać dnia wyzwolenia. Czy tak łatwo można uporać się z własnymi okaleczeniami? Każdy z więźniów marzył przecież o dożyciu dnia, kiedy się skończy piekło obozowej egzystencji, o powrocie do swoich domów, do bliskich, do normalnego życia. Gdy natomiast otwarły się bramy i przyszła wolność o której marzyli, nie potrafili się z tą prawdą uporać! Pojawiły się pytania: czy pozbędą się snów i widoków, które w obozie były jawą – o ogrodzeniu w którym płynął prąd elektryczny, o komorach gazowych, o krematoriach w których palenie zwłok było codzienną rzeczywistością? Czy wyzbędą się odczucia pokory wobec władzy absolutnej, jaką stanowiły potwory z SS? Czy będą umieli oddychać normalnym powietrzem, gdy tam w obozie oddychało się dymem i swądem z palonych ciał?

Trzej bracia Kożdoniowie – Władysław, Janek i Franciszek, mieli niestety świadomość, że ich rodzina nie spotka się w tym samym składzie osobowym. Ich rodzina została rozbita, zniszczona. Zginął ojciec, matka, brat Paweł, a i losy pozostałego rodzeństwa – siostry Janiny, braci Józefa i Jurka były nieznane. Czy przeżyli? Wróciwszy wreszcie do Chwałowic w maju 1945 r., los oszczędził im dalszych przykrych niespodzianek. Przeżyli obóz Janina i Józef, żył i najmłodszy z braci Jurek, Franciszka powitała zdrowa i cała – narzeczona. Udało Im się jakoś pozbierać psychicznie, a po czasie i fizycznie. Zawzięli się by żyć na miarę tego jak pragnęli tego rodzice.

Jerzy Klistała

Maj 162007
 
Zapraszam do drugiej części artykułu na temat bohaterskich Harcerzy – mieszkańców Rybnika. Oczywiście autorem tekstu jest Pan Jerzy Klistała. Pierwszą część można przeczytać tutaj.
Rodzina  Kożdoniów,
Przy głównej ulicy w Chwałowicach, ustawiony jest pomnik poświecony pamięci mieszkańców, którzy polegli w walce o polskość z okupantem hitlerowskim. Wśród nazwisk wyrytych na pomniku, niemal połowa należy do rodzin: Kożdoniów, Tkoczów, Pukowców – rodzin silnie związanych z harcerstwem, i przez to szczególnie okaleczonych w walce z najeźdźcą. Rodzeństwo Kożdoniów uczyło się od najmłodszych lat patriotyzmu, miłości do Ojczyzny, a najlepszy przykład dawali im najbliżsi – matka i ojciec.
Kożdoń Paweł (ojciec),
Urodzony 30.06.1890 r. w Karwinie. Pracował w kop. „Chwałowice” w Chwałowicach, był wiceprzewodniczącym rady zakładowej w kopalni. Działacz społeczny, współzałożyciel i członek Towarzystwa Śpiewaczego „Seraf” w Rybniku, organizator Towarzystwa Gimnastycznego „Sokół” w Chwałowicach oraz Towarzystwa Czytelni Ludowych. Członek POW Górnego Śląska, uczestnik trzech powstań śląskich, działacz plebiscytowy. Przed drugą wojną był zastępcą naczelnika gminy w Chwałowicach. Aresztowany 10.09.1939 r., skierowany został do KL Rawensbrück i tam zginął 12.06.1942 r.
Kożdoń Franciszka z d. Kempna

Kożdoń Franciszka z d. Kempna

 
Kożdoń Franciszka z d. Kempna
Urodzona 22.12.1891 r. w Pielgrzymowicach pow. rybnicki. Matka wielodzietnej rodziny: Franciszka, Józefa, Janiny, Tadeusza, Władysława, Pawła, Jana, Jerzego – także więzionych w obozach koncentracyjnych, działaczka ZHP, Towarzystwa Polek, Towarzystwa Śpiewaczego „Seraf”. Od jesieni 1939 r. rodzice i starsi synowie należeli do Siła Zwycięstwu Polski (SZP) – Związek Walki Zbrojnej (ZWZ)/Armia Krajowa (AK). W ich domu prowadzono nasłuch radiowy, kolportowano prasę.
Aresztowana za sprzyjanie ruchowi oporu 25.06.1943 r., przekazana została wpierw do więzienia śledczego (Ersatzpolizeigefängnis) w Mysłowicach, a stamtąd przetransportowana 20.07.1943 r. do KL Auschwitz-Birkenau i zarejestrowana jako numer obozowy 50195. Zmarła 29.01.1944 r. w obozie kobiecym Birkenau na tyfus.
Kożdoń Franciszek

Kożdoń Franciszek

Kożdoń Franciszek
Urodzony 26.09.1915 r. w Chwałowicach k.Rybnika. Po ukończeniu szkoły powszechnej, był uczniem rybnickiego gimnazjum. Harcerz IX Drużyny Harcerzy mi. Tadeusza Kościuszki w Chwałowicach. Przez krótko okres czasu studiował we Lwowie. W czerwcu 1939 r. powołany został do służby wojskowej. Uczestniczył w kampanii wrześniowej 1939 r. W czasie okupacji hitlerowskiej działał w ruchu oporu w „Szarych Szeregach”, był żołnierzem organizacji konspiracyjnej ZWZ/AK. Aresztowany 25.06.1943 r., przebywał wpierw w więzieniu śledczym w Mysłowicach, a następnie przekazany został 6.09.1943 r. do KL Auschwitz gdzie zarejestrowano go jako więźnia nr 146601. Transportem zbiorowym wywieziony do KL Buchenwald gdzie zarejestrowano go jako więźnia nr 30076. Przeżył w obozie do jego wyzwolenia w dniu 11.04.1945 r. przez wojska amerykańskie i wrócił do kraju. Pracował w resorcie górnictwa na stanowisku z-cy dyrektora do spraw inwestycyjnych kopalni „Moszczenica” i „Jastrzębie” – do czasu przejścia na emeryturę. Członek i działacz Związku Kombatantów RP w Rybniku.
Kożdoń Józef,
Urodzony 12.03.1917 r. w Chwałowicach k.Rybnika. Harcerz IX Drużyny Harcerzy mi. Tadeusza Kościuszki w Chwałowicach. Ukończył rybnickie gimnazjum, wstąpił ochotniczo do wojska polskiego. Uczestniczył w kampanii wrześniowej 1939 r. Od początku okupacji działał w ruchu oporu w „Szarych Szeregach”, w ZWZ/AK. Aresztowany 5.05.1940 r. i przetransportowany do KL Dachau, skąd 26.06.1940 r. został przekazany do KL Mauthausen-Gusen i tam zarejestrowano go jako więźnia nr 43706 i 5303. Przeżył w obozie do jego wyzwolenia w dniu 5.05.1945 r. Po powrocie do domu podjął pracę jako sztygar w kopalni w Mysłowicach. Zmarł w latach 70-tych, spoczywa na mysłowickim cmentarzu.
Kożdoń Janina

Kożdoń Janina

Kożdoń Janina
Urodzona 4.02.1919 r. w Chwałowicach k.Rybnika, harcerka. Ukończyła gimnazjum Sióstr Urszulanek w Rybniku. Od początku okupacji hitlerowskiej zaangażowana w ruchu oporu – działała w „Szarych Szeregach”. Aresztowana 25.06.l943 r., wpierw była więziona w więzieniu śledczym (Ersatzpolizeigefängnis) w Mysłowicach a stamtąd przekazana 6.09.1943 r. do KL Auschwitz-Birkenau gdzie zarejestrowana była jako więźniarka nr 548417. 8.09.1944 r. została przetransportowana do KL Rawensbrück gdzie doczekała się wyzwolenia przez wojska amerykańskie. Zmarła w latach 70-tych, spoczywa na cmentarzu w Chwałowicach.
Kożdoń Tadeusz,
Urodzony 24.10.1920 r. w Chwałowicach. Harcerz, członek IX Drużyny ZHP im. Tadeusza Kościuszki w Chwałowicach. Ukończył Szkolę Handlową w Rybniku. Wstąpił do Wojska Polskiego. Uczestniczył w kampanii wrześniowej 1939 r. Był komendantem tajnego szczepu ZHP w Chwałowicach w 1939 r. i członkiem „Szarych Szeregów”. Po wyzwoleniu pracował w Komendzie Wojewódzkiej Milicji w Zielonej Górze (w administracji-finansach) w stopniu podpułkownika.Kożdoń Władysław,
Urodzony 1.09.1922 r. w Chwałowicach k.Rybnika. Harcerz IX Drużyny Harcerzy im, Tadeusza Kościuszki w Chwałowicach. Z nastaniem okupacji członek „Szarych Szeregów” i tajnej drużyny harcerskiej w Chwałowicach gdzie był drużynowym. Aresztowany 10.09.1939 r., wywieziony do KL Buchenwald, 11.04.1945 r. został wyzwolony przez wojska amerykańskie. W 1946 r. zdał maturę w rybnickim gimnazjum. Zamieszkał we Wrocławiu. Po ukończeniu studiów na politechnice wrocławskiej, zatrudniony został jako inżynier w biurze projektów we Wrocławiu.
Kożdoń Paweł (syn)

Kożdoń Paweł (syn)

Kożdoń Paweł (syn)
Urodzony 11.07.1924 r. w Chwałowicach k.Rybnika. Harcerz IX Drużyny Harcerzy im. Tadeusza Kościuszki w Chwałowicach. Z nastaniem okupacji hitlerowskiej działał aktywnie w ruchu oporu w „Szarych Szeregach”, był żołnierzem organizacji konspiracyjnej ZWZ/AK. Aresztowany 25.06.1943 r. Po śledztwie, 23.07.1943 r. przekazany na pobyt w KL Auschwitz gdzie został zarejestrowany jako więzień nr 130970. Zbiegł z obozu 31.08.1944 r. i podjął ponownie walkę z okupantem w oddziale partyzanckim AK. Zginał 12.12.1944 r. w czasie akcji partyzanckiej w Chwałowicach. Pochowany na chwałowickim cmentarzu.Kożdoń Jan,
Urodzony 19.10.1927 r. w Chwałowicach k.Rybnika. Harcerz IX Drużyny Harcerzy mi. Tadeusza Kościuszki w Chwałowicach. Z nastaniem okupacji hitlerowskiej członek Szarych Szeregów. Aresztowany 25.06.1943 r. wpierw przewieziony do więzienia śledczego (Ersatzpolizeigefängnis) w Mysłowicach, a następnie przekazywany do obozu KL Auschwitz gdzie zarejestrowany został jako więzień nr 132125. Potem przekazany był do KL Buchenwald gdzie doczekał się wyzwolenia w dniu 11.04.1945 r. Po powrocie do domu, podjął działalność w harcerstwie – był drużynowym IX Drużyny w Chwałowicach. Inżynier górnik, sztygar w kopalni „Chwałowice”. Porucznik WP,  członek Związku Kombatantów RP.
Maj 142007
 
Agresja Niemiec hitlerowskich na Polskę była przygotowana starannie i wszechstronnie. Szczególne zadania w tych przygotowaniach wyznaczano mniejszości niemieckiej zamieszkałej na polskim Górnym śląsku, spośród której w znacznej mierze udało się utworzyć Piątą Kolumnę. Po niemieckiej stronie Górnego śląska bandy hitlerowskie zostały połączone w tzw. Freikorps Ebbinghaus; bojówki faszystowskie Freikorpsu tworzono i po polskiej stronie. Zadaniem tych oddziałów, działających w Bielsku, Katowicach i Rybniku, było gromadzenie broni, szkolenie członków w zakresie przysposobienia wojskowego, prowadzenie akcji dywersyjnych, a więc odpowiednie przygotowanie terenu do spodziewanego natarcia wojsk hitlerowskich.
Powiat Rybnicki, stanowiąc pograniczną jednostkę administracyjną, narażony był szczególnie na dziłanie bojówek hitlerowskich. W samym Rybniku istniały ośrodki hitleryzmu, a mianowicie przede wszystkim biura Volksbundu, niemieckie gimnazjum oraz powiatowe biura hitlerowców mieszczące się w prywatnym mieszkaniu Marcolla. Sztab bojówek faszystowskich znajdował się w gmachu restauracji „ Pod Zamkiem”. Całokształtem antypolskiej działalności kierował Rudolf Wiesner z Bielska. Bandy niemieckich dywersantów zaczęły systematycznie naruszać polską granicę państwową już w sierpniu 1939 roku. Celem ataków były budynki straży granicznej. Prócz prowokacji granicznych hitlerowcy organizowali wiele akcji dywersyjnych w samym powiecie, w poszczególnych zakładach przemysłowych.
Załoga huty „Silesia” przygotowała się jednak do odparcia ataków. W sierpniu 1939 roku utworzono tu Komendę Obrony Zakładu, której zadaniem było czuwanie nad bezpieczeństwem huty i urządzeń mechanicznych. Zakład pilnowano dniem i nocą przed dywersantami hitlerowskimi, którzy usiłowali doprowadzić do unieruchomienia poszczególnych elementów produkcyjnych.
Obok tych przygotowań czyniono i inne mające na celu eksterminację szczególnie „niebezpiecznych” dla III Rzeszy obywateli polskich. Centralne władze w Berlinie sporządziły specjalną księgę gończą tzw. Sonderfuhndungsbuch Polen. W księdze widnieją nazwiska ponad 1000 osób z samego tylko województwa śląskiego, w tym z powiatu rybnickiego 170 nazwisk. W księdze gończej znalazło się kilka nazwisk pracowników huty „Silesii”. Byli to: Józef Depta, Alfons Kramiec, Wilhelm Skorupa, Wiktor Wolnik i Wiktor Zientek. Po zajęciu tego regionu przez wojska niemieckie osoby figurujące w tej książce miały być aresztowane, a następnie unicestwione w obozach koncentracyjnych. Wszystkie te przygotowania znacznie ułatwiły zadania hitlerowcom, którzy od pierwszych niemal chwil okupacji przystąpili do eksterminacji ludności polskiej na śląsku.
Aby przygotować skuteczną obronę przed nasilającymi się napadami hitlerowskich band dywersyjnych, w powiecie rybnickim utworzono 8 batalionów Ochotniczych Oddziałów Powstańczych liczących około 3000 ludzi. Do oddziałów tych zaciągali się przeważnie powstańcy śląscy. Ochotnicy ci w połowie sierpnia 1939 roku pełnili stałą służbę mającą na celu obronę granicy. Założenia polskiego sztabu generalnego były jednakże zupełnie odmienne. Uważano, że obrona powiatu rybnickiego, wsuniętego w teren III Rzeszy, nie miała żadnego znaczenia z punktu widzenia strategii wojskowej.
Obronę wojskową Górnego śląska powierzono armii „Kraków”. Na terenie powiatu rybnickiego zorganizowano 2 specjalne oddziały wydzielone, których zadanie polegało na opóźnianiu marszu wojsk niemieckich.
Dnia 1 września 1939 roku do ataku ruszyła armia nieprzyjacielska na całym 84-kilometrowym odcinku granicznym ziemi rybnickiej. Bohaterską obronę podjęły oddziały powstańcze, młodzież powstańcza i harcerze. Jak wiadomo armia hitlerowska opanowała Rybnik i cały powiat. Wśród walczących w kampanii wrześniowej znaleźli się i pracownicy huty „Silesia”, między innymi Jan Walewski, Bolesław Konsek, Wincenty Paprotny, Stefan Kulawik.
Wszyscy obrońcy ojczystej ziemi musieli drogo zapłacić za udział w walkach wrześniowych. Niemcy dokonali na śląsku 58 egzekucji, w których zginęło 1500 osób. Liczbę tych ofiar powiększyły tysiące patriotów śląskich, którzy zginęli w więzieniach i obozach zagłady w następnych latach okupacji.
Niemcy dążyli do scalenia i podporządkowania jednolitym władzom całego potencjału produkcyjnego ziemi śląsko-dąbrowskiej. W listopadzie 1939 roku utworzono w Katowicach jedną z filii Głównego Urzędu Powierniczego „Wschód”, którego zadaniem było przejmowanie majątku polskiego oraz przekazywanie go komisarycznym zarządom. Największy koncern górnośląski Wspólnota Interesów Górniczo-Hutniczych, do którego należała od 1937 roku huta „Silesia” w Rybniku, przemianowany na Interessen-Gemeinschaft fur Bergbau und Huttenbetrieb A.G., przejął początkowo Urząd Powierniczy. W marcu 1940 roku dokonano podziału koncernu. W skład nowo utworzonego przedsiębiorstwa, które otrzymało nazwę „Konigs-und Bismarckhutte A.G.” weszły huty żelaza, walcownie, stalownie itp. Spółka ta stanowiła towarzystwo filialne koncernu „Berghutten” z siedzibą w Cieszynie, do którego należały największe huty Zagłębia Ostrawsko-Karwińskiego oraz wiele przedsiębiorstw w Niemczech. Po 2 latach zarządu komisarycznego w 1941 roku również i hutę „Silesia” włączono w skład „Konigs-und Bismarckhutten A.G.” pod nazwą „Werk Silesiahutte-Paruschowitz OS”.

Brama Huty Silesia

Brama Huty Silesia

W hucie „Silesia” zmieniła się obsada personalna wszystkich stanowisk kierowniczych. W skład ścisłej dyrekcji wchodzili wyłącznie Niemcy. Pozostałem stanowiska kierownicze zajmowali na ogół ci Niemcy, którzy już przed wojną pracowali w zakładzie, lub też osoby, które poprzez przyjęcie niemieckiej listy narodowościowej i gorliwie wysługiwanie się hitlerowskiej władzy stali się „godnymi” sprawowania funkcji. Szczególnie niebezpieczny dla załogi był niższy nadzór techniczny, ponieważ osoby te pilnowały wykonania podnoszonych ciągle norm i donosiły dyrekcji lub Gestapo o wszelkich przejawach niezadowolenia i naruszania dyscypliny pracy.

Budynki na terenie huty

Budynki na terenie huty

Początkowo Niemcy nie zamierzali rozwijać polskiego hutnictwa. Rozpoczęli nawet wywóz surowców i demontaż urządzeń z przeznaczeniem dla hutnictwa w głębi Rzeszy. Takie posunięcia wynikały z wiary w szybkie i zwycięskie zakończenie wojny, kiedy to przemysł polski nie był jeszcze potrzebny……

Budynki na terenie huty

Budynki na terenie huty

CDN….
Valjean i Biker76

Bibliografia: ”Huta Silesia 1753-1978” Janina Molenda


Na tematy związane z „Hutą Silesia” można podyskutować na naszym forum.

Maj 092007
 

Poświęcam matkom, siostrom i żonom – byłych więźniów hitlerowskich obozów koncentracyjnych…

MARZENIE

[Jak?] ja mieć będę dwadzieścia lat,
[Zacznę?] oglądać nasz piękny świat.
[Usiądę?] w wielkim ptaku motorze
[I wzniosę się?] w wszechświata przestworze.
Popłynę, pofrunę w świat piękny, daleki.
Popłynę, pofrunę przez morza i rzeki.
Chmura siostrzycą, wiatr będzie mi bratem.
Się będę zdumiewał na Nilem, Eufratem.
Zobaczę sfinksy i piramidy
W prastarym kraju boskiej Izydy.
Przepłynę nad ogrom wody Niagary.
Kąpać się będę w słońcu Sahary.
Przez szczyty Tybetu, co w obłokach giną,
Nad cudną, tajemną magów krainą.
A wydostawszy się spod skwarów mocy
Będę szybował nad lodem Północy.
Przefrunę nad wielką wyspą kangurów
I nad szczątkami Pompei murów.
Nad świętą Ziemią Zakonu Starego
I nad ojczyzną Homera słynnego.
Się będę zdumiewał nad pięknym światem-
Chmura siostrzyca, wiatr będzie mi bratem.

wiersz Abrahama Koplowicza
(zginął w KL Auschwitz mając 13 lat)

Rozmyślając o treści wiersza „Marzenie”, w nieco inny sposób przyglądam się dorastającym dziewczynom, ich rozpromienionym w uśmiechu buziom pełnym optymizmu w przyszłość. Zastanawiam się bowiem, w jakie realia przekształcą się ich marzenia. Często wyłania się z wyobraźni obraz innej dziewczyny, o rysach twarzy jakże mi znajomych i bliskich – wizerunek mojej mamy. Ona także miała swoje piękne marzenia, „dom” na miarę własnych wyobrażeń, rodzinę, dziecko i – … wielką nadzieję na pomyślną przyszłość. Wszystko jednak się zmieniło, gdy 1 września 1939 r., wojska hitlerowskie wkroczyły do Polski.
… Nie tylko jej plany „na przyszłość” się zmieniły, zmieniło się tak wiele w życiu milionów polskich rodzin. Terror i ciężkie przeżycia, nie tylko dotknąły mężczyzn ale i matki, siostry, żony, – gdy mężów, synów, ojców braci wepchnięto w piekło walki, lagrów, obozów koncentracyjnych. Nie mogę więc ograniczyć swoich relacji do wspomnień o ludziach „zza drutów kolczastych”, gdy przed tymi drutami niemniej boleśnie przeżywały sadyzm niemieckiego okupanta wymienione wcześniej przedstawicielki rodu kobiecego. Nie tylko przeżywały ciężar brutalnego rozstania ze swoimi bliskimi, ale podjąć musiały walkę o przetrwanie tych bliskich w obozach, swoich rodzin na wolności i bardzo często pomagać znajomym w równie ciężkiej sytuacji materialnej.
 HELENA  KLISTAŁA z d. Żurek, urodziła się 9.11.1912 r. w Rauxel (Westfalia), z ojca Stanisława i matki Tekli z d. Mocydlarz. Szkołę powszechną ukończyła w Krotoszynie (woj. poznańskie). W 1924 r. wraz z rodzicami przeprowadziła się do Rybnika, gdzie w latach 1928/29 uczęszczała do Szkoły Zawodowej Sióstr Urszulanek. Następnie pracowała w Zakładzie Psychiatrycznym w Rybniku. Wyszła za mąż w 1935 r. i urodziła dwóch synów: Jerzego i Henryka.
Klistała Helena
Jak wynika z bardzo skróconej części życiorysowej, krótko mogła cieszyć się z założonego ogniska rodzinnego. Już bowiem od 1939 r., a więc od rozpoczęcia się okupacji hitlerowskiej, zmuszona była, jak wiele innych Polek, dostosować się do rygorów okupacyjnych.
Gdy aresztowano Jej męża 11.02.1943 r., musiała pokonywać trud utrzymania swojej rodziny, a także pomagać swoim rodzicom i dzieciom siostry które po aresztowaniu Zofii i Stanisława Sobików zostały pod opieką dziadków (rodziców Zofii i Heleny).
Mimo upływu wielu lat od tamtej ponurej rzeczywistości, nie mogę zapomnieć jakże wielkiego zaangażowania mamy, w pomoc aresztowanym: mężowi, siostrze i szwagrowi. Już następnego dnia tj. 12 lutego, wcześnie rano, udała się na Gestapo, z Gestapo do swoich rodziców na Smolną, później do rodziców ojca na „Meksyko”, by wraz z dziadkiem (ojcem mojego ojca) ponownie wrócić na Gestapo. Miesiąc luty w 1943 r., był bardzo mroźny, a mama chcąc się koniecznie zobaczyć z aresztowanym ojcem, musiała działać bardzo szybko. Zostaliśmy wówczas pod opieką lokatorki mieszkającej w naszym budynku. Mama oczywiście niewiele mogła ojcu pomóc, lecz nie ustawała w nadziei, że może uda się wydostać najbliższych z rąk niemieckich oprawców.
Dnia 13 lutego 1943 około godziny 12,00, w okolice wejścia do budynku Gestapo, podjechały samochody ciężarowe, wyprowadzano aresztowanych i kazano im wchodzić na skrzynie załadunkowe samochodów. Mogła jedynie z oddali obserwować załadunek aresztowanych – była jedną z wielu osób, które przyglądały się wywożeniu działaczy rybnickiego ZWZ/AK do KL Auschwitz.
Widziała się wówczas z ojcem po raz ostatni! Pod koniec czerwca 1943 r., otrzymała wyjątkowo bolesny cios, gdy nadeszło zawiadomienie o śmierci ojca 25.06.1943 r. w KL Auschwitz!
*

„Mamusia”, – tak zwracaliśmy się do Niej z bratem od momentu, gdy Ta właśnie mamusia nauczyła nas wymawiać pierwsze słowa, aż po ostatnie dni Jej życia – do 22 sierpnia1985 r. Było w tym określeniu zawarte osobiste i najserdeczniejsze uczucie do naszej rodzicielki, niezależnie od tego, czy komuś postronnemu zwrot ten wydawał się zbyt zdrobniale wymawiany, lub używany z dziecinnego nawyku.

Jak to już wspomniałem, Mamusia od momentu aresztowania ojca, wyjątkowo mocno zaangażowana była w działania, by nasza rodzina przeżyła okres okupacji. Podjęła heroiczną walkę o przetrwanie najbliższych, a trzeba pamiętać, że pomagała także i tym członkom rodziny – więzionym w KL Auschwitz!
Ojciec był jedynym żywicielem rodziny. Obowiązywały kartki żywnościowe, ubraniowe, a kartki przysługiwały tylko pracującym i ich rodzinom. Jako Ślązacy a szczególnie ojciec – jako pracownik niemieckiego przedsiębiorstwa, z „urzędu” (na siłę) otrzymali volkslistę III grupy – wg klasyfikacji społeczności niemieckiej. Była także IV-ta grupa (nazywana „bezgrupowcy”), do której należeli ci, którzy na terenach okupowanych nie chcieli przyjąć czy podpisać grupy III-ciej. Do takich właśnie bezgrupowców należeli rodzice mamy, u których zostały dzieci Zofii i Stanisława Sobików. Gdy więc ojca aresztowano, zostaliśmy bez środków do życia, a okupant ani myślał zabezpieczyć pomoc socjalną czy materialną rodzinie wroga Niemiec.
W pierwszej kolejności, na miarę swoich możliwości, przyszła nam z pomocą materialną rodzina ojca. Nadal aktywna (choć częściowo rozbita) organizacja konspiracyjna ZWZ/AK, także okazywała pomoc w różnej postaci dla rodzin, których członkowie zostali skrzywdzeni przez okupanta. Wielokrotnie podczas Mszy św. w kościele O.O. Franciszkanów przy ulicy Wodzisławskiej, podchodziła do mamy jakaś nieznana osoba i dyskretnie wsuwała Jej w rękę zawiniątko. Wewnątrz były pieniądze albo kartki żywnościowe, ubraniowe, lub i jedno i drugie. Czasem pieniądze były dostarczane przez kogoś ze znajomych – ze wskazaniem, dla kogo są przeznaczone. Trzeba jednak było uważać, by okupant nie zorientował się, że taka forma pomocy jest nam udzielana, a szczególnie z jakiego źródła.
Mama była główną „organizatorką” artykułów spożywczych, inicjująca wysyłkę paczek do obozu dla ojca, cioci Zosi i wujka Staszka. Gestapowcy interesowali się rodzinami, które zostały bez środków do życia, a pomagają bliskim osadzonym w obozach. Nie mogąc osobiście wysyłać za dużo paczek, żeby nie wzbudzać podejrzeń, upraszała znajomych Niemców, by swoim nazwiskiem wysyłkę paczek „firmowali”.
Produkty żywnościowe – a więc „wsad” do paczek, „organizowała” mama aż z poznańskiego – od siostry babci. Siostra ta hodowała kozy, drób. Nadto, okoliczni sąsiedzi cioci (gospodarze), przynosili mamie masło, wędliny i słoninę z zabijanych nielegalnie prosiaków. Jeden z sąsiadów pracujący w młynie zbożowym, przynosił pszenną i żytnią mąkę do wypiekania chleba i ciast, a była to mąka najwyższego gatunku – jaką okupant wysyłał do Niemiec.
Mama musiała osobiście przewozić ciężkie walizki wypełnione cennymi produktami spożywczymi, gdyż Jej ojciec (a nasz dziadek) był człowiekiem bardzo schorowanym, niezdatnym do jakiegokolwiek wysiłku fizycznego. Ponadto, uzmysłowić sobie trzeba tamte realia i ryzyko, które mama ponosiła. Niemcy byli zorientowani, że Polacy aby przetrwać w okupowanym kraju, uprawiają szmugiel na wielką skalę. Policja okupanta organizowała łapanki, przy każdej podejrzanej sytuacji. Przeprowadzane były rewizje bagażów, rewizje osobiste, rewidowano w domach, pociągach i innych środkach lokomocji, bezpośrednio na ulicy, a za znalezienie przy sprawdzanej osobie trefnego towaru, groził także KL Auschwitz. Nie tylko więc za działalność polityczną można było dostać się do obozu koncentracyjnego!
W nawiązaniu jeszcze do losu jaki Niemcy przygotowywali rodzinom byłych więźniów politycznych dodam, że po wyzwoleniu Rybnika, odnaleziono w byłym budynku Gestapo wykazy osób, które miały być wysłane do KL Auschwitz i tam uśmiercone gazem. Dzięki przyspieszonym o parę tygodni działaniom wojennym zamiar ten nie został zrealizowany. Były na tych wykazach wpisane osoby z rodzin, z których kogoś wcześniej aresztowano czy uśmiercono, członków konspiracyjnych organizacji ruchu oporu, a więc wrogów Rzeszy. Na listach tych były wpisane i nasze nazwiska .
W rzeczywistości polityczno – społecznej po wojnie czyli po 1945 r., Jej dola niewiele się zmieniła. Z jednej strony, w ramach przeprowadzanej w maju 1945 r. akcji rehabilitacyjnej osób wpisanych do trzeciej grupy niemieckiej (grupy narodowej lub do grupy tzw. „Leistungs – Pole”), mama była wezwana do Starostwa w Rybniku i musiała składać „deklarację wierności Narodowi Polskiemu i demokratycznemu Państwu Polskiemu”. Było wręcz upokarzające, że po takiej krzywdzie doznanej od okupanta, w wyzwolonej już Ojczyźnie (za którą nasi najbliżsi złożyli ofiarę życia), mama musiała składać „deklarację wierności”! Z drugiej strony, jako wdowa po „Akowcu” także była na tzw. cenzurowanym. Miała poważne problemy z otrzymaniem nawet fizycznej pracy, a praktycznie „dorabiać” musiała się wszystkiego od nowa. Po ewakuacji do innej miejscowości na okres działań frontowych, wróciliśmy do mieszkania splądrowanego w takim stopniu, że trzeba było kupować wszystko do domu, począwszy od podstawowych przedmiotów.
Bolesne są te wspomnienia, gdy w kilka lat po wyzwoleniu, mama nadal nie wierzyła w śmierć męża, a naszego ojca. Żyła złudną nadzieją, że otrzymane powiadomienie o Jego śmierci w KL Auschwitz to pomyłka. Nadzieję te budzili „życzliwi” znajomi, przytaczający przykłady z historii osób, o których śmierci informowano rodzinę, mimo, że żyły i po jakimś czasie wracały.
Brutalna rzeczywistość okazała się nieubłagana – Jej mąż nie wracał. Zbolała psychicznie, nie zawarła drugiego związku małżeńskiego. Zabiegając o środki na skromne utrzymanie domu, ani przez moment nie zaniedbywała pomocy innym. Przede wszystkim skupiała się na właściwym wychowywaniu synów – wpajając w nich patriotyczne wartości, uczciwość, sumienność. Pomagała swoim rodzicom i siostrze Zofii, która wróciwszy z obozu, długo musiała się przyzwyczajać do „normalnego” życia.
Helena Klistała zmarła 22.08.1985 w Rybniku, spoczywa na miejscowym cmentarzu.
Maj 072007
 
„Czuwaj”, jest dla braci harcerskiej nie tylko słowem pozdrowienia, ale także wiele znaczącym symbolem autentycznego czuwania. Czuwali – by dawać przykład innym poprzez osobiste zachowania i wysokie morale. Czuwali – niosąc pomoc potrzebującym, czuwali – by wróg bezkarnie nie zniewalał Ojczystej ziemi, czuwali w obozach zagłady, gdy trzeba było przeciwstawiać się bestialstwu i bezczeszczeniu ludzkiej godności.
zhp
Powyższe wywody dotyczą kręgu osób, których morale kształtowane było w wybitnie patriotycznej organizacji młodzieżowej, jaką jest Związek Harcerstwa Polskiego. Gdy więc w naszej szarej codzienności coraz bardziej panoszy się zakłamanie i niemoralność, z tym większą czcią wspominamy wzorce, które od pokoleń kojarzone są właśnie z harcerstwem.
Harcerstwo, oprócz kształtowania charakteru młodzieży, dawało także możliwość rozwijania sprawności fizycznej, uczyło zaradności życiowej, kształtowało patriotyczne uczucia. Gdy więc Główna Kwatera ZHP jeszcze przed wrześniem 1939 roku, poinformowała o grożącej Polsce agresji Niemiec hitlerowskich i ogłosiła pogotowie do obrony kraju, odzew był ogromny. Wielu harcerzy zgłosiło gotowość zostania „żywą torpedą” i wysyłało zbiorowe zgłoszenie do dowództwa Marynarki Wojennej w Gdyni, prosząc o przyjęcie, w razie potrzeby, do takiej formy służby w obronie ojczyzny. Czy jednak można się dziwić czemukolwiek, jeżeli młodzi zapaleńcy świadomie, dobrowolnie i z bezwzględną aprobatą pojmowali kodeks zachowań i postępowania ujęty w kilku zdaniach Przyrzeczenia Harcerskiego:
„Mam szczerą wolę całym życiem
pełnić służbę Bogu i Polsce
nieść chętną pomoc bliźnim
i być posłusznym Prawu Harcerskiemu”.
Wszechstronne przygotowanie obronne w szeregach harcerstwa, zaowocowało powszechnym udziale harcerzy i harcerek już w walkach o niepodległość w latach 1914-1921. Gdy więc w okresie zniewolenia Polski w 1939 r. hordy „nadludzi” z pod znaku swastyki wprowadzały porządki okupacyjne, oprócz powstawania różnego rodzaju organizacji ruchu oporu, najlepiej był przygotowany do stawienia oporu okupantowi – ZHP. Już bowiem w sierpniu 1937 r., harcmistrz Józef Pukowiec ze Śląskiej Komendy Chorągwi Harcerzy w Katowicach na kursie podharcmistrzowskim w Suminie, udzielał wskazówek by rozpocząć przygotowania do ewentualnych obronnych działań zbrojnych przeciwko Niemcom. W 1938 r. rozkazem naczelniczki harcerek – powołane zostało w całym kraju Pogotowie Harcerek, natomiast w 1939 r. naczelnik harcerzy powołał Pogotowie Harcerzy. Oczywiście, większość kadry instruktorskiej została zmobilizowana. Gdy zaś agresja hitlerowska stała się faktem, harcerze udzielali pomocy władzom wojskowym oraz administracyjnym w utrzymaniu sprawnej łączności, okazywali opiekę ewakuującej się ludności, pełnili służbę sanitarną.
Od 27.09.1939 r. całe ZHP zaangażowało się w ruch konspiracyjny przyjmując kryptonim „Szare Szeregi”. Jak stwierdza dr J. Niekrasz w książce „Z dziejów AK na Śląsku”, 90% żołnierzy śląskiego AK rekrutowało się z szeregów harcerskich.
Walka z okupantem była bezwzględną, wróg nie miał skrupułów w rozprawianiu się z tymi wszystkimi, którzy nawet w minimalnym stopniu odważyli się sprzeciwić hitlerowskim porządkom. Odbywały się masowe aresztowania, bez względu na wiek konspiratora, a wystarczył byle pretekst czy podejrzenie o przynależność do ruchu oporu. W terenach przyobozowych, wystarczyło podejrzenie o udzielanie pomocy więźniom w ich tragicznej doli. Jest przeogromna ilość przykładów i przekazów byłych więźniów, podkreślających postawę harcerzy – ich dalsze trwanie w owym „Czuwaj” – gdy trzeba było nieść pomoc współwięźniom.
Ograniczoność niniejszego opracowania nie pozwala na dłuższe rozwijanie przykładów owej pomocy, więc przytoczę chociaż kilka nazwisk osób, które ze znanego mi otoczenia – tam za przysłowiowymi drutami kolczastymi, mimo własnych cierpień, okazywali przykład braterskiej pomocy.
hm JÓZEF PUKOWIEC, pseud. „Chmura” i „Pukoc”.
Urodził się 14.09.1904 r. w Świętochłowicach, w rodzinie robotniczej. Patriotyczna atmosfera domu rodzinnego wywarła niezatarte piętno na chłopcu, upośledzonym przez garb, lecz obdarzonym ogromną siłą woli i otwartym, chłonnym na wiedzę umysłem.
Józef Pukowiec

Józef Pukowiec

Zaangażowanie Józefa i jego braci w kolportaż polskich wydawnictw, bardzo niekorzystnie wpływało na stosunki wobec niego w niemieckiej szkole, skutkiem czego rodzina Pukowców przeniosła się ze Świętochłowic do Chwałowic koło Rybnika. Po ukończeniu szkoły Józef Pukowiec podjął się roli gońca w Komitecie Plebiscytowym, uczestnicząc w ten sposób w powstaniach śląskich, a po wyzwoleniu Śląska rozpoczął naukę w seminarium nauczycielskim, kończąc je w 1925 r. W roku 1927 Józef Pukowiec objął funkcję komendanta Hufca Rybnik i pełnił tę funkcję do 1929 r. a po tej krótkiej przerwie kolejny raz od 1935 do 1938 r. W roku 1939 został komendantem Chorągwi Związku Harcerstwa Polskiego w Katowicach. W sierpniu 1939 r. utworzył Harcerską Służbę Pomocniczą, zabezpieczył archiwum Komendy, a po wybuchu wojny organizował działalność obronną drużyn harcerskich, przekształconych w Harcerskie Pogotowie Służby Wartowniczej. W październiku tegoż roku założona została przez Józefa Pukowca konspiracyjna komórka harcerska „Birkuty” na terenie Katowic. W następnych miesiącach opracowany został pod jego kierownictwem plan działania konspiracyjnie działającego harcerstwa na Śląsku. Redagował pisma konspiracyjne „Zryw” i „Świt”. Kierując pracą podziemnej Chorągwi Śląskiej, Pukowiec wszedł do sztabu okręgowego organizacji Siły Zbrojne Polski (SZP), a następnie Związek Walki Zbrojnej. Został jednak aresztowany przez gestapo 18.12.1940 r. i przekazany do KL Auschwitz. W połowie stycznia 1941 r. przewieziono go do więzienia katowickiego i poddano nieludzkim torturom. Nie zdradził jednak żadnego nazwiska ani schematu organizacyjnego. Jego zachowanie w rękach oprawców było wyrazem postawy wyniesionej z rodzinnego domu i zachowanej do końca.
Oto list Józefa Pukowca, pisany w przeddzień egzekucji:Kattowitz, 13.8.42 r.

Moi Najdrożsi!
List Wasz otrzymałem wczoraj. Serdecznie Wam wszystkim za życzenia dziękuję i pozdrawiam Was wszystkich po raz ostatni, życząc Wam wszystkiego dobrego, pogodzenia się z wolą Bożą. Schodzę pogodzony z Bogiem, spokojny, bez wyrzutów sumienia, bez poczucia wyrządzenia komukolwiek krzywdy, z myślą o Was Kochani Rodzice, o Was Bracia i Siostry. Jeśli Was któregokolwiek uraziłem przepraszam i myślę, że mnie także wszystko wybaczycie. Schodzę w przekonaniu, że wykonałem także obowiązki syna i brata ile to leżało w moich siłach. Kiedy list ten otrzymacie, mnie już nie będzie ale pozostanę z Wami. Proszę Was o modlitwę za biedną i grzeszną duszę moją. Testamentu pisał nie będę, bo wszystko co posiadałem, to gorące uczucia miłości dla Was, Braci oraz siostry a o nich wątpić nie będziecie. Marię pożegnajcie również. Luśkę jej córeczki, Waleskę i jej dzieci, Martę i dzieci, Annę, Szwagrów i wszystkich oraz ich dzieci. Rzeczy, które tu są możecie odebrać pod wskazanym adresem: 1) Zegarek, 2) parę butów, 3) ubranie szare, 4) płaszcz zimowy, 5) 4 koszule, 6) 3 gaci, 7) parę kapci, 8) 3 pary skarpetek, 9) 3 chusteczki do nosa, 10) 26,08 DM, 11) zeszyty i książki do nauki stenografii, 12) kapelusz szary, 13) kołnierz i krawat, 14) różaniec, 15) listy.
Ostatni raz Was pozdrawiam, wytrwajcie w bojaźni Bożej, w myśli o ponownym połączeniu się w zaświatach na łonie Boga, w myśli o lepszym jutrze. Zostańcie nieugięci, niezłomni tym silnym ciosem do ponownego połączenia się. Prochy moje sprowadźcie i pochowajcie albo w Pszczynie lub w Ćwiklicach, jako pomnik wystarczy korona cierniowa.
Ostatnie pozdrowienia śle Wasz syn i brat

Józef
Treść listu, poruszająca nawet najbardziej zatwardziałe serca, wskazuje na hart ducha osobowości niezwykle zorganizowanej, wysoce religijnej, wiernej do końca swoim ideałom. Nawet po latach byli współwięźniowie z KL Auschwitz – z bloku 14, wspominają wieczór wigilijny ze śpiewaniem kolęd, zorganizowany przez Józefa Pukowca. Gdy jednak zapadł w Bytomiu wyrok w jego sprawie – kara śmierci, w dniu 14.08.1942 r., ścięcie gilotyną przerwało życie człowieka tak oddanego Bogu i Ojczyźnie.
Przypomnę jeszcze dla uzupełnienia, że w kilka dni po ścięciu Józefa, aresztowano Jego brata – Bronisława, wywieziono go do KL Auschwitz, gdzie został rozstrzelany. Kolejny brat – Alojzy, także dostał się do obozu Neuengamme pod Hamburgiem. Gdy jednak nastąpiła ewakuacja obozu drogą morską, zginął zatopiony na jednym z czterech statków. Czwarty z braci – Stanisław, także aresztowany przez hitlerowców, dostał się do KL Buchenwald i tam został oswobodzony. Przeżył wprawdzie pobyt w kilku obozach, lecz wskutek wykonywanych na nim doświadczeń medycznych zmarł w 1948 r.
Nazwisko Pukowców stało się dla społeczności rybnickiej symbolem walki i męczeństwa. Imię Józefa Pukowca często jest nadal wspominane przez brać harcerską na ogniskach, gawędach, apelach poległych. Żadne jednak – nawet najpoważniejsze odznaczenia nie zastąpią tego, co zapada bardzo głęboko w sercach ludzi, manifestujących tak wielkiemu patriocie należną mu serdeczność i wieczną pamięć!!!Na zakończenie wspomnień o osobie Józefa Pukowcu, wykorzystuję fragment z opracowania Szczepana Balickiego:
„Podziemna praca harcerska rozpoczęła się już w październiku 1939 r., a młodzież i instruktorzy Hufca odegrali czołową rolę w działalności konspiracyjnej i walce zbrojnej z okupantem na terenie ziemi Rybnickiej, płacąc za to licznymi ofiarami. Toteż, gdy u schyłku lat sześćdziesiątych należało wybrać Hufcowi patrona, z długiego pocztu poległych harcerzy na czoło wysunęła się zdecydowanie postać harcmistrza Józefa Pukowca – człowieka umiejącego zarówno w pracy pokojowej, jak i walce z niemieckim najeźdźcą godnie realizować ideały Prawa Harcerskiego, wiernego Ojczyźnie aż do męczeńskiej śmierci.”.

WOLNY STANISŁAW,
Urodzony 19.05.1914 r. w Gorzycach k.Wodzisławia Śl. pow. rybnicki, syn Józefa i Konstancji, mieszkaniec Rybnika. Uczeń rybnickiego gimnazjum, a od 5 klasy – gimnazjum kupieckiego w Rybniku. Harcerz – podharcmistrz, przed drugą wojną światową członek Komendy Hufca ZHP w Rybniku. Po zajęciu Rybnika przez Niemców w dniu 1.09.1939 r., inicjator powołania Polskiej Organizacji Powstańczej (POP).
Stanisław Wolny

Stanisław Wolny

Nawiązał łączność z działającym na terenie Katowic harcmistrzem Józefem Pukowcem – współzałożycielem „Ku Wolności” i zorganizował w listopadzie 1939 r. w okręgu rybnickim Polską Organizację Powstańczą i został jej przywódcą. Początkowo praca POP nastawiona była na prowadzenie propagandy antyniemieckiej, podtrzymywanie ducha polskiego, zamierzano prowadzić akcje dywersyjno – sabotażowe i wojskowe. Wielkim sukcesem było redagowanie własnego pisemka, któremu dano tytuł „Zryw”.
W pierwszym numerze umieszczono fotografię gen. Władysława Sikorskiego, drukarnia była ulokowana w piwnicznym bunkrze w domu Tkoczów w Chwałowicach. Tam też znajdowała się radiostacja. Zarówno w środowisku harcerskim jak i konspiracyjnym szczególnie zapamiętany był jako niosący pomoc rodakom pokrzywdzonym przez okupanta. Aresztowany 17.04.1940 r. przez Gestapo, więziono go wpierw w Rybniku gdzie podczas śledztwa był wieszany głową w dół, wbijano mu szpilki pod paznokcie. Następnie, 22.06.1940 r. przekazany został do KL Auschwitz i zarejestrowany jako więzień nr 1092. Dostał się do Bunawerke, do ciężkich robót ziemnych. W lecie 1942 r. zachorował na tyfus plamisty, i mimo opieki jaką otoczyli go koledzy z Rybnika i lekarz Leon Głogowski (także więzień – rybniczanin), zmarł 23.08.1942 r. Według aktu zgonu nr 24303/1942 zmarł o godz. 13:05, zapisana przyczyna zgonu: „Fleckfiebernr” (tyfus plamisty).